piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 5

Na koniec moich zajęć podbiegła do mnie Sue, wyraźnie zaniepokojona. Jej długie, brązowe włosy spadały beztrosko na ramiona. Naciągnęła bluzę od David'a. Widziałam, że przyszła do szkoły lekko ubrana, a na lekcjach wprost się trzęsła, dlatego chłopak ulitował się nad nią. Wyglądała w niej uroczo.
-Jeju, Grace, szukałam cię po całej szkole, co się stało w sobotę?
-A co się miało stać?-Odparłam zamykając szafkę.
-Widziałaś przecież jak wygląda Oliver, ktoś ci groził?
Pokręciłam głową.
-Jak on się czuje?
-Nie wiem, ale David jest na ciebie i niego cholernie zły..powiedz mi...co się dzieje?-Ścisnęła moje drżące ręce, dopiero wtedy poczułam jaka jestem roztrzęsiona.
-Chodzi o to, że właśnie nie wiem-odezwałam się cicho.-Muszę z nim porozmawiać, koniecznie.
-Jasne-puściła moje dłonie.-Uważaj na siebie i daj mi znać co się stało.
Skinęłam głową odchodząc w kierunku dziedzińca. Wiedziałam, że tam go spotkam.
Gdy jednak znowu napotkałam jego przenikliwe czarne oczy, nie potrafiłam wydusić ani słowa. Nadal pamiętałam jego dotyk warg na moich ustach, prawdziwe uśmiechy skierowane do mnie i przepełnione radością wybuchy śmiechu.
Teraz, opierał się o ten mur co zawsze, o tej porze rzadko kto wychodził ze szkoły, dlatego przeciwsłoneczne okulary trzymał w ręku, ale na jego twarzy nawet nie błąkał się uśmiech. Jedno podbite oko, twarz posiniaczona. a obojczyki i ramiona pokrywały duże siniaki i zadrapania. Przełknęłam ślinę podchodząc do niego niepewnie.
-Oliver-szepnęłam.
Leniwie podniósł na mnie swój wzrok.
-Cześć-mruknął.-Wszystko w porządku?
-Powinnam zapytać o to samo.
Uśmiechnął się lekko, ale zaraz potem jęknął cicho.
-Przecież żyje-podniósł brwi.-Uratowałem ci życie.
-Co?
Pokręcił głową z rozbawieniem odchodząc. Złapałam go za nadgarstek.
-Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie-warknęłam.
Wyrwał mi moją dłoń, którą zacisnęłam mu na nadgarstku przeczesując ręką włosy.
-Jezu, Grace, ty tyle rzeczy jeszcze nie wiesz i nie pojmujesz-zaczął niepewnie.-Nie wiem czy mi uwierzysz jak ci to wszystko wytłumaczę.
-Postaram się zrozumieć.
Ubrał na siebie swoją kurtkę, którą porzucił na murku.
-Musisz tylko udowodnić, że chociaż trochę mi ufasz, inaczej nie będzie to miało najmniejszego sensu.
-Ja...-odezwałam się cicho.-No dobrze...
-Okej, to teraz przetestujemy te twoje zaufanie.
Ubrał mi ten sam kask co w sobotę. Pachniał jego szamponem i wodą toaletową, którą od razu potrafiłam rozpoznać. Nieco pewniej usiadłam za nim chwytając go w pasie. Ruszył szybko kierując się w stronę wzgórz, dookoła niego ciągnął się ocean. Wjazd na szczyt był trudny i niebezpieczny, było tam wiele przerażających zakrętów, jeden niechciany ruch i od razu spadlibyśmy w dół, jeden głupi błąd mógłby pozbawić nas życia.. dlatego tak mało osób jeździło tą drogą. Do oczu napłynęły mi niechciane łzy, kiedy zauważyłam coraz większą prędkość.
-Oliver!-Krzyknęłam.-Proszę zwolnij!
Pokręcił głową. Czułam jak na policzkach coraz szybciej płyną gorące łzy.
-Oliver do cholery, OLIVER!
Dopiero za drugim zakrętem, kiedy byliśmy już na szczycie, zeszłam z motoru nerwowo odpinając kask.
-Ty jesteś nienormalny!-Mój głos załamywał się, a po policzkach ciągle płynęły nowe łzy.-To jest to sprawdzanie zaufania, tak?!
-Grace, do cholery, uspokój się! Gdybym wiedział, że coś nam się stanie, nie jechałbym z tobą, zawsze tutaj przesiaduję, znam tą drogę jak własną kieszeń, więc z łaski swojej, skończ!
Wzięłam głęboki oddech połykając krople płynące do moich ust.
-Nie chcę z tobą rozmawiać, jesteś nieobliczalny, jadę do domu-szepnęłam
-Gracie...
Zbliżył się do mnie, odeszłam jeden krok do tyłu niepewnie, z każdym kolejnym posuwałam się do tyłu, nagle straciłam grunt pod nogami. Przerażona krzyknęłam. Poczułam mocny uchwyt na moim nadgarstku. Złapałam go drugą ręką.
-Oliver!-Krzyknęłam, nie miałam już do wykorzystania więcej łez, więc zaczęłam głośno krzyczeć.
Podciągnął mnie do góry mocno. Spadłam na jego tors. Widziałam jak szybko podnosi się jego klatka piersiowa. Przeniósł na mnie wzrok. Smutne, czarne oczy obserwowały mnie.
-Chyba jednak masz jakieś skłonności samobójcze-uśmiechnął się słabo.
Spojrzałam na jego usta, szybko jednak odwróciłam wzrok wstając. Owinęłam się ciaśniej płaszczem, starając opanować drżenie warg. Wzięłam głęboki oddech spoglądając na zburzone fale. Usłyszałam jego kroki. Stał w niewielkiej odległości od mojego ucha. Nie wiedziałam co robić. Kazać mu zabrać mnie do domu? Zostać z nim i porozmawiać? Potarłam ręce i odwróciłam się do niego.
-Grace, może przełóżmy tą rozmowę na kiedy indziej, jesteś zdenerwowana i roztrzęsiona, a to co ci powiem, może sprawić, że do końca uznasz, że jestem idiotą-mruknął kierując twarz w kierunku mojego ucha-Przepraszam, że cię tutaj zaciągnąłem, myślałem, że wszystko już zrozumiesz-szepnął skruszony.
-Co miałeś na myśli mówiąc, że uratowałeś mi życie?-Niepewnie przeniosłam na niego wzrok.
Zamrugał kilka razy oczami splatając ręce nad głową. Odłożył kask, który porzuciłam na trawniku.
-Mówię ci, Gracie, wolę nie. Niepotrzebnie zresztą ci o tym mówiłem, jedźmy do domu, porozmawiamy innym razem-założył mi bez słowa sprzeciwu kask, zaraz potem założył swój i wsiadł na motor. Objęłam go ciasno w pasie. Poczułam się nagle z nim bezpieczna, przytulenie do jego talii dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Czułam się z nim dobrze i chciałam, abyśmy jak najdłużej jechali motorem. Jeździł dobrze, myślę, że był dobrym kierowcą, potrafił prowadzić szybko, ale również tak, że nic nie było mi straszne. Zatrzymaliśmy się pod szkołą, w końcu tam zostawiłam auto.
-O Jezu, Sue, zupełnie o niej zapomniałam!
Szybko wykręciłam jej numer, ale uspokoiła mnie mówiąc, że i tak jechała dzisiaj do David'a. Odetchnęłam z ulgą. Kiedy skończyłam rozmawiać z przyjaciółką, zauważyłam, że nadal Oliver uważnie mi się przyglądał. Drgnęły lekko jego kąciki ust.
-Dasz radę sama dojechać do domu?
Skinęłam głową.
-Oliver, kto ci to zrobił?-Szepnęłam nieśmiało dotykając ran na jego obojczykach. Strącił moją rękę, jego oczy stały się ciemniejsze niż zwykle.
-Nie twoja sprawa-odparł zapinając się ciaśniej, obejrzał się za siebie i odszedł pozostawiając mnie samej sobie.
***
Do końca tygodnia zostałam w domu, byłam chora tak samo jak Rosie. Obydwie wstawałyśmy późno i oglądałyśmy filmy. Najadłam się przez cały tydzień tyle obiadów od taty i płatków, które stale jadłyśmy, że czasami myślałam, że lepiej było, kiedy to ja musiałam zająć obowiązki ojca. W sobotnie, późne popołudnie wzięłam lekcje od Sue i razem przepisywałyśmy jej notatki.
-Jak się czujesz?-Zapytała kończąc przepisywać ostatni zeszyt.
-Całkiem nieźle-uśmiechnęłam się.-Nathan nadal zachowuje się tak jak zachowywał?
-Wiesz co, dopóki cię nie przeprosi, to z nim nie rozmawiam, siedzę razem z David'em i Oliver'em-uśmiechnęła się.-Miałyśmy nawiasem mówiąc pójść dzisiaj wszyscy na imprezę, zapomniałaś?
Złapałam się za głowę. Rzeczywiście, wypadło mi to z głowy. Nasi dyrektorzy, dyskotekę szkolną postanowili zrobić w jednym z klubów. Nie potrafiłam w to uwierzyć, ale mimo wszystko, chcieli aby każdy dobrze się bawił, wstęp wynosił niecałe 7 złoty, dlatego czym prędzej zaczęłam szukać w szafie odpowiedniego stroju. Moja przyjaciółka zaśmiała się radośnie wyciągając ze swojej dużej torby ubranie dla mnie.
-Sue, przecież mam ciuchy-mruknęłam spoglądając z zachwytem na obcisłą, czarną sukienkę.
-Ale ta sukienka jest idealna dla ciebie!-Krzyknęła z zachwytem.
Wybuchłyśmy śmiechem.
***
Dokładnie o dziewiętnastej trzydzieści zaparkowałam auto pod klubem. Obie wysiadłyśmy z samochodu otulone płaszczami. Przekonałam Susanne, żeby tak jak ja, ubrała wysokie szpilki, jej nogi wydawały się o wiele dłuższe niż były w rzeczywistości, po raz pierwszy zgodziła się, abym wyprostowała jej włosy i zrobiła makijaż taki, który by jej pasował. Wyglądała prześlicznie, sama prosiła mnie, żebym na następną randkę z David'em zrobiła jej fryzurę oraz umalowała. Przed lokalem stało już wiele osób z naszej szkoły, niektórzy byli tak wyszykowani, że nie poznawałam ich. W tłumie, zauważyłam jak o mur opierają się chłopacy. Kurtki zapewne schowali w aucie, bo stali bez nich. Oliver ubrany był w czarną koszulkę z krótkim rękawem, która ukazywała jego wysportowane ciało, a siniaki i zadrapania były prawie niewidoczne. Widziałam jak lekko zagryzł wargę, aby się nie uśmiechnąć. Znowu, musiał udawać kogoś kim nie był.
David od razu rzucił się na Sue i pomimo tego, że dookoła stało wiele ludzi, pocałował ją namiętnie wplatając ręce w jej włosy. Zaśmiałam się cicho. Posłałam znaczące spojrzenie swojej przyjaciółce, która zrobiła się czerwona jak burak, przegryzłam wewnętrzną część policzka, aby się nie zaśmiać. Czułam na sobie wzrok Oliego. Spojrzałam nieśmiało na niego. Cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy.
-Ładnie wyglądasz-szepnął mi do ucha.
Poczułam jak palą mnie policzki, dobrze że było ciemno.
***
Przetańczyłam kilka piosenek z Oliver'em. Był naprawdę dobrym tancerzem. Śmialiśmy się i przetańczyliśmy jednego wolnego. Wtuliłam się w niego. Czułam się naprawdę bezpieczna.
Po dyskotece staliśmy chwilę przed budynkiem. David odwiózł Sue do domu, natomiast Oli chciał chwilę ze mną porozmawiać. Przeprosił mnie gestem, kiedy zadzwonił telefon i odszedł kilka kroków.
Nagle, ktoś zasłonił mi usta ręką, próbowałam tą osobę ugryźć, kopać, ale na nic były moje starania, ta osoba naprawdę była silna. Black stał tyłem do nas, dlatego nie mógł widzieć, co dzieje się za jego plecami. Nieznana mi osoba, pociągnęła mnie w jeszcze większą ciemność. Zniknęliśmy za rogiem, dlatego nie byłam w stanie widzieć już Oliver'a. Słyszałam szepty, ale były tak zniekształcone, że nic nie potrafiłam wyłapać. Byłam na siebie zła, że gdy odbywały się lekcje samoobrony, nie chodziłam na nie. Przeklęłam siebie w myślach.
Oliver, pojawił się zza rogiem. Widziałam jak jego oczy ciemnieją, twarz wyrażała wiele negatywnych emocji, a mięśnie pod wpływem gniewu, napięły się. Porywacze(bo tak wywnioskowałam po kilku zniekształconych, różnego tonu głosach), rzucili się na niego. Jeden tylko pozostał, trzymając mnie kurczowo.
Black, radził sobie dobrze, dopóki ktoś nie wsadził mu ostrego przedmiotu w lewą łydkę. Jęknął głośno upadając. Próbował się podnieść, ale jeden z nich, stanął mu na ręce. Chłopak zdusił krzyk. Jeden z porywaczy nachylił się uśmiechając się do niego szyderczo. Oli, nie czekając dłużej uderzył prawym sierpowym w jego nos. Mężczyzna upadł przeklinając głośno, jego kumple szybko chwycili Oliver'a za ręce podnosząc go do góry.
-Znowu się spotykamy, Black-warknął pocierając nos.-Zostawiłbyś już ją w spokoju, my załatwimy swoje rzeczy, a ty zajmiesz się swoimi...
-Nie-syknął chłopak.-Chyba śnisz, że pozwolę wam ją skrzywdzić.
Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie podchodząc do mnie. Jego przyjaciel, który mocno mnie trzymał, nagle mnie puścił.
-Uciekaj!-Krzyknął Oli.
Czym prędzej zerwałam się do biegu. Widziałam kątem oka jak rozbawieni porywacze kręcą głową. Jeden z nich uderzył mnie długim, parzącym paskiem. Od razu upadłam na ziemię, jęknęłam cicho próbując wstać. Zaraz potem jednak przerzucił mnie przez ramię ich szef. Zaczęłam wierzgać nogami krzycząc głośno. Rzucił mnie na ziemię nadeptując na zranioną dawno temu łydkę. Mimo tego, że pozostała mi po niej tylko blizna, nadal przeraźliwie bolało, kiedy na nią z całej siły nastąpił. Krzyknęłam z bólu.
-Zostawcie ją-Krzyknął Oliver.
Korzystając z nieuwagi przestępców szybko odwinął się im tak, że pod jego ciosem stracili przytomność. Podszedł pewnym krokiem, do mężczyzny, który zrobił mi krzywdę. Chwycił go za gardło podciągając do góry. Szef, machnął nogą tak, że uderzył w mostek Black'a. Chłopak puścił go zataczając się lekko do tyłu. Bandyta pociągnął mnie za włosy tak, abym wstała. Obok mojej szyi przyłożył gorący pręt.
-Ani kroku dalej-usłyszałam warknięcie bandziora.
Oli spoglądał na niego zaskoczony.
-Nie rób jej krzywdy...
-Co, boisz się, że będziesz musiał jej pokazać kim naprawdę jesteś?
Wziął głęboki wdech.
-Jeżeli będzie to konieczne, to się dowie..-odparł zaskakująco spokojnie.-A wtedy, będzie z tobą ciężko, Nathanie.
Podskoczyłam na imię swojego przyjaciela. Spojrzałam na chłopaka.
-Co?-Szepnęłam czując jak łzy podchodzą mi do oczu.
Nie widziałam jednak twarzy swojego przyjaciela i szczerze wątpiłam, że może tutaj być. Świadomość podpowiadała mi, że to na pewno nie on.
-Nathana teraz nie ma, jego dusza błąka się teraz, jego ciałem rządzę od kilku tygodni, dlatego twoje oskarżenie jest mylne, Black-uśmiechnął się pogardliwie.
Żółć podeszła mi do gardła. Co? Jego dusza błąka się? Zaczęło mi się kręcić w głowie. aż poczułam jak przerażająco gorący pręt dotknął mojej szyi. Upadłam na ziemię, a po chwili przepełniła mnie ciemność.

2 komentarze:

  1. cudowne!!! nie moge sie oderwac:( kiedy wkoncu wszyscy dowiemy sie kim jest olivier black?czekam ze zniecierpliwienien:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest super! Chce juz wiedziec kim naprawde jest Oliver i bandyci :)

    OdpowiedzUsuń