wtorek, 10 maja 2016

rozdział 18

Moje nogi i ręce stawały się coraz chudsze. Czułam, że jestem coraz bardziej słaba. Mój głos nie był już ani trochę donośny, podkrążone błękitne oczy i coraz to bledsza skóra sprawiały, że wyglądałam mizernie. Nie miałam na nic siły, ból stał się moim najlepszym przyjacielem. Straciłam wolę walki.
Oliver nie robił mi krzywdy, kilka razy podpuszczali go, aby się mną zajął. Wykorzystywał mnie. On jednak robił się przez to coraz bardziej nerwowy.
Któregoś dnia, jednak ich posłuchał. Uśmiechnął się złośliwie. Dowiedziałam się, że weźmie mnie do swojego pokoju. Wspaniały pierwszy raz, Grace.
Weszliśmy do jego mieszkania. Wszystko było tutaj mroczne, jedyne światło, które pozwalało nam na przemieszczanie się po pokojach, to były świeczki. Zaprowadził mnie do łazienki. Moja bluzka lepiła się z potu, włosy były całe w kołtunach i muszę przyznać, nie pachniałam za dobrze.
-Po prawej stronie masz mydło i szampon. Zostawiłem Ci na toalecie ubrania i ręcznik-oznajmił chłodno.-Nawet nie próbuj uciekać, to i tak musi pozostać między nami, że pozwoliłem Ci skorzystać z mojej łazienki.
Zamknął za sobą drzwi. Dopiero wtedy spostrzegłam, że ciągle wstrzymuje powietrze. Wypuściłam je głęboko. Ściągnęłam przetarte już spodnie, podartą bluzkę i starą bieliznę. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę.  Potrafiłam na te niecałe piętnaście minut się zrelaksować, dokładnie myjąc swoje ciało i masując skórę swojej głowy. Ciągle myślałam nad słowami Oliver'a. Nie uciekło z niego dobro, skoro chciał chociaż trochę coś dla mnie dobrego.
Na krześle zostawił mi moją szarą koszulkę i czarne spodnie. Musiał wybrać się po nie do mojego domu. Zabrał również komplet mojej czarnej bielizny w koronkę. Przeczesałam mokre włosy grzebieniem i niepewnie wyszłam z łazienki, cicho zamykając za sobą drzwi.
Siedział z założonymi rękami na łóżku, garbiąc się. Gdy usłyszał, że przyszłam, momentalnie się spiął i zwrócił swe chłodne spojrzenie w moją stronę. Przełknęłam ślinę, zmniejszając odległość między nami. Wstał. Sama nie wiedząc, czemu zaczęłam się wycofywać. W końcu wpadłam na drzwi.
Uśmiechnął się złośliwie.
-Przecież nie gryzę, Grace.
Pochylił się nade mną, przegryzając delikatnie płatek mojego ucha. Czułam, jak cała się trzęsę. Zaznaczył pocałunkami trasę po mojej szyi. Przyssał się do widocznego miejsca na niej, sprawiając że skóra nabrała różowego koloru. Zrobił mi malinkę.
Przegryzłam wargę, podnosząc niepewnie wzrok.
-Nie uciekniesz stąd, nawet o tym nie myśl.
Przytrzymał mój kark swoją dłonią, zbliżając się do moich ust. Przycisnął je do siebie, sprawiając mi ból. Próbowałam się oderwać, lecz nie potrafiłam. Łzy kapały po moich policzkach. Czułam je na ustach. Ugryzłam go w wargę. Syknął, spoglądając na mnie ze złością.
-Zostaw mnie. Zostaw, jeśli nie jesteś już sobą. To co robisz, sprawia mi ból. Rób coś innego, jeśli chcesz mnie zniszczyć.
-Księżniczko...-mruknął w moje ucho.
-Nie nazywaj mnie tak!-Krzyknęłam wycofując się.
Szybko odwróciłam się i chwyciłam za klamkę. Potykając się prawie, wybiegłam z jego mieszkania. Nie wiedziałam dokąd mam uciekać. Krew buzowała w mojej głowie, a adrenalina podskoczyła do najwyższego stopnia. Serce biło mi, jak oszalałe, kiedy znalazłam się na końcu piekła. Dotarłam do czyśćca. Różnica temperatur, sprawiła że zaczęło mi się kręcić w głowie. Próbowałam się uspokoić, lecz już za mną był jeden z nich. Przyłożył mi nóż do gardła, obracając tyłem do siebie. Próbowałam się uwolnić, lecz nie potrafiłam.
-Mam już dosyć tej całej papraniny z tobą. Chciałbym cię już zabić-warknął.
Tuż przed nami pojawiła się.
Chwila, moja mama?!
-Oddaj ją..teraz-poprosiła aksamitnym głosem.
Mężczyzna puścił mnie i z niepokojem w oczach uciekł.
Zemdlałam.
***
Obudziłam się w moim łóżku. Przykryta kołdrą i ubrana w piżamę. Chwila...byłam w domu. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi wejściowych. Czym prędzej wstałam i bez zbędnego oglądania, kto dobija się do mnie, otworzyłam drzwi.
Do pokoju wszedł David. Najlepszy przyjaciel Olivera.
-Mój Boże, jak się cieszę, że cię widzę, Grace-przytulił mnie do siebie, opierałam głowę o jego klatkę piersiową. Nadal nie potrafiłam w to uwierzyć, jak się tutaj znalazłam. Czy to sprawa mojej mamy?
-Czy..Oliver wrócił? Gdzie jest moja siostra?!
-Spokojnie..kiedy ją uratowałaś, razem z Sue zajęliśmy się ją-uśmiechnął się do mnie, lecz zaraz pobladł.-Czekaj chwilę, nie wróciłaś razem z Olim?
-Skąd wiesz gdzie byłam?
Odsunęłam się od niego.
-Nie bez powodu jestem jego najlepszym przyjacielem. Ale Grace, dlaczego go z tobą nie ma?
-Oliver się zmienił...oni go zmienili albo pokazał swoją prawdziwą twarz. Nie wiem co o tym myśleć. Czy ty cokolwiek o tym wiesz?
-Poszedł z tobą aż do piekła?
Kiwnęłam głową.
Chwycił się za włosy, zamknął za sobą drzwi i oparł się o ścianę.
-Co jest David?
-Tam odzywa się jego prawdziwe ja. Przy tobie starał się zmienić, być człowiekiem. Ale jeśli on został tam zupełnie sam, nawet bez twojej obecności, stanie się tacy jak oni.
-Chyba sobie żartujesz.
-Wiem, że to egoistycznie brzmi Grace, ale to ty musisz go uratować. Jeśli z niego ucieknie dobro, nie będzie nawet twoim aniołem stróżem. Nie będziesz potrafiła przeżyć dnia bez niego. Musisz tam wrócić. Tym razem to ty musisz mu pomóc.
-Skąd mam wiedzieć czy mówisz prawdę?
-Pamiętasz, kiedy zachowywał się, jak nie on? Oni to sprawiali. Im dłużej przebywał bez ciebie, im więcej mieli na niego wpływu, zachowywał się jak konkretny kretyn. Musisz mi uwierzyć, Grace. Czas się kończy.
Przegryzłam wargi. Musiałam mu pomóc. Tak bardzo nie chciałam tam wracać, lecz nie mogłam go zostawić. Nie mógł zostać przez nich zniszczony.
Wyciszyłam się i czułam, jak odpływam.
Znów pokazały mi się drzwi. Już ciągnęłam za klamkę, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz