Gdy się obudziłam, pomrugałam kilka razy powiekami próbując przyzwyczaić się do panującego światła. Leżałam na dużym łóżku i byłam przykryta grubą, ubraną w ładną, błękitną pościel, kołdrę. Wstałam niepewnie kierując się w stronę drzwi. Nie byłam w swoich ubraniach. Miałam na sobie za dużą, męską bluzkę i krótkie, damskie spodenki od piżamy.
Wchodząc do następnego pomieszczenia, zauważyłam Oliver'a, który spał na kanapie ledwie przykryty kocem. Salon był naprawdę ładnie urządzony. Każda rzecz była starannie dobrana, tapety wraz z podłogą współgrały z całością. Mimo dużych okien, które zakrył żaluzjami, przebijało się do środka naprawdę dużo światła. Widziałam również duży regał z książkami, co wskazywało, że Oli dużo czytał. Naprzeciwko kanapy znajdował się płaski telewizor, który wisiał na ścianie, natomiast obok komody z płytami było lustro.
Westchnęłam widząc swoje odbicie. Włosy były w kołtunach, tusz rozmazał mi się pod oczami, a na dodatek na szyi zauważyłam dużą ranę. Dotknęłam jej opuszkami palców cicho sycząc.
Przypomniały mi się wcześniejsze zdarzenia, ciemne oczy Nathan'a, kiedy dotknął mnie gorącym prętem, wzrok pełen wściekłości Oliver'a i ciemność, która ogarnęła mnie na chwilę po wszystkim.
Wytarłam rozmazany tusz palcami, znalazłam szczotkę i rozczesałam włosy, natomiast zaraz potem obudził się Oliver. Spoglądał na mnie zaspany. Przeczesał ręką niesforne włosy, a zaraz potem jakby coś w niego wstąpiło podbiegł do mnie obejmując kurczowo ramionami. Odepchnęłam go zdenerwowana.
-O co w tym wszystkim chodzi?-Próbowałam krzyknąć, jednak rana nie pozwalała mi na wiele.
Odruchowo przeniosłam wzrok na jego szyję, która posiadała takie same obrażenie jak ja. Przełknęłam ślinę. Czułam się taka bezradna, nic nie rozumiałam z tej historii.
-Posłuchaj, Gracie-odparł cicho cofając się o krok.-Naprawdę chciałbym ci to wytłumaczyć, ale nie mogę, mogłoby stać się ze mną różne nieprzyjemności, gdyby oprócz ciebie i mnie, dowiedziała się na przykład Sue...
-Nie dowiedziałaby się-przerwałam mu szybko.-Błagam Oliver, zaczynam już wariować.
Odszedł kilka kroków ode mnie, oparł się rękami o parapet spoglądając intensywnie w okno. Zastanawiał się długo. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy nie zamyślił się za nadto.
Żeby czymś się zająć, poskładałam koc, który leniwie spadał z kanapy, poduszki, które w nocy musiały osunąć się ułożyłam na fotelu. Czułam na sobie wzrok chłopaka. Spojrzałam na niego nieśmiało.
-W porządku-westchnął.-Powiem ci, ale jutro, dobrze? Tutaj nie jest bezpiecznie, znam jedno miejsce, które jest strzeżone i nic złego się nie stanie. Dzisiaj powinnaś wrócić do domu, twój tata i siostra pewnie się martwią.
-O cholera! Jak długo tutaj jestem?-Zapytałam przerażona.
-Spokojnie, nie minęło aż tak długo, przespałaś całą noc i trochę poranka, wszystko w porządku, Grace, powiedziałem David'owi, żeby przekazał Sue, że nic ci nie jest-uśmiechnął się lekko, mimo swoich smutnych oczu.-A no tak, piżamę ubrała ci moja przyjaciółka, spodenki zresztą masz od niej. Zostawiła ci ciuchy na zmianę, możesz pożyczyć ode mnie jakąś bluzę, bo na dworze jest dosyć zimno, naprzeciwko ciebie jest łazienka, a ubrania i ręcznik znajdziesz na wieszaku. Zrobię nam śniadanie.
Pokiwałam głową. Weszłam do łazienki. Było to jedyne pomieszczenie w którym nie było tak jasno. Niewielkie okno znajdowało się naprzeciwko prysznica. Wzięłam do ręki wieszak przyglądając się rzeczom pozostawionym przez znajomą Black'a. Westchnęłam cicho. Dzięki swojemu niezbyt wysokiemu wzrostu, ubrania będą na mnie trochę wisieć. Odłożyłam je z powrotem kątem oka dostrzegając bluzę. Była ciemnogranatowa i na pewno będę w niej dosyć śmiesznie wyglądać, biorąc pod uwagę, że większość odzieży była dla mnie za duża. Poskładaną piżamę odłożyłam na blat. Wchodząc do kabiny niepewnie odkręciłam wodę. Była naprawdę ciepła i koiła moje spięte ciało. Zmoczyłam włosy, czując jak mokre kosmyki dotykają moich pleców. Skorzystałam z jego szamponu i płynu do mycia ciała. Teraz wiedziałam co od niego tak intensywnie czułam.
Zauważyłam, że nową szczoteczkę pozostawił na umywalce, poczułam się naprawdę miło, że tak troszczył się o mnie.
Włosy owinęłam ręcznikiem i wyszłam z łazienki czując, że ubrania wiszą na mnie. Musiałam kilka razy podwijać nogawki, abym się o nie nie zabiła.
Gdy chłopak mnie zobaczył wybuchnął śmiechem. Zmierzyłam go spojrzeniem.
-Przepraszam-odezwał się rozbawiony. Postawił na stole tosty i gorącą herbatę starając się opanować śmiech.-Ja już zjadłem, także pozwól, że teraz skorzystam z toalety, jak wrócę masz wszystko zjeść inaczej zostawię cię tutaj i będę dokarmiać, chudzinko.
Przewróciłam oczami biorąc się za śniadanie,
Kiedy wrócił, zostawiłam jednego tosta nie mogąc już nic przełknąć. Włosy zdążyły już prawie wyschnąć, były tylko lekko wilgotne, dlatego spięłam je w długiego warkocza.
Wychodząc wycierał czuprynę ręcznikiem. Czułam się przy nim niezręcznie, wszystko w jego domu było w każdym względzie dopasowane, nawet ubrania, które ubierał wydawały się niezwykle dobrze dobrane. Odłożył ręcznik z powrotem do łazienki lekko zahaczając o łańcuszek, który nosił. Nie miał on żadnej zawieszki, ale myślę, że miał dla niego duże znaczenie, skoro nigdy nie widziałam go bez niego. Gdy włożył naczynia do zlewu, ubraliśmy się w kurtki i buty i weszliśmy do jego garażu. Zauważyłam tam motor i białe, duże bmw.
-Skąd ty na to wszystko masz pieniądze?-Zapytałam podejrzliwie podnosząc jedną brew.
-Moi rodzice umarli, większość rzeczy dostałem od nich ze spadku-mruknął.
-Ja...przepraszam, naprawdę, przykro mi...
-Boże, Grace-westchnął odpalając silnik.-Nic się nie stało.
Odjechaliśmy kierując się w stronę mojego domu. Nie mieszkał daleko ode mnie, dzieliły nas tylko dwie ulice. Zaparkował pod moim domem. Spoglądał na mnie z troską.
-Uważaj na siebie, dobrze? Nie wychodź sama z domu, najlepiej żebyś z tym do jutra zaczekała aż po ciebie przyjadę, będę o 8, nie ubieraj się za grubo.
Kiwnęłam głową i wyszłam z auta. Dopiero, kiedy weszłam do środka, Oliver odpalił z powrotem samochód.
***
Kilka godzin później odwiedziła mnie Sue. Przyniosła kubek lodów i razem siedziałyśmy na kanapie delektując się chwilami wolności.
-Jak ty zamierzasz spotkać się z Oliver'em, skoro jutro jest szkoła?-Zapytała z buzią pełną lodów.
-Jezu, zapomniałam...trudno, nic mi się nie stanie jak jeden raz ją opuszczę-mruknęłam przełączając kanał.
Spojrzała na mnie zaskoczona. Nie skomentowała tego co powiedziałam.
-Jesteśmy z David'em razem-wtrąciła, kiedy po raz kolejny zmieniłam kanał.
Zaskoczona rzuciłam się przytulając się. Zaśmiała się głośno.
***
Zgodnie z prośbą Oliver'a, nie ubrałam się za grubo, mimo że stojąc pod domem trzęsłam się. Zawiozłam małą do szkoły i wróciłam z powrotem do domu. Za osiem ósma Oliver zaparkował pod moim domem. Wsiadłam do auta uśmiechając się lekko. Widziałam, że nie jest wcale zachwycony głównie tym co musi mi powiedzieć, dlatego widząc jego zimne spojrzenie, uśmiech od razu zszedł mi z twarzy. Zapięłam się pasem i odwróciłam wzrok spoglądając w okno. Czułam na sobie spojrzenie Oliver'a, ale po chwili odpalił ponownie silnik i pojechał w przeciwną stronę od miasta. Oglądałam jak domy coraz rzadziej pojawiają się za oknem, a za ich miejsce można było zobaczyć łąki, na których zdążył już stopnieć śnieg. Rzeczywiście, im dłużej jechaliśmy, tym robiło się coraz cieplej na dworze, kilka ludzi, których minęliśmy w tym rejonie, nie śmieli nawet pomyśleć o kurtkach. Czując, że auto powoli nagrzewa się od słońca, ściągnęłam kurtkę i rzuciłam ją na tylne siedzenia. Przeczesałam ręką włosy nie racząc nawet spojrzeć na chłopaka. Z radia puścił muzykę. Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że kołyszę się ciągle w rytm melodii. Kątem oka spojrzałam na niego. Niewinny uśmiech rozjaśnił mu twarz.
Po ponad dwóch godzinach, dojechaliśmy na miejsce. Gdy obydwoje wyszliśmy z auta, skórzaną kurtkę przerzucił przez ramię idąc przed siebie. Byliśmy na totalnym pustkowi, poczułam jak piasek drażni pod wpływem wiatru moje policzki. Nie było widać tutaj żadnej żywej duszy.
-Dlaczego zawiozłeś mnie aż tutaj?
Spojrzał na mnie. Abym mogła przyjrzeć się jego oczom, musiałam podnieść lekko głowę.
-Przypatrz się.
Zaczęłam wytężać wzrok, dalej przed nami rozciągała się duża brama otwierająca kopułę. Podeszliśmy w dane miejsce. Moim oczom ukazał się ogromny park. Dookoła nas było pełno drzew, na środku znajdował się duży staw, w którym pływało kilka łabędzi. Zdążyłam zauważyć kilka krzewów z malinami, jagodami i truskawkami. Oliver zachęcająco kiwnął w ich kierunku. Zerwałam więc z każdego krzaku po dwa owoce. Podałam mu kilka uśmiechając się niepewnie. Jego kąciki podniosły się lekko w górę. Plony z krzewów były naprawdę słodkie i pyszne. Nieśmiało zerwałam jeszcze kilka znowu dając chłopakowi po jednym z danego gatunku. Pociągnął mnie za nadgarstek, abym nie zrywała ich już więcej. Przeszliśmy przez mostek, mijając kilka gatunków ptaków nad nami. Jeden z nich usiadł na balustradzie przechylając lekko główkę. W ręce miałam jeszcze jeden owoc, więc wyciągnęłam w jego kierunku dłoń. Ochoczo wziął ją do dzioba i odleciał zostawiając nas samych. Szliśmy jednak dalej, szum drzew i płynącej wody, niszczył ciszę pomiędzy nami. W rogu, naprzeciwko stawu, zauważyłam białą ławkę, która zdążyła już lekko zardzewieć. Chłopak wyciągnął dwie puszki gazowanego napoju spod siedzenia. Wręczył jedną mi, jednak nie otwarłam jej.
-Nie mam ochoty jej pić, chcę wyjaśnień...-mruknęłam naburmuszona.
Oliver zaśmiał się cicho.
-Jesteś uparta, wiesz?
Kiwnęłam głową i wzruszyłam ramionami. Podszedł do stawu biorąc jeden z bliższych kamieni. Zaczął rzucać żabki, nie zważając na to, że nadal stałam i czekałam na wytłumaczenia. Zdenerwowana ruszyłam w jego kierunku chwytając go za nadgarstek.
-Też uważam, że jest tutaj ślicznie, dziękuje że mnie tutaj zabrałeś, da się w końcu odetchnąć...ale Oliver, do jasnej cholery, mógłbyś w końcu powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?
Odwrócił się do mnie. Spoglądał przez chwilę w moje oczy, a później opuszkami palców dotknął mojej szyi. Zasyczałam cicho przechylając głowę, jednak nadal nie wziął palców z rany. Po kilku sekundach poczułam, że ból znika, że coraz mniej go czuje. Jego dotyk pozbawiał mnie cierpienia, mogłam tutaj długo stać, czując że wszystko inne powoli znika i staje się lepsze, jednak niechętnie odsunęłam się od niego.
Wziął głęboki oddech przygotowując się do wyjaśnień.
Anka ale ty mnie wkurzasz -,- czekam na następny rozdział :*
OdpowiedzUsuńughh.
OdpowiedzUsuńNo to czekam na te "WYJAŚNIENIA" :/
co za ciołek z cb :*