poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 7

W ostatnim momencie zrezygnował. Przełknął ślinę spoglądając na łabędzie, które spokojnie pływały po tafli wody.
-Boję się, że jak ci to wszystko wytłumaczę, to cię stracę-szepnął spoglądając kątem oka na mnie. 
-Jeżeli w ogóle tego nie wytłumaczysz, to tym bardziej się od ciebie oddalę-mruknęłam. 
Zaczął wyłamywać swoje długie palce, zupełnie tak ja w chwilach strachu, bezradności i wściekłości. Zauważyłam, że jego dłonie pokrywają delikatne blizny na knykciach. Paznokcie mimo wszystkiego były czyste i zadbane. Kiedy zobaczył, że nadal przyglądam się jego bliznom, odruchowo przestał strzelać palcami i opuścił je swobodnie.
-No dobrze. To może zacznę od początku, wszystkie rzeczy, które dotychczas znałaś i myślałaś, że nie są prawdą, niestety okazały się prawdziwe.
Podniosłam zaskoczona brwi. Sam jego wstęp martwił mnie. Czyli co, duchy, syrenki i smoki wyjdą z zaświatów, żeby opanować świat? W duchu zaśmiałam się cicho, jednak widząc jego surowe spojrzenie spoważniałam.
-Co masz na myśli?
-Gracie, miałem to trzymać w tajemnicy, miałaś nigdy się o tym nie dowiedzieć, ale widzę, że sytuacja jest poważna i nie mówienie ci o tym byłoby nie fair-odparł.-Najpierw ci coś pokażę.
Chłopak usiadł na trawie, ściągnął jednego buta i podwinął lewą nogawkę ukazując mi swoją bliznę na łydce. Wyglądała dokładnie tak jak moja. Znajdowała się w tym samym miejscu, była tak samo szeroka i długa i zdawało mi się, że musiała zostać zadana mniej więcej w tym samym czasie co moja. Kucnęłam i przejechałam po niej delikatnie, widziałam, że chłopak przegryza wewnętrzną stronę policzka. Chrząknął, z powrotem założył buta i poprawił spodnie.
-Wiem, że teraz wydaje ci się to absurdalne, ale istnieje coś poza życiem ziemskim.-Zaczął niepewnie.-Zmarłem jako małe dziecko, w zasadzie nawet nie poznałem swojej matki, dokonała aborcji, bo nie chciała nosić w sobie dziecka, które spłodził gwałciciel...
-Zaczekaj, czyli teraz rozmawiam ze zmarłym?-Odsunęłam się o krok od niego, nie mogłam uwierzyć w to co mówi.
Dlaczego słowa, które wypowiadał nie przychodziły mu z łatwością? Brzmiały absurdalnie i naprawdę wątpiłam w ich prawdziwość. Oliver długo dobierał słowa, słyszałam, że mówi je tak, choćby powtarzał codziennie tą przemowę i znał ją już na pamięć.
Widząc moje przerażenie na twarzy, pokręcił głową z rozbawieniem.
-Za szybko, pozwól, że ci dokończę. Gdy byłem w niebie, trochę podrosłem i archanioły dały mi rolę anioła stróża. Było to moim zdaniem nieodpowiedzialne, w końcu byłem tylko dzieckiem, ale za zadanie miałem opiekować się tobą. Przez jedno swoje nieposłuszeństwo zadali mi tą samą ranę, co tobie, abym pamiętał czym kończy się nie słuchanie ich rozkazów. Czy pamiętasz coś z wypadku, kiedy rozcięłaś sobie łydkę?
Kiwnęłam głową. Nie wiedziałam skąd on to wszystko wiedział. Skąd wiedział o moim wypadku? Jaki anioł stróż? Przecież o tym słyszałam tylko w biblii i w niektórych książkach, nigdy nie sądziłam, że ktoś taki będzie stał nade mną, jako człowiek, że będzie ze mną rozmawiał i otwarcie mówił o tym.
-Tak i to naprawdę bardzo wyraźnie. Nigdy nie miałam tak realistycznego snu.
-I o to w tym wszystkim chodzi, że to nie był sen. Dostałaś się do świata zmarłych.
Zamarłam. Stałam w miejscu nie mogąc wydusić ani słowa. Spoglądałam w osłupieniu na chłopaka. Miałam wrażenie, że to wszystko sen, wszystko co do tej pory powiedział mi Oliver było kłamstwem, że po prostu żartuje sobie ze mnie. Wycofałam się znowu przerażona dociskając ręce do ust. Tego wszystkiego było za dużo. Teraz rozumiałam, dlaczego tak niechętnie chciał mi to wytłumaczyć. Wiedział jaka będzie moja reakcja, wiedział czego może się spodziewać, kiedy mi to powie.
-Oliver, dla mnie to za wiele-szepnęłam nie mogąc zdobyć się na pewność w swoim głosie.-Chcę do domu to przemyśleć...
Kiwnął głową.
-Jasne...Grace, przykro mi to mówić, ale to nie koniec, wolisz żebym ci to dokończył czy raczej nie czujesz się już na siłach?
-Nie, dzisiaj nie dam rady dłużej o tym słuchać, przepraszam.
Kiwnął znowu głową jakby do siebie. Podążałam za nim, kiedy odprowadzał nas do wyjścia. Usiedliśmy w aucie. Odjeżdżając pożegnał nas deszcz.
***
Gdy odebrałam ze szkoły Rosie i robiłam dla nas obiad, tata wrócił wcześniej z pracy w złym humorze. Swoją teczkę z dokumentami odłożył na stół i oparł się ręką o czoło. Zjedliśmy posiłek prawie w milczeniu, tylko Rose opowiadała ciągle o tym co dzieje się w szkole, co zrobiła od niej najlepsza przyjaciółka i jaką ma wspaniałą wychowawczyni. Starałam się jej słuchać, na opowieści siostry siliłam się na uśmiech, ale w uszach nadal brzęczały mi nierealne opowieści Olivera, nie umiałam w to uwierzyć, a jednak coś w moim sercu krzyczało, że nie kłamie.
Zresztą po co miałby kłamać?
Kiedy dziewczynka zauważyła, że każdy zajęty był swoimi myślami, zawstydzona spuściła wzrok i zaczęła szybciej jeść obiad. Podziękowała grzecznie, odniosła swoje naczynia i opuściła kuchnię. Krótko po niej sama wstałam, pozmywałam po nas naczynia i skierowałam się w kierunku mojego pokoju. Wchodząc do pomieszczenia o mało się nie przewróciłam. Pokój było całkowicie zdemolowany. Obrazek na którym byłam ja i mama był doszczętnie spalony, tylko część w którym widać nasze ciała pozostały na nim. Do oczu napłynęły mi łzy, tak bardzo kochałam to zdjęcie, było ono naszym ostatnim, inne w albumach fotografie przedstawiały nas jak byłam o wiele mniejsza, nie pamiętałam kiedy je robili. Zdjęcie jednak, które miałam oprawione w ramce i, które ktoś prawie doszczętnie zniszczył, pamiętałam bardzo wyraźnie. Nim się obejrzałam, a po moich policzkach leciały łzy. Szybkim ruchem dłoni przejechałam po twarzy aby je zetrzeć. Wzięłam głęboki oddech i wyrzuciłam do kosza fotografię. Materac z łóżka znajdował się na dywanie, ktoś widocznie czegoś szukał. Z powrotem posłałam łóżko, porozrzucane rzeczy dałam na swoje miejsce i sprawdziłam czy coś mi nie zaginęło, jednak wydawało mi się, że wszystko jest.
Weszłam na laptopa, Sue zdążyła wysłać mi zdjęcia notatek, mimo że o to nie prosiłam. Uśmiechnęłam się ciesząc się, że mogę zająć sobie czymś głowę.
Przepisałam i zrobiłam lekcje zbyt szybko, bo zostało mi mnóstwo wolnego czasu. Zdecydowałam się wziąć gorącą kąpiel i później pomóc w odrabianiu zadań Rosie. Musiałam czymś się zająć, nie mogłam o tym myśleć.
***
Nazajutrz podjechałam pod dom Susanne, ciepłe dni wreszcie nadchodziły. Nasza przerwa zimowa miała zacząć się pod koniec tego tygodnia, ale szczerze wątpiłam w to, że na ferie pozostanie nam chociaż trochę śniegu.
Sue, będąc z David'em, zaczęła ubierać się jeszcze ładniej i odważniej. Widziałam, że ich związek zaczyna jej służyć. Niezadowoleni jednak z tego byli chłopcy z naszej szkoły, którzy się w niej podkochiwali, a także dziewczyny, które oddały by serce jej chłopakowi. Nauczyciele przymykali oko na ich związek, niektórzy widząc ich razem na korytarzu uśmiechali się do siebie, a inni mieli ochotę ich rozdzielić.
Przyjaciółka widząc mnie w opłakanym stanie, od razu zaczęła komentować moje nieschludnie upięte włosy i ubiór wybrany na szybko. Gdy weszłyśmy do szkoły, od razu skierowałyśmy się do łazienki. Poprawiła mój lekki makijaż, a włosy rozczesała i starannie spięła w wysoki kucyk. Nie dało się jednak zatuszować podkrążonych oczu, Sue narzekała ciągle aż w końcu nie wytrzymałam i wyszłam.
Miałam dosyć ciągłych pretensji i niezadowolenia. Naprawdę nie interesował mnie w danym momencie mój wygląd. Wtedy, zastanawiałam się czy jest moją najlepszą przyjaciółką, skoro nawet nie zapytała się o powód dlaczego byłam zamyślona i przyszłam tak do szkoły. W czasie jazdy mówiła tylko o sobie, nie zapytała się nawet co robiłam z Oliver'em, czy co u mnie.
Westchnęłam tłumacząc sobie to jej stałym zdezorientowaniem.
***
Lunch postanowiłam zjeść na dziedzińcu. Nie miałam ochoty rozmawiać z przyjaciółką, jej chłopakiem, a co najważniejsze spotkać tam Oliver'a.
Niestety, gdy kończyłam jeść kanapkę, zauważyłam, że chłopak zbliża się do mnie. Przysiadł się na murku, na którym siedziałam. W myślach przeklęłam.
-Nie zapytasz czy to miejsce jest wolne?-Mruknęłam.
-Po co? Nawet gdyby nie było, zgodziłabyś się, abym usiadł-uśmiechnął się, na co przewróciłam oczami bez sił.-Jak się czujesz? Źle wyglądasz.
-Och, Black, jak zwykle niesamowicie miły, gdzie nauczyłeś się mówić takich wspaniałych komplementów?-Odparłam z przekąsem wrzucając pustą butelkę wody do kosza.
-Zapomniałaś dodać, że jestem do tego wszystkiego niesamowicie przystojny i nie potrafisz się przez to skupić-szepnął, pokręciłam głową z poirytowaniem.
-Pomyliłeś przymiotniki, nie przystojny, a...
-Seksowny-wtrącił uśmiechając się do mnie.-No tak, przepraszam, księżniczko, nawet najlepszym zdarzają się pomyłki.
Zaśmiałam się cicho.
-Dobra, wygrałeś, nie da się pokonać twojej głupoty-uszczypnęłam go w ramię.
-Och, grabisz sobie Smith, grabisz.-Chwycił mnie za rękę, którą zadałam mu delikatny ból.-Musimy porozmawiać, Grace, nie wiesz o wszystkim.
-Może nie tutaj, co? Uznają nas za bandę wariatów-mruknęłam wyrywając dłoń.
Kiwnął głową.
-Oczywiście, że nie tutaj. Będę po ciebie wieczorem.-Zszedł z murku i przyjrzał mi znowu.-Nawet bez jakiegoś wielkiego makijażu, niewyspana i ubrana w tych ciuchach, powoli dorównujesz mi seksownościom-szepnął mi do ucha, uśmiechnął się znowu tak, że gdybym stała, nogi ugięły by się pode mną. Poczułam, że policzki mnie zaczynają palić.-A w tych rumieńcach wyglądasz jeszcze lepiej, muszę zapamiętać, żeby częściej wyprowadzać cię z równowagi, Grace.
Odszedł, a na jego twarzy błądził uśmiech zwycięstwa.
***
Wieczorem założyłam grubą bluzę, leginsy i moje czarne trampki. Oliver, gdy wychodziłam ze szkoły oznajmił, że będzie późno, koło północy, dlatego najciszej jak potrafiłam wymknęłam się z domu.
Stał, oparty o moją balustradę na zewnątrz. Na jego twarz wpełznął lekki uśmiech.
-Nie chcę zostawiać siostry samej, tata poszedł dzisiaj na nockę-mruknęłam spoglądając na niego.
Kiwnął głową.
-To wejdźmy do twojego garażu.
Przystałam na propozycję. Oświeciłam światło, przyniosłam z jadalni dwa krzesła i zrobiłam nam herbatę.
-Powiedz mi, czy naprawdę uważasz, że to był tylko sen?-Zaczął.
Pokręciłam głową upijając łyk herbaty.
-Chodzi wszystko o to, że dostałaś do świata zmarłych zupełnie przypadkiem, nikt z ludzi żyjących w żadnym wieku nie zdołał tego zrobić, dlatego teraz podziemia, mówiąc waszym językiem, piekło, a raczej demony z niego chcą cię wykorzystać, abyś je otwarła i wypuściła ich na wolność, gdyby cię zabili mogłabyś to zrobić nawet nieumyślnie, dlatego jestem teraz tutaj z tobą, aby ci pomóc, przygotować cię na coś, czego nigdy byś się nie spodziewała. Grace, oni są bezwzględni, mogą zabrać ci wszystko, byle żebyś im pomogła. Mogą nawet zabrać ci życie.
Nagle, usłyszeliśmy głośny trzask i płacz młodszej siostry. Szybko zerwałam się z miejsca i zaczęłam biegnąć na górę. Oliver wyprzedził mnie, taranując mi drogę.
-Zostań tutaj, nie pozwolę aby znowu cię skrzywdzili.
*****************************************************
Następny rozdział zostanie dodany prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, mogą nastąpić opóźnienia za co bardzo przepraszam, ale mam na głowie drugie opowiadanie, które muszę napisać o konkursu, postaram się tego nie zaniedbać:)

1 komentarz:

  1. Ania, Aniku co ty tworzysz :D
    ahh te fajne ^^ sceny na dziedzińcu

    OdpowiedzUsuń