niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 3

Gdy wróciłam do domu, byłam przemoczona i zmęczona. Już od progu Rosie mocno kaszlała suchym kaszlem. Wchodząc do pokoju zauważyłam, że opakowania po jogurtach leżały rozrzucone na ziemi. Spojrzałam na nią. Jej duże, brązowe oczy były szklane, a po zaróżowionych policzkach spływały ciągle świeże łzy.
-Rosie-odezwałam się zaniepokojona. Usiadłam obok i dotknęłam jej gorącego czoła, na pewno miała wysoką temperaturę.-Jezu, nie mów, że tata nie był z tobą u lekarza.
-Nie był, powiedział, że nie ma czasu, musi pracować w domu i pojedzie ze mną jutro. Ty też miałaś przyjść i razem miałyśmy zjeść obiad-mruknęła smutno.-Nie jesteś zła, że je zjadłam?-Wskazała pociągając nosem.
-Słonko, oczywiście że nie-powiedziałam głaszcząc ją po głowie.-Ubiorę cię i same pojedziemy do lekarza.
Wstałam z łóżka i wybrałam z jej szafki czyste, grube ubrania. Westchnęłam przecież musiałam auto wybrać do naprawy, także nie miałyśmy czym jechać.
-To tata jest w domu?-Zapytałam po fakcie.-Nie zrobił ci nawet obiadu?-Spojrzała na mnie smutno kiwając lekko głową, dałam jej ubrania na krzesło.-Dasz sobie sama radę?
Kiwnęła znowu głową i zeszła z łóżka. Wyszłam z jej pokoju. Nadal mokre ubrania lepiły się do mojej skóry, ale było zbyt mało czasu, żeby ubrać się w coś suchego. Byłam taka zła na tatę. Był w domu, a nie zrobił ani obiadu ani nawet nie pojechał z małą do lekarza. Przecież zajęłoby mu to najwięcej pół godziny. Otworzyłam bez pukania drzwi prowadzące do jego biura.
Całował się na kanapie z jakąś kobietą. Wplótł ręce w jej platynowe włosy napierając na nią ciałem i jeździł dłonią po jej udzie. Zachowali się tak choćby w ogóle nie było mnie w pokoju. Słysząc moje głośne chrząknięcie odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-To jest ten powód przez którego nie możesz pojechać nawet z własną córką do lekarza?-Warknęłam. Zdziwiło mnie to, że nie wybuchnęłam z krzykiem na ojca, zaskoczyło mnie moje opanowanie, jedynie w moim głosie czuć było gorzki smak goryczy. Wzięłam z jego biurka kluczyki do auta.-Jedziemy same, dzięki tato, że zawsze można na ciebie liczyć-burknęłam mierząc go wzrokiem.
-Grace, posłuchaj-odezwał się cicho.
Zamknęłam za sobą drzwi biorąc za rękę siostrę, która już zdążyła ubrać się nawet w kurtkę.
***
Przez cały tydzień Rosie miała zostać w domu. Kupiłam jej antybiotyki przepisane przez naszego lekarza. Przy okazji, wstąpiłyśmy również do restauracji na spóźniony obiad. Przez całą jazdę trzęsły mi się dłonie. Bałam się jechać autem przez dzisiejszą sytuację. Gdy w końcu dojechałyśmy do domu, byłam szczęśliwa, że nie muszę już prowadzić. Sprawiłam Rose jednak przyjemność z tego, że razem wstąpiłyśmy do jej ulubionej restauracji.
Dałam jej antybiotyki, zrobiłam gorącą czekoladę i puściłam jej bajkę. Tymczasem poszłam do łazienki wziąć gorącą kąpiel i ubrać w końcu suche ciuchy. Czułam jak cała się trzęsę.
Kiedy przygotowana byłam już do snu, zadzwoniła Sue.
-Grace..-mruknęła uroczo, zawsze tak robiła kiedy coś ode mnie chciała.
-Nie.-Zaśmiałam się, zaraz potem dostając ataku kaszlu.
-To się nazywa karma, moja kochana-stwierdziła.-Referat z biologii, ratuj, napisałam dopiero stronę, a trzeba dwie-westchnęła zrezygnowana.
-Czekaj, co?! Jaki referat?!-Zawołałam.
-Pani Smith, nie zrobiła pani tego?-Zapytała rozbawiona.-Będę taka wspaniała i napiszę coś za ciebie, nie ma za co.
-Sue, mówiłam ci już jak bardzo cię kocham?-Zaśmiałam się.-Muszę ci jutro coś opowiedzieć.
-Dobra, to do jutra, Gracie, śpij dobrze-odparła rozłączając się.
Odłożyłam telefon na stolik i zasnęłam głębokim snem.
***
Obudziłam się cała zlana potem. Już drugi raz tej nocy, nie dawały mi zasnąć nocne koszmary. Wstałam z łóżka spoglądając na zegarek, który wskazywał 4:10. Westchnęłam głośno. Usłyszałam jak ktoś przekręca zamek na dole. To tata wybierał się dzisiaj na rano, ale dlaczego wstał tak wcześnie? Podreptałam na dół. Ustawił na stole dwie zgrzewki napojów, kilka mrożonek do odgrzania, a także wsadzał do lodówki zrobiony obiad na dzisiaj.
-Tato?-Zapytałam zaspana.
Spojrzał na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha. Mimo, że widziałam jego wyraźne podkrążone oczy, uśmiech nie schodził mu z ust.
-Chciałem was przeprosić. Ciebie i Rosie, rzeczywiście nie zachowywałem się w porządku, chcę to naprawić, wziąłem wolne na kilka dni.
-Nareszcie-westchnęłam.-Dobra, idę spać, dobranoc tato.
Kiedy z powrotem leżałam w moim łóżku, nie potrafiłam usnąć, wspomnienia z wczorajszego dnia powróciły. Widziałam zmartwione, ciemne oczy Olivera, niewinny uśmiech Nathan'a, trzask silnika, poczułam nawet dopiero wtedy, jak boli mnie goleń na którego spadłam. Przymknęłam oczy, ale za każdym razem kiedy to robiłam, obrazy z wczorajszego dnia nasilały się. Przez cały dzień nawet nie mogłam o tym myśleć, bo zajmowałam się Rosie, byłam przeraźliwie zła na tatę, a wieczorem od razu zasnęłam.
Bałam pojawić się w szkole, ale wiedziałam, że jest to nieuniknione. Musiałam porozmawiać z Nathan'em, nadal nie mogłam uwierzyć w to, że zrobił to specjalnie. Przypominając sobie zdenerwowanie na twarzy Oliver'a, kiedy tak usilnie próbowałam bronić najlepszego przyjaciela, byłam pewna, że nie odpuści mi komentarzy na temat tego co zrobił...ale on nie mógł mi tego zrobić...po prostu nie mógł.
Od natłoku myśl, nawet nie potrafiłam się uspokoić. Wzięłam głęboki oddech starając się opanować. Drżały mi ręce ze strachu. Potarłam nimi kilka razy o siebie i znowu zamknęłam oczy. Zmęczenie jednak szybko powróciło pozbawiając mnie zmartwień tej nocy.
***
Podjechałam pod dom Sue autem od taty. Uśmiechnięta od ucha do ucha, swoje wypracowanie, które napisała dla mnie schowała do mojej torby.
-Jeju, Sue, uwielbiam cię-zaśmiałam się przytulając ją.
-Wieeem-uśmiechnęła radośnie.-No to, opowiadaj, co z tym Oliver'em, no i co z twoim autem?
Prowadząc auto opowiadałam jej o wczorajszym zdarzeniu, przyjaciółka spoglądała na mnie z niedowierzaniem. Kręciła głową nie mogąc uwierzyć w to co jej mówiłam. Widziałam jak nerwowo ściąga i z powrotem zakłada rękawiczki. W końcu, kiedy skończyłam, przeniosła na mnie swój wzrok. Nie była przerażona, była zła.
-Wiem, że polubiłaś Oliego ale naprawdę oskarżasz Nathan'a?-Syknęła.-To nasz najlepszy przyjaciel, a Black'a znasz jeden dzień, Grace, jeden dzień-westchnęła.-Nathan nie zrobiłby ci tego, znam go, ty też go znasz, wydaje mi się, że to kiepski dowcip Oliver'a, porozmawiam dzisiaj o tym z David'em może coś od niego wyciągnę-zabrała swoją torebkę.-Widzimy się na lunchu.
Skinęłam głową zaskoczona. Wyszłam z auta i zamknęłam go na klucz. Nie wiedziałam, że Sue weźmie stronę Nathan'a, tyle razy przy mnie się kłócili, że myślałam, że się nie lubią.
Że po prostu się tolerują.
Tymczasem, ona naprawdę uważała go za naszego przyjaciela i była na mnie naprawdę zła, że posądziłam go o to, że mógł to zrobić specjalnie. Ja też w to nie wierzyłam, ale w uszach ciągle brzęczały mi słowa Oliver'a.
Na lekcjach byłam nieobecna, przeczytałam referat, który napisała mi Susanne i naprawdę byłam z niej dumna. Nasza nauczycielka z biologii zawsze sprawdzała tego rodzaju prace na lekcji. Kazała jednemu z uczniów prowadzić lekcje, a sama zajmowała się naszymi referatami. Zawsze szybko się z tym uwijała, sprawdzała niektóre prace na internecie, ale zazwyczaj wyróżniała kilka wypracowań gwiazdkami, po to, aby dać dodatkowe plusy za składność zdań, a także interesującą treść. Dzięki uprzejmości Sue, otrzymałam gwiazdkę. Uśmiechnęłam się do siebie.
Na następnych zajęciach byłam nieobecna. Nauczyciele o dziwo przymykali na to oko. Pisałam to co pojawiało się na tablicy, jednak nie analizowałam nawet napisanych przeze mnie słów.
Na korytarzu kątem oka widziałam jak Nathan szuka czegoś nerwowo w torbie. Wzięłam głęboki oddech.
-Podobno nie miało cię dzisiaj być-odezwałam się cicho.
-Musiałem przyjść, kilka sprawdzianów miałbym do nadrabiania-uśmiechnął się.-Nie widziałem twojego auta na parkingu, coś się stało?
Przegryzłam wargę, żeby przestała drżeć.
-Nathan, wczoraj miałabym prawie wypadek, gdyby nie Black...-mruknęłam.
-Co...?-Podniósł brwi zaskoczony.-O czym ty mówisz, Gracie?
Zacisnęłam pięści. Widząc jednak, że naprawdę jest zaskoczony, przeniosłam rękę na uchwyt mojej torby.
-Grzebałeś coś w moim silniku, no a potem zaczęło się z niego dymić jak jechałam-szepnęłam.
-Co?-Złapał się za głowę. Stał się cały blady na twarzy.-Boże, Grace, ja nie chciałem, naprawdę. Byłem pewny, że robię wszystko dobrze, ostatnio nawet pomagałem tacie w warsztacie...Grace, mam nadzieję, że nie myślisz, że zrobiłem to specjalnie...?
Przeniosłam na niego wzrok.
-Nie wiem, Nathan...
-No chyba żartujesz, Grace, przecież powinnaś dobrze wiedzieć, że ja nie zrobiłbym ci krzywdy-szepnął. Wyciągnął ręce w kierunku mnie, a ja przytuliłam się do niego.
Przypomniałam sobie jak za każdym razem, kiedy byłam smutna, to przychodził do mnie z Sue do domu z lodami, kiedy ktoś mnie zranił, nie szczędził tej osobie słów, rozśmieszał mnie bardziej niż jakiekolwiek komedie, był czasami irytujący jak starszy brat i chciał dla mnie jak najlepiej. W myślach przeklęłam się za to, że tak szybko zdążyłam zaufać Black'owi. To przecież Nathan'a znam o wiele dłużej, to on jest moim najlepszym przyjacielem, nie Oliver.
Pomyślałam jak bardzo głupia byłam wierząc w każde słowo nowo poznanego chłopaka.
-Przepraszam-odparłam ze skruchą.
***
Na stołówce siedzieliśmy znowu w trójkę, Sue, Nathan i ja. Przyjaciółka dyskretnie pisała smsy z David'em, a Oliver spoglądał na mnie swoimi przenikliwymi, czarnymi oczami. Starałam nie spoglądać zbyt często na niego, jednak czułam na sobie jego wzrok. Nerwowo strzelałam palcami pod stolikiem, żeby przyjaciele nie zorientowali się jak bardzo denerwowałam się tym, że Black nie spuszczał ze mnie wzroku. Jego oczy zdradzały, że ma mi za złe, to że jednak mu nie uwierzyłam, że ufałam o wiele bardziej swojemu przyjacielowi niż jemu.
Niestety, nie potrafiłam inaczej.
Niełatwo jest skreślać przyjaciela, który tak wiele dla ciebie znaczył.
Kiedy szłam już do domu, ktoś pociągnął mnie za nadgarstek. Kiedy zaskoczona podniosłam wzrok, zobaczyłam Oliver'a. Miał zatroskany wyraz twarzy.
-Grace-westchnął.-Naprawdę nie przeraziłaś się tym co mogło ci się stać?
-Wierzę Nathan'owi i ufam mu bardziej niż tobie-szepnęłam, czując że mówiąc głośno, mój głos drżałby od emocji.
Westchnął przeczesując ręką włosy. Widziałam, że zbladł, a uśmiech na jego twarzy nawet nie chciał się pojawić.
-Przykro mi, Grace, że mi nie ufasz, chciałbym żebyś zaczęła to robić-mruknął.-Jeżeli nie masz nic przeciwko, może spotkamy się w sobotę?
Zamilkłam. Przegryzłam wargę delikatnie kiwając głową. Oliver uśmiechnął się do mnie i odszedł, natomiast mnie..no cóż...totalnie zatkało.
*********
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje, ale brak czasu, a na dodatek od pewnego czasu męczą mnie problemy, więc nawet nie potrafię skupić się, żeby napisać rozdział:( Wiem, że krótki, ale następny postaram się napisać o wiele dłuższy, a na dodatek pojawi się on jeszcze w najbliższym czasie:)

1 komentarz:

  1. AAAA genialny! Ale się wkurzyłam, że ona tak łatwo wybaczyła Nathan'owi.
    I jestem ciekawa co się wydarzy na sobotnim spotkaniu :D / czekoladka

    OdpowiedzUsuń