Musiałam jednak wszystko przemyśleć, czas uciekał, jednak wolałam nie robić niczego pochopnie. Ceniłam swoje życie i chciałam, aby zachowała je zarówno ona jak i ja.
Było mi tak przykro, że Sue zupełnie odwróciła się ode mnie. Dziewczyna, zawsze należała do moich najlepszych przyjaciół, więc ciężko było mi się z nią rozstać.
Porzucić wszystkie nasze plany, marzenia...a co najgorsze tak pamiętne wspomnienia.
Widziałam, że coś jest nie tak. Chodziła przygaszona, często ukrywając twarz w ramionach David'a. Było mi jej tak cholernie żal, tak bardzo chciałam jej pomóc, ale nie wiedziałam jak.
Nie ufała mi już. Myślała, że nie może liczyć na moją pomoc, lecz ona naprawdę, była jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
Zawsze mnie broniła. Nigdy nie pozwoliła, aby stało mi się coś złego. Była jak starsza siostra, mimo że byłyśmy w tym samym wieku. Mimo że urodziny obchodziłyśmy w tym samym miesiącu.
Pamiętam, że starała się o to, abym ciągle się uśmiechała. Gdy tylko widziała moje zagubione, puste oczy, wiedziała, że coś jest nie tak.
Owszem, kiedy zaczęła być z David'em, stał się on dla niej równie ważny i momentami nawet twierdziłam, że ma gdzieś co jest u mnie, jednak przez upływający, samotny czas, wiedziałam, że to nie jest prawda.
Zawsze spoglądała z ciekawością i smutkiem, w moje oczy. Próbowała dopatrzeć się, cokolwiek wyszukać w nich, ale ja sama nie potrafiłam opowiedzieć jej tego wszystkiego. Myślałam, że jest to nierealne, aby uwierzyła, że nasza przyjaźń tym bardziej się skończy przez jej niezrozumienie.
Uważam, że mogłam zaryzykować. Teraz, było o wiele gorzej.
Wolałabym żyć ze świadomością, że ma mnie za wariatkę, aniżeli za skończoną kretynkę, która nawet nie ma odwagi spojrzeć jej w twarz.
Wolałabym żyć ze świadomością, że ma mnie za wariatkę, aniżeli za skończoną kretynkę, która nawet nie ma odwagi spojrzeć jej w twarz.
Spoglądała na mnie często z tymi samymi oczami, co ja. Również wydawały się zagubione, pełne rozpaczy i zmartwienia.
Nie potrafiłam tak. Nie potrafiłam, tak po prostu zapomnieć o nas.
Któregoś dnia, widziałam ją przy schodach, rozmawiającą przez telefon. Skończyła swoje zajęcia, więc prawie nikogo nie było w szkole.
Płakała. Po raz trzeci w życiu, widziałam jak naprawdę płacze. Była zrozpaczona, była tak cholernie załamana, że musiałam do niej podejść.
Widziałam, jak rzuca komórką gdzieś przed siebie, nie przejmując się nawet jej stanem. Było jej wszystko jedno. W tej chwili, nie interesowały jej rzeczy zewnętrzne.
Ona się rozpadała.
Była krucha, tak bardzo krucha, że pozwoliła sobie na swój żałosny płacz.
Przysiadłam się obok niej, odgarniając jej włosy z policzków, które przykleiły się do jej łez.
Chciałam jej pomóc.
Ciężko było mi spojrzeć w jej oczy, ale przegryzłam mocno policzek, przenosząc swój wzrok na jej długie rzęsy.
Ciężko było mi spojrzeć w jej oczy, ale przegryzłam mocno policzek, przenosząc swój wzrok na jej długie rzęsy.
Rozmazany tusz i oczy pełne łez, sprawiły, że sama poczułam, jak coś w środku się we mnie łamie.
Objęłam ją ramieniem, mocno przyciągając do siebie.
-Mój tata..on...on...nie żyje, Grace...Boże...
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Jej tata był wspaniałym człowiekiem, pamiętam jak byłyśmy małe, a on był dla mnie bardzo miły. Zachowywał się tak, jakby był również moim ojcem. Troszczył się zarówno o nią, jak i o mnie. Zawsze żartowaliśmy z nim, nawet grałyśmy w różne gry, zawoził nas na festiwale, koncerty. Był zawsze uśmiechnięty i pełny radości. Nigdy nie widziałam go przygnębionego. Było w nim coś wyjątkowego. Nawet gdy miałam zły humor, wystarczyło, że uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech był zaraźliwy.
-Codziennie się z nim kłóciłam. Nie lubił David'a, był nerwowy, martwił się, ale nadal nie rozumiem o co. Dlatego byłam taka...dzisiaj pokłóciłam się z nim przed wyjściem do szkoły, rzucałam talerzami, krzyczałam, że go nienawidzę, że wszystko kontroluje...a on...umarł, Grace, umarł.....nawet nie zdążyłam go przeprosić-łkała.-Tak cholernie tego żałuje...tak cholernie mi przykro....
Jej słowa sprawiły, że razem zaczęłyśmy płakać na szkolnych schodach. Trzęsłyśmy się z rozpaczy i smutku.
Ta sytuacja sprawiła, że stałyśmy się sobie bliższe. Znowu mogłyśmy się nazywać najlepszymi przyjaciółkami.
***
Dni niemiłosiernie mijały. Nathan, siedział, tak jak dawniej razem z nami. Równie często kłócił się z Sue, ale zaraz potem, godzili się śmiejąc się głośno i żartując z siebie.
Było tak jak kiedyś.
Gdy wychodziłam ze szkoły, Oliver złapał mnie za rękę. Moi przyjaciele niezauważalnie przeszli obok nas, a przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie machając.
-Mogę wiedzieć dlaczego ty się z nim przyjaźnisz? Nie pamiętasz co stało się ostatnim razem?-Warknął.
-Nie możesz go winić za coś, gdy nie był sobą-mruknęłam rozdrażniona.
Westchnął.
-A jeśli stanie się to znowu? Jeśli znowu mu zaufasz i będzie znowu tym kim był?
Przewróciłam oczami z poirytowaniem. Chłopak przybliżył się tak, że czułam jego oddech na mojej szyi.
-Martwię się o ciebie, Grace. Nie chcę cię stracić.
Zauważyłam Alex za jego plecami. Zakryła mu oczy rękoma.
-Zgadnij kto to-zamruczała.
Odwróciłam się na pięcie pozostawiając ich samych. Serce zaczęło mi z nerwów walić jak oszalałe. Wiedziałam, że to jest zwykła przykrywka, ale Oliver dając nadzieje czerwonowłosej robił przecież źle.
To z nią powinien być szczęśliwy-usłyszałam głos w swojej głowie.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam zęby i poszłam do swoich przyjaciół, którzy stali leniwie przy aucie Nathana. Mieliśmy świętować sukces naszej przyjaciółki.
Wiedziałam, że będę obecna ciałem, lecz nie duchem.
Ostatni raz obejrzałam się za siebie, spoglądając na Olivera. Miał zatroskany wyraz twarzy i pokręcił delikatnie głową. Wiedział o czym myślę od kilku dni.
***
Dni mijały. Coraz bardziej się o nią bałam, dlatego planowałam coraz częściej plan. Miałam cały zapisany zeszyt.
Czasami wchodziłam do świata zmarłych, próbując zorientować się, gdzie w razie czego mogłybyśmy uciec, nie narażając innych.
Którejś nocy, kiedy zapisywałam ostatnie kartki, poczułam jak ktoś błądzi opuszkami palców po mojej szyi. Odwróciłam się przestraszona.
Oliver.
Poczułam jak płonę rumieńcami. Szybko zamknęłam zeszyt, ciesząc się, że tata wyjechał na dwudniową delegację.
Mój oddech stał się nierówny, widząc go w jego najlepszej czarnej koszulce i zarzuconej na ramionach kurtce. Na dworze robiło się coraz cieplej, nawet w naszym mieście, o śniegu i o temperaturach minusowych, mogliśmy z łatwością zapomnieć.
Serce zabiło mi mocniej, gdy wziął do ręki mój zeszyt. Próbowałam mu go wyrwać, jednak chłopak był wyższy i lepiej zbudowany. Uniósł go do góry, próbując przeczytać moje zapiski. Przez jego niezauważenie, pchnęłam go na łóżko, szybko wzięłam z jego rąk przedmiot i schowałam go do mojej zamykanej szafki na szyfr.
Zaśmiał się, ciągnąc mnie za ręce na pościel.
-Naprawdę myślisz, że nie znam twojego kodu? Piszesz, skarbie pamiętnik?
Prychnęłam, próbując opanować oddech. Nie mógł wyczuć, że kłamię.
-Tak, więc chciałabym mieć tą prywatność, wiesz?
Przewrócił oczami. Szybko wstał, wpisał szyfr i zaczął czytać. Im dłużej wertował kartki, tym bardziej próbowałam mu przeszkodzić w tej czynności.
-Do jasnej cholery, Grace!-Krzyknął rzucając zeszyt na ziemię. Ciągle, zdenerwowany, podchodził bliżej, aż w końcu poczułam ścianę za swoimi plecami. Opierałam się o nią kurczowo, przygnieciona przez Oliver'a.-Przecież powiedziałem ci coś o tym. MASZ JEJ NIE SZUKAĆ.
-Naprawdę myślisz, że się ciebie posłucham?-Warknęłam, dziwiąc się na śmiałość w moim głosie.-TO MOJA SIOSTRA.
Przekręcił głową w prawo spoglądając na mnie.
-O ile mi wiadomo, jeszcze kilka lat temu, nie chciałaś jej tutaj. Nienawidziłaś jej, gdy była w brzuchu twojej mamy. Chciałaś by ONA umarła. Nie chciałaś, żeby żyła. A teraz nagle się nią przejmujesz?
-Skończ-syknęłam.-To było przegięcie z twojej strony. Byłam mała, kochałam mamę i to chyba logiczne, że wolałam ją od niej?
-Teraz nagle twoje marzenie, żeby zniknęła z twojego życia się spełniło, co?
Zamurowało mnie. Coś w niego wstąpiło. Dlaczego potrafił mi wyrządzić krzywdę słowem? Dlaczego po prostu nie wbił mi noża w serce?
Odepchnęłam go i podeszłam do okna.
-Ja..przepraszam Grace, nie chciałem tego powiedzieć.
Zmierzyłam go wzrokiem. Czułam jak moje oczy robią się puste i szkliste.
-Odejdź...nie chcę cię widzieć.
-Grace..
-Wynoś się stąd!-Krzyknęłam.-Wynoś się! Idź do tej pieprzonej Alex i zostaw mnie w spokoju. Żyjcie sobie szczęśliwie. Poradzę sobie ze wszystkim sama-podszedł do mnie bliżej, chciał chwycić moją twarz w ręce, ale odepchnęłam go ze wściekłością.-Zostaw mnie do cholery w spokoju! Nienawidzę cię!
Zaczął się cofać, a jego wyraz twarzy prawie w ogóle się nie zmieniał. Widziałam jednak w jego oczach skruchę.
Nie wiem jak to możliwe, ale jego czarne oczy powoli robiły się coraz ciemniejsze. Były jak otchłań. Otchłań, w której równie dobrze mogłabym zatonąć. Móc kąpać się w jego czerni, jego blasku. Jak czarna noc, którą każdy chce dojrzeć, każdy chce chociaż jeden raz móc taką przeżyć. Lecz jego oczy były też jak otchłań, w której mogłabym się zgubić, nie widzieć gdzie jest koniec, a gdzie początek. Móc polegać tylko na sobie. Ciemność, której od dzieciństwa tak się bałam.
Zapomnienie.
Strach.
Przepaść.
***
Ostatni mój ziemski dzień, chciałam pobyć sama w miejscu, w którym czułam się bezpiecznie.
Które pokazał mi Oliver.
Była czwarta nad ranem, wzięłam koc i rozłożyłam nogi na ławce. Staw lśnił w blasku księżyca, lecz wszystkie zwierzęta schowały się gdzieś tworząc ciszę.
Nie chciałam go tutaj spotkać, ale miałam wrażenie, że on wie, co chce uczynić. Czuł moje przyśpieszone serce. Czuł, że to już będzie koniec.
Koniec ze wszystkim co tutaj pozostawiłam.
Że mogę już nie wrócić.
Czułam jego dotyk na mojej szyi. Czułam jego opanowany oddech na moim policzku.
-Wysłałem po większy oddział aniołów stróżów na twoich bliskich, Grace-szepnął.
Kiwnęłam głową. Tak bardzo chciałam pozostać ze wszystkim sama, że nawet nie wiem, kiedy przestałam go słuchać i odpłynęłam do własnych rozmyślań.
Musiał to wyczuć, bo wziął moje nogi i usiadł obok mnie. Dotknął mojej dłoni, lecz odepchnęłam ją.
-Przepraszam, Grace...ja naprawdę nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło...właśnie przed tym ostrzegali Cię wszyscy.
-To znaczy?-Zapytałam niepewnie zerkając w jego stronę.
-Przede mną.
Zmarszczyłam brwi zaskoczona. Pokręcił głową, jakby nie chciał nawiązywać już do tego tematu. Jednak czując na sobie mój wzrok, w końcu się przełamał.
-Nie jestem do końca takim aniołem stróżem, jakim powinienem być...przez moje nieposłuszeństwa, zawsze coś sprawiało, że archanioły pozbawiały mnie mojej osobowości, mojej dobroci, wstrzykując we mnie trochę zła...abym stał się bardziej ludzki...
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Ale w porządku, po całej sytuacji, poproszę aby mnie zmienili, nie chcę, abyś przeze mnie cierpiała.-Wziął głęboki oddech.-Obawiam się, że ucieka ze mnie dobro.
Tym razem to ja przysunęłam się do niego biorąc w ręce jego twarz. Palcami gładziłam jego twarz, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
-Oliver...tylko twoje myślenie to powoduje. Jesteś dobry. Popełniasz błędy, jak każdy. Grunt to przyznać się do nich...tak jak to robisz ty. Nie myśl o sobie w ten sposób. Gdyby zaczynało rządzić tobą zło..-wzięłam głęboki oddech.- nie zakochałabym się w tobie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Rozejrzał się dla pewności, mrucząc mi do ucha:
-Kocham cię, Grace.
***
Zamknęłam oczy.
Pojawiłam się tam.
Czysty chaos.
Wszyscy uciekali przerażeni rzeczywistością.
Zaczerpnęłam powietrza, biegnąc tam skąd ludzie wybiegali.
Musiałam ją uratować.
*******************
No i w końcu udało się, napisałam:)
-Mogę wiedzieć dlaczego ty się z nim przyjaźnisz? Nie pamiętasz co stało się ostatnim razem?-Warknął.
-Nie możesz go winić za coś, gdy nie był sobą-mruknęłam rozdrażniona.
Westchnął.
-A jeśli stanie się to znowu? Jeśli znowu mu zaufasz i będzie znowu tym kim był?
Przewróciłam oczami z poirytowaniem. Chłopak przybliżył się tak, że czułam jego oddech na mojej szyi.
-Martwię się o ciebie, Grace. Nie chcę cię stracić.
Zauważyłam Alex za jego plecami. Zakryła mu oczy rękoma.
-Zgadnij kto to-zamruczała.
Odwróciłam się na pięcie pozostawiając ich samych. Serce zaczęło mi z nerwów walić jak oszalałe. Wiedziałam, że to jest zwykła przykrywka, ale Oliver dając nadzieje czerwonowłosej robił przecież źle.
To z nią powinien być szczęśliwy-usłyszałam głos w swojej głowie.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam zęby i poszłam do swoich przyjaciół, którzy stali leniwie przy aucie Nathana. Mieliśmy świętować sukces naszej przyjaciółki.
Wiedziałam, że będę obecna ciałem, lecz nie duchem.
Ostatni raz obejrzałam się za siebie, spoglądając na Olivera. Miał zatroskany wyraz twarzy i pokręcił delikatnie głową. Wiedział o czym myślę od kilku dni.
***
Dni mijały. Coraz bardziej się o nią bałam, dlatego planowałam coraz częściej plan. Miałam cały zapisany zeszyt.
Czasami wchodziłam do świata zmarłych, próbując zorientować się, gdzie w razie czego mogłybyśmy uciec, nie narażając innych.
Którejś nocy, kiedy zapisywałam ostatnie kartki, poczułam jak ktoś błądzi opuszkami palców po mojej szyi. Odwróciłam się przestraszona.
Oliver.
Poczułam jak płonę rumieńcami. Szybko zamknęłam zeszyt, ciesząc się, że tata wyjechał na dwudniową delegację.
Mój oddech stał się nierówny, widząc go w jego najlepszej czarnej koszulce i zarzuconej na ramionach kurtce. Na dworze robiło się coraz cieplej, nawet w naszym mieście, o śniegu i o temperaturach minusowych, mogliśmy z łatwością zapomnieć.
Serce zabiło mi mocniej, gdy wziął do ręki mój zeszyt. Próbowałam mu go wyrwać, jednak chłopak był wyższy i lepiej zbudowany. Uniósł go do góry, próbując przeczytać moje zapiski. Przez jego niezauważenie, pchnęłam go na łóżko, szybko wzięłam z jego rąk przedmiot i schowałam go do mojej zamykanej szafki na szyfr.
Zaśmiał się, ciągnąc mnie za ręce na pościel.
-Naprawdę myślisz, że nie znam twojego kodu? Piszesz, skarbie pamiętnik?
Prychnęłam, próbując opanować oddech. Nie mógł wyczuć, że kłamię.
-Tak, więc chciałabym mieć tą prywatność, wiesz?
Przewrócił oczami. Szybko wstał, wpisał szyfr i zaczął czytać. Im dłużej wertował kartki, tym bardziej próbowałam mu przeszkodzić w tej czynności.
-Do jasnej cholery, Grace!-Krzyknął rzucając zeszyt na ziemię. Ciągle, zdenerwowany, podchodził bliżej, aż w końcu poczułam ścianę za swoimi plecami. Opierałam się o nią kurczowo, przygnieciona przez Oliver'a.-Przecież powiedziałem ci coś o tym. MASZ JEJ NIE SZUKAĆ.
-Naprawdę myślisz, że się ciebie posłucham?-Warknęłam, dziwiąc się na śmiałość w moim głosie.-TO MOJA SIOSTRA.
Przekręcił głową w prawo spoglądając na mnie.
-O ile mi wiadomo, jeszcze kilka lat temu, nie chciałaś jej tutaj. Nienawidziłaś jej, gdy była w brzuchu twojej mamy. Chciałaś by ONA umarła. Nie chciałaś, żeby żyła. A teraz nagle się nią przejmujesz?
-Skończ-syknęłam.-To było przegięcie z twojej strony. Byłam mała, kochałam mamę i to chyba logiczne, że wolałam ją od niej?
-Teraz nagle twoje marzenie, żeby zniknęła z twojego życia się spełniło, co?
Zamurowało mnie. Coś w niego wstąpiło. Dlaczego potrafił mi wyrządzić krzywdę słowem? Dlaczego po prostu nie wbił mi noża w serce?
Odepchnęłam go i podeszłam do okna.
-Ja..przepraszam Grace, nie chciałem tego powiedzieć.
Zmierzyłam go wzrokiem. Czułam jak moje oczy robią się puste i szkliste.
-Odejdź...nie chcę cię widzieć.
-Grace..
-Wynoś się stąd!-Krzyknęłam.-Wynoś się! Idź do tej pieprzonej Alex i zostaw mnie w spokoju. Żyjcie sobie szczęśliwie. Poradzę sobie ze wszystkim sama-podszedł do mnie bliżej, chciał chwycić moją twarz w ręce, ale odepchnęłam go ze wściekłością.-Zostaw mnie do cholery w spokoju! Nienawidzę cię!
Zaczął się cofać, a jego wyraz twarzy prawie w ogóle się nie zmieniał. Widziałam jednak w jego oczach skruchę.
Nie wiem jak to możliwe, ale jego czarne oczy powoli robiły się coraz ciemniejsze. Były jak otchłań. Otchłań, w której równie dobrze mogłabym zatonąć. Móc kąpać się w jego czerni, jego blasku. Jak czarna noc, którą każdy chce dojrzeć, każdy chce chociaż jeden raz móc taką przeżyć. Lecz jego oczy były też jak otchłań, w której mogłabym się zgubić, nie widzieć gdzie jest koniec, a gdzie początek. Móc polegać tylko na sobie. Ciemność, której od dzieciństwa tak się bałam.
Zapomnienie.
Strach.
Przepaść.
***
Ostatni mój ziemski dzień, chciałam pobyć sama w miejscu, w którym czułam się bezpiecznie.
Które pokazał mi Oliver.
Była czwarta nad ranem, wzięłam koc i rozłożyłam nogi na ławce. Staw lśnił w blasku księżyca, lecz wszystkie zwierzęta schowały się gdzieś tworząc ciszę.
Nie chciałam go tutaj spotkać, ale miałam wrażenie, że on wie, co chce uczynić. Czuł moje przyśpieszone serce. Czuł, że to już będzie koniec.
Koniec ze wszystkim co tutaj pozostawiłam.
Że mogę już nie wrócić.
Czułam jego dotyk na mojej szyi. Czułam jego opanowany oddech na moim policzku.
-Wysłałem po większy oddział aniołów stróżów na twoich bliskich, Grace-szepnął.
Kiwnęłam głową. Tak bardzo chciałam pozostać ze wszystkim sama, że nawet nie wiem, kiedy przestałam go słuchać i odpłynęłam do własnych rozmyślań.
Musiał to wyczuć, bo wziął moje nogi i usiadł obok mnie. Dotknął mojej dłoni, lecz odepchnęłam ją.
-Przepraszam, Grace...ja naprawdę nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło...właśnie przed tym ostrzegali Cię wszyscy.
-To znaczy?-Zapytałam niepewnie zerkając w jego stronę.
-Przede mną.
Zmarszczyłam brwi zaskoczona. Pokręcił głową, jakby nie chciał nawiązywać już do tego tematu. Jednak czując na sobie mój wzrok, w końcu się przełamał.
-Nie jestem do końca takim aniołem stróżem, jakim powinienem być...przez moje nieposłuszeństwa, zawsze coś sprawiało, że archanioły pozbawiały mnie mojej osobowości, mojej dobroci, wstrzykując we mnie trochę zła...abym stał się bardziej ludzki...
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Ale w porządku, po całej sytuacji, poproszę aby mnie zmienili, nie chcę, abyś przeze mnie cierpiała.-Wziął głęboki oddech.-Obawiam się, że ucieka ze mnie dobro.
Tym razem to ja przysunęłam się do niego biorąc w ręce jego twarz. Palcami gładziłam jego twarz, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
-Oliver...tylko twoje myślenie to powoduje. Jesteś dobry. Popełniasz błędy, jak każdy. Grunt to przyznać się do nich...tak jak to robisz ty. Nie myśl o sobie w ten sposób. Gdyby zaczynało rządzić tobą zło..-wzięłam głęboki oddech.- nie zakochałabym się w tobie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Rozejrzał się dla pewności, mrucząc mi do ucha:
-Kocham cię, Grace.
***
Zamknęłam oczy.
Pojawiłam się tam.
Czysty chaos.
Wszyscy uciekali przerażeni rzeczywistością.
Zaczerpnęłam powietrza, biegnąc tam skąd ludzie wybiegali.
Musiałam ją uratować.
*******************
No i w końcu udało się, napisałam:)
Suuper rodzial! Obys pisala czesciej! :)
OdpowiedzUsuńSUPER!!!
OdpowiedzUsuńNareszcie pogodzona z Oliverem *-*
I mam nadzieję, że nic jej się nie stanie...i że uratuje siostrę!
PISZ CZĘŚCIEJ ...BUZIAKI :*
fascynujące, kiedy będzie c.d???
OdpowiedzUsuń