-Księżniczko..-dotknął mojego policzka zmartwiony.
Połknęłam łzy i jak narwana zaczęłam opowiadać mu wszystko o czym się dowiedziałam. Oliver gładził moją głowę nadal zatroskany. Gdy skończyłam opowiadać, wstał, przeszedł się kilka kroków nie odwracając ode mnie wzroku. Podparłam się rękoma.
-To jest pierwszy raz w historii, kiedy ludzie z czyśćca zdołali zawrzeć jakieś porozumienie z piekłem. Jezu, teraz już na pewno nie będzie bezpiecznie-chwycił się za kark.
-Ale mnie pocieszyłeś-mruknęłam również wstając. Otrzepałam spodnie z trawy.
-Grace, wybacz, ale muszę tą sprawę z kilkoma moimi znajomymi ogarnąć. Spotkamy się jutro?
Skinęłam głową. Nie dziwiło mnie podenerwowanie chłopaka, sama bardzo się martwiłam.
***
W nocy nie potrafiłam zasnąć, prześladowały mnie zdarzenia z wczorajszego dnia. Nie mogłam zamknąć oczu przez pojawiącego się smoka. Wydawało mi się, że nie jestem tutaj bezpieczna.
Że już nigdy nie poczuję się uchroniona przed wszelkim złem.
Bałam się.
Zaczęłam się cała trząść. Nie potrafiłam opanować drżących ust i rąk. Wstałam narzucając na ramiona bluzę. Wyszłam cicho do kuchni. Nałam do szklanki gazowaną wodę, opierając się o blat. Na dole było znacznie cieplej, dlatego odłożyłam sweter na blat.
Dlaczego nie mogłam urodzić się taka jak wszyscy?
Bez jakiś dziwnych zdolności, przez które nie mogę czuć się bezpiecznie nawet we własnym domu.
Kiedyś tak nie było..
Mogłam poczuć się bezpiecznie w ramionach mamy, mogłam z nią o wszystkim porozmawiać. Byłyśmy bardzo sobie bliskie. Zawsze po szkole, odbierała mnie i robiłyśmy wspólnie obiad. Codziennie się śmiałam.
Nie miałam żadnych zmartwień.
Lubiłam, kiedy bawiła się moimi włosami i cicho śpiewała piosenki do ucha. Wiedziałam, że nie pozwoli, aby stało mi się coś złego.
Najlepiej jednak wspominam chwile, gdy wyjeżdżaliśmy całą trójką, ja, mama i tata. Nigdy nie określaliśmy gdzie dokładnie spędzimy wakacje. Wybieraliśmy jak najszybszy samolot i dopiero na miejscu szukaliśmy hotelu. Moi rodzice nigdy nie byli z tego powodu jakoś zestresowani, tam gdzie byliśmy bliżej natury, morza czy gór, wybieraliśmy noclegi.
Uwielbiałam, gdy mama wyciągała gitarę. Zawsze ją ze sobą zabierała, gdy gdzieś jechaliśmy, tworzyła specjalnie dla mnie piosenki.
Któregoś dnia, gdy tak jak dzisiaj nie umiałam zasnąć, wyszłam najciszej jak mogłam z pokoju. Widziałam jak moja rodzicielka, już będąc w ciąży śpiewała tacie piosenkę.
Do dziś, pamiętam jej tekst.
Do dziś pamiętam barwę jej głosu, drżenie jej warg i melodię.
"Gdy po prostu zniknę stąd,
gdy nie będzie mnie przy Tobie,
gdy zniknę jak każdy Twój piękny sen,
zamknij oczy twe i pomyśl o mnie.
Obiecuję, że będę wszędzie tam,
gdzie nawet kochanie widzieć nie będziesz mnie chciał."
Nawet nie wiem, kiedy oczy zaszkliły mi się od łez. Specjalnie, co kilka miesięcy, wyciągam gitarę i gram piosenki napisane przez moją mamę.
To boli, ale wiem, że gdzieś w muzyce jest ona.
Upuściłam szklankę, gdy usłyszałam krzyk siostry.
Oczywiście taty znowu nie było w domu.
Wbiegłam po schodach, mijając swój pokój. Otworzyłam szybko jej drzwi.Nad jej łóżkiem, stała postać z kapturze. Uśmiechnęła się do mnie złośliwie. Wyryła na brzuchu mojej siostry, dużym kłem od którego biła czarna barwa, ogromny znak, który nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Ruszyłam do niego z wściekłością, wyrywając mu narzędzie. Śmiał się gorzko popychając mnie na koniec pokoju. Uderzyłam z hukiem o regał z książkami, z którego zaczęły wypadać rzeczy.
Przy drzwiach stanął Oliver. Jego czarne oczy paliły nienawiścią, a czarne ubrania iskrzyły się od ognia.
Spojrzałam na swoją siostrę. Była nieprzytomna.
-Zostaw je-warknął Oliver.
Mężczyzna znowu się zaśmiał, podniósł Rosie do góry za koszulkę i rzucił nią w chłopaka,który na szczęście szybko ją złapał. Gdy myślałam, że już to jest koniec, ciemna postać rzuciła się na mnie, trzymając mnie za szyję.
-Nie zależy mi na jej małej siostrzyczce, tylko na niej-uśmiechnął się.
-Zostaw ją..
-To by było zbyt łatwe, aniołku-zaśmiał się znów.
Widziałam jak delikatnie Oliver, kładzie dziewczynkę na ziemi. Korzystając z nieuwagi mojego oprawcy kopnęłam jak najwyżej nogą uderzając go przy tym w twarz. Odsunął się trzymając się za nos. Szybko uciekłam w stronę Oliver'a.
-Gracie..spróbuj zabrać Rose razem ze sobą do świata zmarłych, błagam..tylko tak będę mieć pewność, że będziecie bezpieczne. Spróbuj obudzić się później u mnie, w porządku?
Kiwnęłam głową. Nie wiedziałam czy dam radę zabrać ze sobą małą, ledwo co udawało mi się samej tam dostać. Zacisnęłam jednak pięści, poklepałam młodą po policzkach, za czas, w którym Oli toczył walkę z ciemną postacią. Na szczęście Rosie otworzyła oczy. Pociągnęłam ją za nadgarstek w stronę łazienki, zamknęłam drzwi na klucz i chwyciłam jej dłonie. Skupiłam się..nie myślałam o niczym innym, jak tylko przeniesieniu nas w tamten świat.
Zawirowało mi w głowie. Chwyciłam się szafki. Gdy otworzyłam oczy znowu znajdowałam się w tym samym pomieszczeniu, co zawsze. Rosie uciekła przez szare drzwi. Przerażona ruszyłam za nią, krzycząc aby wracała. Biegłam najszybciej jak mogłam, mijając znowu kolejne upadłe dusze.
-Rose, do cholery, zatrzymaj się!-Krzyknęłam pełna złości.
Dziewczynka jak wryta, stanęła w miejscu z lekkością utrzymując się na niewielkiej powierzchni. Chwyciłam ją mocno za nadgarstek. Jej oczy były zalane łzami, a włosy przylepione od potu do twarzy.
-Rose, dlaczego uciekałaś?-Warknęłam.
-Zostaw mnie....-szepnęła wyrywając dłoń z mojego uścisku.
Przerażona spoglądała za mnie. Odwróciłam się z rozdrażnieniem. Za nami, stała gromada ludzi. Połowa była ubrana na czarno, a od reszty iskrzyły rozmazane dwa światła:ciemne i czarne.
Serce podeszło mi do gardła, popchałam swoją siostrę, aby szybko biegła. Bałam się bardziej o nią, aniżeli o mnie. Jej długie włosy ciągle podskakiwały.
Rosie była ubrana w koszulę nocą w brązowe misie, kupiłam jej ją, gdy zgubiła się jedna z jej maskotek. Sama miałam na sobie zaledwie czarną koszulkę na ramiączkach i krótkie, szare spodenki. Było tutaj przeraźliwie zimno, lecz dzięki biegu, rozgrzałyśmy się trochę.
Chwyciłam ją znowu za dłoń, błagając, abyśmy pojawiłyśmy w domu Oliver'a.
Ktoś również chwycił za mój nadgarstek. Szarpnęłam dłonią wyrywając się czarnej istocie.
Otworzyłam oczy, obok mnie leżała Rose, odetchnęłam z ulgą. Podniosłam się powoli wzdychając. Leżałyśmy w salonie Oliver'a.
Spoglądał na nas zdumiony, ale zaraz potem przytulił nas obydwie.
-Boże tak się cieszę, że jesteście całe-szepnął.
***
Zawiózł nas do domu. Tata o dziwo jeszcze nie wrócił. Akurat, wtedy, gdy miałam z Oliver'em się spotkać, przyjechał tata. Zostawiłam małej, mój numer telefonu, aby w razie czego, zadzwoniła. Mieliśmy razem z chłopakiem wyjaśnić całe zdarzenie.
Przypomniał mi się ten dzień, w którym wszystko mi opowiedział. W którym rozwiał wszystkie moje wątpliwości.
Nie wiedziałam wtedy, co o tym myśleć.
Teraz było dokładnie to samo.
Zaparkował za moim domem. Słyszałam ryk silnika, dlatego szybko założyłam bluzę i wyszłam. Mimo woli uśmiechnęłam się do niego ściślej opatulając się bluzą. Podał mi swój drugi kask, teraz bez żadnych przeszkód, dobrze go założyłam. Gdy ruszył, mocno przytuliłam się do jego brzucha.
Obserwowałam znowu zmieniający się krajobraz. Im dalej jechaliśmy, tym było coraz cieplej. Tym czułam się bezpieczniej.
Nic się tutaj nie zmieniło. Wszystko było takie same.
Spojrzał głęboko w moje oczy, obejmując moją twarz dłoniami.
-Posłuchaj mnie uważnie, dobrze?-Szepnął.
Skinęłam głową.
-Zabrałem cię tutaj, bo wiem, że nikt nas nie usłyszy. To jedyne miejsce, w którym możemy porozmawiać spokojnie, w którym nikt nas nie podsłuchuje.-Powiedział cicho.-Nie jesteśmy razem z Alex..tylko nie wchodź mi teraz w słowo, posłuchaj. To jest zwykła przykrywka, aby archaniołowie nie czepiali się nas. Nie mogą wiedzieć, że cokolwiek do siebie czujemy, nasze kontakty muszą być czysto formalne...jeżeliby tak nie było, zająłby miejsce twojego anioła stróża, ktoś inny.
-Oliver...
-A nie chciałbym, aby ktokolwiek to zrobił. Żeby zastąpił mnie. Grace...księżniczko...nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Już od najmłodszych lat, zakochałem się w tobie-mruknął przybliżając się do mnie.-Kocham cię...kocham cię i chciałbym ci to mówić codziennie, bez żadnych konsekwencji i bez cienia wątpliwości..
Dotknął delikatnie wargami moich ust. Stanęłam na palcach, starając długo utrzymać się na nich,
Uśmiechnął się i pochylił się jeszcze trochę biorąc mnie w swoje ramiona. Pogłębił pocałunek mocniej przyciągając mnie do siebie.
To była najlepsza chwila w moim życiu. Chwila, którą chciałabym zapamiętać do końca. Słyszałam szczerość w jego głosie, słyszałam tak ogromną troskę i miłość, że wydawałoby się, że serce za niedługo wyskoczy z mojej klatki piersiowej.
Oliver pogładził mnie po twarzy uśmiechając się nadal. Jego oczy błyszczały, a uśmiech ciągnął się od ucha do ucha.
Chciałam już zawsze widzieć go takim szczęśliwym.
Szczęśliwym ze mną.
-Oliver...dlaczego nie mogłeś mi tego wcześniej wytłumaczyć?
-Bo lubię cię trzymać w niepewności-zaśmiał się.-Nie, no...nie byłem do końca pewny czy to miejsce jest bezpieczne.
Kiwnęłam głową przytulając się mocniej do niego.
Cicho opowiadałam mu, co się stało w czyśćcu. Chłopak słuchał mnie, gładził po włosach i nie wtrącał się.
-Nie brzmi to dobrze...rozpoznali cię?
-Nie mam pojęcia-westchnęłam odrywając się od niego.-Jeden chciał zabrać się z nami.
Kiwnął głową, jakby się zastanawiając. Złapał mnie za rękę idąc dalej, bliżej drzew. Szliśmy w ciszy, bałam się odezwać, bo Oli jakby chciał chwilę ciszy, aby mógł to wszystko przemyśleć.
-Posłuchaj..twoja rodzina naprawdę nie jest już bezpieczna. Jestem w stanie zrobić wszystko co w mojej mocy, aby chronić ciebie...ale ich nie. Rosie, twój tata, a także Sue, są pod opieką innych aniołów..nie mogę im zapewnić bezpieczeństwa..
-Oliver..-spojrzałam mu w oczy.-Ale oni także mają kogoś, kto musi ich chronić, prawda? Nie możesz z nimi porozmawiać?
-Chciałbym, księżniczko, tylko oni znajdują się u góry..Oni odpowiadają za to, w którym momencie umrą. Nic tutaj nie jest przypadkiem, wszystko jest zaplanowane. Mają o wiele więcej siły ode mnie, mogą więcej...dlatego, Grace, błagam myśl wyłącznie o sobie, dobrze?
Pokręciłam z sprzeciwem głową. Puściłam jego dłoń, czując palące policzki.
-Oni są dla mnie wszystkim, nie mogę tak po prostu myśleć o sobie..
Westchnął.
-To jest twoja najgorsza cecha, wiesz? Martwisz się bardziej o innych, niż o sobą siebie...-mruknął zirytowany.- Dobra, spróbuje się tam dostać, ale pójdziesz ze mną.
Kiwnęłam ochoczo głową, z powrotem przybliżając się do niego. Stanęłam na palcach cicho do niego szepcząc:
-Dziękuję.
Zaraz potem zadzwoniła do mnie Rosie.
Miała dzwonić tylko wtedy, gdy stanie się coś złego.
Widocznie to nastąpiło.
****
Przepraszam za niepisanie, ale nie miałam weny..:(
Proszę o komentarze, one MOTYWUJĄ:)
wtorek, 26 maja 2015
wtorek, 12 maja 2015
Rozdział 12
ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA RYBKI<3
Obudziłam się. Poduszka była zaschnięta od wylanych łez. Podniosłam się z łóżka niechętnie. Na dworze panował straszny mróz i ciągle padał deszcz. Ta pogoda, była bardzo podobna do moich uczuć, do mojego stanu, w którym teraz się znajdowałam.
Dzień po całym zajściu, nie czułam nic. Nie czułam złości ani smutku. Byłam zupełnie pusta.
Pusta i bezsilna.
Dopiero następnego dnia, moje uczucia dały o sobie znać. Dostałam sms'a od Sue, że mam się nie załamywać i ubrać się tak, aby Oliver'owi wyszły oczy. Zaśmiałam się smutno w duchu. Przypomniałam sobie, kiedy chciałam zrobić jej na złość i założyłam swój sweter w misia.
Tym razem postanowiłam jej posłuchać.
Wzięłam swój beżowy sweterek i obcisłe czarne spodnie. Oczy podkreśliłam czarną kreską, a rzęsy mocniej wytuszowałam. Zakręciłam włosy na lokówce, po perfumowałam się swoim ulubionym zapachem wody toaletowej i wyszłam z łazienki.
Mimo że nie musiałam wcześnie wstawać, to i tak byłam niewyspana. Prawie całą noc nie spałam, ale postanowiłam nie dać po sobie znać, że jestem tak bardzo zmęczona. Zaparzyłam kawę i usiadłam w salonie włączając leniwie telewizor. Po schodach zeszła Rose uśmiechając się do mnie. Przetarła zaspane oczy.
-Zrobisz mi warkoczyka?-Zapytała nieśmiało siadając obok mnie.
-Jasne.-Trudno było mi się uśmiechnąć, ale zmusiłam się na delikatne uniesienie kącików ust.
Odwróciła się do mnie tyłem podając mi szczotkę i gumkę do włosów. Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo urosły jej włosy.
Zdałam sobie sprawę, że przez moje problemy, zupełnie zapomniałam o młodszej siostrze. Przez miesiąc jak robot odwoziłam i przywoziłam ją ze szkoły, czasami pytając ją co u niej.Nie zawsze jej słuchałam, co Rosie zdążyła zauważyć.
Nawet nie zwracałam uwagi na to jak przez ostatni czas się zmieniła.
Kiedyś przychodziła do mnie z niektórymi zadaniami, abym jej pomogła, jednak gdy zazwyczaj zbywałam ją, aby poszła do taty, bo nie mam czasu, rezygnowała z przychodzenia do mojego pokoju.
Byłam na siebie zła. Bardzo ją kochałam i chciałam, aby wiedziała, że może na mnie liczyć.
Przez moją samolubność, zamknęła się w sobie. Nie prosiła mnie już, abym podwoziła ją do jej koleżanek, nawet nie opowiadała o nich.
Gdy skończyłam, przerzuciłam warkocz na jej ramię, dopiłam kawę i poszłyśmy do auta.
W lusterku zauważyłam swoje przekrwione oczy. Pomrugałam kilka razy i spróbowałam się uśmiechnąć, szybko jednak kąciki ust upadły. Westchnęłam spoglądając na smutną twarz dziewczynki.
-Przepraszam, Rosie. Ostatnio miałam tyle spraw na głowie, że nawet nie wpadłam na to, aby zapytać jak u ciebie. Masz nadal tak wspaniałe przyjaciółki, jakie kiedyś posiadałaś?
Pokręciła głową. Kątem oka widziałam jej szklane oczy. Zapaliłam silnik kierując się w stronę jej szkoły.
-Chcesz o tym porozmawiać...?-Zapytałam.
Zauważyłam, że jej policzki zrobiły się całe mokre od łez.
-Nienawidzę tej szkoły. Nienawidzę tych dziewczyn. Nie chcę tam iść, Grace.
-Jeju, kochanie...czemu mi nie powiedziałaś? Co się takiego dzieje?
-Muszę iść do szkoły...?-Spytała.
Westchnęłam.
-Gdybyś nie poszła, byłaby to tylko ucieczka od problemów, słoneczko. Musisz stawić czoła problemom. Pokaż tym kretynom jaka wartościowa jesteś, że nie da się ciebie tak łatwo złamać, dobrze? Porozmawiamy zaraz po tym jak wrócę do domu, w porządku?
Kiwnęła głową.
Zatrzymałam się pod jej szkołą.
-Ty też już się nie smuć, Grace. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć i na pewno najlepszą dziewczyną w tym twoim całym liceum. Nie daj się frajerom-puściła mi oko śmiejąc się.
***
W szkole, objęła mnie ramieniem Sue.
-Mam do ciebie dwie super wiadomości-mruknęła uśmiechając się.
-Słucham?
-Pierwsza, to taka, że muszę znowu ci powiedzieć, że wyglądasz dzisiaj tak dobrze....że Oliver, nie spuszcza z ciebie oczu...z resztą nie tylko Oliver, przynajmniej połowa szkoły. A druga...do szkoły przyszedł Nathan. Szuka cię wszędzie.
Upuściłam z hukiem książki.
-Co?!
Sue zaśmiała się pomagając mi pozbierać książki.
-Dziwisz się z powodu twojego wyglądu czy Nathana?-Uśmiechnęła się.
-Nie ważne, wiesz może gdzie jest Oliver?
Podniosła zaskoczona brwi.
-Ani mi się waż dzisiaj do niego podchodzić.-Podeszła bliżej do mnie mierząc mnie spojrzeniem.
-Boże, Sue, ty nic nie rozumiesz...
-To mi wytłumacz!-Krzyknęła pełna złości.-Mam dosyć twoich sekretów. Nadal nie dowiedziałam się co tak naprawdę łączy cię z Oliver'em, kim jest Alex i o co chodzi z Nathanem.
Pokręciłam głową oddalając się od niej.
-Nie mogę ci odpowiedzieć na te pytania...
-Dzięki, wielkie dzięki-warknęła.-Cieszę się, że masz do mnie takie zaufanie.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę.
Westchnęłam.
Nie dość, że mój poranek nie zaczął się szczęśliwie, to musiałam jeszcze pokłócić się z Susanne.
Nathan, Boże, przecież on teraz nie jest sobą.
Nie dam rady sobie sama.
Musiałam odszukać Oliver'a.
Pobiegłam na dziedziniec, ale zaraz potem zwolniłam krok.
Nie mogłam wiecznie na niego polegać. Jeśli będzie wiedział, że zawsze, kiedy mam kłopoty biegnę do niego, aby mi pomógł, będzie czuł się niezastąpiony.
Będzie uważał, że niczego mnie nie nauczył.
Nie mogę się zachowywać jak wiecznie mała dziewczynka. Muszę w końcu znaleźć w sobie siłę i radzić sobie sama.
Po tym co zrobił, nie mogłam mu ufać.
Zawróciłam gryząc wargę.
Bałam się.
***
Na stołówce zauważyłam, że Sue dosiadła się do Oliver'a i David'a. Kilka sekund później z pełną tacą dosiadła się do nich Alex. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się promiennie ustępując jej miejsca przy Oliverze. Wzięła swój talerz usiadła obok swojego chłopaka opierając głowę na jego piersi. Uśmiechnął się do niej głaszcząc ją po policzku.
Cała czwórka była roześmiana.
Alex zajęła moje miejsce.
Westchnęłam. Dałam na talerz, te rzeczy na które miałam ochotę i usiadłam do naszego starego stolika. Ukradkiem ciągle spoglądałam na swoich przyjaciół. Oliver nie uśmiechał się jak wszyscy. Widać było, że coś go dręczy.
Potrafiłam to rozpoznać.
Czerwonowłosa ciągle opierała głowę o jego ramię, czasami dotykała jego dłoni, ale on nie reagował. Zawstydzona szeptała mu coś do ucha, na co w ogóle nie reagował.
Uderzyła go delikatnie w ramię. Odwrócił do niej twarz, ale nie spoglądał na nią.
Spoglądał prosto na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok. Kątem oka zauważyłam jak Alex spogląda w moją stronę. Zaśmiała się głośno.
Zbyt głośno rzucała na mój temat różne niemiłe uwagi.
Moje opanowanie, które tak wiele lat, utrzymywało się we mnie, wybuchło.
Byłam zła.
Miałam ochotę zrobić jej krzywdę.
Odniosłam tacę z talerzem, kierując się do ich stolika.
-Ta idiotka, nie ma w sobie nic interesującego, nic atrakcyjnego. Ha, nawet nie domyśliła się tego, że tak naprawdę mi się podobasz, Oli. Jest zupełnie głupiutka...Nie dziwię się czemu matka wybrała śmierć, zamiast opiekowania się nią i jej młodszą siostrą. Była zwykłym tchórzem.
Zacisnęłam pięść. Uwagi skierowane na mój temat, nie ruszały mnie tak bardzo, jak to kiedy zaczęła mówić w ten sposób o mojej mamie.
Trzymałam gardę wysoko i uderzyłam najmocniej jak umiałam w jej twarz.
Kostki pobielały mi od zaciskania, dlatego postanowiłam powtórzyć to, co zrobiłam wcześniej.
Spadła z ławki. Chroniła swoją twarz rękami. Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że to i tak jej nie uratuje.
Kopnęłam ją w brzuch.
Miałam ochotę zrobić znowu to samo, ale celując tym razem w głowę, lecz poczułam jak ktoś podnosi mnie do góry. Wierzgałam nogami krzycząc aby mnie puszczał.
Czułam jego zapach perfumu.
Udałam, że się uspokajam, jednak chłopak nadal chciał mnie wyprowadzić ze stołówki. Wykopałam nogą z całej siły w tył, uderzając go w krocze. Krzyknął pełen złości, puszczając mnie.
Pobiegłam do Alex, która próbowała podnieść się z ławki. Chwyciłam jej twarz, uderzając nią o moje kolano.
Oliver chwycił mnie mocniej, tak że nie potrafiłam nawet poruszyć rękami. Szybko wyszliśmy ze stołówki. Przeszliśmy całą szkołę.
Milczał.
Zatrzymał się dopiero na dziedzińcu. Podniósł mnie, tak abym usiadła na murku.
Stanął naprzeciwko mnie. Kilka centymetrów od mojej twarzy.
Czułam jego przyśpieszony, nerwowy oddech. Odwrócił wzrok licząc cicho oddechy.
Spoglądałam na niego.
Chciałam aby coś powiedział.
Nie chciałam ciszy pomiędzy nami.
-Nie mogę zacząć krzyczeć na ciebie za to co zrobiłaś. Wiem, że na twoim miejscu, gdyby ktoś zaczął mówić coś takiego jak ona, zrobiłbym to samo...-dotknął mojego policzka, ale nerwowo odtrąciłam jego dłoń.-ale martwi mnie to, że obudziła się w tobie taka złość...Wiedziałem, że nie puścisz jej tego płazem, ale nie myślałem, że odpłaci ona za swoje słowa, tak wielką karę.
-Moja mama była bohaterką.-Zaczęłam.-Nie jeden, myśląc tylko o swoim życiu, usunąłby problem. Moja mama taka nie była. Ona chciała żyć. Chciała się cieszyć z dziecka..tak jak każdy,ale nie chciała pozbawiać go szansy na życie. Wolała oddać swoje. Mimo, że widziała go przez kilka sekund, pokochała go. Wiedziała, że to jest słuszne. Wiedziała, że Rosie będzie wspaniałą dziewczynką, a ja dam sobie radę. Podziwiam ją. Podziwiam jej odwagę i nigdy nie pozwolę nikomu jej obrażać. Oliver, przykro mi to mówić, ale nie zrozumiesz mnie. Nie doświadczyłeś miłości od matki i nie wiesz jak to jest, zasługujesz na wspaniałą mamę, tylko niestety taką cię nie obdarzono...dlatego nie możesz pojąć miłości dziecka do matki...
-Twoja miłość jest tak wielka, że musiałaś zrobić jej tak wielką krzywdę? Że obudziła się w tobie taka złość?
-Sprowokowała mnie. Chciałam, aby się zamknęła, a jednym sposobem, żeby to zrobiła, było zamknięcie jej go przemocą.
Zaśmiał się cicho.
Spoglądał jeszcze na mnie, po czym pomógł mi zeskoczyć z murka.
Przytulił mnie.
-Wracaj na lekcje, księżniczko.-Gdy już odwróciłam się na pięcie, aby ruszyć w kierunku klas, chwycił mnie za nadgarstek.-Bym zapomniał....prześlicznie dzisiaj wyglądasz..
Uśmiechnęłam się mimo woli idąc w kierunku szkoły.
***
Przez cały dzień nie spotkałam Nathana. Omijałam miejsca, w których wiedziałam, że mogę go spotkać. Na stołówkę, przychodził zawsze godzinę później, dlatego spotkanie go graniczyło z cudem.
Szybko wsiadłam do auta. Sue najwidoczniej zabierała się z David'em, dlatego ruszyłam czym prędzej do szkoły od siostry.
Nie czekała sama tak jak zwykle.
Dookoła niej stało kilka koleżanek i kolegów. Uśmiechali się i żartowali.
Zatrąbiłam, myśląc, że dziewczynka zupełnie o mnie zapomniała.
Pomachała swoim przyjaciołom i wsiadła uśmiechnięta do auta.
-Widzę moje porady poskutkowały-spojrzałam na nią kątem oka włączając się do ruchu drogowego.
-Taak. Wystarczyło, że nie zwracałam na nich uwagi, a już zaprzyjaźniłam się z innymi.
Uśmiechnęłam się.
***
Do domu, później niż zwykle wrócił tata. Byłam już przebrana w piżamę i zamierzałam iść spać, kiedy usłyszałam jak mnie woła.
Zeszłam po schodach. Widząc jego surowe spojrzenie, serce mi zamarło. Oparłam się o blat.
-Co to była za akcja dzisiaj? Dziewczyna ma dwie szwy na brwi i złamany nos.
Opowiedziałam mu całą sytuację nerwowo wykręcając palce.
Skinął głową.
Zrozumiał.
Tak jak Oliver, nie miał mi tego za złe.
Rano, miałam kolejny trening z Oliver'em. Poprosił mnie, abym znowu wtargnęła do świata zmarłych, że dzieje się tam coś złego, a sam, nie może mnie teraz opuścić i muszę to sprawdzić.
Nadal byłam na niego zła.
Nadal nie potrafiłam mu wybaczyć.
Nie powiedziałam mu nawet o Nathanie. Pomyślałam, że sama sobie dam z nim radę.
Udowodnię, że potrafię radzić sobie sama.
Nie chciałam początkowo zrobić tego, o co mnie prosił, jednak obiecał mi, że w tą sobotę, wybierzemy się razem w to samo miejsce co kiedyś i wytłumaczy mi wszystko, odpowie na każde moje pytanie.
Zaręczał, że tam będziemy bezpieczni.
Uległam.
Zrobiłam to co mi kazał.
Miałam wybrać czwarte drzwi.
Nieprzyjemne uczucie było znowu tam wracać.
Tym razem naprawdę pojawiły się jeszcze jedne, inne drzwi, których nie było ostatnio.
Przegryzłam wargę i weszłam.
Przed oczami ukazało mi się pełno aniołów. Byli zrozpaczeni, zmartwieni i zaskoczeni moją obecnością.
-Co ty tutaj robisz?!-Wykrzyknął jeden z nich.
-Ja...Posłał mnie tutaj Oliver Black...miałam dowiedzieć się co jest nie tak...
-Ona jest człowiekiem....nie należy jeszcze tutaj-szepnęła jedna z dziewczyn.
-Ludzie z czyśca buntują się. Chcą zawrzeć układ z piekłem. Nie możemy na to pozwolić, ale oni znajdują coraz gorsze bronie. Chcą posłać rzeczy nieczyste i nieznane ludziom na Ziemię...szantażują nam...a Bóg milczy.-Mruknął któryś z aniołów.
-Słucham?! Jakie rzeczy nieczyste?
-Nie możesz zbyt wiele wiedzieć...poza tym nie pojmiesz tego...najlepiej uciekaj stąd.
-Ale....
-Żadne ale!-warknął ktoś.-Zamknęłaś za sobą drzwi...?
Skinęłam głową.
Wszyscy złapali się za głowy.
-Musisz teraz wyjść innym wyjściem. Idź tą trasą...prowadzi ona do tego samego pomieszczenia, tylko jest dłuższa.
Skinęłam głową. Nie chciałam narażać się aniołom.
Szłam ciągle prosto. Nie mijałam niczego niespotykanego. Droga rozgałęziła się. Nie wiedziałam, w którą stronę iść.
Przełknęłam ślinę kierując się intuicją.
Odwróciłam się. Za sobą widziałam ogień.
Zaczęłam biec. Ogień się rozprzestrzeniał.
Droga, którą biegłam, zaczął zabierać ze sobą żywioł.
Zdenerwowana zacisnęłam powieki biegnąć coraz szybciej.
Wpadłam na coś.
Coś co było łuskowate i ohydne.
Podniosłam głowę.
Przed oczami widziałam dużego smoka.
Chciał mnie zabić.
Szybko skręciłam w drugą uliczkę błagając o pomoc.
Biegł zbyt szybko.
Czułam jak moje pięty robią się gorące.
Nie potrafiłam stąd wyjść. Chciałam wydostać się z tego świata, ale nie potrafiłam tego zrobić.
Dobiegłam do drzwi i dopiero wtedy pojawiłam się znowu wśród żywych.
Serce biło mi jak oszalałe.
Nie chciałam już nigdy tam wracać.
Nie za cenę życia.
Obudziłam się. Poduszka była zaschnięta od wylanych łez. Podniosłam się z łóżka niechętnie. Na dworze panował straszny mróz i ciągle padał deszcz. Ta pogoda, była bardzo podobna do moich uczuć, do mojego stanu, w którym teraz się znajdowałam.
Dzień po całym zajściu, nie czułam nic. Nie czułam złości ani smutku. Byłam zupełnie pusta.
Pusta i bezsilna.
Dopiero następnego dnia, moje uczucia dały o sobie znać. Dostałam sms'a od Sue, że mam się nie załamywać i ubrać się tak, aby Oliver'owi wyszły oczy. Zaśmiałam się smutno w duchu. Przypomniałam sobie, kiedy chciałam zrobić jej na złość i założyłam swój sweter w misia.
Tym razem postanowiłam jej posłuchać.
Wzięłam swój beżowy sweterek i obcisłe czarne spodnie. Oczy podkreśliłam czarną kreską, a rzęsy mocniej wytuszowałam. Zakręciłam włosy na lokówce, po perfumowałam się swoim ulubionym zapachem wody toaletowej i wyszłam z łazienki.
Mimo że nie musiałam wcześnie wstawać, to i tak byłam niewyspana. Prawie całą noc nie spałam, ale postanowiłam nie dać po sobie znać, że jestem tak bardzo zmęczona. Zaparzyłam kawę i usiadłam w salonie włączając leniwie telewizor. Po schodach zeszła Rose uśmiechając się do mnie. Przetarła zaspane oczy.
-Zrobisz mi warkoczyka?-Zapytała nieśmiało siadając obok mnie.
-Jasne.-Trudno było mi się uśmiechnąć, ale zmusiłam się na delikatne uniesienie kącików ust.
Odwróciła się do mnie tyłem podając mi szczotkę i gumkę do włosów. Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo urosły jej włosy.
Zdałam sobie sprawę, że przez moje problemy, zupełnie zapomniałam o młodszej siostrze. Przez miesiąc jak robot odwoziłam i przywoziłam ją ze szkoły, czasami pytając ją co u niej.Nie zawsze jej słuchałam, co Rosie zdążyła zauważyć.
Nawet nie zwracałam uwagi na to jak przez ostatni czas się zmieniła.
Kiedyś przychodziła do mnie z niektórymi zadaniami, abym jej pomogła, jednak gdy zazwyczaj zbywałam ją, aby poszła do taty, bo nie mam czasu, rezygnowała z przychodzenia do mojego pokoju.
Byłam na siebie zła. Bardzo ją kochałam i chciałam, aby wiedziała, że może na mnie liczyć.
Przez moją samolubność, zamknęła się w sobie. Nie prosiła mnie już, abym podwoziła ją do jej koleżanek, nawet nie opowiadała o nich.
Gdy skończyłam, przerzuciłam warkocz na jej ramię, dopiłam kawę i poszłyśmy do auta.
W lusterku zauważyłam swoje przekrwione oczy. Pomrugałam kilka razy i spróbowałam się uśmiechnąć, szybko jednak kąciki ust upadły. Westchnęłam spoglądając na smutną twarz dziewczynki.
-Przepraszam, Rosie. Ostatnio miałam tyle spraw na głowie, że nawet nie wpadłam na to, aby zapytać jak u ciebie. Masz nadal tak wspaniałe przyjaciółki, jakie kiedyś posiadałaś?
Pokręciła głową. Kątem oka widziałam jej szklane oczy. Zapaliłam silnik kierując się w stronę jej szkoły.
-Chcesz o tym porozmawiać...?-Zapytałam.
Zauważyłam, że jej policzki zrobiły się całe mokre od łez.
-Nienawidzę tej szkoły. Nienawidzę tych dziewczyn. Nie chcę tam iść, Grace.
-Jeju, kochanie...czemu mi nie powiedziałaś? Co się takiego dzieje?
-Muszę iść do szkoły...?-Spytała.
Westchnęłam.
-Gdybyś nie poszła, byłaby to tylko ucieczka od problemów, słoneczko. Musisz stawić czoła problemom. Pokaż tym kretynom jaka wartościowa jesteś, że nie da się ciebie tak łatwo złamać, dobrze? Porozmawiamy zaraz po tym jak wrócę do domu, w porządku?
Kiwnęła głową.
Zatrzymałam się pod jej szkołą.
-Ty też już się nie smuć, Grace. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć i na pewno najlepszą dziewczyną w tym twoim całym liceum. Nie daj się frajerom-puściła mi oko śmiejąc się.
***
W szkole, objęła mnie ramieniem Sue.
-Mam do ciebie dwie super wiadomości-mruknęła uśmiechając się.
-Słucham?
-Pierwsza, to taka, że muszę znowu ci powiedzieć, że wyglądasz dzisiaj tak dobrze....że Oliver, nie spuszcza z ciebie oczu...z resztą nie tylko Oliver, przynajmniej połowa szkoły. A druga...do szkoły przyszedł Nathan. Szuka cię wszędzie.
Upuściłam z hukiem książki.
-Co?!
Sue zaśmiała się pomagając mi pozbierać książki.
-Dziwisz się z powodu twojego wyglądu czy Nathana?-Uśmiechnęła się.
-Nie ważne, wiesz może gdzie jest Oliver?
Podniosła zaskoczona brwi.
-Ani mi się waż dzisiaj do niego podchodzić.-Podeszła bliżej do mnie mierząc mnie spojrzeniem.
-Boże, Sue, ty nic nie rozumiesz...
-To mi wytłumacz!-Krzyknęła pełna złości.-Mam dosyć twoich sekretów. Nadal nie dowiedziałam się co tak naprawdę łączy cię z Oliver'em, kim jest Alex i o co chodzi z Nathanem.
Pokręciłam głową oddalając się od niej.
-Nie mogę ci odpowiedzieć na te pytania...
-Dzięki, wielkie dzięki-warknęła.-Cieszę się, że masz do mnie takie zaufanie.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę.
Westchnęłam.
Nie dość, że mój poranek nie zaczął się szczęśliwie, to musiałam jeszcze pokłócić się z Susanne.
Nathan, Boże, przecież on teraz nie jest sobą.
Nie dam rady sobie sama.
Musiałam odszukać Oliver'a.
Pobiegłam na dziedziniec, ale zaraz potem zwolniłam krok.
Nie mogłam wiecznie na niego polegać. Jeśli będzie wiedział, że zawsze, kiedy mam kłopoty biegnę do niego, aby mi pomógł, będzie czuł się niezastąpiony.
Będzie uważał, że niczego mnie nie nauczył.
Nie mogę się zachowywać jak wiecznie mała dziewczynka. Muszę w końcu znaleźć w sobie siłę i radzić sobie sama.
Po tym co zrobił, nie mogłam mu ufać.
Zawróciłam gryząc wargę.
Bałam się.
***
Na stołówce zauważyłam, że Sue dosiadła się do Oliver'a i David'a. Kilka sekund później z pełną tacą dosiadła się do nich Alex. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się promiennie ustępując jej miejsca przy Oliverze. Wzięła swój talerz usiadła obok swojego chłopaka opierając głowę na jego piersi. Uśmiechnął się do niej głaszcząc ją po policzku.
Cała czwórka była roześmiana.
Alex zajęła moje miejsce.
Westchnęłam. Dałam na talerz, te rzeczy na które miałam ochotę i usiadłam do naszego starego stolika. Ukradkiem ciągle spoglądałam na swoich przyjaciół. Oliver nie uśmiechał się jak wszyscy. Widać było, że coś go dręczy.
Potrafiłam to rozpoznać.
Czerwonowłosa ciągle opierała głowę o jego ramię, czasami dotykała jego dłoni, ale on nie reagował. Zawstydzona szeptała mu coś do ucha, na co w ogóle nie reagował.
Uderzyła go delikatnie w ramię. Odwrócił do niej twarz, ale nie spoglądał na nią.
Spoglądał prosto na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok. Kątem oka zauważyłam jak Alex spogląda w moją stronę. Zaśmiała się głośno.
Zbyt głośno rzucała na mój temat różne niemiłe uwagi.
Moje opanowanie, które tak wiele lat, utrzymywało się we mnie, wybuchło.
Byłam zła.
Miałam ochotę zrobić jej krzywdę.
Odniosłam tacę z talerzem, kierując się do ich stolika.
-Ta idiotka, nie ma w sobie nic interesującego, nic atrakcyjnego. Ha, nawet nie domyśliła się tego, że tak naprawdę mi się podobasz, Oli. Jest zupełnie głupiutka...Nie dziwię się czemu matka wybrała śmierć, zamiast opiekowania się nią i jej młodszą siostrą. Była zwykłym tchórzem.
Zacisnęłam pięść. Uwagi skierowane na mój temat, nie ruszały mnie tak bardzo, jak to kiedy zaczęła mówić w ten sposób o mojej mamie.
Trzymałam gardę wysoko i uderzyłam najmocniej jak umiałam w jej twarz.
Kostki pobielały mi od zaciskania, dlatego postanowiłam powtórzyć to, co zrobiłam wcześniej.
Spadła z ławki. Chroniła swoją twarz rękami. Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że to i tak jej nie uratuje.
Kopnęłam ją w brzuch.
Miałam ochotę zrobić znowu to samo, ale celując tym razem w głowę, lecz poczułam jak ktoś podnosi mnie do góry. Wierzgałam nogami krzycząc aby mnie puszczał.
Czułam jego zapach perfumu.
Udałam, że się uspokajam, jednak chłopak nadal chciał mnie wyprowadzić ze stołówki. Wykopałam nogą z całej siły w tył, uderzając go w krocze. Krzyknął pełen złości, puszczając mnie.
Pobiegłam do Alex, która próbowała podnieść się z ławki. Chwyciłam jej twarz, uderzając nią o moje kolano.
Oliver chwycił mnie mocniej, tak że nie potrafiłam nawet poruszyć rękami. Szybko wyszliśmy ze stołówki. Przeszliśmy całą szkołę.
Milczał.
Zatrzymał się dopiero na dziedzińcu. Podniósł mnie, tak abym usiadła na murku.
Stanął naprzeciwko mnie. Kilka centymetrów od mojej twarzy.
Czułam jego przyśpieszony, nerwowy oddech. Odwrócił wzrok licząc cicho oddechy.
Spoglądałam na niego.
Chciałam aby coś powiedział.
Nie chciałam ciszy pomiędzy nami.
-Nie mogę zacząć krzyczeć na ciebie za to co zrobiłaś. Wiem, że na twoim miejscu, gdyby ktoś zaczął mówić coś takiego jak ona, zrobiłbym to samo...-dotknął mojego policzka, ale nerwowo odtrąciłam jego dłoń.-ale martwi mnie to, że obudziła się w tobie taka złość...Wiedziałem, że nie puścisz jej tego płazem, ale nie myślałem, że odpłaci ona za swoje słowa, tak wielką karę.
-Moja mama była bohaterką.-Zaczęłam.-Nie jeden, myśląc tylko o swoim życiu, usunąłby problem. Moja mama taka nie była. Ona chciała żyć. Chciała się cieszyć z dziecka..tak jak każdy,ale nie chciała pozbawiać go szansy na życie. Wolała oddać swoje. Mimo, że widziała go przez kilka sekund, pokochała go. Wiedziała, że to jest słuszne. Wiedziała, że Rosie będzie wspaniałą dziewczynką, a ja dam sobie radę. Podziwiam ją. Podziwiam jej odwagę i nigdy nie pozwolę nikomu jej obrażać. Oliver, przykro mi to mówić, ale nie zrozumiesz mnie. Nie doświadczyłeś miłości od matki i nie wiesz jak to jest, zasługujesz na wspaniałą mamę, tylko niestety taką cię nie obdarzono...dlatego nie możesz pojąć miłości dziecka do matki...
-Twoja miłość jest tak wielka, że musiałaś zrobić jej tak wielką krzywdę? Że obudziła się w tobie taka złość?
-Sprowokowała mnie. Chciałam, aby się zamknęła, a jednym sposobem, żeby to zrobiła, było zamknięcie jej go przemocą.
Zaśmiał się cicho.
Spoglądał jeszcze na mnie, po czym pomógł mi zeskoczyć z murka.
Przytulił mnie.
-Wracaj na lekcje, księżniczko.-Gdy już odwróciłam się na pięcie, aby ruszyć w kierunku klas, chwycił mnie za nadgarstek.-Bym zapomniał....prześlicznie dzisiaj wyglądasz..
Uśmiechnęłam się mimo woli idąc w kierunku szkoły.
***
Przez cały dzień nie spotkałam Nathana. Omijałam miejsca, w których wiedziałam, że mogę go spotkać. Na stołówkę, przychodził zawsze godzinę później, dlatego spotkanie go graniczyło z cudem.
Szybko wsiadłam do auta. Sue najwidoczniej zabierała się z David'em, dlatego ruszyłam czym prędzej do szkoły od siostry.
Nie czekała sama tak jak zwykle.
Dookoła niej stało kilka koleżanek i kolegów. Uśmiechali się i żartowali.
Zatrąbiłam, myśląc, że dziewczynka zupełnie o mnie zapomniała.
Pomachała swoim przyjaciołom i wsiadła uśmiechnięta do auta.
-Widzę moje porady poskutkowały-spojrzałam na nią kątem oka włączając się do ruchu drogowego.
-Taak. Wystarczyło, że nie zwracałam na nich uwagi, a już zaprzyjaźniłam się z innymi.
Uśmiechnęłam się.
***
Do domu, później niż zwykle wrócił tata. Byłam już przebrana w piżamę i zamierzałam iść spać, kiedy usłyszałam jak mnie woła.
Zeszłam po schodach. Widząc jego surowe spojrzenie, serce mi zamarło. Oparłam się o blat.
-Co to była za akcja dzisiaj? Dziewczyna ma dwie szwy na brwi i złamany nos.
Opowiedziałam mu całą sytuację nerwowo wykręcając palce.
Skinął głową.
Zrozumiał.
Tak jak Oliver, nie miał mi tego za złe.
Rano, miałam kolejny trening z Oliver'em. Poprosił mnie, abym znowu wtargnęła do świata zmarłych, że dzieje się tam coś złego, a sam, nie może mnie teraz opuścić i muszę to sprawdzić.
Nadal byłam na niego zła.
Nadal nie potrafiłam mu wybaczyć.
Nie powiedziałam mu nawet o Nathanie. Pomyślałam, że sama sobie dam z nim radę.
Udowodnię, że potrafię radzić sobie sama.
Nie chciałam początkowo zrobić tego, o co mnie prosił, jednak obiecał mi, że w tą sobotę, wybierzemy się razem w to samo miejsce co kiedyś i wytłumaczy mi wszystko, odpowie na każde moje pytanie.
Zaręczał, że tam będziemy bezpieczni.
Uległam.
Zrobiłam to co mi kazał.
Miałam wybrać czwarte drzwi.
Nieprzyjemne uczucie było znowu tam wracać.
Tym razem naprawdę pojawiły się jeszcze jedne, inne drzwi, których nie było ostatnio.
Przegryzłam wargę i weszłam.
Przed oczami ukazało mi się pełno aniołów. Byli zrozpaczeni, zmartwieni i zaskoczeni moją obecnością.
-Co ty tutaj robisz?!-Wykrzyknął jeden z nich.
-Ja...Posłał mnie tutaj Oliver Black...miałam dowiedzieć się co jest nie tak...
-Ona jest człowiekiem....nie należy jeszcze tutaj-szepnęła jedna z dziewczyn.
-Ludzie z czyśca buntują się. Chcą zawrzeć układ z piekłem. Nie możemy na to pozwolić, ale oni znajdują coraz gorsze bronie. Chcą posłać rzeczy nieczyste i nieznane ludziom na Ziemię...szantażują nam...a Bóg milczy.-Mruknął któryś z aniołów.
-Słucham?! Jakie rzeczy nieczyste?
-Nie możesz zbyt wiele wiedzieć...poza tym nie pojmiesz tego...najlepiej uciekaj stąd.
-Ale....
-Żadne ale!-warknął ktoś.-Zamknęłaś za sobą drzwi...?
Skinęłam głową.
Wszyscy złapali się za głowy.
-Musisz teraz wyjść innym wyjściem. Idź tą trasą...prowadzi ona do tego samego pomieszczenia, tylko jest dłuższa.
Skinęłam głową. Nie chciałam narażać się aniołom.
Szłam ciągle prosto. Nie mijałam niczego niespotykanego. Droga rozgałęziła się. Nie wiedziałam, w którą stronę iść.
Przełknęłam ślinę kierując się intuicją.
Odwróciłam się. Za sobą widziałam ogień.
Zaczęłam biec. Ogień się rozprzestrzeniał.
Droga, którą biegłam, zaczął zabierać ze sobą żywioł.
Zdenerwowana zacisnęłam powieki biegnąć coraz szybciej.
Wpadłam na coś.
Coś co było łuskowate i ohydne.
Podniosłam głowę.
Przed oczami widziałam dużego smoka.
Chciał mnie zabić.
Szybko skręciłam w drugą uliczkę błagając o pomoc.
Biegł zbyt szybko.
Czułam jak moje pięty robią się gorące.
Nie potrafiłam stąd wyjść. Chciałam wydostać się z tego świata, ale nie potrafiłam tego zrobić.
Dobiegłam do drzwi i dopiero wtedy pojawiłam się znowu wśród żywych.
Serce biło mi jak oszalałe.
Nie chciałam już nigdy tam wracać.
Nie za cenę życia.
sobota, 2 maja 2015
Rozdział 11
Usiadłam na skałce starając się opanować oddech, Oliver narzucił zbyt szybkie tempo do przybiegnięcia tutaj. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie, nawet nie spoglądał na mnie.
Przymknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć na niego, kiedy był na mnie zły.
-Grace?
Niechętnie uniosłam powieki.
-Musisz być rozluźniona i skupiona...Wstań.
Podniosłam się z kamienia, a on wskazał mi trawę. Usiadłam na niej odwracając od niego wzrok.
-Spójrz na mnie..-mruknął, wbiłam w niego zła wzrok.-W porządku, teraz się uspokój. Weź głęboki oddech nosem, a wypuść ustami. Powoli zamykaj oczy i skup się. Myśl intensywnie o tym, że chcesz się tam dostać. Możesz liczyć swoje oddechy.-Wzięłam głęboki oddech wypuszczając go buzią, szepnęłam: jeden, na co uśmiechnął się lekko.-Tylko pamiętaj, powoli zamykaj powieki, licz oddechy i bądź w pełni świadoma.
Po pięciu minutach, nadal nic się nie działo.
Pokręcił zrezygnowany głową.
-Grace, co mam zrobić, abyś poczuła się odprężona, co? Martwisz się czymś?
Pokręciłam niepewnie głową. Usiadł za mną.
-Rozluźnij mięśnie.
Ściągnął moją bluzę i zaczął mnie masować. Poczułam jak drżę.
Znowu zaczynałam liczyć swoje oddechy i skupiałam się. Świat zaczynał obok mnie wirować,
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Wstałam rozglądając się dookoła. Zauważyłam troje drzwi. Jedne z nich były całkowicie białe i biło z nich jasne światło, po prawej stronie znajdowały się czarne jak smoła, obok nich słyszałam krzyki i płacz innych, naprzeciw mnie były wyblakłe, wprost przeciętnie i szare. Wzięłam głęboki oddech idąc naprzód, zdeterminowana naciskając na klamkę.
Stałam na najwyższym punkcie. Musiałam stawiać nogi jedna za drugą i unosić ręce równolegle do przepaści, aby nie stracić równowagi.
Bałam się, naprawdę byłam przerażona.
Czasami, chwytały moje łydki czyjeś ręce, roztrzęsione i błagające o pomoc. Krzyczałam głośno połykając łzy.
Tak bardzo się bałam.
Wzięłam głęboki oddech widząc rozgałęzienia dróg. Przede mną, stała gorsza trasa, była o wiele mniej stabilna i trudniejsza od prawej. Myślałam początkowo, aby skręcić w lepszą drogę, jednak wolałam nie ryzykować. Nie wiedziałam czy ona nie spowoduje, że zbłądzę.
Nie spoglądałam w dół. Zbyt bardzo byłam przerażona, aby patrzeć na wszystkie smutne i błagające o wolność twarze.
Poczułam mocny uchwyt na swoich stopach. Próbowałam wyrwać się, jednak siła moich prześladowców była zbyt wielka.
Krzyczałam, błagałam, aby mnie puścili, ale oni mnie nie słuchali. Chcieli, abym im pomogła, abym wyprowadziła ich stąd. Nadal moje ciało znajdowało się na wąskiej ścieżce. Musiałam na nich patrzeć. Musiałam widzieć niewinne dzieci i ból na twarzach u pozostałych.
Byłam bezsilna.
Przypomniałam sobie, że w każdej chwili mogę stąd zniknąć. Wytężyłam swój umysł i rozpłynęłam się w powietrzu.
Obudziłam na trawie. Nie potrafiłam złapać oddechu. Oliver dotknął moich pleców cicho szepcząc. Poczułam delikatne łaskotanie i falę gorąca.
Przed oczami nadal widziałam potępione twarze, tak bardzo chciały się stamtąd wydostać, tak bardzo było mi ich szkoda. Ich smutne oczy spoglądały na mnie z nadzieją, chciały abym im pomogła, chwytały się każdej deski ratunku. Widziałam wśród nich, nawet własnych rówieśników, tak zniszczonych przez ówczesne życie, przez pobyt tam. Wyglądali na wyczerpanych i spragnionych nieba.
Szkoda, że nie mogłam im go chociaż trochę podarować.
Nawet nie wiedziałam kiedy dostałam ataku paniki. Od przypominania sobie ich, trzęsły mi się dłonie, policzki były zalewane nowymi łzami, kurczowo trzymałam swoje ugięte nogi, kołysząc się wprzód i w tył. Wypowiadałam ciągle: "nie, nie wrócę tam, nie nie wrócę tam, nie chcę tam wrócić", nie panowałam nawet nad tym, moje usta same otwierały się, aby wypowiadać te słowa.
-Grace, już jest wszystko w porządku, księżniczko, proszę przestań o tym myśleć...
Chłopak objął mnie swoimi ramionami. Poczułam jego męskie perfumy i nadal słyszałam aksamitny i pocieszający głos. Wtuliłam się w niego starając się opanować oddech.
-Spokojnie...przepraszam, nie powinienem kazać ci już tam wchodzić...Jezu, jest mi tak przykro, że tak to przeżywasz..-pocałował mnie delikatnie w czoło.
Otarłam łzy spoglądając na niego.
-Oliver, ale oni tak bardzo potrzebują pomocy, matko, jest mi ich tak szkoda...najlepiej uwolniłabym ich wszystkich, oni tak cierpią..musimy im pomóc..
Gwałtownie wstał pozostawiając mnie samej sobie. Przeszedł kilka kroków chwytając się za głowę. Wstałam niepewnie idąc za nim. Odwrócił się. Jego oczy zrobiły się wprost czarne. Był zły. Starał się panować nad uczuciami i uspokoić.
-Spojrzałaś na nich swoimi ludzkimi oczami, nie widziałaś od nich win, widziałaś tylko ich ból.
Przewróciłam oczami. Oliver chwycił moją twarz w dłonie. Spokorniał ilustrując moje oczy. Czułam jego ciepło na swoich policzkach.
-Nawet nie wyobrażasz sobie, co by mogło się stać, gdybyś im pomogła, nawet nie wiesz co te słowa znaczą, Grace.
-Nie ma w tobie za grosz empatii..-mruknęłam odsuwając się od niego.
-Tak?-warknął.-W czyśćcu siedzą nawet zboczeńce, pedofile, gwałciciele i mordercy, a ty ich zwyczajnie bronisz.
-Ale są tam też mniejsze dzieci, moi rówieśnicy i ludzie, którzy wcale na to nie zasługują!
-Czasami ludzie po prostu chcą,aby ich tak spostrzegali, jako bezbronnych ludzi, którymi tak naprawdę nie są. Uwierz, Grace, nauczysz się jeszcze wiele o życiu, wtedy będziemy mogli porozmawiać.
Wstałam bez słowa. Pożegnałam go wzrokiem kierując się do domu. Nie chciałam już go słuchać. Wiedział co o tym myślę.
***
Następnego dnia, zaczepiła mnie Alex. Jej długie czerwone włosy opadały na plecy, będąc spięte w wysoki kucyk. Dziewczyna była przerażona i cała blada. Zatrzymałam się ilustrując jej duże i przekrwione oczy. Szybko pociągnęłam ją do łazienki. Uczennice rok ode mnie młodsze spoglądały z ciekawością wychodząc z kabin. Gdy zostałyśmy same zapytałam:
-Jezu, co ci jest? Wyglądasz strasznie. Co się stało?
-Grace, nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałam tylko ponownie ci oznajmić, abyś miała oczy szeroko otwarte jeśli chodzi o Oliver'a.
-To przez niego taka jesteś...?
Pokręciła głową, a w jej oczach lśniły łzy. Zauważyłam na szyi dużą malinkę, którą ukrywała przez niebieską apaszkę. W moich myślach było pełno wściekłych słów, które chciałam w jej kierunku powiedzieć.
Wiedziałam, że przez jej łzy, jest to ktoś, kogo znam.
Ktoś kto jest dla mnie ważny i bardzo dobrze o tym wie.
Głos w mojej głowie krzyczał jego imię.
Oliver.
-Ty chyba żartujesz, że on ci to zrobił?-Zawołałam z wściekłością.
-Ja...
-Dlatego tak próbujesz mi wmówić, że on jest zły, tak? Że nie jest mnie wart?! Że mogę przez niego cierpieć?!
-Grace...ja wiem, że ci na nim zależy, ale to...nie moja wina, ja naprawdę...
-Nie zależy mi na nim-burknęłam wychodząc z łazienki.
Skierowałam się w stronę dziedzińca mając gdzieś ostatnią lekcję.
Nie było go tam.
Zdenerwowana poszłam w kierunku parkingu. Akurat wkładał swój kask.
Byłam taka zła.
Czułam choćby Alex odebrała mi cząstkę siebie. Było mi z tym źle.
Myślałam, że obydwoje coś do siebie czujemy. Byłam pewna, że skoro jest moim aniołem stróżem, nie myśli o mnie tylko jako o zwykłej koleżance, że coś pomiędzy nami mimo, że wybuchowe i dosyć dziwne dla innych stron, jest dla nas wyjątkowe.
Widocznie się myliłam.
Widocznie czerwonowłosa miała więcej wdzięku niż ja. Była mniej kłótliwa, bardziej zabawna i czuł do niej coś więcej.
Nie był zobowiązany jest nic obiecywać. Nie musiał jej chronić.
Nie musiał nawet denerwować się na nią, jeśli miała inne poglądy niż on.
Spojrzałam na niego pełna wyrzutu. Zatrzymałam się w połowie drogi. Zdziwiony ściągnął swój kask.
-Co jest, księżniczko?-Zawołał.
Czułam narastający gniew.
-Nie mów tak do mnie!-Krzyknęłam pełna wyrzutów podchodząc do niego z wściekłością.
-Gracie...
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego robiłeś mi te cholerne nadzieje, co?
-Grace, o co ci chodzi?-Spytał nadal zaskoczony.
-Jesteś z Alex, prawda?
Nadal zaskoczony nie pojmował tego co do niego mówię. Swój wzrok skierował uporczywie na mnie. Przegryzał wewnętrzny policzek.
-Do cholery! Jesteś czy nie?! Odpowiedz!
-Tak...-mruknął nadal spoglądając na mnie.
Zacisnęłam pięści.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś...? Dlaczego ona uważa, że ją skrzywdziłeś i nagle z tobą jest? Wytłumacz mi to..-szepnęłam.
-Porozmawiamy kiedy indziej, jesteś teraz zbyt nerwowa, obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. Poza tym, Grace-westchnął z bólem serca- wiesz o tym dobrze, że nie moglibyśmy być razem...
-Słucham?
Emocje gotowały się we mnie. Czułam, że niedługo eksploduje, czułam, że nie dam rady dłużej go słuchać. Byłam tak cholernie zła.
-Łączy nas tylko sprawa formalna, jestem aby ci pomóc, nic ci Grace nie obiecywałem..
Pomrugałam kilka razy starając się opanować złość. W myślach liczyłam do dziesięciu.
-Nie spotykajmy się chociaż przez trzy dni, proszę Oliver..
Kiwnął głową na znak, że rozumie. Odwróciłam się na pięcie pisząc sms'a do Sue:
"Potrzebuję dwóch kubełków lodów, TERAZ"
Po kilkunastu sekundach, odpisała mówiąc, że za pół godziny przyjdzie z nimi do mnie. Ucieszyłam się na samą myśl, że nie zostanę sama.
Jeśli zostałabym sama, myślałabym zbyt dużo.
W moim przypadku jest to teraz najbardziej niewskazane.
Z myśli rodzą się inne myśli, które są jeszcze gorsze od pozostałych.
Nie można pozwolić, aby one się uwolniły. Nie można pozwolić na to, aby zbyt dużo myśleć w takim stanie, jaki mnie pozostawił.
W takim stanie jakim byłam..i jak bardzo upokorzona się czułam.
Przymknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć na niego, kiedy był na mnie zły.
-Grace?
Niechętnie uniosłam powieki.
-Musisz być rozluźniona i skupiona...Wstań.
Podniosłam się z kamienia, a on wskazał mi trawę. Usiadłam na niej odwracając od niego wzrok.
-Spójrz na mnie..-mruknął, wbiłam w niego zła wzrok.-W porządku, teraz się uspokój. Weź głęboki oddech nosem, a wypuść ustami. Powoli zamykaj oczy i skup się. Myśl intensywnie o tym, że chcesz się tam dostać. Możesz liczyć swoje oddechy.-Wzięłam głęboki oddech wypuszczając go buzią, szepnęłam: jeden, na co uśmiechnął się lekko.-Tylko pamiętaj, powoli zamykaj powieki, licz oddechy i bądź w pełni świadoma.
Po pięciu minutach, nadal nic się nie działo.
Pokręcił zrezygnowany głową.
-Grace, co mam zrobić, abyś poczuła się odprężona, co? Martwisz się czymś?
Pokręciłam niepewnie głową. Usiadł za mną.
-Rozluźnij mięśnie.
Ściągnął moją bluzę i zaczął mnie masować. Poczułam jak drżę.
Znowu zaczynałam liczyć swoje oddechy i skupiałam się. Świat zaczynał obok mnie wirować,
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Wstałam rozglądając się dookoła. Zauważyłam troje drzwi. Jedne z nich były całkowicie białe i biło z nich jasne światło, po prawej stronie znajdowały się czarne jak smoła, obok nich słyszałam krzyki i płacz innych, naprzeciw mnie były wyblakłe, wprost przeciętnie i szare. Wzięłam głęboki oddech idąc naprzód, zdeterminowana naciskając na klamkę.
Stałam na najwyższym punkcie. Musiałam stawiać nogi jedna za drugą i unosić ręce równolegle do przepaści, aby nie stracić równowagi.
Bałam się, naprawdę byłam przerażona.
Czasami, chwytały moje łydki czyjeś ręce, roztrzęsione i błagające o pomoc. Krzyczałam głośno połykając łzy.
Tak bardzo się bałam.
Wzięłam głęboki oddech widząc rozgałęzienia dróg. Przede mną, stała gorsza trasa, była o wiele mniej stabilna i trudniejsza od prawej. Myślałam początkowo, aby skręcić w lepszą drogę, jednak wolałam nie ryzykować. Nie wiedziałam czy ona nie spowoduje, że zbłądzę.
Nie spoglądałam w dół. Zbyt bardzo byłam przerażona, aby patrzeć na wszystkie smutne i błagające o wolność twarze.
Poczułam mocny uchwyt na swoich stopach. Próbowałam wyrwać się, jednak siła moich prześladowców była zbyt wielka.
Krzyczałam, błagałam, aby mnie puścili, ale oni mnie nie słuchali. Chcieli, abym im pomogła, abym wyprowadziła ich stąd. Nadal moje ciało znajdowało się na wąskiej ścieżce. Musiałam na nich patrzeć. Musiałam widzieć niewinne dzieci i ból na twarzach u pozostałych.
Byłam bezsilna.
Przypomniałam sobie, że w każdej chwili mogę stąd zniknąć. Wytężyłam swój umysł i rozpłynęłam się w powietrzu.
Obudziłam na trawie. Nie potrafiłam złapać oddechu. Oliver dotknął moich pleców cicho szepcząc. Poczułam delikatne łaskotanie i falę gorąca.
Przed oczami nadal widziałam potępione twarze, tak bardzo chciały się stamtąd wydostać, tak bardzo było mi ich szkoda. Ich smutne oczy spoglądały na mnie z nadzieją, chciały abym im pomogła, chwytały się każdej deski ratunku. Widziałam wśród nich, nawet własnych rówieśników, tak zniszczonych przez ówczesne życie, przez pobyt tam. Wyglądali na wyczerpanych i spragnionych nieba.
Szkoda, że nie mogłam im go chociaż trochę podarować.
Nawet nie wiedziałam kiedy dostałam ataku paniki. Od przypominania sobie ich, trzęsły mi się dłonie, policzki były zalewane nowymi łzami, kurczowo trzymałam swoje ugięte nogi, kołysząc się wprzód i w tył. Wypowiadałam ciągle: "nie, nie wrócę tam, nie nie wrócę tam, nie chcę tam wrócić", nie panowałam nawet nad tym, moje usta same otwierały się, aby wypowiadać te słowa.
-Grace, już jest wszystko w porządku, księżniczko, proszę przestań o tym myśleć...
Chłopak objął mnie swoimi ramionami. Poczułam jego męskie perfumy i nadal słyszałam aksamitny i pocieszający głos. Wtuliłam się w niego starając się opanować oddech.
-Spokojnie...przepraszam, nie powinienem kazać ci już tam wchodzić...Jezu, jest mi tak przykro, że tak to przeżywasz..-pocałował mnie delikatnie w czoło.
Otarłam łzy spoglądając na niego.
-Oliver, ale oni tak bardzo potrzebują pomocy, matko, jest mi ich tak szkoda...najlepiej uwolniłabym ich wszystkich, oni tak cierpią..musimy im pomóc..
Gwałtownie wstał pozostawiając mnie samej sobie. Przeszedł kilka kroków chwytając się za głowę. Wstałam niepewnie idąc za nim. Odwrócił się. Jego oczy zrobiły się wprost czarne. Był zły. Starał się panować nad uczuciami i uspokoić.
-Spojrzałaś na nich swoimi ludzkimi oczami, nie widziałaś od nich win, widziałaś tylko ich ból.
Przewróciłam oczami. Oliver chwycił moją twarz w dłonie. Spokorniał ilustrując moje oczy. Czułam jego ciepło na swoich policzkach.
-Nawet nie wyobrażasz sobie, co by mogło się stać, gdybyś im pomogła, nawet nie wiesz co te słowa znaczą, Grace.
-Nie ma w tobie za grosz empatii..-mruknęłam odsuwając się od niego.
-Tak?-warknął.-W czyśćcu siedzą nawet zboczeńce, pedofile, gwałciciele i mordercy, a ty ich zwyczajnie bronisz.
-Ale są tam też mniejsze dzieci, moi rówieśnicy i ludzie, którzy wcale na to nie zasługują!
-Czasami ludzie po prostu chcą,aby ich tak spostrzegali, jako bezbronnych ludzi, którymi tak naprawdę nie są. Uwierz, Grace, nauczysz się jeszcze wiele o życiu, wtedy będziemy mogli porozmawiać.
Wstałam bez słowa. Pożegnałam go wzrokiem kierując się do domu. Nie chciałam już go słuchać. Wiedział co o tym myślę.
***
Następnego dnia, zaczepiła mnie Alex. Jej długie czerwone włosy opadały na plecy, będąc spięte w wysoki kucyk. Dziewczyna była przerażona i cała blada. Zatrzymałam się ilustrując jej duże i przekrwione oczy. Szybko pociągnęłam ją do łazienki. Uczennice rok ode mnie młodsze spoglądały z ciekawością wychodząc z kabin. Gdy zostałyśmy same zapytałam:
-Jezu, co ci jest? Wyglądasz strasznie. Co się stało?
-Grace, nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałam tylko ponownie ci oznajmić, abyś miała oczy szeroko otwarte jeśli chodzi o Oliver'a.
-To przez niego taka jesteś...?
Pokręciła głową, a w jej oczach lśniły łzy. Zauważyłam na szyi dużą malinkę, którą ukrywała przez niebieską apaszkę. W moich myślach było pełno wściekłych słów, które chciałam w jej kierunku powiedzieć.
Wiedziałam, że przez jej łzy, jest to ktoś, kogo znam.
Ktoś kto jest dla mnie ważny i bardzo dobrze o tym wie.
Głos w mojej głowie krzyczał jego imię.
Oliver.
-Ty chyba żartujesz, że on ci to zrobił?-Zawołałam z wściekłością.
-Ja...
-Dlatego tak próbujesz mi wmówić, że on jest zły, tak? Że nie jest mnie wart?! Że mogę przez niego cierpieć?!
-Grace...ja wiem, że ci na nim zależy, ale to...nie moja wina, ja naprawdę...
-Nie zależy mi na nim-burknęłam wychodząc z łazienki.
Skierowałam się w stronę dziedzińca mając gdzieś ostatnią lekcję.
Nie było go tam.
Zdenerwowana poszłam w kierunku parkingu. Akurat wkładał swój kask.
Byłam taka zła.
Czułam choćby Alex odebrała mi cząstkę siebie. Było mi z tym źle.
Myślałam, że obydwoje coś do siebie czujemy. Byłam pewna, że skoro jest moim aniołem stróżem, nie myśli o mnie tylko jako o zwykłej koleżance, że coś pomiędzy nami mimo, że wybuchowe i dosyć dziwne dla innych stron, jest dla nas wyjątkowe.
Widocznie się myliłam.
Widocznie czerwonowłosa miała więcej wdzięku niż ja. Była mniej kłótliwa, bardziej zabawna i czuł do niej coś więcej.
Nie był zobowiązany jest nic obiecywać. Nie musiał jej chronić.
Nie musiał nawet denerwować się na nią, jeśli miała inne poglądy niż on.
Spojrzałam na niego pełna wyrzutu. Zatrzymałam się w połowie drogi. Zdziwiony ściągnął swój kask.
-Co jest, księżniczko?-Zawołał.
Czułam narastający gniew.
-Nie mów tak do mnie!-Krzyknęłam pełna wyrzutów podchodząc do niego z wściekłością.
-Gracie...
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego robiłeś mi te cholerne nadzieje, co?
-Grace, o co ci chodzi?-Spytał nadal zaskoczony.
-Jesteś z Alex, prawda?
Nadal zaskoczony nie pojmował tego co do niego mówię. Swój wzrok skierował uporczywie na mnie. Przegryzał wewnętrzny policzek.
-Do cholery! Jesteś czy nie?! Odpowiedz!
-Tak...-mruknął nadal spoglądając na mnie.
Zacisnęłam pięści.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś...? Dlaczego ona uważa, że ją skrzywdziłeś i nagle z tobą jest? Wytłumacz mi to..-szepnęłam.
-Porozmawiamy kiedy indziej, jesteś teraz zbyt nerwowa, obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. Poza tym, Grace-westchnął z bólem serca- wiesz o tym dobrze, że nie moglibyśmy być razem...
-Słucham?
Emocje gotowały się we mnie. Czułam, że niedługo eksploduje, czułam, że nie dam rady dłużej go słuchać. Byłam tak cholernie zła.
-Łączy nas tylko sprawa formalna, jestem aby ci pomóc, nic ci Grace nie obiecywałem..
Pomrugałam kilka razy starając się opanować złość. W myślach liczyłam do dziesięciu.
-Nie spotykajmy się chociaż przez trzy dni, proszę Oliver..
Kiwnął głową na znak, że rozumie. Odwróciłam się na pięcie pisząc sms'a do Sue:
"Potrzebuję dwóch kubełków lodów, TERAZ"
Po kilkunastu sekundach, odpisała mówiąc, że za pół godziny przyjdzie z nimi do mnie. Ucieszyłam się na samą myśl, że nie zostanę sama.
Jeśli zostałabym sama, myślałabym zbyt dużo.
W moim przypadku jest to teraz najbardziej niewskazane.
Z myśli rodzą się inne myśli, które są jeszcze gorsze od pozostałych.
Nie można pozwolić, aby one się uwolniły. Nie można pozwolić na to, aby zbyt dużo myśleć w takim stanie, jaki mnie pozostawił.
W takim stanie jakim byłam..i jak bardzo upokorzona się czułam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)