środa, 11 maja 2016

epilog

-Nie możesz tam iść, Gracie. Już mu nie pomożesz-szepnęła.
Odwróciłam się. Mama. Miała wypoczętą twarz. Włosy okalały jej twarz, a łagodne spojrzenie sprawiało, że była tak idealna.
-Mamo-wtuliłam się w nią. Łzy ciekły mi po policzkach. Odgarniała moje włosy i lekko się śmiała.
-Jesteś już taka duża-uśmiechnęła się.-Jestem z ciebie dumna.
-Muszę mu pomóc, on jest dla mnie ważny.
Uciekłam niechętnie, odrywając się od niej.
Widziałam to czego bałam się najbardziej. Czyściec zgrał się z piekłem. Wszyscy zmierzali tam, gdzie ja, nie chcąc mnie przepuścić. Piekło zaś szło w stronę czyśćca, lecz nie udawało im się to. Tylko ich sprzymierzeńcy potrafili opuścić swoje miejsce.
Wiedziałam, że to nie skończy się dla nich dobrze, ale najpierw musiałam odszukać Olivera.
Najpierw musiałam uratować jego.
Zdołałam przepchać się przez ludzi. Nie bardzo miałam pojęcie, gdzie powinnam go szukać, lecz nie mogłam się poddawać. Wołałam go głośno, odsuwając od siebie ludzi. Gdy dobiegłam do początku piekła, spostrzegłam, że jeszcze nikomu z czyśćca się to nie udało. Byli daleko w tyle. Miałam jakieś pół godziny, aby wydostać stąd Olivera i jednocześnie przekonać ich, że to co robią, nie jest dobre. Mieli przecież jeszcze wybór. Nie musieli wybierać najgorszego.
Wzięłam głęboki oddech. Mój anioł stróż sam mnie znalazł. Jego czarne oczy były puste. Usta zaciśnięte, a ramiona napięte. Przegryzłam wargę. Nie wiedziałam czy uda mi się go uratować. Nie wiedziałam czy jest dla niego ratunek.
Ale zaryzykowałam.
Podeszłam niepewnie.
-Oliver, wróć do mnie. To nie jesteś ty. Oni ci tylko to wmawiają. Jest w ciebie dobro. Musisz się odnaleźć, proszę.
Odepchnął mnie. Po prostu wyciągnął ręce i odepchnął mnie z dużą siłą. Zachwiałam się, lecz nie upadłam. Byłam zdeterminowana. Wiedziałam, że na początku po prostu to zignoruje. Że nie będzie to wcale łatwe.
-Oliver-warknęłam.-To nie jesteś ty, rozumiesz? Musisz się obudzić! Musisz zrozumieć, że jeszcze nie jest koniec! Możemy stąd wyjść razem. Będzie tak jak dawniej.
-Nic już nie będzie takie jak dawniej. Nie chcę, aby takie było-odezwał się z kpiącym uśmieszkiem.
-Tylko tak ci się wydaje. Nie jesteś zły. Chciałeś się zmienić i ci się to udawało. Musimy tylko stąd odejść.
-Nic o mnie nie wiesz. To wtedy nie byłem sobą. Nie wmawiaj mi rzeczy!-Krzyknął.
Serce podeszło mi do gardła, kiedy zamierzał mnie uderzyć. Chwyciłam jego dłoń. Musi się uspokoić. Opanuję sytuację. Jeszcze nic straconego.
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkania? Pierwsze treningi? Pierwsze pocałunki?-Zapytałam, przybliżając się do niego. Poruszył się niespokojnie.-Oczywiście, że tak i nie wypieraj tego. Oliver, to wszystko nie było na nic. Może nie chciałeś się we mnie zakochać, ale to się stało. Wiem jedno. Zawsze chciałeś być dobry, niezależnie od tego co teraz uważasz. I nadal jesteś. Po prostu musisz w to uwierzyć. Jesteś taki sam.
Zaśmiał się gorzko, lecz pokręciłam głową. Stanęłam na palcach i musnęłam jego usta. Przybliżyłam się bardziej, wplątując rękę w jego włosy. Chłopak zdrętwiał. Między nami było przyjemne mrowienie, lecz oderwał się nagle. Jego oczy, jakby stawały się czystsze, nabierały wyrazu..uczuć. Nie chciałam, aby się to zmieniło, więc znowu przywarłam do jego ust. Jęknął, gdy pogłębiłam pocałunek i wcale nie zamierzałam przestać. Mrowienie nie ustępowało. Przez moją głowę przemijały mi nasze wspólne chwile. Jego dobre uczynki, śmiech i jeszcze więcej dobra. Wszystko wydawało się naprawiać, dopóki nie poczułam mocnego szarpnięcia. Otworzyłam oczy. To oni nas rozdzielili. Obrazy zaczęły kruszyć się przed moimi powiekami. Moje źródło, pomysł aby go uratować, został zniszczony przez wściekły tłum piekła.
-Oliver!-Zawołałam.
Jego oczy powoli stawały się puste. Wyszarpywałam się, już byłam bliska dotknięcia go, lecz ktoś dźgnął mnie czymś ostrym w moją starą ranę. Wtedy kiedy tutaj byłam i Oliver nie zdołał mnie uratować. Krzyknęłam z bólu upadając na ziemię, lecz Oli zrobił dokładnie to samo. Go również to zabolało. Ta rana nas łączyła. Ból sprawiał, że stawaliśmy się coraz bliżsi. Oprawca poruszył nożem w mojej nodze, nie wiedząc że ten czyn zbliża nas jeszcze bardziej. Poczułam, że zaraz przetnie tętnicę. Mimo uścisku w gardle, szepnęłam do niego, chwytając go ledwie za rękę:
-Kocham cię.
Wtedy jego oczy odzyskały dawny blask. Jego twarz była łagodniejsza i spokojniejsza. Ratowałam go. Odepchnął oprawcę.
Dotknął dłonią mojej rany, zabierając mój ból. Widziałam ile go to kosztuje wysiłku. Nadal walczył z demonami w swojej głowie. Nadal ciężko było mu być znowu sobą.
Gdy już noga nie rwała, podniosłam się niepewnie. Tłum był coraz bliżej piekła. Nie mogłam pozwolić, aby się tutaj dostali. Dla nich też był ratunek.
Mama jednak rozmawiała z nimi. Tłumaczyła, że jeśli każdy udowodni przez swoje czyny, że jest dobry, odzyska szansę na pójście do nieba. Mrugnęła do mnie, między swoimi przemówieniami. Spojrzałam na Olivera. Był wykończony. Ledwo co trzymał się na nogach.
-Zabieram cię stąd-oznajmiłam ściskając go za rękę.
                                                                                ***
Minęło kilka miesięcy. Rosie była znowu uśmiechniętą dziewczynką. Mój tata zaakceptował Olivera, a moja przyjaźń z Nathanem i Sue była najlepsza na świecie. Musiałam zacząć szukać wymarzonego collegu. Mój anioł stróż stwierdził, że wybierze się tam gdzie ja. Byłam w końcu spokojna i szczęśliwa. Nigdy już z własnej woli nie wrócę do świata zmarłych. Chyba, że będzie już na mnie czas.
Uśmiechnęłam się do moich przyjaciół, Olivera i Davida. Trzymaliśmy się jak rodzina i miałam nadzieję, że tak już pozostanie.
Był początek lata. Słońce grzało niemiłosiernie. Moi przyjaciele niedawno wrócili z wody, lecz ja zajęta byłam czytaniem książki. Zimna woda kapała na mnie. Podniosłam wzrok, mrużąc oczy. Oliver uśmiechnął się do mnie i wziął mnie na ręce. Zaczęłam wierzgać i piszczeć, wypuszczając książkę. Śmiał się głośno i wbiegł ze mną do jeziora. Uderzałam go pięścią w klatę, śmiejąc się tak samo głośno, jak inni.
-Co, mam cię jednak wypuścić?-Zapytał.
-Tak-oznajmiłam. Zanim przemyślałam fakt, że puści mnie przecież do zimnej wody, już do niej wpadłam.
Te chwile, które były tak po prostu zwyczajne i ulotne, chwytały mnie za serce.
Byliśmy zwyczajnymi nastolatkami. Takimi, którymi powinniśmy być od początku.

wtorek, 10 maja 2016

rozdział 18

Moje nogi i ręce stawały się coraz chudsze. Czułam, że jestem coraz bardziej słaba. Mój głos nie był już ani trochę donośny, podkrążone błękitne oczy i coraz to bledsza skóra sprawiały, że wyglądałam mizernie. Nie miałam na nic siły, ból stał się moim najlepszym przyjacielem. Straciłam wolę walki.
Oliver nie robił mi krzywdy, kilka razy podpuszczali go, aby się mną zajął. Wykorzystywał mnie. On jednak robił się przez to coraz bardziej nerwowy.
Któregoś dnia, jednak ich posłuchał. Uśmiechnął się złośliwie. Dowiedziałam się, że weźmie mnie do swojego pokoju. Wspaniały pierwszy raz, Grace.
Weszliśmy do jego mieszkania. Wszystko było tutaj mroczne, jedyne światło, które pozwalało nam na przemieszczanie się po pokojach, to były świeczki. Zaprowadził mnie do łazienki. Moja bluzka lepiła się z potu, włosy były całe w kołtunach i muszę przyznać, nie pachniałam za dobrze.
-Po prawej stronie masz mydło i szampon. Zostawiłem Ci na toalecie ubrania i ręcznik-oznajmił chłodno.-Nawet nie próbuj uciekać, to i tak musi pozostać między nami, że pozwoliłem Ci skorzystać z mojej łazienki.
Zamknął za sobą drzwi. Dopiero wtedy spostrzegłam, że ciągle wstrzymuje powietrze. Wypuściłam je głęboko. Ściągnęłam przetarte już spodnie, podartą bluzkę i starą bieliznę. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę.  Potrafiłam na te niecałe piętnaście minut się zrelaksować, dokładnie myjąc swoje ciało i masując skórę swojej głowy. Ciągle myślałam nad słowami Oliver'a. Nie uciekło z niego dobro, skoro chciał chociaż trochę coś dla mnie dobrego.
Na krześle zostawił mi moją szarą koszulkę i czarne spodnie. Musiał wybrać się po nie do mojego domu. Zabrał również komplet mojej czarnej bielizny w koronkę. Przeczesałam mokre włosy grzebieniem i niepewnie wyszłam z łazienki, cicho zamykając za sobą drzwi.
Siedział z założonymi rękami na łóżku, garbiąc się. Gdy usłyszał, że przyszłam, momentalnie się spiął i zwrócił swe chłodne spojrzenie w moją stronę. Przełknęłam ślinę, zmniejszając odległość między nami. Wstał. Sama nie wiedząc, czemu zaczęłam się wycofywać. W końcu wpadłam na drzwi.
Uśmiechnął się złośliwie.
-Przecież nie gryzę, Grace.
Pochylił się nade mną, przegryzając delikatnie płatek mojego ucha. Czułam, jak cała się trzęsę. Zaznaczył pocałunkami trasę po mojej szyi. Przyssał się do widocznego miejsca na niej, sprawiając że skóra nabrała różowego koloru. Zrobił mi malinkę.
Przegryzłam wargę, podnosząc niepewnie wzrok.
-Nie uciekniesz stąd, nawet o tym nie myśl.
Przytrzymał mój kark swoją dłonią, zbliżając się do moich ust. Przycisnął je do siebie, sprawiając mi ból. Próbowałam się oderwać, lecz nie potrafiłam. Łzy kapały po moich policzkach. Czułam je na ustach. Ugryzłam go w wargę. Syknął, spoglądając na mnie ze złością.
-Zostaw mnie. Zostaw, jeśli nie jesteś już sobą. To co robisz, sprawia mi ból. Rób coś innego, jeśli chcesz mnie zniszczyć.
-Księżniczko...-mruknął w moje ucho.
-Nie nazywaj mnie tak!-Krzyknęłam wycofując się.
Szybko odwróciłam się i chwyciłam za klamkę. Potykając się prawie, wybiegłam z jego mieszkania. Nie wiedziałam dokąd mam uciekać. Krew buzowała w mojej głowie, a adrenalina podskoczyła do najwyższego stopnia. Serce biło mi, jak oszalałe, kiedy znalazłam się na końcu piekła. Dotarłam do czyśćca. Różnica temperatur, sprawiła że zaczęło mi się kręcić w głowie. Próbowałam się uspokoić, lecz już za mną był jeden z nich. Przyłożył mi nóż do gardła, obracając tyłem do siebie. Próbowałam się uwolnić, lecz nie potrafiłam.
-Mam już dosyć tej całej papraniny z tobą. Chciałbym cię już zabić-warknął.
Tuż przed nami pojawiła się.
Chwila, moja mama?!
-Oddaj ją..teraz-poprosiła aksamitnym głosem.
Mężczyzna puścił mnie i z niepokojem w oczach uciekł.
Zemdlałam.
***
Obudziłam się w moim łóżku. Przykryta kołdrą i ubrana w piżamę. Chwila...byłam w domu. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi wejściowych. Czym prędzej wstałam i bez zbędnego oglądania, kto dobija się do mnie, otworzyłam drzwi.
Do pokoju wszedł David. Najlepszy przyjaciel Olivera.
-Mój Boże, jak się cieszę, że cię widzę, Grace-przytulił mnie do siebie, opierałam głowę o jego klatkę piersiową. Nadal nie potrafiłam w to uwierzyć, jak się tutaj znalazłam. Czy to sprawa mojej mamy?
-Czy..Oliver wrócił? Gdzie jest moja siostra?!
-Spokojnie..kiedy ją uratowałaś, razem z Sue zajęliśmy się ją-uśmiechnął się do mnie, lecz zaraz pobladł.-Czekaj chwilę, nie wróciłaś razem z Olim?
-Skąd wiesz gdzie byłam?
Odsunęłam się od niego.
-Nie bez powodu jestem jego najlepszym przyjacielem. Ale Grace, dlaczego go z tobą nie ma?
-Oliver się zmienił...oni go zmienili albo pokazał swoją prawdziwą twarz. Nie wiem co o tym myśleć. Czy ty cokolwiek o tym wiesz?
-Poszedł z tobą aż do piekła?
Kiwnęłam głową.
Chwycił się za włosy, zamknął za sobą drzwi i oparł się o ścianę.
-Co jest David?
-Tam odzywa się jego prawdziwe ja. Przy tobie starał się zmienić, być człowiekiem. Ale jeśli on został tam zupełnie sam, nawet bez twojej obecności, stanie się tacy jak oni.
-Chyba sobie żartujesz.
-Wiem, że to egoistycznie brzmi Grace, ale to ty musisz go uratować. Jeśli z niego ucieknie dobro, nie będzie nawet twoim aniołem stróżem. Nie będziesz potrafiła przeżyć dnia bez niego. Musisz tam wrócić. Tym razem to ty musisz mu pomóc.
-Skąd mam wiedzieć czy mówisz prawdę?
-Pamiętasz, kiedy zachowywał się, jak nie on? Oni to sprawiali. Im dłużej przebywał bez ciebie, im więcej mieli na niego wpływu, zachowywał się jak konkretny kretyn. Musisz mi uwierzyć, Grace. Czas się kończy.
Przegryzłam wargi. Musiałam mu pomóc. Tak bardzo nie chciałam tam wracać, lecz nie mogłam go zostawić. Nie mógł zostać przez nich zniszczony.
Wyciszyłam się i czułam, jak odpływam.
Znów pokazały mi się drzwi. Już ciągnęłam za klamkę, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.