poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 7

W ostatnim momencie zrezygnował. Przełknął ślinę spoglądając na łabędzie, które spokojnie pływały po tafli wody.
-Boję się, że jak ci to wszystko wytłumaczę, to cię stracę-szepnął spoglądając kątem oka na mnie. 
-Jeżeli w ogóle tego nie wytłumaczysz, to tym bardziej się od ciebie oddalę-mruknęłam. 
Zaczął wyłamywać swoje długie palce, zupełnie tak ja w chwilach strachu, bezradności i wściekłości. Zauważyłam, że jego dłonie pokrywają delikatne blizny na knykciach. Paznokcie mimo wszystkiego były czyste i zadbane. Kiedy zobaczył, że nadal przyglądam się jego bliznom, odruchowo przestał strzelać palcami i opuścił je swobodnie.
-No dobrze. To może zacznę od początku, wszystkie rzeczy, które dotychczas znałaś i myślałaś, że nie są prawdą, niestety okazały się prawdziwe.
Podniosłam zaskoczona brwi. Sam jego wstęp martwił mnie. Czyli co, duchy, syrenki i smoki wyjdą z zaświatów, żeby opanować świat? W duchu zaśmiałam się cicho, jednak widząc jego surowe spojrzenie spoważniałam.
-Co masz na myśli?
-Gracie, miałem to trzymać w tajemnicy, miałaś nigdy się o tym nie dowiedzieć, ale widzę, że sytuacja jest poważna i nie mówienie ci o tym byłoby nie fair-odparł.-Najpierw ci coś pokażę.
Chłopak usiadł na trawie, ściągnął jednego buta i podwinął lewą nogawkę ukazując mi swoją bliznę na łydce. Wyglądała dokładnie tak jak moja. Znajdowała się w tym samym miejscu, była tak samo szeroka i długa i zdawało mi się, że musiała zostać zadana mniej więcej w tym samym czasie co moja. Kucnęłam i przejechałam po niej delikatnie, widziałam, że chłopak przegryza wewnętrzną stronę policzka. Chrząknął, z powrotem założył buta i poprawił spodnie.
-Wiem, że teraz wydaje ci się to absurdalne, ale istnieje coś poza życiem ziemskim.-Zaczął niepewnie.-Zmarłem jako małe dziecko, w zasadzie nawet nie poznałem swojej matki, dokonała aborcji, bo nie chciała nosić w sobie dziecka, które spłodził gwałciciel...
-Zaczekaj, czyli teraz rozmawiam ze zmarłym?-Odsunęłam się o krok od niego, nie mogłam uwierzyć w to co mówi.
Dlaczego słowa, które wypowiadał nie przychodziły mu z łatwością? Brzmiały absurdalnie i naprawdę wątpiłam w ich prawdziwość. Oliver długo dobierał słowa, słyszałam, że mówi je tak, choćby powtarzał codziennie tą przemowę i znał ją już na pamięć.
Widząc moje przerażenie na twarzy, pokręcił głową z rozbawieniem.
-Za szybko, pozwól, że ci dokończę. Gdy byłem w niebie, trochę podrosłem i archanioły dały mi rolę anioła stróża. Było to moim zdaniem nieodpowiedzialne, w końcu byłem tylko dzieckiem, ale za zadanie miałem opiekować się tobą. Przez jedno swoje nieposłuszeństwo zadali mi tą samą ranę, co tobie, abym pamiętał czym kończy się nie słuchanie ich rozkazów. Czy pamiętasz coś z wypadku, kiedy rozcięłaś sobie łydkę?
Kiwnęłam głową. Nie wiedziałam skąd on to wszystko wiedział. Skąd wiedział o moim wypadku? Jaki anioł stróż? Przecież o tym słyszałam tylko w biblii i w niektórych książkach, nigdy nie sądziłam, że ktoś taki będzie stał nade mną, jako człowiek, że będzie ze mną rozmawiał i otwarcie mówił o tym.
-Tak i to naprawdę bardzo wyraźnie. Nigdy nie miałam tak realistycznego snu.
-I o to w tym wszystkim chodzi, że to nie był sen. Dostałaś się do świata zmarłych.
Zamarłam. Stałam w miejscu nie mogąc wydusić ani słowa. Spoglądałam w osłupieniu na chłopaka. Miałam wrażenie, że to wszystko sen, wszystko co do tej pory powiedział mi Oliver było kłamstwem, że po prostu żartuje sobie ze mnie. Wycofałam się znowu przerażona dociskając ręce do ust. Tego wszystkiego było za dużo. Teraz rozumiałam, dlaczego tak niechętnie chciał mi to wytłumaczyć. Wiedział jaka będzie moja reakcja, wiedział czego może się spodziewać, kiedy mi to powie.
-Oliver, dla mnie to za wiele-szepnęłam nie mogąc zdobyć się na pewność w swoim głosie.-Chcę do domu to przemyśleć...
Kiwnął głową.
-Jasne...Grace, przykro mi to mówić, ale to nie koniec, wolisz żebym ci to dokończył czy raczej nie czujesz się już na siłach?
-Nie, dzisiaj nie dam rady dłużej o tym słuchać, przepraszam.
Kiwnął znowu głową jakby do siebie. Podążałam za nim, kiedy odprowadzał nas do wyjścia. Usiedliśmy w aucie. Odjeżdżając pożegnał nas deszcz.
***
Gdy odebrałam ze szkoły Rosie i robiłam dla nas obiad, tata wrócił wcześniej z pracy w złym humorze. Swoją teczkę z dokumentami odłożył na stół i oparł się ręką o czoło. Zjedliśmy posiłek prawie w milczeniu, tylko Rose opowiadała ciągle o tym co dzieje się w szkole, co zrobiła od niej najlepsza przyjaciółka i jaką ma wspaniałą wychowawczyni. Starałam się jej słuchać, na opowieści siostry siliłam się na uśmiech, ale w uszach nadal brzęczały mi nierealne opowieści Olivera, nie umiałam w to uwierzyć, a jednak coś w moim sercu krzyczało, że nie kłamie.
Zresztą po co miałby kłamać?
Kiedy dziewczynka zauważyła, że każdy zajęty był swoimi myślami, zawstydzona spuściła wzrok i zaczęła szybciej jeść obiad. Podziękowała grzecznie, odniosła swoje naczynia i opuściła kuchnię. Krótko po niej sama wstałam, pozmywałam po nas naczynia i skierowałam się w kierunku mojego pokoju. Wchodząc do pomieszczenia o mało się nie przewróciłam. Pokój było całkowicie zdemolowany. Obrazek na którym byłam ja i mama był doszczętnie spalony, tylko część w którym widać nasze ciała pozostały na nim. Do oczu napłynęły mi łzy, tak bardzo kochałam to zdjęcie, było ono naszym ostatnim, inne w albumach fotografie przedstawiały nas jak byłam o wiele mniejsza, nie pamiętałam kiedy je robili. Zdjęcie jednak, które miałam oprawione w ramce i, które ktoś prawie doszczętnie zniszczył, pamiętałam bardzo wyraźnie. Nim się obejrzałam, a po moich policzkach leciały łzy. Szybkim ruchem dłoni przejechałam po twarzy aby je zetrzeć. Wzięłam głęboki oddech i wyrzuciłam do kosza fotografię. Materac z łóżka znajdował się na dywanie, ktoś widocznie czegoś szukał. Z powrotem posłałam łóżko, porozrzucane rzeczy dałam na swoje miejsce i sprawdziłam czy coś mi nie zaginęło, jednak wydawało mi się, że wszystko jest.
Weszłam na laptopa, Sue zdążyła wysłać mi zdjęcia notatek, mimo że o to nie prosiłam. Uśmiechnęłam się ciesząc się, że mogę zająć sobie czymś głowę.
Przepisałam i zrobiłam lekcje zbyt szybko, bo zostało mi mnóstwo wolnego czasu. Zdecydowałam się wziąć gorącą kąpiel i później pomóc w odrabianiu zadań Rosie. Musiałam czymś się zająć, nie mogłam o tym myśleć.
***
Nazajutrz podjechałam pod dom Susanne, ciepłe dni wreszcie nadchodziły. Nasza przerwa zimowa miała zacząć się pod koniec tego tygodnia, ale szczerze wątpiłam w to, że na ferie pozostanie nam chociaż trochę śniegu.
Sue, będąc z David'em, zaczęła ubierać się jeszcze ładniej i odważniej. Widziałam, że ich związek zaczyna jej służyć. Niezadowoleni jednak z tego byli chłopcy z naszej szkoły, którzy się w niej podkochiwali, a także dziewczyny, które oddały by serce jej chłopakowi. Nauczyciele przymykali oko na ich związek, niektórzy widząc ich razem na korytarzu uśmiechali się do siebie, a inni mieli ochotę ich rozdzielić.
Przyjaciółka widząc mnie w opłakanym stanie, od razu zaczęła komentować moje nieschludnie upięte włosy i ubiór wybrany na szybko. Gdy weszłyśmy do szkoły, od razu skierowałyśmy się do łazienki. Poprawiła mój lekki makijaż, a włosy rozczesała i starannie spięła w wysoki kucyk. Nie dało się jednak zatuszować podkrążonych oczu, Sue narzekała ciągle aż w końcu nie wytrzymałam i wyszłam.
Miałam dosyć ciągłych pretensji i niezadowolenia. Naprawdę nie interesował mnie w danym momencie mój wygląd. Wtedy, zastanawiałam się czy jest moją najlepszą przyjaciółką, skoro nawet nie zapytała się o powód dlaczego byłam zamyślona i przyszłam tak do szkoły. W czasie jazdy mówiła tylko o sobie, nie zapytała się nawet co robiłam z Oliver'em, czy co u mnie.
Westchnęłam tłumacząc sobie to jej stałym zdezorientowaniem.
***
Lunch postanowiłam zjeść na dziedzińcu. Nie miałam ochoty rozmawiać z przyjaciółką, jej chłopakiem, a co najważniejsze spotkać tam Oliver'a.
Niestety, gdy kończyłam jeść kanapkę, zauważyłam, że chłopak zbliża się do mnie. Przysiadł się na murku, na którym siedziałam. W myślach przeklęłam.
-Nie zapytasz czy to miejsce jest wolne?-Mruknęłam.
-Po co? Nawet gdyby nie było, zgodziłabyś się, abym usiadł-uśmiechnął się, na co przewróciłam oczami bez sił.-Jak się czujesz? Źle wyglądasz.
-Och, Black, jak zwykle niesamowicie miły, gdzie nauczyłeś się mówić takich wspaniałych komplementów?-Odparłam z przekąsem wrzucając pustą butelkę wody do kosza.
-Zapomniałaś dodać, że jestem do tego wszystkiego niesamowicie przystojny i nie potrafisz się przez to skupić-szepnął, pokręciłam głową z poirytowaniem.
-Pomyliłeś przymiotniki, nie przystojny, a...
-Seksowny-wtrącił uśmiechając się do mnie.-No tak, przepraszam, księżniczko, nawet najlepszym zdarzają się pomyłki.
Zaśmiałam się cicho.
-Dobra, wygrałeś, nie da się pokonać twojej głupoty-uszczypnęłam go w ramię.
-Och, grabisz sobie Smith, grabisz.-Chwycił mnie za rękę, którą zadałam mu delikatny ból.-Musimy porozmawiać, Grace, nie wiesz o wszystkim.
-Może nie tutaj, co? Uznają nas za bandę wariatów-mruknęłam wyrywając dłoń.
Kiwnął głową.
-Oczywiście, że nie tutaj. Będę po ciebie wieczorem.-Zszedł z murku i przyjrzał mi znowu.-Nawet bez jakiegoś wielkiego makijażu, niewyspana i ubrana w tych ciuchach, powoli dorównujesz mi seksownościom-szepnął mi do ucha, uśmiechnął się znowu tak, że gdybym stała, nogi ugięły by się pode mną. Poczułam, że policzki mnie zaczynają palić.-A w tych rumieńcach wyglądasz jeszcze lepiej, muszę zapamiętać, żeby częściej wyprowadzać cię z równowagi, Grace.
Odszedł, a na jego twarzy błądził uśmiech zwycięstwa.
***
Wieczorem założyłam grubą bluzę, leginsy i moje czarne trampki. Oliver, gdy wychodziłam ze szkoły oznajmił, że będzie późno, koło północy, dlatego najciszej jak potrafiłam wymknęłam się z domu.
Stał, oparty o moją balustradę na zewnątrz. Na jego twarz wpełznął lekki uśmiech.
-Nie chcę zostawiać siostry samej, tata poszedł dzisiaj na nockę-mruknęłam spoglądając na niego.
Kiwnął głową.
-To wejdźmy do twojego garażu.
Przystałam na propozycję. Oświeciłam światło, przyniosłam z jadalni dwa krzesła i zrobiłam nam herbatę.
-Powiedz mi, czy naprawdę uważasz, że to był tylko sen?-Zaczął.
Pokręciłam głową upijając łyk herbaty.
-Chodzi wszystko o to, że dostałaś do świata zmarłych zupełnie przypadkiem, nikt z ludzi żyjących w żadnym wieku nie zdołał tego zrobić, dlatego teraz podziemia, mówiąc waszym językiem, piekło, a raczej demony z niego chcą cię wykorzystać, abyś je otwarła i wypuściła ich na wolność, gdyby cię zabili mogłabyś to zrobić nawet nieumyślnie, dlatego jestem teraz tutaj z tobą, aby ci pomóc, przygotować cię na coś, czego nigdy byś się nie spodziewała. Grace, oni są bezwzględni, mogą zabrać ci wszystko, byle żebyś im pomogła. Mogą nawet zabrać ci życie.
Nagle, usłyszeliśmy głośny trzask i płacz młodszej siostry. Szybko zerwałam się z miejsca i zaczęłam biegnąć na górę. Oliver wyprzedził mnie, taranując mi drogę.
-Zostań tutaj, nie pozwolę aby znowu cię skrzywdzili.
*****************************************************
Następny rozdział zostanie dodany prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, mogą nastąpić opóźnienia za co bardzo przepraszam, ale mam na głowie drugie opowiadanie, które muszę napisać o konkursu, postaram się tego nie zaniedbać:)

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 6

Gdy się obudziłam, pomrugałam kilka razy powiekami próbując przyzwyczaić się do panującego światła. Leżałam na dużym łóżku i byłam przykryta grubą, ubraną w ładną, błękitną pościel, kołdrę. Wstałam niepewnie kierując się w stronę drzwi. Nie byłam w swoich ubraniach. Miałam na sobie za dużą, męską bluzkę i krótkie, damskie spodenki od piżamy.
Wchodząc do następnego pomieszczenia, zauważyłam Oliver'a, który spał na kanapie ledwie przykryty kocem. Salon był naprawdę ładnie urządzony. Każda rzecz była starannie dobrana, tapety wraz z podłogą współgrały z całością. Mimo dużych okien, które zakrył żaluzjami, przebijało się do środka naprawdę dużo światła. Widziałam również duży regał z książkami, co wskazywało, że Oli dużo czytał. Naprzeciwko kanapy znajdował się płaski telewizor, który wisiał na ścianie, natomiast obok komody z płytami było lustro.
Westchnęłam widząc swoje odbicie. Włosy były w kołtunach, tusz rozmazał mi się pod oczami, a na dodatek na szyi zauważyłam dużą ranę. Dotknęłam jej opuszkami palców cicho sycząc.
Przypomniały mi się wcześniejsze zdarzenia, ciemne oczy Nathan'a, kiedy dotknął mnie gorącym prętem, wzrok pełen wściekłości Oliver'a i ciemność, która ogarnęła mnie na chwilę po wszystkim.
Wytarłam rozmazany tusz palcami, znalazłam szczotkę i rozczesałam włosy, natomiast zaraz potem obudził się Oliver. Spoglądał na mnie zaspany. Przeczesał ręką niesforne włosy, a zaraz potem jakby coś w niego wstąpiło podbiegł do mnie obejmując kurczowo ramionami. Odepchnęłam go zdenerwowana.
-O co w tym wszystkim chodzi?-Próbowałam krzyknąć, jednak rana nie pozwalała mi na wiele.
Odruchowo przeniosłam wzrok na jego szyję, która posiadała takie same obrażenie jak ja. Przełknęłam ślinę. Czułam się taka bezradna, nic nie rozumiałam z tej historii.
-Posłuchaj, Gracie-odparł cicho cofając się o krok.-Naprawdę chciałbym ci to wytłumaczyć, ale nie mogę, mogłoby stać się ze mną różne nieprzyjemności, gdyby oprócz ciebie i mnie, dowiedziała się na przykład Sue...
-Nie dowiedziałaby się-przerwałam mu szybko.-Błagam Oliver, zaczynam już wariować.
Odszedł kilka kroków ode mnie, oparł się rękami o parapet spoglądając intensywnie w okno. Zastanawiał się długo. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy nie zamyślił się za nadto.
Żeby czymś się zająć, poskładałam koc, który leniwie spadał z kanapy, poduszki, które w nocy musiały osunąć się  ułożyłam na fotelu. Czułam na sobie wzrok chłopaka. Spojrzałam na niego nieśmiało.
-W porządku-westchnął.-Powiem ci, ale jutro, dobrze? Tutaj nie jest bezpiecznie, znam jedno miejsce, które jest strzeżone i nic złego się nie stanie. Dzisiaj powinnaś wrócić do domu, twój tata i siostra pewnie się martwią.
-O cholera! Jak długo tutaj jestem?-Zapytałam przerażona.
-Spokojnie, nie minęło aż tak długo, przespałaś całą noc i trochę poranka, wszystko w porządku, Grace, powiedziałem David'owi, żeby przekazał Sue, że nic ci nie jest-uśmiechnął się lekko, mimo swoich smutnych oczu.-A no tak, piżamę ubrała ci moja przyjaciółka, spodenki zresztą masz od niej. Zostawiła ci ciuchy na zmianę, możesz pożyczyć ode mnie jakąś bluzę, bo na dworze jest dosyć zimno, naprzeciwko ciebie jest łazienka, a ubrania i ręcznik znajdziesz na wieszaku. Zrobię nam śniadanie.
Pokiwałam głową. Weszłam do łazienki. Było to jedyne pomieszczenie w którym nie było tak jasno. Niewielkie okno znajdowało się naprzeciwko prysznica. Wzięłam do ręki wieszak przyglądając się rzeczom pozostawionym przez znajomą Black'a. Westchnęłam cicho. Dzięki swojemu niezbyt wysokiemu wzrostu, ubrania będą na mnie trochę wisieć. Odłożyłam je z powrotem kątem oka dostrzegając bluzę. Była ciemnogranatowa i na pewno będę w niej dosyć śmiesznie wyglądać, biorąc pod uwagę, że większość odzieży była dla mnie za duża. Poskładaną piżamę odłożyłam na blat. Wchodząc do kabiny niepewnie odkręciłam wodę. Była naprawdę ciepła i koiła moje spięte ciało. Zmoczyłam włosy, czując jak mokre kosmyki dotykają moich pleców. Skorzystałam z jego szamponu i płynu do mycia ciała. Teraz wiedziałam co od niego tak intensywnie czułam.
Zauważyłam, że nową szczoteczkę pozostawił na umywalce, poczułam się naprawdę miło, że tak troszczył się o mnie.
Włosy owinęłam ręcznikiem i wyszłam z łazienki czując, że ubrania wiszą na mnie. Musiałam kilka razy podwijać nogawki, abym się o nie nie zabiła.
Gdy chłopak mnie zobaczył wybuchnął śmiechem. Zmierzyłam go spojrzeniem.
-Przepraszam-odezwał się rozbawiony. Postawił na stole tosty i gorącą herbatę starając się opanować śmiech.-Ja już zjadłem, także pozwól, że teraz skorzystam z toalety, jak wrócę masz wszystko zjeść inaczej zostawię cię tutaj i będę dokarmiać, chudzinko.
Przewróciłam oczami biorąc się za śniadanie,
Kiedy wrócił, zostawiłam jednego tosta nie mogąc już nic przełknąć. Włosy zdążyły już prawie wyschnąć, były tylko lekko wilgotne, dlatego spięłam je w długiego warkocza.
Wychodząc wycierał czuprynę ręcznikiem. Czułam się przy nim niezręcznie, wszystko w jego domu było w każdym względzie dopasowane, nawet ubrania, które ubierał wydawały się niezwykle dobrze dobrane. Odłożył ręcznik z powrotem do łazienki lekko zahaczając o łańcuszek, który nosił. Nie miał on żadnej zawieszki, ale myślę, że miał dla niego duże znaczenie, skoro nigdy nie widziałam go bez niego. Gdy włożył naczynia do zlewu, ubraliśmy się w kurtki i buty i weszliśmy do jego garażu. Zauważyłam tam motor i białe, duże bmw.
-Skąd ty na to wszystko masz pieniądze?-Zapytałam podejrzliwie podnosząc jedną brew.
-Moi rodzice umarli, większość rzeczy dostałem od nich ze spadku-mruknął.
-Ja...przepraszam, naprawdę, przykro mi...
-Boże, Grace-westchnął odpalając silnik.-Nic się nie stało.
Odjechaliśmy kierując się w stronę mojego domu. Nie mieszkał daleko ode mnie, dzieliły nas tylko dwie ulice. Zaparkował pod moim domem. Spoglądał na mnie z troską.
-Uważaj na siebie, dobrze? Nie wychodź sama z domu, najlepiej żebyś z tym do jutra zaczekała aż po ciebie przyjadę, będę o 8, nie ubieraj się za grubo.
Kiwnęłam głową i wyszłam z auta. Dopiero, kiedy weszłam do środka, Oliver odpalił z powrotem samochód.
***
Kilka godzin później odwiedziła mnie Sue. Przyniosła kubek lodów i razem siedziałyśmy na kanapie delektując się chwilami wolności.
-Jak ty zamierzasz spotkać się z Oliver'em, skoro jutro jest szkoła?-Zapytała z buzią pełną lodów.
-Jezu, zapomniałam...trudno, nic mi się nie stanie jak jeden raz ją opuszczę-mruknęłam przełączając kanał.
Spojrzała na mnie zaskoczona. Nie skomentowała tego co powiedziałam.
-Jesteśmy z David'em razem-wtrąciła, kiedy po raz kolejny zmieniłam kanał.
Zaskoczona rzuciłam się przytulając się. Zaśmiała się głośno.
***
Zgodnie z prośbą Oliver'a, nie ubrałam się za grubo, mimo że stojąc pod domem trzęsłam się. Zawiozłam małą do szkoły i wróciłam z powrotem do domu. Za osiem ósma Oliver zaparkował pod moim domem. Wsiadłam do auta uśmiechając się lekko. Widziałam, że nie jest wcale zachwycony głównie tym co musi mi powiedzieć, dlatego widząc jego zimne spojrzenie, uśmiech od razu zszedł mi z twarzy. Zapięłam się pasem i odwróciłam wzrok spoglądając w okno. Czułam na sobie spojrzenie Oliver'a, ale po chwili odpalił ponownie silnik i pojechał w przeciwną stronę od miasta. Oglądałam jak domy coraz rzadziej pojawiają się za oknem, a za ich miejsce można było zobaczyć łąki, na których zdążył już stopnieć śnieg. Rzeczywiście, im dłużej jechaliśmy, tym robiło się coraz cieplej na dworze, kilka ludzi, których minęliśmy w tym rejonie, nie śmieli nawet pomyśleć o kurtkach. Czując, że auto powoli nagrzewa się od słońca, ściągnęłam kurtkę i rzuciłam ją na tylne siedzenia. Przeczesałam ręką włosy nie racząc nawet spojrzeć na chłopaka. Z radia puścił muzykę. Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że kołyszę się ciągle w rytm melodii. Kątem oka spojrzałam na niego. Niewinny uśmiech rozjaśnił mu twarz.
Po ponad dwóch godzinach, dojechaliśmy na miejsce. Gdy obydwoje wyszliśmy z auta, skórzaną kurtkę przerzucił przez ramię idąc przed siebie. Byliśmy na totalnym pustkowi, poczułam jak piasek drażni pod wpływem wiatru moje policzki. Nie było widać tutaj żadnej żywej duszy.
-Dlaczego zawiozłeś mnie aż tutaj?
Spojrzał na mnie. Abym mogła przyjrzeć się jego oczom, musiałam podnieść lekko głowę.
-Przypatrz się.
Zaczęłam wytężać wzrok, dalej przed nami rozciągała się duża brama otwierająca kopułę. Podeszliśmy w dane miejsce. Moim oczom ukazał się ogromny park. Dookoła nas było pełno drzew, na środku znajdował się duży staw, w którym pływało kilka łabędzi. Zdążyłam zauważyć kilka krzewów z malinami, jagodami i truskawkami. Oliver zachęcająco kiwnął w ich kierunku. Zerwałam więc z każdego krzaku po dwa owoce. Podałam mu kilka uśmiechając się niepewnie. Jego kąciki podniosły się lekko w górę. Plony z krzewów były naprawdę słodkie i pyszne. Nieśmiało zerwałam jeszcze kilka znowu dając chłopakowi po jednym z danego gatunku. Pociągnął mnie za nadgarstek, abym nie zrywała ich już więcej. Przeszliśmy przez mostek, mijając kilka gatunków ptaków nad nami. Jeden z nich usiadł na balustradzie przechylając lekko główkę. W ręce miałam jeszcze jeden owoc, więc wyciągnęłam w jego kierunku dłoń. Ochoczo wziął ją do dzioba i odleciał zostawiając nas samych. Szliśmy jednak dalej, szum drzew i płynącej wody, niszczył ciszę pomiędzy nami. W rogu, naprzeciwko stawu, zauważyłam białą ławkę, która zdążyła już lekko zardzewieć. Chłopak wyciągnął dwie puszki gazowanego napoju spod siedzenia. Wręczył jedną mi, jednak nie otwarłam jej.
-Nie mam ochoty jej pić, chcę wyjaśnień...-mruknęłam naburmuszona.
Oliver zaśmiał się cicho.
-Jesteś uparta, wiesz?
Kiwnęłam głową i wzruszyłam ramionami. Podszedł do stawu biorąc jeden z bliższych kamieni. Zaczął rzucać żabki, nie zważając na to, że nadal stałam i czekałam na wytłumaczenia. Zdenerwowana ruszyłam w jego kierunku chwytając go za nadgarstek.
-Też uważam, że jest tutaj ślicznie, dziękuje że mnie tutaj zabrałeś, da się w końcu odetchnąć...ale Oliver, do jasnej cholery, mógłbyś w końcu powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?
Odwrócił się do mnie. Spoglądał przez chwilę w moje oczy, a później opuszkami palców dotknął mojej szyi. Zasyczałam cicho przechylając głowę, jednak nadal nie wziął palców z rany. Po kilku sekundach poczułam, że ból znika, że coraz mniej go czuje. Jego dotyk pozbawiał mnie cierpienia, mogłam tutaj długo stać, czując że wszystko inne powoli znika i staje się lepsze, jednak niechętnie odsunęłam się od niego.
Wziął głęboki oddech przygotowując się do wyjaśnień.