wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 13

-Księżniczko..-dotknął mojego policzka zmartwiony.
Połknęłam łzy i jak narwana zaczęłam opowiadać mu wszystko o czym się dowiedziałam. Oliver gładził moją głowę nadal zatroskany. Gdy skończyłam opowiadać, wstał, przeszedł się kilka kroków nie odwracając ode mnie wzroku. Podparłam się rękoma.
-To jest pierwszy raz w historii, kiedy ludzie z czyśćca zdołali zawrzeć jakieś porozumienie z piekłem. Jezu, teraz już na pewno nie będzie bezpiecznie-chwycił się za kark.
-Ale mnie pocieszyłeś-mruknęłam również wstając. Otrzepałam spodnie z trawy.
-Grace, wybacz, ale muszę tą sprawę z kilkoma moimi znajomymi ogarnąć. Spotkamy się jutro?
Skinęłam głową. Nie dziwiło mnie podenerwowanie chłopaka, sama bardzo się martwiłam.
***
W nocy nie potrafiłam zasnąć, prześladowały mnie zdarzenia z wczorajszego dnia. Nie mogłam zamknąć oczu przez pojawiącego się smoka. Wydawało mi się, że nie jestem tutaj bezpieczna.
Że już nigdy nie poczuję się uchroniona przed wszelkim złem.
Bałam się.
Zaczęłam się cała trząść. Nie potrafiłam opanować drżących ust i rąk. Wstałam narzucając na ramiona bluzę. Wyszłam cicho do kuchni. Nałam do szklanki gazowaną wodę, opierając się o blat. Na dole było znacznie cieplej, dlatego odłożyłam sweter na blat.
Dlaczego nie mogłam urodzić się taka jak wszyscy?
Bez jakiś dziwnych zdolności, przez które nie mogę czuć się bezpiecznie nawet we własnym domu.
Kiedyś tak nie było..
Mogłam poczuć się bezpiecznie w ramionach mamy, mogłam z nią o wszystkim porozmawiać. Byłyśmy bardzo sobie bliskie. Zawsze po szkole, odbierała mnie i robiłyśmy wspólnie obiad. Codziennie się śmiałam.
Nie miałam żadnych zmartwień.
Lubiłam, kiedy bawiła się moimi włosami i cicho śpiewała piosenki do ucha. Wiedziałam, że nie pozwoli, aby stało mi się coś złego.
Najlepiej jednak wspominam chwile, gdy wyjeżdżaliśmy całą trójką, ja, mama i tata. Nigdy nie określaliśmy gdzie dokładnie spędzimy wakacje. Wybieraliśmy jak najszybszy samolot i dopiero na miejscu szukaliśmy hotelu. Moi rodzice nigdy nie byli z tego powodu jakoś zestresowani, tam gdzie byliśmy bliżej natury, morza czy gór, wybieraliśmy noclegi.
Uwielbiałam, gdy mama wyciągała gitarę. Zawsze ją ze sobą zabierała, gdy gdzieś jechaliśmy, tworzyła specjalnie dla mnie piosenki.
Któregoś dnia, gdy tak jak dzisiaj nie umiałam zasnąć, wyszłam najciszej jak mogłam z pokoju. Widziałam jak moja rodzicielka, już będąc w ciąży śpiewała tacie piosenkę.
Do dziś, pamiętam jej tekst.
Do dziś pamiętam barwę jej głosu, drżenie jej warg i melodię.
"Gdy po prostu zniknę stąd,
gdy nie będzie mnie przy Tobie,
gdy zniknę jak każdy Twój piękny sen,
zamknij oczy twe i pomyśl o mnie.
Obiecuję, że będę wszędzie tam,
gdzie nawet kochanie widzieć nie będziesz mnie chciał."
Nawet nie wiem, kiedy oczy zaszkliły mi się od łez. Specjalnie, co kilka miesięcy, wyciągam gitarę i gram piosenki napisane przez moją mamę.
To boli, ale wiem, że gdzieś w muzyce jest ona.
Upuściłam szklankę, gdy usłyszałam krzyk siostry.
Oczywiście taty znowu nie było w domu.
Wbiegłam po schodach, mijając swój pokój. Otworzyłam szybko jej drzwi.Nad jej łóżkiem, stała postać z kapturze. Uśmiechnęła się do mnie złośliwie. Wyryła na brzuchu mojej siostry, dużym kłem od którego biła czarna barwa, ogromny znak, który nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Ruszyłam do niego z wściekłością, wyrywając mu narzędzie. Śmiał się gorzko popychając mnie na koniec pokoju. Uderzyłam z hukiem o regał z książkami, z którego zaczęły wypadać rzeczy.
Przy drzwiach stanął Oliver. Jego czarne oczy paliły nienawiścią, a czarne ubrania iskrzyły się od ognia.
Spojrzałam na swoją siostrę. Była nieprzytomna.
-Zostaw je-warknął Oliver.
Mężczyzna znowu się zaśmiał, podniósł Rosie do góry za koszulkę i rzucił nią w chłopaka,który na szczęście szybko ją złapał. Gdy myślałam, że już to jest koniec, ciemna postać rzuciła się na mnie, trzymając mnie za szyję.
-Nie zależy mi na jej małej siostrzyczce, tylko na niej-uśmiechnął się.
-Zostaw ją..
-To by było zbyt łatwe, aniołku-zaśmiał się znów.
Widziałam jak delikatnie Oliver, kładzie dziewczynkę na ziemi. Korzystając z nieuwagi mojego oprawcy kopnęłam jak najwyżej nogą uderzając go przy tym w twarz. Odsunął się trzymając się za nos. Szybko uciekłam w stronę Oliver'a.
-Gracie..spróbuj zabrać Rose razem ze sobą do świata zmarłych, błagam..tylko tak będę mieć pewność, że będziecie bezpieczne. Spróbuj obudzić się później u mnie, w porządku?
Kiwnęłam głową. Nie wiedziałam czy dam radę zabrać ze sobą małą, ledwo co udawało mi się samej tam dostać. Zacisnęłam jednak pięści, poklepałam młodą po policzkach, za czas, w którym Oli toczył walkę z ciemną postacią. Na szczęście Rosie otworzyła oczy. Pociągnęłam ją za nadgarstek w stronę łazienki, zamknęłam drzwi na klucz i chwyciłam jej dłonie. Skupiłam się..nie myślałam o niczym innym, jak tylko przeniesieniu nas w tamten świat.
Zawirowało mi w głowie. Chwyciłam się szafki. Gdy otworzyłam oczy znowu znajdowałam się w tym samym pomieszczeniu, co zawsze. Rosie uciekła przez szare drzwi. Przerażona ruszyłam za nią, krzycząc aby wracała. Biegłam najszybciej jak mogłam, mijając znowu kolejne upadłe dusze.
-Rose, do cholery, zatrzymaj się!-Krzyknęłam pełna złości.
Dziewczynka jak wryta, stanęła w miejscu z lekkością utrzymując się na niewielkiej powierzchni. Chwyciłam ją mocno za nadgarstek. Jej oczy były zalane łzami, a włosy przylepione od potu do twarzy.
-Rose, dlaczego uciekałaś?-Warknęłam.
-Zostaw mnie....-szepnęła wyrywając dłoń z mojego uścisku.
Przerażona spoglądała za mnie. Odwróciłam się z rozdrażnieniem. Za nami, stała gromada ludzi. Połowa była ubrana na czarno, a od reszty iskrzyły rozmazane dwa światła:ciemne i czarne.
Serce podeszło mi do gardła, popchałam swoją siostrę, aby szybko biegła. Bałam się bardziej o nią, aniżeli o mnie. Jej długie włosy ciągle podskakiwały.
Rosie była ubrana w koszulę nocą w brązowe misie, kupiłam jej ją, gdy zgubiła się jedna z jej maskotek. Sama miałam na sobie zaledwie czarną koszulkę na ramiączkach i krótkie, szare spodenki. Było tutaj przeraźliwie zimno, lecz dzięki biegu, rozgrzałyśmy się trochę.
Chwyciłam ją znowu za dłoń, błagając, abyśmy pojawiłyśmy w domu Oliver'a.
Ktoś również chwycił za mój nadgarstek. Szarpnęłam dłonią wyrywając się czarnej istocie.
Otworzyłam oczy, obok mnie leżała Rose, odetchnęłam z ulgą. Podniosłam się powoli wzdychając. Leżałyśmy w salonie Oliver'a.
Spoglądał na nas zdumiony, ale zaraz potem przytulił nas obydwie.
-Boże tak się cieszę, że jesteście całe-szepnął.
***
Zawiózł nas do domu. Tata o dziwo jeszcze nie wrócił. Akurat, wtedy, gdy miałam z Oliver'em się spotkać, przyjechał tata. Zostawiłam małej, mój numer telefonu, aby w razie czego, zadzwoniła. Mieliśmy razem z chłopakiem wyjaśnić całe zdarzenie.
Przypomniał mi się ten dzień, w którym wszystko mi opowiedział. W którym rozwiał wszystkie moje wątpliwości.
Nie wiedziałam wtedy, co o tym myśleć.
Teraz było dokładnie to samo.
Zaparkował za moim domem. Słyszałam ryk silnika, dlatego szybko założyłam bluzę i wyszłam. Mimo woli uśmiechnęłam się do niego ściślej opatulając się bluzą. Podał mi swój drugi kask, teraz bez żadnych przeszkód, dobrze go założyłam. Gdy ruszył, mocno przytuliłam się do jego brzucha.
Obserwowałam znowu zmieniający się krajobraz. Im dalej jechaliśmy, tym było coraz cieplej. Tym czułam się bezpieczniej.
Nic się tutaj nie zmieniło. Wszystko było takie same.
Spojrzał głęboko w moje oczy, obejmując moją twarz dłoniami.
-Posłuchaj mnie uważnie, dobrze?-Szepnął.
Skinęłam głową.
-Zabrałem cię tutaj, bo wiem, że nikt nas nie usłyszy. To jedyne miejsce, w którym możemy porozmawiać spokojnie, w którym nikt nas nie podsłuchuje.-Powiedział cicho.-Nie jesteśmy razem z Alex..tylko nie wchodź mi teraz w słowo, posłuchaj. To jest zwykła przykrywka, aby archaniołowie nie czepiali się nas. Nie mogą wiedzieć, że cokolwiek do siebie czujemy, nasze kontakty muszą być czysto formalne...jeżeliby tak nie było, zająłby miejsce twojego anioła stróża, ktoś inny.
-Oliver...
-A nie chciałbym, aby ktokolwiek to zrobił. Żeby zastąpił mnie. Grace...księżniczko...nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Już od najmłodszych lat, zakochałem się w tobie-mruknął przybliżając się do mnie.-Kocham cię...kocham cię i chciałbym ci to mówić codziennie, bez żadnych konsekwencji i bez cienia wątpliwości..
Dotknął delikatnie wargami moich ust. Stanęłam na palcach, starając długo utrzymać się na nich,
Uśmiechnął się i pochylił się jeszcze trochę biorąc mnie w swoje ramiona. Pogłębił pocałunek mocniej przyciągając mnie do siebie.
To była najlepsza chwila w moim życiu. Chwila, którą chciałabym zapamiętać do końca. Słyszałam szczerość w jego głosie, słyszałam tak ogromną troskę i miłość, że wydawałoby się, że serce za niedługo wyskoczy z mojej klatki piersiowej.
Oliver pogładził mnie po twarzy uśmiechając się nadal. Jego oczy błyszczały, a uśmiech ciągnął się od ucha do ucha.
Chciałam już zawsze widzieć go takim szczęśliwym.
Szczęśliwym ze mną.
-Oliver...dlaczego nie mogłeś mi tego wcześniej wytłumaczyć?
-Bo lubię cię trzymać w niepewności-zaśmiał się.-Nie, no...nie byłem do końca pewny czy to miejsce jest bezpieczne.
Kiwnęłam głową przytulając się mocniej do niego.
Cicho opowiadałam mu, co się stało w czyśćcu. Chłopak słuchał mnie, gładził po włosach i nie wtrącał się.
-Nie brzmi to dobrze...rozpoznali cię?
-Nie mam pojęcia-westchnęłam odrywając się od niego.-Jeden chciał zabrać się z nami.
Kiwnął głową, jakby się zastanawiając. Złapał mnie za rękę idąc dalej, bliżej drzew. Szliśmy w ciszy, bałam się odezwać, bo Oli jakby chciał chwilę ciszy, aby mógł to wszystko przemyśleć.
-Posłuchaj..twoja rodzina naprawdę nie jest już bezpieczna. Jestem w stanie zrobić wszystko co w mojej mocy, aby chronić ciebie...ale ich nie. Rosie, twój tata, a także Sue, są pod opieką innych aniołów..nie mogę im zapewnić bezpieczeństwa..
-Oliver..-spojrzałam mu w oczy.-Ale oni także mają kogoś, kto musi ich chronić, prawda? Nie możesz z nimi porozmawiać?
-Chciałbym, księżniczko, tylko oni znajdują się u góry..Oni odpowiadają za to, w którym momencie umrą. Nic tutaj nie jest przypadkiem, wszystko jest zaplanowane. Mają o wiele więcej siły ode mnie, mogą więcej...dlatego, Grace, błagam myśl wyłącznie o sobie, dobrze?
Pokręciłam z sprzeciwem głową. Puściłam jego dłoń, czując palące policzki.
-Oni są dla mnie wszystkim, nie mogę tak po prostu myśleć o sobie..
Westchnął.
-To jest twoja najgorsza cecha, wiesz? Martwisz się bardziej o innych, niż o sobą siebie...-mruknął zirytowany.- Dobra, spróbuje się tam dostać, ale pójdziesz ze mną.
Kiwnęłam ochoczo głową, z powrotem przybliżając się do niego. Stanęłam na palcach cicho do niego szepcząc:
-Dziękuję.
Zaraz potem zadzwoniła do mnie Rosie.
Miała dzwonić tylko wtedy, gdy stanie się coś złego.
Widocznie to nastąpiło.
****
Przepraszam za niepisanie, ale nie miałam weny..:(
Proszę o komentarze, one MOTYWUJĄ:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz