-Odsuń się!-Krzyknęłam pełna rozpaczy.-Tam jest moja siostra, nie pozwolę, aby stało jej się coś złego!
Chłopak chwycił mnie za ramiona, abym nie była w stanie ruszyć się ani kroku.
-Obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy, aby nic jej się nie stało. Błagam cię, Grace, schowaj się gdzieś i nie wychodź dopóki ci nie pozwolę, dobrze?
Policzki zaczęły mnie piec ze złości, jednak wiedziałam, że chłopak, na pewno nie pozwoli mi wejść i pomóc siostrze. Nie wiedziałam jaka opcja będzie słuszna. Czas szybko biegł, dlatego postanowiłam zaufać Oliver'owi, że naprawdę w razie potrzeby ją ochroni i jej pomoże.
Pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się na klucz. Spoglądając na szafkę z lekarstwami tuż obok drzwi, szybko przesunęłam ją tak, aby je taranowała. Zaczęłam opróżniać ją, aby potrzebne leki nie zostały zniszczone.
Rzuciłam okiem na okno. Z łatwością ktoś mógłby wybić szybę. Westchnęłam cicho starając znaleźć się tu jakąkolwiek kryjówkę. W pomieszczeniu znajdowała się dosyć solidna szafa taty, w której znajdowały się garnitury i kilka kurtek. Schowałam się tam pośpiesznie delikatnie zamykając drzwi.
Teraz, pozostało mi tylko czekać.
Nie wiem ile minęło czasu. Niepewność i strach blokował moje myśli. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nie miałam pewności czy to na pewno jest Oliver, dlatego postanowiłam nie odzywać się.
-Grace..-usłyszałam znajomy głos. Kobiecy głos.
Głos mojej mamy?! Jak to możliwe, że tutaj jest?
Moja mama...
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo za nią tęskniłam.
Jak bardzo mi jej brakowało.
Szybko wyszłam z szafy, przesunęłam mebel, który zagradzał mojej mamie wejście i otworzyłam drzwi uśmiechnięta. Mina jednak mi zbladła, kiedy za drzwiami nie stała wcale moja rodzicielka, tylko jeden z nich.
Uśmiechał się złośliwie, a czarne oczy zaczęły mu błyszczeć z radości.
-Chyba twój anioł stróż cię opuścił, co?-Zażartował, sam śmiejąc się ze swojej wypowiedzi.
Zaczęłam powoli się cofać nie spuszczając z niego wzroku.
-Nie rozśmieszaj mnie, Grace-szybko podszedł do mnie kurczowo trzymając mnie za talię.
Zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak potrafiłam. Miałam nadzieję, że Oliver zjawi się i pomoże mi. Byłam taka głupia, że wyszłam ze swojego ukrycia tylko na dźwięk głosu swojej matki. Wiedziałam przecież, że nie żyje i jest to niemożliwe, aby do mnie mówiła.
To nie było zupełnie w moim stylu.
Tyle razy powtarzałam sobie co jest prawdą, a co nie, a teraz konkretnie straciłam panowanie nad rzeczywistością, a światem realnym.
Zamknęłam oczy, wiedziałam, że nie mam z nim szans. Oli pojechał pewnie z małą, aby zgodnie z moją prośbą ją chronić. Czułam jak skuwa moje nogi i ręce. Wierzgałam nimi, aby utrudnić mu sprawę, dopóki znowu nie dotknął mnie gorącym prętem. Wrzasnęłam z bólu, z czego zaczął się śmiać. Przerzucił mnie przez ramię zadowolony, że wszystko poszło zgodnie z jego myślą.
Znowu krzyczałam. Sąsiedzi powinni to usłyszeć i pomóc mi. Nikt jednak nie wyjrzał nawet przez okno. Na ulicy panowała głucha cisza.
-Nie usłyszą cię, nawet gdybyś pukała w ich okna. Nie musisz dziękować.
Nie mogłam się rozpłakać. Nie mogłam dać mu tej satysfakcji, że czuję się bezradna.
-Oliver cię zabije, rozumiesz? Skończysz swoje marne życie prędzej niż będziesz przypuszczał-warknęłam.
Znowu zaczął się głośno śmiać pakując mnie do swojego auta. Przypiął mnie pasem, zablokował drzwi i usiadł po stronie kierowcy. Zdenerwowana próbowałam odpiąć pas pod jego nieobecność, jednak skute ręce uniemożliwiały mi to. Przegryzłam wargę aż do krwi.
Ruszył. Oglądałam jak znane mi ulice zaczęły znikać w ułamku kilkunastu minut. W myślach przypominałam sobie wszystkie dobre chwile, które pojawiały mi się przed oczyma.
Byłam taka zła, że nie doceniałam dotychczas tego co miałam, że odkładałam wszystkie moje marzenia na późniejszy czas..że nie wykorzystałam w pełni swojego życia.
Dzięki jego zawrotnej prędkości, samochód wpadł w poślizg. Próbował wyhamować, jednak wszystkie jego trudy kończyły się porażką.
Wjechało w nas dwa razy większe auto.
***
Przebudziłam się czując jak krew spływa z mojej wargi i brwi. Ktoś wyłamywał drzwi. Udałam, że śpię, aby następny z nich nie zajmował się na robieniu mi krzywdy.
-Grace!-Usłyszałam głos Oliver'a. Bałam się, że jest to znowu podpuszczenie mnie, dlatego nawet nie otworzyłam swoich oczu.-Grace do cholery, obudź się, musisz stąd wyjść!
Bałam się.
Westchnął głośno. Odpiął mój pas i wziął mnie w swoje ramiona wyciągając mnie z samochodu. Trzymał mnie dalej na rękach dotykając mojego policzka. Otworzyłam niepewnie oczy.
-Księżniczko...nie strasz mnie tak więcej, proszę...Przepraszam, znowu cię zawiodłem. Chciałem aby twoja siostra też była bezpieczna, ale nie myślałem, że tak szybko ten drań się do ciebie dorwie.
Zaśmiałam się cicho.
-Oliver, robisz się uroczy kiedy tak się tłumaczysz...
Spojrzał na mnie roześmianymi oczami.
-Tylko się nie zakochaj-puścił do mnie oko.
Postawił mnie na ziemię. Dopiero wtedy poczułam jak zmęczona i obolała się czuję. Uśmiechnął się do mnie pocieszająco znowu biorąc mnie na ręce.
***
Obudziłam się czysta, przebrana w za duże ubrania i przytulona do młodszej siostry. Przetarłam oczy. Znowu byłam w domu Oliego.
Rosie wyglądała tak bezbronnie kiedy spała. Jasne, długie włosy okalały jej spokojną twarz. Dotknęłam wierzchem dłoni jej policzka uśmiechając się lekko. Zauważyłam na komodzie szczotkę, więc skorzystałam z niej spinając włosy gumką, którą ciągle miałam na ręce. Wyszłam najciszej jak potrafiłam z pokoju kierując się do kuchni.
Stał już tam. Opierał się dłoniami o barek. Miał półprzymknięte powieki i ściągnięte czoło. Czarna koszulka podkreślałaby jego ciemne oczy gdyby je otworzył, na odkrytych ramionach mogłam dostrzec mięśnie, jednak mimo wszystko był cały blady i zmartwiony.
Czując chyba moją obecność, podniósł głowę spoglądając na mnie. Posilił się na delikatny uśmiech. Wiedziałam, że był całkowicie wymuszony.
-Jak się czujesz?-Zapytał podchodząc do mnie.
Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Na pierwszy rzut oka, nie czułam się źle. Byłam tylko zbyt zmartwiona i wyczerpana. Do czego oni byli zdolni?
Dlaczego nie mogłam mieć normalnego życia tak jak inne nastolatki?
Bez słowa przytuliłam się do Olivera starając się opanować. Czułam, że oczy robią mi się szkliste, ale nie mogłam płakać.
Po prostu nie mogłam.
Chłopak chyba zrozumiał co mnie dręczy dlatego delikatnie gładził mnie po włosach. Pocałował mnie w czoło nie odzywając się.
Wiedział, że potrzebuje czasu.
W drzwiach pojawiła się zaspana Rosie. Uśmiechnęła się do nas pogodnie.
-Mogę też się do was przytulić?-Zapytała nieśmiało.
Wybuchnęliśmy śmiechem wyciągając do niej ręce. Mała była uśmiechnięta od ucha do ucha mocno nas obejmując.
***
-Co ja powiem tacie?-Zapytałam cicho Oliver'a, kiedy odwoził nas do domu.
-Wiesz, że z bólem serca cię tam zawożę..-mruknął spoglądając na mnie przelotnie.-Coś wymyślę, spokojnie.
Spojrzałam na niego. Dziwiłam się, że jest taki spokojny.
Tata był bardzo zdziwiony widząc w jakim stanie pozostawiony jest dom. Siedział zdenerwowany już przy stole. Obie zarzuciłyśmy mu ręce na szyję uśmiechając się smutno. Patrzał nieufnie na Olivera. Opowiedział on mu całą sytuację. Przedstawił ja w sposób bardzo taktowny i przemyślany. Ktoś włamywał się do nas, ja zadzwoniłam po Oliver'a, nie chcąc ojcu przeszkadzać w pracy. Chłopak zabrał dziewczynkę, a ja szybko zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy dołączając do nich. Myśleliśmy aby zadzwonić na policję, jednak pomimo zniszczeń, nic nie zostało nam zabrane, a przestępców trudno byłoby znaleźć nie wiedząc nawet jak wyglądają.
Ojciec uważnie go słuchał, ale wzrok miał nadal nieufny. Od czasu do czasu, przenosił go na nas, zawieszając go dłużej na mnie. Próbował wyczytać ze mnie nawet najmniejsze kłamstwo.
-Nie wierzę ci, Oliver-odparł, kiedy zapadła cisza.-Naprawdę, ciężko jest mi w to uwierzyć. Znam swoją córkę i wiem, że pierwsze co by zrobiła to zadzwoniłaby albo do mnie albo do rodziców Sue, na pewno nie do ciebie. Nie zyskała do ciebie jeszcze zaufania, więc dlaczego miałaby prosić o pomoc?
-Tato...-przerwałam szybko.
-Nie Grace, nie będę go ani ciebie słuchać-mruknął wstając od stołu.-Zawiodłaś mnie, dlatego możesz zapomnieć o waszych wspólnych spotkaniach. Skończyłem. Byłbym wdzięczny Oliver, gdybyś opuścił bez zbędnych pożegnań nasz dom.
Oli statni raz spojrzał na mnie. Uśmiechnął się do Rose, która nagle zesmutniała. Pobiegła do niego, a on wstał z krzesła kucając. Przytuliła się do niego mocno. Tata wyszedł z pokoju zabierając ze sobą paczkę papierosów. Dziewczynka poszła za nim uśmiechając się porozumiewawczo ze mną.
-Wiesz, że czeka nas jeszcze twój trening, prawda? Po takiej akcji co wczoraj się stała, musisz umieć to kontrolować.
Skinęłam głową. Odpięłam swój łańcuszek i wręczyłam mu go.
-Tak na wszelki wypadek, gdybyś kiedyś przez nich mnie stracił.
Jego oczy pociemniały, wyraz twarzy stał się surowy, a usta zacisnął w prostą linię.
-Możesz przestać tak mówić? Dobrze wiesz, że tego nie chcę...zresztą...bądź gotowa jutro przed szóstą.
-Zaraz, zaraz, co?!
Uśmiechnął się do mnie. Dziwiłam się, że tak szybko potrafi zmienić temat.
-Wakacje się dla ciebie zakończyły, księżniczko. Nie zapomnij o ciepłej bluzie i dresach. Jutro cię nie oszczędzę.
Mrugnął do mnie i wyszedł śmiejąc się cicho z mojej zaskoczonej miny.
***
Kilka godzin później przyszła do mnie Sue. Nie wpadła z żadną zapowiedzią. Po prostu weszła przez otwarte okno i nawet bez pukania otworzyła drzwi z mojego pokoju. Zamknęła je z tą samą złością, która malowała się na jej twarzy.
-Jak długo jeszcze będę tłumaczyć cię przez nauczycielami?
Zaczęłam ją przepraszać. Nie chciałam, aby była na mnie zła. Wiedziałam, że chce wszystko dla mnie najlepiej i po prostu się martwi.
Uśmiechnęła się lekko. Przytuliłyśmy się i wszystko było takie jak dawniej.
Pamiętam, że razem z Sue zaczęłyśmy się przyjaźnić całkiem dawno. Byłyśmy wtedy na urodzinach naszej wspólnej koleżanki z przedszkola. Zaprosiła wszystkich swoich znajomych i była bogata. Nie mogę stwierdzić czy ją lubiłam czy nie. Wiem tylko, że Susanne nie przepadała za Alice. Ta, uważała ją za swoją najlepszą koleżankę, ale widziałam, że już jako dziecko Sue nie przepadała za nią.
Wtedy, na urodzinach, dziwiłam się dlaczego się z nią przyjaźni, skoro jej nie lubi, ale widząc ich obydwoje roześmianych rodziców, zrozumiałam dlaczego.
Alice posiadała jeszcze jedną koleżankę, której naprawdę nie lubiłam i myśląc, że będę ją widzieć na urodzinach cała się trzęsłam i rozważałam opcję czy nie rozchorować się w tamten dzień.
Była dużą dziewczynką o jasnych zielonych oczach, w które długo nie potrafiłam się wpatrywać, bo mnie przerażały. Przypominały mi węża. Nawet jej nazwisko to oznaczało. Bella Snake.
Często była dla mnie niemiła i agresywna.
Pamiętam, że na urodzinach Alice bawiliśmy się w jakąś znaną bajkę. Byłyśmy wszystkie czarodziejkami, a chłopcy odgrywali złe charaktery i więzili nas. Bella stwierdziła, że będzie jedną ze złych charakterów.
Złapała mnie i nie pozwalała bawić z innymi dziećmi. Kiedy szukała kolejnych ofiar, uciekałam, ale zaraz potem zaczynała mnie gonić. W pewnym momencie wpadła na Sue, której poplamiła jej uroczą żółtą sukienkę popychając ja na ziemię. Bella podbiegła do mnie i zaczęła mnie wyzywać. Jako dziecko byłam bardzo wrażliwa, więc rozpłakałam się. Susanne podeszła do niej i nadepnęła na jej stopę. Do bójki podbiegła Alice, która próbowała je rozdzielić, ale nim się obejrzała dostała łokciem w brzuch od swojej przyjaciółki.
Od tego czasu przestały się przyjaźnić.
Kiedy leżałyśmy na łóżku przypomniałam sobie o całej sytuacji. Odwróciłam się na bok spoglądając na nią.
-Dlaczego wtedy na urodzinach Alice, stanęłaś po mojej stronie? Straciłaś tym samym sposobem od nich przyjaźń..
Sue zaśmiała się. Długie, brązowe włosy odrzuciła do tyłu patrząc na mnie uważnie.
-Bo było mi ciebie szkoda. Poza tym przyjaźń z nimi była beznadziejna.
-Przecież byłaś wtedy inaczej traktowana...chłopcy i dziewczyny marzyli wtedy aby się z tobą przyjaźnić..
-A teraz nie marzą?-Zaśmiała się.-Zyskałam coś o wiele lepszego.
-Co masz na myśli?
-Prawdziwą przyjaźń.