piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 5

Na koniec moich zajęć podbiegła do mnie Sue, wyraźnie zaniepokojona. Jej długie, brązowe włosy spadały beztrosko na ramiona. Naciągnęła bluzę od David'a. Widziałam, że przyszła do szkoły lekko ubrana, a na lekcjach wprost się trzęsła, dlatego chłopak ulitował się nad nią. Wyglądała w niej uroczo.
-Jeju, Grace, szukałam cię po całej szkole, co się stało w sobotę?
-A co się miało stać?-Odparłam zamykając szafkę.
-Widziałaś przecież jak wygląda Oliver, ktoś ci groził?
Pokręciłam głową.
-Jak on się czuje?
-Nie wiem, ale David jest na ciebie i niego cholernie zły..powiedz mi...co się dzieje?-Ścisnęła moje drżące ręce, dopiero wtedy poczułam jaka jestem roztrzęsiona.
-Chodzi o to, że właśnie nie wiem-odezwałam się cicho.-Muszę z nim porozmawiać, koniecznie.
-Jasne-puściła moje dłonie.-Uważaj na siebie i daj mi znać co się stało.
Skinęłam głową odchodząc w kierunku dziedzińca. Wiedziałam, że tam go spotkam.
Gdy jednak znowu napotkałam jego przenikliwe czarne oczy, nie potrafiłam wydusić ani słowa. Nadal pamiętałam jego dotyk warg na moich ustach, prawdziwe uśmiechy skierowane do mnie i przepełnione radością wybuchy śmiechu.
Teraz, opierał się o ten mur co zawsze, o tej porze rzadko kto wychodził ze szkoły, dlatego przeciwsłoneczne okulary trzymał w ręku, ale na jego twarzy nawet nie błąkał się uśmiech. Jedno podbite oko, twarz posiniaczona. a obojczyki i ramiona pokrywały duże siniaki i zadrapania. Przełknęłam ślinę podchodząc do niego niepewnie.
-Oliver-szepnęłam.
Leniwie podniósł na mnie swój wzrok.
-Cześć-mruknął.-Wszystko w porządku?
-Powinnam zapytać o to samo.
Uśmiechnął się lekko, ale zaraz potem jęknął cicho.
-Przecież żyje-podniósł brwi.-Uratowałem ci życie.
-Co?
Pokręcił głową z rozbawieniem odchodząc. Złapałam go za nadgarstek.
-Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie-warknęłam.
Wyrwał mi moją dłoń, którą zacisnęłam mu na nadgarstku przeczesując ręką włosy.
-Jezu, Grace, ty tyle rzeczy jeszcze nie wiesz i nie pojmujesz-zaczął niepewnie.-Nie wiem czy mi uwierzysz jak ci to wszystko wytłumaczę.
-Postaram się zrozumieć.
Ubrał na siebie swoją kurtkę, którą porzucił na murku.
-Musisz tylko udowodnić, że chociaż trochę mi ufasz, inaczej nie będzie to miało najmniejszego sensu.
-Ja...-odezwałam się cicho.-No dobrze...
-Okej, to teraz przetestujemy te twoje zaufanie.
Ubrał mi ten sam kask co w sobotę. Pachniał jego szamponem i wodą toaletową, którą od razu potrafiłam rozpoznać. Nieco pewniej usiadłam za nim chwytając go w pasie. Ruszył szybko kierując się w stronę wzgórz, dookoła niego ciągnął się ocean. Wjazd na szczyt był trudny i niebezpieczny, było tam wiele przerażających zakrętów, jeden niechciany ruch i od razu spadlibyśmy w dół, jeden głupi błąd mógłby pozbawić nas życia.. dlatego tak mało osób jeździło tą drogą. Do oczu napłynęły mi niechciane łzy, kiedy zauważyłam coraz większą prędkość.
-Oliver!-Krzyknęłam.-Proszę zwolnij!
Pokręcił głową. Czułam jak na policzkach coraz szybciej płyną gorące łzy.
-Oliver do cholery, OLIVER!
Dopiero za drugim zakrętem, kiedy byliśmy już na szczycie, zeszłam z motoru nerwowo odpinając kask.
-Ty jesteś nienormalny!-Mój głos załamywał się, a po policzkach ciągle płynęły nowe łzy.-To jest to sprawdzanie zaufania, tak?!
-Grace, do cholery, uspokój się! Gdybym wiedział, że coś nam się stanie, nie jechałbym z tobą, zawsze tutaj przesiaduję, znam tą drogę jak własną kieszeń, więc z łaski swojej, skończ!
Wzięłam głęboki oddech połykając krople płynące do moich ust.
-Nie chcę z tobą rozmawiać, jesteś nieobliczalny, jadę do domu-szepnęłam
-Gracie...
Zbliżył się do mnie, odeszłam jeden krok do tyłu niepewnie, z każdym kolejnym posuwałam się do tyłu, nagle straciłam grunt pod nogami. Przerażona krzyknęłam. Poczułam mocny uchwyt na moim nadgarstku. Złapałam go drugą ręką.
-Oliver!-Krzyknęłam, nie miałam już do wykorzystania więcej łez, więc zaczęłam głośno krzyczeć.
Podciągnął mnie do góry mocno. Spadłam na jego tors. Widziałam jak szybko podnosi się jego klatka piersiowa. Przeniósł na mnie wzrok. Smutne, czarne oczy obserwowały mnie.
-Chyba jednak masz jakieś skłonności samobójcze-uśmiechnął się słabo.
Spojrzałam na jego usta, szybko jednak odwróciłam wzrok wstając. Owinęłam się ciaśniej płaszczem, starając opanować drżenie warg. Wzięłam głęboki oddech spoglądając na zburzone fale. Usłyszałam jego kroki. Stał w niewielkiej odległości od mojego ucha. Nie wiedziałam co robić. Kazać mu zabrać mnie do domu? Zostać z nim i porozmawiać? Potarłam ręce i odwróciłam się do niego.
-Grace, może przełóżmy tą rozmowę na kiedy indziej, jesteś zdenerwowana i roztrzęsiona, a to co ci powiem, może sprawić, że do końca uznasz, że jestem idiotą-mruknął kierując twarz w kierunku mojego ucha-Przepraszam, że cię tutaj zaciągnąłem, myślałem, że wszystko już zrozumiesz-szepnął skruszony.
-Co miałeś na myśli mówiąc, że uratowałeś mi życie?-Niepewnie przeniosłam na niego wzrok.
Zamrugał kilka razy oczami splatając ręce nad głową. Odłożył kask, który porzuciłam na trawniku.
-Mówię ci, Gracie, wolę nie. Niepotrzebnie zresztą ci o tym mówiłem, jedźmy do domu, porozmawiamy innym razem-założył mi bez słowa sprzeciwu kask, zaraz potem założył swój i wsiadł na motor. Objęłam go ciasno w pasie. Poczułam się nagle z nim bezpieczna, przytulenie do jego talii dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Czułam się z nim dobrze i chciałam, abyśmy jak najdłużej jechali motorem. Jeździł dobrze, myślę, że był dobrym kierowcą, potrafił prowadzić szybko, ale również tak, że nic nie było mi straszne. Zatrzymaliśmy się pod szkołą, w końcu tam zostawiłam auto.
-O Jezu, Sue, zupełnie o niej zapomniałam!
Szybko wykręciłam jej numer, ale uspokoiła mnie mówiąc, że i tak jechała dzisiaj do David'a. Odetchnęłam z ulgą. Kiedy skończyłam rozmawiać z przyjaciółką, zauważyłam, że nadal Oliver uważnie mi się przyglądał. Drgnęły lekko jego kąciki ust.
-Dasz radę sama dojechać do domu?
Skinęłam głową.
-Oliver, kto ci to zrobił?-Szepnęłam nieśmiało dotykając ran na jego obojczykach. Strącił moją rękę, jego oczy stały się ciemniejsze niż zwykle.
-Nie twoja sprawa-odparł zapinając się ciaśniej, obejrzał się za siebie i odszedł pozostawiając mnie samej sobie.
***
Do końca tygodnia zostałam w domu, byłam chora tak samo jak Rosie. Obydwie wstawałyśmy późno i oglądałyśmy filmy. Najadłam się przez cały tydzień tyle obiadów od taty i płatków, które stale jadłyśmy, że czasami myślałam, że lepiej było, kiedy to ja musiałam zająć obowiązki ojca. W sobotnie, późne popołudnie wzięłam lekcje od Sue i razem przepisywałyśmy jej notatki.
-Jak się czujesz?-Zapytała kończąc przepisywać ostatni zeszyt.
-Całkiem nieźle-uśmiechnęłam się.-Nathan nadal zachowuje się tak jak zachowywał?
-Wiesz co, dopóki cię nie przeprosi, to z nim nie rozmawiam, siedzę razem z David'em i Oliver'em-uśmiechnęła się.-Miałyśmy nawiasem mówiąc pójść dzisiaj wszyscy na imprezę, zapomniałaś?
Złapałam się za głowę. Rzeczywiście, wypadło mi to z głowy. Nasi dyrektorzy, dyskotekę szkolną postanowili zrobić w jednym z klubów. Nie potrafiłam w to uwierzyć, ale mimo wszystko, chcieli aby każdy dobrze się bawił, wstęp wynosił niecałe 7 złoty, dlatego czym prędzej zaczęłam szukać w szafie odpowiedniego stroju. Moja przyjaciółka zaśmiała się radośnie wyciągając ze swojej dużej torby ubranie dla mnie.
-Sue, przecież mam ciuchy-mruknęłam spoglądając z zachwytem na obcisłą, czarną sukienkę.
-Ale ta sukienka jest idealna dla ciebie!-Krzyknęła z zachwytem.
Wybuchłyśmy śmiechem.
***
Dokładnie o dziewiętnastej trzydzieści zaparkowałam auto pod klubem. Obie wysiadłyśmy z samochodu otulone płaszczami. Przekonałam Susanne, żeby tak jak ja, ubrała wysokie szpilki, jej nogi wydawały się o wiele dłuższe niż były w rzeczywistości, po raz pierwszy zgodziła się, abym wyprostowała jej włosy i zrobiła makijaż taki, który by jej pasował. Wyglądała prześlicznie, sama prosiła mnie, żebym na następną randkę z David'em zrobiła jej fryzurę oraz umalowała. Przed lokalem stało już wiele osób z naszej szkoły, niektórzy byli tak wyszykowani, że nie poznawałam ich. W tłumie, zauważyłam jak o mur opierają się chłopacy. Kurtki zapewne schowali w aucie, bo stali bez nich. Oliver ubrany był w czarną koszulkę z krótkim rękawem, która ukazywała jego wysportowane ciało, a siniaki i zadrapania były prawie niewidoczne. Widziałam jak lekko zagryzł wargę, aby się nie uśmiechnąć. Znowu, musiał udawać kogoś kim nie był.
David od razu rzucił się na Sue i pomimo tego, że dookoła stało wiele ludzi, pocałował ją namiętnie wplatając ręce w jej włosy. Zaśmiałam się cicho. Posłałam znaczące spojrzenie swojej przyjaciółce, która zrobiła się czerwona jak burak, przegryzłam wewnętrzną część policzka, aby się nie zaśmiać. Czułam na sobie wzrok Oliego. Spojrzałam nieśmiało na niego. Cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy.
-Ładnie wyglądasz-szepnął mi do ucha.
Poczułam jak palą mnie policzki, dobrze że było ciemno.
***
Przetańczyłam kilka piosenek z Oliver'em. Był naprawdę dobrym tancerzem. Śmialiśmy się i przetańczyliśmy jednego wolnego. Wtuliłam się w niego. Czułam się naprawdę bezpieczna.
Po dyskotece staliśmy chwilę przed budynkiem. David odwiózł Sue do domu, natomiast Oli chciał chwilę ze mną porozmawiać. Przeprosił mnie gestem, kiedy zadzwonił telefon i odszedł kilka kroków.
Nagle, ktoś zasłonił mi usta ręką, próbowałam tą osobę ugryźć, kopać, ale na nic były moje starania, ta osoba naprawdę była silna. Black stał tyłem do nas, dlatego nie mógł widzieć, co dzieje się za jego plecami. Nieznana mi osoba, pociągnęła mnie w jeszcze większą ciemność. Zniknęliśmy za rogiem, dlatego nie byłam w stanie widzieć już Oliver'a. Słyszałam szepty, ale były tak zniekształcone, że nic nie potrafiłam wyłapać. Byłam na siebie zła, że gdy odbywały się lekcje samoobrony, nie chodziłam na nie. Przeklęłam siebie w myślach.
Oliver, pojawił się zza rogiem. Widziałam jak jego oczy ciemnieją, twarz wyrażała wiele negatywnych emocji, a mięśnie pod wpływem gniewu, napięły się. Porywacze(bo tak wywnioskowałam po kilku zniekształconych, różnego tonu głosach), rzucili się na niego. Jeden tylko pozostał, trzymając mnie kurczowo.
Black, radził sobie dobrze, dopóki ktoś nie wsadził mu ostrego przedmiotu w lewą łydkę. Jęknął głośno upadając. Próbował się podnieść, ale jeden z nich, stanął mu na ręce. Chłopak zdusił krzyk. Jeden z porywaczy nachylił się uśmiechając się do niego szyderczo. Oli, nie czekając dłużej uderzył prawym sierpowym w jego nos. Mężczyzna upadł przeklinając głośno, jego kumple szybko chwycili Oliver'a za ręce podnosząc go do góry.
-Znowu się spotykamy, Black-warknął pocierając nos.-Zostawiłbyś już ją w spokoju, my załatwimy swoje rzeczy, a ty zajmiesz się swoimi...
-Nie-syknął chłopak.-Chyba śnisz, że pozwolę wam ją skrzywdzić.
Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie podchodząc do mnie. Jego przyjaciel, który mocno mnie trzymał, nagle mnie puścił.
-Uciekaj!-Krzyknął Oli.
Czym prędzej zerwałam się do biegu. Widziałam kątem oka jak rozbawieni porywacze kręcą głową. Jeden z nich uderzył mnie długim, parzącym paskiem. Od razu upadłam na ziemię, jęknęłam cicho próbując wstać. Zaraz potem jednak przerzucił mnie przez ramię ich szef. Zaczęłam wierzgać nogami krzycząc głośno. Rzucił mnie na ziemię nadeptując na zranioną dawno temu łydkę. Mimo tego, że pozostała mi po niej tylko blizna, nadal przeraźliwie bolało, kiedy na nią z całej siły nastąpił. Krzyknęłam z bólu.
-Zostawcie ją-Krzyknął Oliver.
Korzystając z nieuwagi przestępców szybko odwinął się im tak, że pod jego ciosem stracili przytomność. Podszedł pewnym krokiem, do mężczyzny, który zrobił mi krzywdę. Chwycił go za gardło podciągając do góry. Szef, machnął nogą tak, że uderzył w mostek Black'a. Chłopak puścił go zataczając się lekko do tyłu. Bandyta pociągnął mnie za włosy tak, abym wstała. Obok mojej szyi przyłożył gorący pręt.
-Ani kroku dalej-usłyszałam warknięcie bandziora.
Oli spoglądał na niego zaskoczony.
-Nie rób jej krzywdy...
-Co, boisz się, że będziesz musiał jej pokazać kim naprawdę jesteś?
Wziął głęboki wdech.
-Jeżeli będzie to konieczne, to się dowie..-odparł zaskakująco spokojnie.-A wtedy, będzie z tobą ciężko, Nathanie.
Podskoczyłam na imię swojego przyjaciela. Spojrzałam na chłopaka.
-Co?-Szepnęłam czując jak łzy podchodzą mi do oczu.
Nie widziałam jednak twarzy swojego przyjaciela i szczerze wątpiłam, że może tutaj być. Świadomość podpowiadała mi, że to na pewno nie on.
-Nathana teraz nie ma, jego dusza błąka się teraz, jego ciałem rządzę od kilku tygodni, dlatego twoje oskarżenie jest mylne, Black-uśmiechnął się pogardliwie.
Żółć podeszła mi do gardła. Co? Jego dusza błąka się? Zaczęło mi się kręcić w głowie. aż poczułam jak przerażająco gorący pręt dotknął mojej szyi. Upadłam na ziemię, a po chwili przepełniła mnie ciemność.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 4

Zaczęłam żałować, że jednak zgodziłam się na spotkanie z Oliver'em. Moi przyjaciele nie będą zachwyceni, Sue może jeszcze się uśmiechnie, ale Nathan?
Na miłość boską, on mnie chyba zabije swoim spojrzeniem, na pewno nie będzie zachwycony, że mam randkę z Black'em.
Mimo że wcześniej nie znałam ani Olivera, ani Davida, zaczęłam się przyglądać jak inni ludzie zachowują się w stosunku co do Black'a.
 Już same jego nazwisko, gdy wspomniało się w większym gronie rodziło wiele mieszanych uczuć. Dziewczyny z rozmarzeniem spoglądały na niego, ale zazwyczaj spuszczały wzrok, kiedy spoglądał na nie chłodno, natomiast w chłopakach, nawet od niego starszych, budził zarówno podziw jak i rozdrażnienie. Do szkoły przyjeżdżał czarnym motorem wywołując zazdrość u rówieśników i zachwyt wśród najmłodszych klas. Często wkładał przeciwsłoneczne okulary i rzadko kiedy kogokolwiek kogoś obdarzał uśmiechem.
Należałam do nielicznych, którzy na to zasługiwali.
Dowiedziałam się, któregoś razu od Sue, że nauczyciele przyzwyczaili się do jego wypełnionych sarkazmów odzywek, większość jednak widziała w nim potencjał, którego nie do końca rozwijał.
Zauważyłam kilka razy w tym tygodniu, że kiedy miał tak zwane "okienka", siedział na dziedzińcu i czytał książkę. Każdy, kogo bym się nie spytała, wiedział kim jest Oliver Black i rzadko kto odważyłby się z nim zadzierać.
Mimo wszystko widziałam jak otwiera przed niektórymi serce. Z David'em naprawdę się dogadywali. Często ich śmiech zanosił się na całej jadalni. W ostatnie przerwy, kiedy go obserwowałam, widziałam jak rozmawia z wysoką, opaloną brunetką. Chodziła do młodszej klasy, a mimo wszystko wyglądała tak, jakby miała dokładnie tyle samo lat, co Oliver. Dogadywali się, jednak w jej towarzystwie widziałam, że chłopak nie czuje się dobrze, miał ściągnięte brwi, a jego oczy zdradzały, że się czymś martwił. Zazwyczaj rozmawiali cicho, tak aby nikt ich nie słyszał.
Kiedy w czwartkowy wieczór, opowiedziałam swoim przyjaciołom o sobotniej randce spoglądali na mnie zszokowani. Potrzebowałam dwóch dni na zdobycie się odwagi, żeby ich o tym poinformować. Sue spoglądała na początku na mnie z niedowierzaniem, jednak po kilku sekundach jej twarz rozjaśniła się, a jej usta wygięły się w pogodnym uśmiechu. Uściskała mnie i zaczęła przeszukiwać w swojej szafie odpowiedniej dla mnie sukienki, Natomiast Nathan, spoglądał na mnie w osłupieniu. Nie odezwał się ani słowem.
-Nathan...-szepnęłam.
Spojrzał na mnie z ukosa. Wstał z ziemi. Sue spojrzała na niego podnosząc ciemne brwi.
-Nie Grace. Wiesz o tym dobrze, że go nie cierpię, gdybyś ty nie znosiła jakiejś dziewczyny, która mi się podoba, to nie poszedłbym z nią na żadną randkę-warknął.
-On mi się nie podoba!-Krzyknęłam pełna złości.
-Kogo ty oszukujesz, mnie czy siebie?-Westchnął. Przeczesał ręką włosy. Uściskał moją przyjaciółkę, a mnie zmierzył spojrzeniem.-Zadzwoń jak zmądrzejesz.
Gdy już otwierał drzwi, aby wyjść, byłam okropnie wściekła.
-Stój!-Znów krzyknęłam czując gorzki smak goryczy w moim głosie.-Co ty do mnie powiedziałeś?
-Że masz zadzwonić jak zmądrzejesz, blondi-spojrzał na mnie z pogardą.-Ach, no tak, zapomniałem, że chyba wyżarło ci szare komórki.
-Nathan?!-Odezwała się poirytowana Sue wyłaniając się z garderoby.
Zdziwił mnie. Nigdy tak się do mnie nie odzywał. Zawsze był miły, troskliwy i nawet w najgorszych kłótniach, nie pozwalał sobie na tyle.
Zmierzył mnie ponownie spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami.
Spojrzałyśmy na siebie z Susanne, wzruszyła ramionami podając mu wieszak z sukienką. Uśmiechnęłam się do siebie. Była śliczna.

Rose powoli wracała do zdrowia, tata chodził po domu cały w skowronkach i w końcu nie czułam się tak, jakbym wchodziła do pustego domu. Wiedziałam jednak, że w końcu koledzy z pracy, będą go potrzebować i wszystko będzie wyglądać tak jak wyglądało.
Oliver dowiedział się od David'a gdzie mieszkam i postanowił przyjechać po mnie. Zastanawiałam się tylko czy pożyczy od przyjaciela lub rodziców auto czy może jednak przyjedzie motocyklem.
Na dworze nie było już śniegu, jednak ciągle było zimno.
Ubrałam sukienkę od Sue, była kremowa, rękawy sięgały mi do łokci, a czarny pasek podkreślał moją talię. Włosy delikatnie zakręciłam, natomiast oczy i rzęsy, pomalowałam czarnym tuszem i kredką. Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, szybko skończyłam malować usta i zbiegłam na dół. Bałam się, że tata otworzy drzwi i zaprosi go do domu. Przechodząc korytarz ubrałam płaszcz i założyłam na nogi buty. Szal, przewiązałam przez szyję i zobaczyłam, że z uśmiechem, mój tata, otwiera drzwi. Przeklęłam w myślach zakładając na ramię torebkę.
-Dzień dobry-odezwał się grzecznie Oliver. Widząc mnie, uśmiechnął się szeroko.-Cześć Grace.
Mój tata zmieszany podniósł brwi, a jego uśmiech powoli schodził z ust.
-Gdzie jedziecie?-Zapytał niepewnie zerkając na motor.
-Coś zjeść i pogadać-wtrąciłam się szybko przechodząc obok taty.
-Mogłaś zaprosić kolegę do domu-mruknął.
Otwarłam usta ze zdziwienia, ale szybko Oliver przejął pałeczkę uśmiechając się.
-Dziękuję za zaproszenie, może innym razem. Do widzenia.
Zamknęłam za nimi drzwi. Szłam obok Oliego niepewnie spoglądając w jego stronę. Wyciągnął z podręcznego bagażnika drugi kask. Spojrzał na moje gołe dłonie podnosząc brwi.
-Jak będziesz się do mnie przytulała, musisz włożyć ręce w moje kieszenie, bo zamarzniesz-mruknął wkładając mi kask na głowę.
-Skąd pewność, że będę się do ciebie przytulała?-Mruknęłam.
-Inaczej nie pojedziemy motorem, bo wyobraź sobie, że nie ma tutaj pasów, niespodzianka prawda, księżniczko?
Podniosłam oczy do góry na co parsknął śmiechem. Zapiął uchwyt powstrzymujący kask, a później zajął się swoim. Kiedy obydwoje usiedliśmy odwrócił się do mnie biorąc moje ręce i objął nimi swój brzuch, przy okazji wkładając moje ręce do jego kieszeni. Odpalił silnik i ruszyliśmy w kierunku autostrady. Gdy zwiększył prędkość przywarłam do niego mocniej. Czułam jak drgają jego mięśnie ze śmiechu.
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy na miejsce. Od razu zauważyłam duże, oświetlone lodowisko. Zeszłam z motoru niepewnie. Chłopak ściągnął mój kask uśmiechając się lekko. Zauważyłam kilku ludzi z naszej szkoły. Spoglądali w osłupieniu na naszą dwójkę.
Kiedy zawiązywałam łyżwy odezwałam się do niego cicho.
-Ostatnim razem jeździłam na łyżwach jak byłam mała.
Spojrzał na moje łyżwy.
-Widać, bo nawet nie potrafisz ich zawiązać.
Zmierzyłam go spojrzeniem. Kucnął zawiązując mi je.
Gdy weszliśmy na lodowisko od razu chwyciłam się barierki spanikowana. Pokręcił głową z rozbawieniem. Chwycił mnie za rękę i poczułam jak przechodzą mnie dreszcze. Pociągnął mnie lekko. Naśladowałam jego ruchy starając nie wybuchnąć się śmiechem.Jakiś chłopak obok nas jechał bardzo szybko, uderzył mnie mocno łokciem, poczułam jak łapie mnie w talii Oliver, miał opuszczone brwi z zdenerwowania. Szepnął tylko, że mam poczekać i podjechał do niego. Widziałam jak wskazuje na mnie mając zmrużone oczy. Podjechali do mnie razem.
-No...przepraszam, powinienem uważać..-odparł spuszczając wzrok.
Spoglądałam na niego w osłupieniu. Pokiwałam lekko głową. Przeniosłam wzrok na Oliver'a, był rozbawiony i zadowolony z siebie.
Po kilkunastu minutach jeżdżenia, zeszliśmy z lodowiska. Oli miał zmartwiony wyraz twarzy.
-Wszystko w porządku?-Zapytałam.
-Twój kumpel coś kombinuje-mruknął patrząc przed siebie.
Podniosłam brwi zaskoczona. Rzeczywiście, Nathan nie spuszczał z nas wzroku. Siedział na ławce mierząc nas spojrzeniem. Wzięłam głęboki oddech.
-Chodźmy może się napić czegoś gorącego-zaproponowałam cicho, czułam jak łamie mi się głos.
-Ej, Grace, nie przejmuj się-objął mnie ramieniem uśmiechając się pocieszająco.
Odwzajemniłam niepewnie uśmiech.
***
Kawiarnia była bardzo przytulna. To Oliver wymyślił, abyśmy wybrali się tam. Wystrój był skromny, ale bardzo ładnie dobrany. Kelnerki uśmiechały się promiennie, a cicha, spokojna muzyka grała z radia. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie w wygodnych fotelach, mogliśmy spokojnie ubrać kapcie, które były tam za darmo i ułożyć się tak jak nam się podoba. Musiałam zapamiętać ten adres, chciałabym zobaczyć minę przyjaciółki, perfekcjonistki, gdy każdy klient czuł się w tym lokalu jak u siebie w domu.
Kiedy już zamówiliśmy gorące czekolady i rozgadaliśmy się na dobre, zapytałam go:
-Dlaczego jesteś do wszystkich taki wredny?
-Bo na to zasłużyli, tylko nielicznych ludzi darzę sympatią.
-Przecież połowy tych ludzi nie znasz-zaśmiałam się upijając łyk czekolady.
-I nie mam zamiaru poznawać-pokręcił głową z rozbawieniem.
Byliśmy tak zachwyceni podawanym napojem, że zamówiliśmy drugi kubek.
-Co miałeś na myśli, żebym uważała na Nathana?-Szepnęłam.
Odwrócił wzrok mocniej trzymając kubek. Myślał nad czymś, dopiero po kilku minutach spojrzał na mnie. Miał zgaszone spojrzenie, tak jakby w ostatniej chwili zrezygnował. Dopiero wtedy zobaczyłam za jego plecami Nathana, spoglądał skupiony w jego plecy. Jako jedyny, nie siedział odprężony i zrelaksowany. Widziałam jak spina mięśnie. Napotykając mój wzrok, szybko rozluźnił je i uśmiechnął się sztucznie. Przeprosiłam Oliver'a, który nawet nie podniósł wzroku, gdy wstałam z miejsca.
-Czy ty mnie śledzisz?-Mruknęłam.
-Chciałabyś-spojrzał na mnie z ukosa.-Muszę mieć na oku jak z nim jesteś.
Zacisnęłam pięści ze złości. Odeszłam bez słowa, wzięłam do ręki kubek i wypiłam do końca czekoladę. 
Pociągnęłam za nadgarstek Oliver'a, który nadal spoglądał na mnie pustym spojrzeniem. Wyszliśmy z lokalu, kątem oka, zauważyłam jak mój przyjaciel również zbiera się do wyjścia.
-Oli-mruknęłam zdenerwowana.
Pomrugał kilka razy oczami spoglądając na mnie nieprzytomnie. Zaśmiał się.
-Żartowałem, chciałem sprawdzić twoją rekcję jak będę się zachowywał jak totalny idiota-odparł.-Chyba się za tobą stęsknił, skoro ciągle za nami chodzi.-Powiedział.
-Tak, mam go dosyć-mruknęłam.
-Chcesz, żeby się odczepił dzisiaj od nas?
Skinęłam niepewnie głową. Pochylił się i dotknął swoimi wargami moich ust. Usłyszałam głośny grymas Nathana i odgłos zamykanych drzwi od auta.
***
W poniedziałek, na stołówce, gdy zobaczyłam posiniaczoną twarz Oliver'a, taca wypadła mi z rąk. Nieschudnie założył bluzę, jednak na jego obojczykach i ramionach było widać widoczne zadrapania i siniaki. Miał założone przeciwsłoneczne okulary, co wskazywało, że musiał mieć podbite oko.
Westchnęłam głośno i z drżącymi rękami podniosłam swój posiłek. David zmierzył mnie spojrzeniem. Odłożyłam przerażona swoje śniadanie i wyszłam z sali.


niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 3

Gdy wróciłam do domu, byłam przemoczona i zmęczona. Już od progu Rosie mocno kaszlała suchym kaszlem. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że opakowania po jogurtach leżały rozrzucone na ziemi. Spojrzałam na nią. Jej duże, brązowe oczy były szklane, a po zaróżowionych policzkach spływały ciągle świeże łzy.
-Rosie-odezwałam się zaniepokojona. Usiadłam obok i dotknęłam jej gorącego czoła, na pewno miała wysoką temperaturę.-Jezu, nie mów, że tata nie był z tobą u lekarza.
-Nie był, powiedział, że nie ma czasu, musi pracować w domu i pojedzie ze mną jutro. Ty też miałaś przyjść i razem miałyśmy zjeść obiad-mruknęła smutno.-Nie jesteś zła, że je zjadłam?-Wskazała pociągając nosem.
-Słonko, oczywiście że nie-powiedziałam głaszcząc ją po głowie.-Ubiorę cię i same pojedziemy do lekarza.
Wstałam z łóżka i wybrałam z jej szafki czyste, grube ubrania. Westchnęłam przecież musiałam auto wybrać do naprawy, także nie miałyśmy czym jechać.
-To tata jest w domu?-Zapytałam po fakcie.-Nie zrobił ci nawet obiadu?-Spojrzała na mnie smutno kiwając lekko głową, dałam jej ubrania na krzesło.-Dasz sobie sama radę?
Kiwnęła znowu głową i zeszła z łóżka. Wyszłam z jej pokoju. Nadal mokre ubrania lepiły się do mojej skóry, ale było zbyt mało czasu, żeby ubrać się w coś suchego. Byłam taka zła na tatę. Był w domu, a nie zrobił ani obiadu ani nawet nie pojechał z małą do lekarza. Przecież zajęłoby mu to najwięcej pół godziny. Otworzyłam bez pukania drzwi prowadzące do jego biura.
Całował się na kanapie z jakąś kobietą. Wplótł ręce w jej platynowe włosy napierając na nią ciałem i jeździł dłonią po jej udzie. Zachowali się tak choćby w ogóle nie było mnie w pokoju. Słysząc moje głośne chrząknięcie odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-To jest ten powód przez którego nie możesz pojechać nawet z własną córką do lekarza?-Warknęłam. Zdziwiło mnie to, że nie wybuchnęłam z krzykiem na ojca, zaskoczyło mnie moje opanowanie, jedynie w moim głosie czuć było gorzki smak goryczy. Wzięłam z jego biurka kluczyki do auta.-Jedziemy same, dzięki tato, że zawsze można na ciebie liczyć-burknęłam mierząc go wzrokiem.
-Grace, posłuchaj-odezwał się cicho.
Zamknęłam za sobą drzwi biorąc za rękę siostrę, która już zdążyła ubrać się nawet w kurtkę.
***
Przez cały tydzień Rosie miała zostać w domu. Kupiłam jej antybiotyki przepisane przez naszego lekarza. Przy okazji, wstąpiłyśmy również do restauracji na spóźniony obiad. Przez całą jazdę trzęsły mi się dłonie. Bałam się jechać autem przez dzisiejszą sytuację. Gdy w końcu dojechałyśmy do domu, byłam szczęśliwa, że nie muszę już prowadzić. Sprawiłam Rose jednak przyjemność z tego, że razem wstąpiłyśmy do jej ulubionej restauracji.
Dałam jej antybiotyki, zrobiłam gorącą czekoladę i puściłam jej bajkę. Tymczasem poszłam do łazienki wziąć gorącą kąpiel i ubrać w końcu suche ciuchy. Czułam jak cała się trzęsę.
Kiedy przygotowana byłam już do snu, zadzwoniła Sue.
-Grace..-mruknęła uroczo, zawsze tak robiła kiedy coś ode mnie chciała.
-Nie.-Zaśmiałam się, zaraz potem dostając ataku kaszlu.
-To się nazywa karma, moja kochana-stwierdziła.-Referat z biologii, ratuj, napisałam dopiero stronę, a trzeba dwie-westchnęła zrezygnowana.
-Czekaj, co?! Jaki referat?!-Zawołałam.
-Pani Smith, nie zrobiła pani tego?-Zapytała rozbawiona.-Będę taka wspaniała i napiszę coś za ciebie, nie ma za co.
-Sue, mówiłam ci już jak bardzo cię kocham?-Zaśmiałam się.-Muszę ci jutro coś opowiedzieć.
-Dobra, to do jutra, Gracie, śpij dobrze-odparła rozłączając się.
Odłożyłam telefon na stolik i zasnęłam głębokim snem.
***
Obudziłam się cała zlana potem. Już drugi raz tej nocy, nie dawały mi zasnąć nocne koszmary. Wstałam z łóżka spoglądając na zegarek, który wskazywał 4:10. Westchnęłam głośno. Usłyszałam jak ktoś przekręca zamek na dole. To tata wybierał się dzisiaj na rano, ale dlaczego wstał tak wcześnie? Podreptałam na dół. Ustawił na stole dwie zgrzewki napojów, kilka mrożonek do odgrzania, a także wsadzał do lodówki zrobiony obiad na dzisiaj.
-Tato?-Zapytałam zaspana.
Spojrzał na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha. Mimo, że widziałam jego wyraźne podkrążone oczy, uśmiech nie schodził mu z ust.
-Chciałem was przeprosić. Ciebie i Rosie, rzeczywiście nie zachowywałem się w porządku, chcę to naprawić, wziąłem wolne na kilka dni.
-Nareszcie-westchnęłam.-Dobra, idę spać, dobranoc tato.
Kiedy z powrotem leżałam w moim łóżku, nie potrafiłam usnąć, wspomnienia z wczorajszego dnia powróciły. Widziałam zmartwione, ciemne oczy Olivera, niewinny uśmiech Nathan'a, trzask silnika, poczułam nawet dopiero wtedy, jak boli mnie goleń na którego spadłam. Przymknęłam oczy, ale za każdym razem kiedy to robiłam, obrazy z wczorajszego dnia nasilały się. Przez cały dzień nawet nie mogłam o tym myśleć, bo zajmowałam się Rosie, byłam przeraźliwie zła na tatę, a wieczorem od razu zasnęłam.
Bałam pojawić się w szkole, ale wiedziałam, że jest to nieuniknione. Musiałam porozmawiać z Nathan'em, nadal nie mogłam uwierzyć w to, że zrobił to specjalnie. Przypominając sobie zdenerwowanie na twarzy Oliver'a, kiedy tak usilnie próbowałam bronić najlepszego przyjaciela, byłam pewna, że nie odpuści mi komentarzy na temat tego co zrobił...ale on nie mógł mi tego zrobić...po prostu nie mógł.
Od natłoku myśl, nawet nie potrafiłam się uspokoić. Wzięłam głęboki oddech starając się opanować. Drżały mi ręce ze strachu. Potarłam nimi kilka razy o siebie i znowu zamknęłam oczy. Zmęczenie jednak szybko powróciło pozbawiając mnie zmartwień tej nocy.
***
Podjechałam pod dom Sue autem od taty. Uśmiechnięta od ucha do ucha, swoje wypracowanie, które napisała dla mnie schowała do mojej torby.
-Jeju, Sue, uwielbiam cię-zaśmiałam się przytulając ją.
-Wieeem-uśmiechnęła radośnie.-No to, opowiadaj, co z tym Oliver'em, no i co z twoim autem?
Prowadząc auto opowiadałam jej o wczorajszym zdarzeniu, przyjaciółka spoglądała na mnie z niedowierzaniem. Kręciła głową nie mogąc uwierzyć w to co jej mówiłam. Widziałam jak nerwowo ściąga i z powrotem zakłada rękawiczki. W końcu, kiedy skończyłam, przeniosła na mnie swój wzrok. Nie była przerażona, była zła.
-Wiem, że polubiłaś Oliego ale naprawdę oskarżasz Nathan'a?-Syknęła.-To nasz najlepszy przyjaciel, a Black'a znasz jeden dzień, Grace, jeden dzień-westchnęła.-Nathan nie zrobiłby ci tego, znam go, ty też go znasz, wydaje mi się, że to kiepski dowcip Oliver'a, porozmawiam dzisiaj o tym z David'em może coś od niego wyciągnę-zabrała swoją torebkę.-Widzimy się na lunchu.
Skinęłam głową zaskoczona. Wyszłam z auta i zamknęłam go na klucz. Nie wiedziałam, że Sue weźmie stronę Nathan'a, tyle razy przy mnie się kłócili, że myślałam, że się nie lubią.
Że po prostu się tolerują.
Tymczasem, ona naprawdę uważała go za naszego przyjaciela i była na mnie naprawdę zła, że posądziłam go o to, że mógł to zrobić specjalnie. Ja też w to nie wierzyłam, ale w uszach ciągle brzęczały mi słowa Oliver'a.
Na lekcjach byłam nieobecna, przeczytałam referat, który napisała mi Susanne i naprawdę byłam z niej dumna. Nasza nauczycielka z biologii zawsze sprawdzała tego rodzaju prace na lekcji. Kazała jednemu z uczniów prowadzić lekcje, a sama zajmowała się naszymi referatami. Zawsze szybko się z tym uwijała, sprawdzała niektóre prace na internecie, ale zazwyczaj wyróżniała kilka wypracowań gwiazdkami, po to, aby dać dodatkowe plusy za składność zdań, a także interesującą treść. Dzięki uprzejmości Sue, otrzymałam gwiazdkę. Uśmiechnęłam się do siebie.
Na następnych zajęciach byłam nieobecna. Nauczyciele o dziwo przymykali na to oko. Pisałam to co pojawiało się na tablicy, jednak nie analizowałam nawet napisanych przeze mnie słów.
Na korytarzu kątem oka widziałam jak Nathan szuka czegoś nerwowo w torbie. Wzięłam głęboki oddech.
-Podobno nie miało cię dzisiaj być-odezwałam się cicho.
-Musiałem przyjść, kilka sprawdzianów miałbym do nadrabiania-uśmiechnął się.-Nie widziałem twojego auta na parkingu, coś się stało?
Przegryzłam wargę, żeby przestała drżeć.
-Nathan, wczoraj miałabym prawie wypadek, gdyby nie Black...-mruknęłam.
-Co...?-Podniósł brwi zaskoczony.-O czym ty mówisz, Gracie?
Zacisnęłam pięści. Widząc jednak, że naprawdę jest zaskoczony, przeniosłam rękę na uchwyt mojej torby.
-Grzebałeś coś w moim silniku, no a potem zaczęło się z niego dymić jak jechałam-szepnęłam.
-Co?-Złapał się za głowę. Stał się cały blady na twarzy.-Boże, Grace, ja nie chciałem, naprawdę. Byłem pewny, że robię wszystko dobrze, ostatnio nawet pomagałem tacie w warsztacie...Grace, mam nadzieję, że nie myślisz, że zrobiłem to specjalnie...?
Przeniosłam na niego wzrok.
-Nie wiem, Nathan...
-No chyba żartujesz, Grace, przecież powinnaś dobrze wiedzieć, że ja nie zrobiłbym ci krzywdy-szepnął. Wyciągnął ręce w kierunku mnie, a ja przytuliłam się do niego.
Przypomniałam sobie jak za każdym razem, kiedy byłam smutna, to przychodził do mnie z Sue do domu z lodami, kiedy ktoś mnie zranił, nie szczędził tej osobie słów, rozśmieszał mnie bardziej niż jakiekolwiek komedie, był czasami irytujący jak starszy brat i chciał dla mnie jak najlepiej. W myślach przeklęłam się za to, że tak szybko zdążyłam zaufać Black'owi. To przecież Nathan'a znam o wiele dłużej, to on jest moim najlepszym przyjacielem, nie Oliver.
Pomyślałam jak bardzo głupia byłam wierząc w każde słowo nowo poznanego chłopaka.
-Przepraszam-odparłam ze skruchą.
***
Na stołówce siedzieliśmy znowu w trójkę, Sue, Nathan i ja. Przyjaciółka dyskretnie pisała smsy z David'em, a Oliver spoglądał na mnie swoimi przenikliwymi, czarnymi oczami. Starałam nie spoglądać zbyt często na niego, jednak czułam na sobie jego wzrok. Nerwowo strzelałam palcami pod stolikiem, żeby przyjaciele nie zorientowali się jak bardzo denerwowałam się tym, że Black nie spuszczał ze mnie wzroku. Jego oczy zdradzały, że ma mi za złe, to że jednak mu nie uwierzyłam, że ufałam o wiele bardziej swojemu przyjacielowi niż jemu.
Niestety, nie potrafiłam inaczej.
Niełatwo jest skreślać przyjaciela, który tak wiele dla ciebie znaczył.
Kiedy szłam już do domu, ktoś pociągnął mnie za nadgarstek. Kiedy zaskoczona podniosłam wzrok, zobaczyłam Oliver'a. Miał zatroskany wyraz twarzy.
-Grace-westchnął.-Naprawdę nie przeraziłaś się tym co mogło ci się stać?
-Wierzę Nathan'owi i ufam mu bardziej niż tobie-szepnęłam, czując że mówiąc głośno, mój głos drżałby od emocji.
Westchnął przeczesując ręką włosy. Widziałam, że zbladł, a uśmiech na jego twarzy nawet nie chciał się pojawić.
-Przykro mi, Grace, że mi nie ufasz, chciałbym żebyś zaczęła to robić-mruknął.-Jeżeli nie masz nic przeciwko, może spotkamy się w sobotę?
Zamilkłam. Przegryzłam wargę delikatnie kiwając głową. Oliver uśmiechnął się do mnie i odszedł, natomiast mnie..no cóż...totalnie zatkało.
*********
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje, ale brak czasu, a na dodatek od pewnego czasu męczą mnie problemy, więc nawet nie potrafię skupić się, żeby napisać rozdział:( Wiem, że krótki, ale następny postaram się napisać o wiele dłuższy, a na dodatek pojawi się on jeszcze w najbliższym czasie:)

czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział 2

Niechętnie spojrzałam w lustro. Dzisiejszy poranek nie należał do najszczęśliwszych. Mój tusz do rzęs z niewiadomych przyczyn zaschnął, myjąc włosy woda nagle stała się przeraźliwie zimna i za nic nie chciała stać się ciepła, a na dodatek obudziłam się zbyt późno.
Westchnęłam głośno odkładając szczotkę.
W końcu gdybym się jakoś wystroiła, Sue stwierdziłaby że naprawdę mi się on podoba. Uśmiechnęłam się do siebie. Długie, jasne włosy spięłam w wysoki kucyk, kiedy zawsze tak je wiązałam, była zła, że moje największe atuty pozostawiam spięte, a nie na wierzchu. Ubrałam mój ulubiony biały sweter, którego naprawdę nie znosiła, od razu krzyczała, że mam go ściągnąć, ale ja widziałam jednak coś uroczego w nim, w tych dużych, brązowych misiach wyszytych na jego środku. Myślałam jeszcze czy nie ubrać moich długich, brązowych kozaków, które zasłaniały moje nogi, ale w końcu stwierdziłam, że koniec tego dnia dla niej tortur.
Rosie była chora, siedziała z dużą temperaturą w domu, dlatego zaparzyłam jej gorącą herbatę i poprosiłam przez telefon tatę, żeby podjechał chociaż z nią do lekarza.
Wsiadłam w moją białą toyotę yaris i podjechałam pod jej dom.
Kiedy weszła do auta rozpięła moją kurtkę i jęknęła z grymasem.
-Ty chyba żartujesz-mruknęła.
-Dlaczego?-Zapytałam uśmiechając się szeroko.
Fuknęła ze złością i kazała mi czekać. Pobiegła do domu, a po pięciu minutach zauważyłam, że idzie z całą reklamówką ciuchów.
-Skoro nie potrafisz mnie posłuchać, to będziesz zmuszona siedzieć ze mną w łazience całą przerwę i przebierać się w moje ciuchy-uśmiechnęła się złośliwie.
-Ale..
-Żadnego ale, Grace. Prosiłam cię o coś, tak? Myślałam, że się mnie posłuchasz, ale widocznie się myliłam-westchnęła.-Jeźdźmy już do tej szkoły.
***
W łazience przebierałam już chyba jej czwartą bluzę, która odsłaniała ramiona i miała moim zdaniem zbyt duży dekolt.
-Nie, Sue, za nic nie ubiorę się w twoje bluzki, są zbyt obcisłe-westchnęłam nakładając na ramiona mój sweter.
-Powinnaś w takich chodzić-odezwała się dziewczyna, która obok nas poprawiała swój makijaż. Uśmiechnęła się lekko do mnie.-Naprawdę, masz świetną figurę, a zasłaniasz się jakimiś dużymi swetrami.-Oparła się o umywalkę spoglądając na mnie od góry do dołu.
-Znacie się w ogóle?-Odparła Susanne spoglądając na swoje paznokcie, zawsze tak robiła kiedy była o mnie zazdrosna, nie lubiła jak miałam dużo przyjaciół, uważała wtedy, że nasza przyjaźń się skończy, bo nie będę miała dla niej czasu.
Brunetka pokręciła głową z rozbawieniem.
-Nie. ale mówię po prostu to co zauważyłam.-Podała mi do ręki swój tusz do rzęs.-Na twoim miejscu wzięłabym od niej tą niebieską koszulę, podkreśla ci oczy-mrugnęła do mnie i wyszła z łazienki, nawet nie zabierając swojego tuszu.
Razem z Sue spojrzałyśmy na siebie i zaczęłyśmy się głośno śmiać.
-Ale, żeby tak dosłownie, przy mnie, przy tobie flirtować, to trzeba mieć tupet-mruknęła Sue i zabrała się za malowanie moich rzęs.-Ale w sumie laska miała rację, ubierz tą niebieską bluzkę.
***
Gdy wyszłam z sali historycznej, wzięłam głęboki oddech. Poprawiłam swoją torebkę i poszłam w kierunku stołówki. Nasza szkoła była naprawdę ładna, dostaliśmy dofinansowanie od miasta na jej rozbudowę. Posiadaliśmy naprawdę dużą bibliotekę z dwoma piętrami, nowe ławki, a także wszystkie ściany w szkole zostały odmalowane na jasny beż i delikatną biel, nawet jedzenie w stołówce stało się całkiem dobre.
Gdy do niej weszłam, zauważyłam, że Sue już do mnie macha. Specjalnie z David'em zostawili mi miejsce naprzeciwko Oliver'a, który siedział do mnie tyłem i nawet nie odwrócił się, żeby chociaż na mnie spojrzeć.
Usiadłam obok Sue. Dopiero wtedy podniósł na mnie swój wzrok.
-Ekhm, no to to jest Grace, Grace to David i Oliver-przedstawiła nas Sue, uśmiechając się szeroko.
Posiliłam się na uśmiech i każdemu z nich podałam symbolicznie rękę. David również uśmiechnął się do mnie szeroko, natomiast Oliver, no cóż, nawet nie raczył podnieść lekko kącików swoich ust. Od niechcenia podał mi swoją dłoń.
Podniosłam brwi zdziwiona, nie myślałam, że tak się zachowa. Nie pozostając dłużna, odwróciłam nerwowo wzrok. David razem z moją przyjaciółką żartowali i wygłupiali się. Uśmiechałam się lekko w ich kierunku, miło było chociaż ich widzieć szczęśliwych.
Chciałam stąd uciec. Chciałam, żeby Nathan był w szkole, nie musiałabym wtedy przysiadać się do ich stolika.
-Grace-mruknęła zniecierpliwiona dziewczyna.
-O matko, przepraszam, zamyśliłam się, tak?
-Oliver się coś ciebie pytał-westchnęła.
Przeniosłam na niego wzrok. Spoglądał na mnie obojętnym wzrokiem. Kiedy poczułam, że palą mnie policzki, zaśmiał się gorzko.
-Już nic, pytałem co ubierasz na dyskotekę-uśmiechnął się lekko.
Odruchowo, kątem oka spojrzałam na Sue, która wcale nie była zainteresowana naszą rozmową. W pewnym sensie cieszyłam się, że nie wtrącała się do naszej rozmowy.  Potrzebowałam jej, nie miałam zielonego pojęcia co ubrać. Zdziwiło mnie jego pytanie, jego wzrok był na początku taki chłodny, zupełnie jakby mnie nie cierpiał, a teraz, widząc, że dwójka przyjaciół zajęta jest sobą, jakby stał się milszy.
-Nie wiem, a ty?-Zaczęłam wykręcać palce.
-Grace-zaśmiał się.-Pytasz się chłopaka co ubiera na dyskotekę. Nie denerwuj się, przecież cię nie zabiję na tej dyskotece.
-Co do tego, to mam wątpliwości-uśmiechnęłam się.-Przepraszam, to trochę przez Sue, nie wiem co ci powiedziała, więc..
-Nic czego musiałabyś się wstydzić-mrugnął do mnie. Głośny dzwon, oznajmił, że za 10 minut zaczną się lekcje.-Grace, mam do ciebie prośbę, wiem, że mnie nie znasz i w sumie, to raczej nie mamy dobrych kontaktów, ale uważaj na siebie...a najbardziej uważaj jak dobierasz przyjaciół, niektórzy wcale nie chcą dla ciebie dobrze, raczej chcą cię skrzywdzić...
-Co masz na myśli?-Szepnęłam słysząc jak odruchowo ścisza głos.
Wstał z krzesła odruchowo ze swoim przyjacielem. Pochylił się w kierunku mojego ucha.
-Uważaj na Nathan'a-szepnął.
Kiedy już chciałam zacząć na niego krzyczeć, dlaczego widzi wroga w moim najlepszym przyjacielu, już szedł w kierunku wyjścia. Sue spojrzała kątem oka na mnie.
-Jesteś blada jak ściana, zjedz chociaż trochę tego lunchu bo mi jeszcze zasłabniesz, idę dzisiaj na kółko teatralne, nie czekaj na mnie-przytuliła mnie i również jak chłopcy, wyszła z sali.
Spojrzałam na tacę, rzeczywiście nic nie tknęłam, ale po ostrzeżeniu Oliver'a nie byłam ani trochę głodna.
Co miał na myśli?
Przecież Nathan, już od kiedy się poznaliśmy, nie zrobił mi żadnej krzywdy. Był dla mnie troskliwy, chciał jak najlepiej, co prawda przez częste kłótnie z Susanne musiałam być bardziej po stronie najlepszej przyjaciółki, w końcu z nią znałam się dłużej, ale mimo wszystko nie myślałabym nigdy, że jest gotowy mnie zranić. Był bardziej gotowy zranić kogoś, kto mógłby to zrobić mi.
Traktowałam go jak starszego brata, wszelkie problemy zawsze lądowały do niego i Sue.
Stukałam paznokciami w stolik. Widząc, że większość osób również zbliża się ku wyjściu,  podniosłam się z miejsca i odniosłam swoją tackę.
Westchnęłam. Może tak naprawdę Oliver nie mówił tego poważnie. Może chciał mnie tylko sprowokować.
Może...
Zacisnęłam pięści ze złości. Odrzuciłam włosy do tyłu. Byłam naprawdę zła, że tak szybko zdołałam się wytrącić z równowagi.
Pewnie to żart, gdzieś z rogu musiał obserwować moją reakcję i razem ze swoim kumplem się ze mnie naśmiewać.
To jest Oliver Black.
Człowiek, którego nawet nie znam. Dlaczego miałabym mu ufać?
Musiałam się dowiedzieć co za korzyści miał z tego, że wyprowadził mnie z równowagi i bezpodstawnie obrażał mojego przyjaciela.
Zamierzałam się tego dowiedzieć.
I to dzisiaj.
***
Po skończonych lekcjach wpadłam na Sue.
-Widziałaś Black'a?-Zapytałam nie kryjąc nerwowości w swoim tonie.
Podniosła zaskoczona brwi.
-Już się umawiacie po lekcjach?-Zaśmiała się.-Jak się pospieszysz, to znajdziesz go jeszcze na parkingu.
Wyszłam szybko z szkoły, nie tłumacząc się jej, zabrałoby mi to zbyt wiele czasu.
Niestety, na parkingu nigdzie go nie widziałam. Wsiadłam do swojego auta. Rosie czekała już pewnie na mnie w domu, zamierzałam jeszcze wstąpić po coś na wynos, na obiad.
Próbowałam odpalić auto, ale za nic w świecie nie chciało ruszyć. Uderzyłam dłońmi w obręcz kierownicy zdenerwowana.
Wysiadłam z niego, otworzyłam maskę spoglądając jak tępa na wszelkie kable i inne mechanizmy znajdujące się pod pokrywą. Poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia.
-Nathan-uśmiechnęłam się szeroko obejmując go ramionami.-Przychodzisz mi z odsieczą.
-Jak zwykle-zaśmiał się.-Co się stało?
-Czemu nie było cię w szkole?-Zapytałam.
Uśmiechnął się.
-Najpierw ty mi powiedz, co nie tak z twoim autem.
-Pytasz o to mnie....serio?
Zaśmiał się znowu.
-No tak, zapomniałem-zaczął kręcić coś przy silniku, szarpnął czymś mocno i auto powróciło do swojego pierwotnego stanu.-Zostałem w domu, źle się czuje, właśnie jechałem po lekarstwa, a potem miałem odebrać Sue, czemu pytasz, tęskniłaś księżniczko?-Uśmiechnął się do mnie.
-Żebyś wiedział co ona wymyśliła...zresztą pogadamy potem, muszę kupić obiad, będziesz jutro w szkole?-Spytałam pełna nadziei.
-No coś ty, chodzę po dworze z gorączką-westchnął.-Ja też muszę lecieć, będę w szkole może za kilka dni, na razie, Gracie.
Uśmiechnął się znowu do mnie i szybko poszedł w swoim kierunku. Wsiadłam z powrotem do auta.
Przekręciłam kluczyk i pojechałam w kierunku mojej ulubionej restauracji.
Nagle sobie o czymś przypomniałam.
Nathan, zupełnie jak ja, nie znał się na autach. Nadal w uszach słyszałam dźwięk jak wtedy kiedy mocno szarpnął czymś w silniku. Spanikowana nie wiedziałam co robić.
Oliver stał na środku parkingu. Szybko podbiegł do mojego auta i biegnąc stukał w moje okno. Otworzyłam drzwi.
-Skacz!-Krzyknął.
Odpięłam pasy, a on nadal biegnąc wyciągnął w kierunku mnie ręce. Rzuciłam się na niego i razem potoczyliśmy się kilka metrów od auta.
Samochód, owszem zatrzymał się, ale cała maska dymiła się.
Usłyszeliśmy głośny trzask. Zakryłam głowę rękoma podciągając kolana do brody. Poczułam jak Oli zakrywa mnie swoim ciałem. Dopiero po kilku sekundach otworzyłam oczy. Chłopak spoglądał na mnie zdenerwowany.
-Boże, Grace, rozumiem, że na mnie lecisz, ale żeby do tego stopnia aby niszczyć sobie auto? Co ty do cholery zrobiłaś, chciałaś się zabić?!-Krzyknął zdenerwowany.
-Ja...nie...to nie tak...-odparłam łamiącym się głosem, w uszach brzęczało mi ciągle jego pierwsze zdanie.-Ale ty jesteś obłudny, musiałabym upaść na mózg, żeby robić tylko coś takiego, żebyś przygniatał mnie swoim ciałem i się na mnie wydzierał.
Przewrócił oczami.
-Nathan próbował mi pomóc, bo silnik nie chciał mi odpalić, on...naprawdę chciał tylko pomóc-szepnęłam.-On chciał tylko pomóc, tak...pomóc...
-Do cholery, czy ten kretyn wiedział, że przez to, że chciał ci tylko "pomóc", mogłabyś już dawno nie żyć?
Pokręciłam przeciwnie głową.
-Nie każdy jest tak idealny jak pan Black-syknęłam z odczuwalnym sarkazmem.
-Jasne, broń go dalej, wątpię, żeby zrobił to niecelowo-warknął.
Poczułam jak bardzo się złoszczę. Zaczęły piec mnie policzki z samej złości. Wstałam z ziemi spoglądając na niego.
-Co ty w ogóle do niego masz, nawet się nie znacie!Dlaczego uważasz, że nie powinnam mu ufać, co? No podaj mi powód-Krzyknęłam uderzając pięściami w jego tors.
-Może powiem inaczej, gdyby naprawdę był twoim przyjacielem, poczekałby aż odjedziesz, a co najważniejsze, skoro się nie znał na samochodach, nie narażałby cię na takie ryzyko. Rozumiem, że mi nie ufasz, ale gdybyś naprawdę była mi obojętna to nie biegłbym jak czysty kretyn tuż przy twoim aucie, żeby ci uratować życie.
Zamilkłam. Odeszłam o krok przełykając ślinę. Mimo wszystko widziałam w jego oczach troskę, ale nie chciałam wierzyć myślom, że mógł mieć rację. Spuściłam wzrok znów nerwowo strzelając palcami.
Miał rację. 
Zaraz, zaraz, czy on powiedział, że nie jestem mu obojętna?

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 1

-Grace!-Krzyknęła moja młodsza siostra.
Odwróciłam się na jej zawołanie. Uśmiechnęłam się biorąc ją w swoje objęcia.
Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy miałam 9 lat, nie byłam do niej taka. Chowałam urazę, to przez nią umarła moja mama.
Ciąża była ryzykowna, tylko usunięcie dziecka mogłoby pozbawić ją szansy na śmierć. Moja rodzicielka, nie zrobiła jednak tego, wolała umrzeć z czystym sumieniem, aniżeli żyć pełna wątpliwości czy aby na pewno dobrze zrobiła. Gdy podjęła decyzję, mój tata był zdruzgotany, nie chciał stracić żony, załamał się. Śniadania, jedliśmy w absolutnej ciszy, zagubiony siedział patrząc pustym wzrokiem przed siebie. Przez dobry tydzień nie tknął śniadania ani kawy, którą tak bardzo uwielbiał. Zabierał ze sobą termos ze swoim ulubionym napojem, dotykał lekko ustami mojego czoła, żegnał się z mamą robiąc to samo i odchodził. Zabrakło mu słów. Zbierał je po całym dniu, układając po kolei w głowie, a później wypowiadając je mamie.
Nie były to miłe słowa.
Pełne rozpaczy, udręki, a także smutku.
Głębokiego smutku.
Później zamykał się w swoim biurze zostawiając wszystko za sobą.
Któregoś dnia, bez pukania weszłam do jego pokoju. Spoglądałam jak po jego policzkach płynęły łzy. Nigdy ich nie pokazywał ani przy mnie, ani przy mamie. Był załamany, ale przy nas nie płakał.
W biurze pozwalał, aby wypływał z niego cały żal.
Widząc mnie wtedy, nie otarł łez. Wyciągnął ręce w moim kierunku. Usiadłam na jego kolanach uważnie patrząc na niego. Uśmiechnął się przez łzy.
-Wiesz Gracie-powiedział pieszczotliwie.-Nie radzę sobie z tym, nie umiem zrozumieć decyzji twojej mamy. Ciągle myślę o tym, ciągle próbuje ją zrozumieć, ciągle myślę jak to będzie jak jej nie będzie. Wystarczy mi teraz nasza trójka. Chcę, aby ona nadal była twoją mamą, żeby spoglądała na ciebie jak dojrzewasz, żeby nie oddawała swojego życia temu dziecku, bo ją potrzebuje.
-Obydwoje ją potrzebujemy-szepnęłam.
Pokiwał głową.
-Tak, masz rację, słoneczko, obydwoje.
-Nie chcę młodszej siostry, chcę mamę!-Krzyknęłam pełna goryczy, dopiero po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że po moich policzkach lecą łzy, poczułam ich słony smak na wargach.
Kilka nocy potem, kiedy moje powieki stały się ciężkie, poczułam jak moje łóżko ugina się pod czyimś ciężarem. Rodzicielka głaskała mnie delikatnie po głowie mówiąc moje imię. Rozszerzyłam nieco powieki spoglądając na nią zaspana.
-Tata mówił mi o waszej rozmowie-powiedziała.-Chciałabym ci to wytłumaczyć.
Spoglądałam na nią ze złością. Nie byłam smutna, byłam zła. Byłam zła, że tak postępuje..że bierze swoje uczucia ponad innych. Że mnie i tatę ma gdzieś. Nie obchodzi ją, że my potrzebujemy JEJ a nie młodszej siostry.
-Wiem, że jesteś na mnie zła, ale spróbuj mnie zrozumieć. Zdecydowałam się na to, bo uważam, że każdy ma prawo żyć. Chciałabym dać jej tą możliwość. Wystarczająco długo żyję na świecie, nie chcąc jej, nie daje jej nawet szansy na spróbowanie go.
-Ale mamo! Razem z tatą cię potrzebujemy. Nie rozumiesz, że nie chcemy jej, tylko ciebie?! Wolę, żebyś ty żyła, a nie ona!-Krzyknęłam ze wściekłością.-Nie chcę cię stracić.
Otarła moje łzy, a moje długie, jasne włosy przerzuciła na lewy bok.
-Wiem, aniołku...ale pomyśl, gdybym tak samo postąpiła z tobą, nie pojawiłabyś się tutaj na tym świecie, nie byłabyś tutaj z tatą ani mną. Nie jest powiedziane, że od razu umrę, kiedy narodzi się twoja siostrzyczka. Równie dobrze mogę wygrać tą walkę i będzie nas czwórka. Od razu usuwając ciążę, pozbawiłabym jakichkolwiek szans, a tak to zawsze minimalna jest-uśmiechnęła się lekko.-Nie myśl, że od razu cię opuszczę.
Posiliłam się na uśmiech, chociaż tak naprawdę po policzkach leciały mi duże łzy.
Mimo jej optymizmu, nie przeżyła tej walki. Na jej miejsce wstąpiła niewielka istota o imieniu Rose.
Na początku nie potrafiłam się do niej przekonać. Denerwowało mnie to, że płacze, tak okropnie przypomina mi mamę.
W końcu jednak razem z tatą, musieliśmy ją zaakceptować. Była moją młodszą siostrą, moją kochaną kruszynką, którą w końcu pokochałam.
Musiałam ją bronić i być dla niej oparciem. Była dla mnie ważna.
Tak samo jak mama.
***
Kiedy mój budzik zbudził mnie o szóstej rano, niechętnie wstałam z łóżka. Przetarłam zaspane oczy i włożyłam puchate skarpetki. Był luty, a zima poważnie dawała w kość, zgon bezdomnych wzrastał z powodu minusowych temperatur, nie mieli gdzie się podziać, dlatego w taki mróz zostawali na ulicy..były to wtedy ich ostatnie wieczory.
Szybko poszłam do łazienki zamykając się tam. Ściągnęłam piżamę i drżąc odkręciłam gorącą wodę. Kątem oka spojrzałam na wyświetlacz swojej komórki. Już od rana Sue, dobijała się do mnie. Westchnęłam wchodząc do kabiny. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek swojej komórki. Nałożyłam ręcznik i biorąc włosy w tzw. turban odebrałam, jedną ręką zakręcając wodę.
-Witam szanowną panią Grace, czy przyjedzie pani w końcu po mnie czy będę marzła cały dzień?
-Sue, jest dopiero piętnaście po szóstej, jeszcze mam na to ponad godzinę-mruknęłam.
-Co ty gadasz!-Wykrzyknęła.-U mnie jest już dawno po siódmej, zaczekaj chwilę.
Odłożyłam telefon klikając na głośnomówiący. Pod jej nieobecność zdążyłam umyć zęby i zrobić delikatny makijaż.
-Boże, Grace, przepraszam cię. Mój kochany starszy braciszek, zdecydował zrobić mi przezabawny żart i zmienić moją godzinę w telefonie-usłyszałam jej podenerwowany ton.-Boże i pierwszy raz w życiu nie byłabym spóźniona-zaśmiałam się razem z nią.-Do zobaczenia.
Podniosłam oczy do góry z rozbawieniem. Razem z Sue mieszkałyśmy o niecały kilometr od siebie, obydwie musiałyśmy dojeżdżać do szkoły, dlatego zawsze pod nią podjeżdżałam. Rzeczywiście, zawsze dojeżdżałam do szkoły na czas, ale przyjaciółka tyle rzeczy nie zdążyła zrobić poprzedniego dnia, że zamykała się w łazience i odpisywała zadania od kujonów albo poprawiała swój makijaż, a czasami nawet doczytywała zadaną lekturę. Poczesałam mokre włosy i zeszłam na dół robiąc śniadanie. Usłyszałam jak kilka minut potem budzi się Rose i wchodzi zaspana do kuchni.
-Cześć, aniołku-przywitałam się całując ją w czoło.
Uśmiechnęła się i chwyciła za śniadanie, które jej przygotowałam. Obydwie usiadłyśmy przy stole i rozmawiając jadłyśmy śniadanie. Mój tata ciągle miał na późne zmiany, dlatego wracał dopiero wtedy, kiedy my jechałyśmy do szkoły, a kiedy my wracałyśmy z niej, to rzadko kiedy mogłyśmy go spotkać.
Rose była naprawdę śliczną dziewczynką. Tak jak ja, odziedziczyła po mamie jasne, falowane włosy i promienny uśmiech. Oczy jednak miała brązowe, po tacie, natomiast ja błękitne, tak jak mama.
Mimo że robiłam jej dosyć duże śniadania, aby trochę przybrała na wadze, to i tak była chuda. Ubierała się niewinnie, często w jeansowe spódniczki czy różowe sukienki. Była bardzo wrażliwa, urocza, a zarazem posiadała wielkie poczucie humoru. Wnosiła do domu wiele radości i szczęścia. Nie wyobrażałam sobie teraz, jakby wyglądało moje życie bez niej.
W sumie to nie rozumiałam dlaczego tata brał późne zmiany, skoro Rosie nie była taka duża, żeby od razu pozbawiać ją chwil z ojcem. Potrzebowała go. Powinien widzieć jak młodsza córka dorasta, powinien widzieć jak przeżywa wzloty i upadki, a tymczasem przesiadywał całe noce i późne popołudnia w pracy, nie wiedząc nawet co u jego córek. Zamierzałam z nim o tym w wolnym czasie porozmawiać.
Kiedy byłyśmy obydwie gotowe podrzuciłam ją do jej szkoły, która była w zupełnie innym kierunku niż moja. Pożegnałyśmy się i zawróciłam podjeżdżając pod dom Sue.
Stała już pod domem ubrana w krótką spódniczkę i dopasowaną kurteczkę. Długie, ciemne włosy związała w wysoki kucyk. Gdy weszła do auta spojrzałam na nią kątem oka. Nigdy nie stroiła się tak do szkoły.
-Jest koniec świata czy co?-Zapytałam.
Pokręciła z rozbawieniem głową.
-Być może. Zdecydowałam się na zmiany. Potrzebuje chłopaka przed przerwą zimową-zaśmiała się.-Nastąpią zmiany w moim życiu, tak bynajmniej pisało w moim horoskopie, a wiesz, tym zmianom trzeba pomóc.
Zaśmiałam się głośno.
-Może jeszcze rozjaśnisz włosy na blond, bo widzę, że powoli zmierzasz do całkowitej głupoty.-Mruknęłam zatrzymując się na czerwonych światłach.
-No dobra, umówiłam się po szkole.
-Z kim?-Zawołałam zaskoczona nie mogąc oderwać wzroku od drogi.
-A to się dopiero dowiesz jak randka albo okaże się kompletną katastrofą albo taką świetną randką, że wstyd będzie się nie przyznawać-uśmiechnęła się tajemniczo.
Spojrzałam na nią smutno. Pokręciła przeciwnie głową.
Nie lubiłam jak miała przede mną tajemnice. Od najmłodszych lat zwierzałyśmy się z najdrobniejszych problemów i zawsze sobie pomagałyśmy. Kiedy mówiłyśmy o pierwszych miłosnych rozterkach, często wracałyśmy do domu późnym wieczorem z obmyślonymi planami. Teraz, nie wiedząc z kim się umówiła czułam się jakoś pusta. Nie wiedziałam do końca czemu.
***
W szkole wpadłam na Nathan'a. Był moim nowym przyjacielem. Miał ciemne włosy no i nie należał do najszczuplejszych. Jednak od kilku tygodni chodził na siłownię, widziałam więc jak na jego brzuchu i ramionach powoli zarysowywały się mięśnie.
 Znaliśmy się jakieś dwa miesiące, ale traktowałam go jak starszego brata. Od razu się polubiliśmy i uwielbiałam z nim przebywać. Mimo że znaliśmy się tak krótko, potrafił mnie rozbawić i pocieszyć. Ufałam mu.
Usiedliśmy na przerwie obiadowej razem z Sue. Gdy już próbowaliśmy razem z coś z Nathan'em wyciągnąć od niej obok naszego stolika przeszli dwaj chłopcy. Spojrzeli na nas z ukosa. Tylko jeden rzucił spojrzenie Sue, od którego zarumieniła się po czubki włosów. Jego przyjaciel, zmierzył mnie spojrzeniem. Nie pozostając dłużna podniosłam z zażenowania brwi. Parsknął śmiechem i poszli na stolika obok.
-Sue, ja to widzę. Czy to on?-Zapytałam ściskając jej nadgarstek. Jej oczy błysnęły, pokiwała lekko głową.
Nathan westchnął podpierając się łokciem.
-Nie widziałam ich nigdy w szkole-mruknęłam, kątem oka spoglądając na nich.
Chłopak, który skradł serce Susanne, miał ciemne włosy i brązowe oczy. Był ubrany w czarną bluzę i ciągle śmiał się ze swoim przyjacielem. Jego kumpel natomiast miał na sobie koszulkę z napisem: "I tak nienawidzę was wszystkich", która podkreślała jego umięśnione ramiona. No cóż, wstydem byłoby nie przyznać, że obydwoje byli bardzo przystojni.  Miał przenikliwe czarne, wprost intrygujące oczy i bliznę na lewej brwi. Nie potrafiłam odwrócić od niego wzroku.
-To się ciesz, że ich nie znasz-odezwał się nasz przyjaciel.-Chodzę z nimi na angielski i historię. Kompletni idioci.
Przegryzłam wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem, bo Sue od razu zrobiła się czerwona na twarzy ze wściekłości. Zmierzyła spojrzeniem bruneta zaciskając pięści.
-Kogo nazywasz kretynem?-Warknęła zdenerwowana.-Nawet go nie znasz.
-Go?-Powiedziałam.-Jak się on nazywa?
Dziewczyna przeniosła wzrok na mnie. Jej wyraz twarzy od razu się zmienił. Była cała rozpromieniona. To było naprawdę dziwne. Jeszcze dwie sekundy temu, swoim spojrzeniem chciała zabić naszego najlepszego kumpla.
-David Stone-odparła rozmarzonym tonem.-A jego kumpel, Oliver Black, widzę, że nie odrywa od ciebie wzroku-zaśmiała się.
Odwróciłam się, czułam, że to prowokacja Sue, ale mimo wszystko chciałam to zobaczyć. Tak naprawdę, Oliver, nie spoglądał ani trochę na mnie, lecz kiedy nerwowo odwróciłam głowę w jego kierunku, podniósł zaskoczony brwi. Jego uśmiech był pełen pogardy.
-Nienawidzę cię-odparłam do niej wzdychając.
-Sue, nie rób mi tego, nie cierpię ich dwoje, a jeszcze jak pewnie będziecie razem, to będę musiał znosić jego towarzystwo przy naszym stoliku. Przyjaźnisz się z największym kretynem jakiego znasz i....
-Czyli tobą?-przerwała mu uśmiechając się złośliwie.-Wybacz, nie będę tego słuchać, Nathan. Znasz go tylko z lekcji, nie wiesz jak zachowuje się poza szkołą.
-A ty wiesz?-wtrąciłam się do jej kłótni.
Przewróciła teatralnie oczami. Zawsze tak robiła, kiedy nie wiedziała co mi odpowiedzieć. Zabrała swoje rzeczy, wstała i zmierzała w kierunku wyjścia. Widziałam ją jak przechodzi obok ich stolika. Delikatnie, opuszkami palców dotknęła jego ramienia. David uśmiechnął się do niej i kiedy się schyliła powiedział jej coś na ucho. Ta zaśmiała się radośnie i pomachała mu na pożegnanie.
Widziałam jak Nathan nerwowo strzela palcami. Odwrócił wzrok, kiedy widział, że mu się przyglądam. Wziął swoje rzeczy, przytulił mnie i wyszedł ze stołówki. Oglądałam się jeszcze za nim, dopóki nie zniknął w zasięgu mojego wzroku.
Nathan'a coś gryzło.
Sue powoli się zakochiwała.
Kiedy zorientowałam się, że zostałam sama przy stoliku, wzięłam swoją tacę i odniosłam ją do wskazanego miejsca. Czułam na siebie czyiś wzrok. Gdy ciekawa, odwróciłam się, zauważyłam, że Oliver nie odwracał ode mnie wzroku. Spoglądał w moim kierunku jakby nad czymś myślał. Miał zmartwiony wyraz twarzy.
Czym prędzej wyszłam ze stołówki. Nie wiedziałam nad czym rozmyślał spoglądając na mnie. Jego wzrok wprost palił, a ja jak najszybciej chciałam oddalić się od jego rażącego spojrzenia.
***
Wieczorem zadzwoniła do mnie Sue.
-Wiem, że pewnie umierasz z ciekawości i chodzisz po całym domu zastanawiając się jak było na mojej randce...-zaczęła przyjaciółka, westchnęłam zażenowana, na co wybuchnęła śmiechem.-No i było naprawdę super, szkoda że nie wpadłam na pewien pomysł wcześniej...
-Już się boję-mruknęłam.
-Mogłyśmy przecież pójść na podwójną randkę! Ja z Davidem, a ty z Oliverem!-Krzyknęła pełna entuzjazmu.
Zaśmiałam się gorzko.
-Musiałabyś mi chyba zapłacić, żebym z nim poszła na randkę. Totalny zarozumiały dupek i tyle-stwierdziłam, usłyszałam jak Susanne śmieje się głośno do telefonu.-No co?-Burknęłam.
-Nie mów mi, że nie jest przystojny...nawet go Grace nie znasz, a z tego co mówił Dav, chciał cię poznać, wpadłaś mu w oko.
-No to musi się rozczarować, bo on mi nie.
Czułam jak palą mi się policzki ze wstydu. Nie lubiłam jej okłamywać, ale czułam, że w danym wypadku jest to konieczne.
-Zawsze może się to zmienić na dyskotece co organizuje szkoła w przyszłym tygodniu, przed feriami zimowymi, wtedy go poznasz i na pewno wpadniecie sobie w oko, z resztą powiedziałam David'owi, że z przyjemnością poszłabyś z jego kumplem-zamruczała zadowolona.
-SUE!-Krzyknęłam na cały głos, a dziewczyna zaczęła głośno się śmiać.-Nie zrobiłaś mi tego, proszę...
-Zrobiłam coś lepszego, powiedziałam Oliver'owi, kiedy spotkaliśmy go na mieście, że chętnie poznałabyś go przed samą imprezą, dlatego jutro przyłączamy się do ich stolika.
-Nie zrobiłaś tego-szepnęłam, nie wierzyłam, że moja przyjaciółka była zdolna do takiego czegoś, nigdy nie zachowywała się w taki sposób.
-Nie mów, że się nie cieszysz-powiedziała zażenowana.-Jeżeli martwisz się Nathan'em, to przez najbliższe dwa, trzy dni nie będzie go w szkole, także śmiało możesz się wziąć za Oliver'a bez zarzutów, bo nie będzie miał kto ci skrzeczeć nad uchem. O, przepraszam Grace, mam na drugiej linii Davida. Ubierz się jutro jakoś ładniej, bo w końcu będziesz rozmawiała z samym Black'em. Do zobaczenia, bądź o 7:10, bo muszę jeszcze ocenić twój makijaż i ubiór, na razie.
Kiedy się rozłączyła cisnęłam telefonem o łóżko. Jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji.
W sytuacji bez pieprzonego wyjścia.
Zawsze mogłam jutro nie przyjść do szkoły, ale Susanne nie wybaczyłaby mi tego, szczególnie, że jestem jej "osobistym szoferem" i beze mnie nie miałaby jak dostać się do szkoły. Z resztą, skoro obiecała chłopakom, że obydwie przyłączymy się do nich, to szczerze by się na mnie obraziła, że wystawiłam ją do wiatru.
Chyba, że wyszłabym teraz w samej koszulce i spodniach, może rozchorowałabym się i później Nathan wybiłby jej to z głowy, że robi coś zupełnie bez mojej zgody.
Ale przyjaciel ani nie odbierał, ani nie zaradziłby na to nic konkretnego. Jeżeli Sue w czymś się uprze, to nie było mocnych, musiało być po jej myśli.
Westchnęłam głośno. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić.
Nadal nie potrafiłam uwierzyć w to, że zrobiła coś takiego bez mojej zgody. Równie dobrze, to ja powinnam się na nią obrazić, za to co uknuła za moimi plecami. Nie chciałam go poznawać, bałam się z nim rozmawiać.
Może też zauważyła, że dzisiaj nie spuszczaliśmy od siebie wzroku, ale nie było to wcale spowodowane, że on mi się podobał. Próbowałam dzisiaj być do niego wredna, ale nie było to w mojej naturze, żeby być do kogoś nieuprzejma bez  powodu.
Chociaż w pewnym sensie, spoglądał na mnie jakoś dziwnie, zupełnie bez powodu.
Intrygował mnie.
Irytował mnie swoim zachowaniem.
Chociaż mimo wszystko, jego spojrzenie wprost paliło, miałam ochotę zatonąć w jego oczach. 
Bałam się jutra.