poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 10

Leżałam na łóżku czekając na Sue, która miała przynieść nam herbatę i brystol  z piwnicy. Wróciła jak zwykle uśmiechnięta upinając włosy w niesfornego koka. Zaczęłyśmy robić projekt.
-Sue? Wiesz może kim była dziewczyna, w długich czerwonych włosach, co była na naszych dniach otwartych?
Spojrzała na mnie unosząc brwi.
-Szczerze ci powiem, że o to samo miałam cię zapytać. David z Oliver'em byli naprawdę zdenerwowani widząc ją. Jak spytałam się o nią Davida, nie chciał mi nic powiedzieć. Mówił tylko, że to stare sprawy Olivera.
Westchnęłam obracając się na brzuch.
-Nie mogłabyś go podpytać?
Wzruszyła ramionami.
-Mogę spróbować.
Uśmiechnęłam się szeroko, szczerze jej dziękując. Dopiłam herbatę i pomogłam jej sprzątać.
-Grace?-Odwróciłam się do niej.-Wiesz co dzieje się z Nathanem? Nie widzę go już od dobrych kilku tygodni.
Pokręciłam głową. Sama byłam ciekawa co dzieje się z naszym przyjacielem. Po tym jak okazało się, że ktoś przejął jego ciało, wolałam nawet nie myśleć, co się z nim teraz dzieje.
Jednak ciekawość była większa i zamierzałam dowiedzieć się gdzie on się teraz znajduje.
***
Rano obudził mnie głośny budzik na poranny trening z Oliver'em. Nie oszczędził mi nawet soboty, która była jednym dniem, w którym mogłam się wyspać. Założyłam poduszkę na głowę obracając się na prawy bok. Powieki zaczynały mi się znów zamykać. Po kilku minutach otworzyłam znowu oczy, spanikowana spoglądając na zegar. Za pięć minut miałam być gotowa.
Zerwałam się jak najszybciej z łóżka, przeczesałam szczotką włosy spinając je w wysoki kucyk. Szybko zaczęłam się ubierać, chwyciłam za butelkę wody i zbiegłam na dół. Skarciłam się w myślach, za swoje głośne tupanie. Wyszłam z domu, zamknęłam go i spojrzałam w stronę ulicy. Stał tyłem do mnie. Rozmasowywał kark.
Słysząc moje kroki, odwrócił się. Miał surowe spojrzenie.
-Dotrzymuj mi tempa. Biegnij tuż obok mnie.
Skinęłam głową zaczynając biegnąc równocześnie z nim. Zmienił naszą trasę. Tym razem przedzieraliśmy się przez nadal ciemny las. Bałam się, że spuszczę go z oczu, bo momentami musieliśmy biegnąć gęsiego, tak aby przebiegnąć przez wąskie dróżki. Starałam się opanować oddech. Kątem oka spoglądałam na jego klatkę piersiową dopasowując swoje wdechy i wydechy do jego. Zaczęły boleć mnie łydki. Gryzłam wewnętrzny policzek odwracając uwagę od bólu.
Zatrzymaliśmy się nad niewielkim mostkiem. Pod nami płynęła rwąca rzeka.
Zaczęliśmy ćwiczenia. Gdy Oliver stwierdził, że w końcu nauczyłam się czegokolwiek z samoobrony, wymyślił inne przerażające zadanie.
-Musisz chwycić się tej barierki. Będziesz wisieć nad rzeką. Od ciebie zależy czy spadniesz do niej, czy nie, twoim zadaniem jest utrzymanie się na rękach. Będę odmierzać czas.
-Chyba sobie żartujesz-warknęłam pełna złości.
Jego oczy zrobiły się ciemniejsze. Podszedł do mnie, widziałam, że miał zaciśnięte usta.
-Jeżeli powtórzy ci się sytuacja z twojego wejścia do nas, jeśli będziesz w tym samym miejscu, a ktoś cię zepchnie, uwierz, nie powrócisz ani tutaj, ani do mnie. Zginiesz wśród nieczystych dusz. Ciesz się, że obudziłaś się wtedy w dobrą chwilę, inaczej wątpię, abyśmy teraz rozmawiali.-Przełknęłam ślinę. Bałam się jego tonu głosu, a także przerażająco czarnych oczu.-Więc z łaski swojej, rób to co ci każę.
Skinęłam przestraszona głową. Przeszłam przez barierkę starając nie patrzeć się w dół. Chwyciłam się mocno rurki opuszczając się ze strachem w dół. Ciągle spoglądałam na chłopaka, obserwowałam jego ruchy, nie spuszczałam wzroku od jego ciemnych oczu i liczyłam każdy zarys mięśni na jego ramionach. Wzięłam głęboki oddech. Nie potrafiłam się już utrzymać, więc pod wpływem emocji zerknęłam na dół. Serce podskoczyło mi do gardła, widząc z jaką szybkością płynie woda.
Wydawało mi się, że minęła już cała wieczność.
-Oliver...ja już nie potrafię.
Spojrzał na mnie, a później na zegarek. Pokręcił zniesmaczony głową. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Podciągnęłam się do góry i ponownie przeszłam barierkę. Nie ważyłam się nawet na niego spojrzeć. Wypiłam kilka łyków swojej wody, a koszulką otarłam nieproszone łzy.
-Nie dam rady dzisiaj już z tobą być. Wrócę sama do domu..
Gdy już przygotowałam się do biegu, chwycił mnie za nadgarstek. Jego spojrzenie złagodniało. Otarł mi kilka łez, które zostały jeszcze na moich policzkach.
-Księżniczko..nie chciałem, aby stała ci się krzywda. Po prostu wiedziałem, że dasz sobie radę. Musisz być przygotowana na takie sytuacje.-Chwycił w dłonie moją twarz.-Nie wiem co bym zrobił, gdybym cię stracił.
Wzięłam nerwowo jego ręce.
-Gdyby naprawdę ci na mnie zależało, nie ukrywałbyś tylu rzeczy przede mną. Co się stało z Nathan'em? Kim jest ta dziewczyna, która ostrzegała mnie przed tobą?
Pokręcił głową odwracając wzrok. Znów zaczął masować swój kark.
-Nie wiem co się stało z Nathan'em, odkąd jestem na Ziemi, zostałem pozbawiony wielu informacji. Myślę, że powróci do swojego ciała, aż osoba, która mu go zabrała skończy bawić się jego kosztem.-Widząc nadal moje gniewne spojrzenie, znowu pociemniały mu oczy ze złości.-Do cholery, Grace, w porządku, załatwię to. Dowiem się co się z nim dzieje...ale nie patrz tak na mnie.
-Wybacz, Oliver, ale nie potrafię cię zrozumieć. Momentami jesteś naprawdę wspaniały, nawet czasami myślę, że pomiędzy nami mogłoby coś być, ale twoje huśtawki humoru przerażają mnie. Muszę już wracać do domu.
Wiem, że chciał coś jeszcze dodać, ale nie miałam już sił, aby go słuchać. Musiałam odpocząć.

***
-Sue, ty nie mówisz poważnie, prawda?-Mruknęłam przełączając ponownie kanał.
-Chciałabym.-Usłyszałam przez słuchawkę telefonu.-Odwołali nam ferie zimowo-wiosenne. Stwierdzili, że nasza szkoła opuściła zbyt wiele dni przez większość awarii. Na litość boską, ale dlaczego my musimy na tym cierpieć?!
-Od rana się nad tym zastanawiam-westchnęłam.
-No nic, przyjedź po mnie za dziesięć minut-mruknęła rozłączając się.
W szkole, na spotkanie grupy redakcyjnej przyszła czerwonowłosa. Dowiedziałam się od znajomych, że przepisała się na drugi semestr do naszej szkoły, jej poprzednia przeniosła ją tutaj z niewiadomych powodów.
Podeszłam do niej, byłam odpowiedzialna za nowych członków i kontrolowanie wydawanych artykułów, a także przydzielania zadań. Chrząknęłam.
-Nazywam się Grace Smith, jestem główną naczelną. Jak się nazywasz i w czym się widzisz?
-Alex Hedwig, myślę, że mogę sprawdzić się we wszystkim, we wcześniejszej szkole, też należałam do takiego kółka.
Skinęłam głową prowadząc ją do jej biurka.
-A czemu nadal tam nie jesteś?
Zaśmiała się beztrosko.
-Gnębili mnie, dyrektorka zdecydowała, że to będzie najlepsze rozwiązanie.-Uśmiechnęła się słabo.
-Hm, może chciałabyś napisać o tym artykuł? Niekoniecznie o sobie, ale coś, aby pokazać niektórym prześladowcom co o tym myślisz? Taki artykuł zmuszający do myślenia? Możesz też w razie czego użyć jakiegoś pseudonimu.
Jej oczy rozjaśniły się ze szczęścia.
-Jasne, to świetny pomysł.
-Super, dam ci za niedługo znać czy masz ograniczone miejsce, bo nie ja zajmuje się czcionkami i wielkością.
Po zakończonych pracach, pozbierałam swoje rzeczy z biurka. Czerwonowłosa robiła to samo.
-Grace?-Dotknęła mojego ramienia, kiedy zamykałam salę.-Chciałabym cię przeprosić, musiałaś o mnie sobie naprawdę pomyśleć, kiedy mówiłam ci o Oliveru, ale chciałam się tylko ostrzec. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną i mam nadzieję, że on cię nie zniszczy.
Spojrzałam na nią.
-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-Och...po prostu uważaj na siebie, dobrze?
Skinęłam głową odprowadzając ją wzrokiem.
***
Obudziłam się z krzykiem w nocy. Przedstawiała mi się Alex w męczarniach, na które bez skrupułów spoglądał mój anioł stróż. Wyglądała tak bezbronnie, było mi tak jej szkoda.
Później zamiast jej twarzy, widziałam swoją.
Widziałam siebie.
Długie czerwone włosy zamieniły się w blond, a szare oczy straciły błysk, kolor ich zmienił się tak samo szybko jak za jej miejsce pojawiłam się ja.
Po moich policzkach płynęły łzy, kiedy w głosie ciągle brzęczał mi głos, że nie pozwoli mnie zranić, a tam jednak spoglądał na mnie bez cienia emocji.
Zupełnie obojętny.
A może po prostu bezsilny?
***
Przy stoliku siedziałyśmy same z Sue. Oliver i David, nadal się nie pojawiali.
Z tacą podeszła Alex, uśmiechnęła się do nas nieśmiało.
-Czy...czy mogłabym do was się przysiąść? Bo wszyscy już jednak mają miejsca i...
-Jasne, siadaj.-Odparła Sue przysuwając się tak, aby dziewczyna miała miejsce, aby usiąść.
Czerwonowłosa, mając buty na płaskiej podeszwie była nawet niższa ode mnie. Miała drobną postawę, chude nogi i ręce, a także uwydatnione policzki. Uśmiechała się szczerze i po dłuższej rozmowie z nią, naprawdę była miła i wesoła. Dziwiłam się dlaczego chłopacy tak jej nie znosili. Była urocza i nie zachowywała się jak czysta idiotka. Ceniłam to.
Po wyjściu ze szkoły, opierał się o mój samochód Oliver.
-Widzę, że się zaprzyjaźniłyście...
Przewróciłam oczami otwierając auto.
-Błagam cię, Grace. Nie słuchaj zawsze tego co inni ci mówią.
-Czyli równie dobrze mogę nie słuchać Ciebie.
Westchnął podnosząc oczy do góry.
-A zresztą, po co ja się martwię? Mam tylko doprowadzić do tego, abyś w razie czego, po przejściu na stronę zmarłych była przygotowana. Nie musimy się nawet przyjaźnić, mam gdzieś co o mnie myślisz, bądź gotowa jutro o 4.
-Czemu tak wcześnie?-Jęknęłam.
Wzruszył ramionami bez cienia uśmiechu.
-Nie zrozumiałeś mnie. Jeśli ty unikasz tematu o niej, a ona o tobie nie, będzie mi łatwiej od niej coś wyciągnąć.
-Dowiesz się tylko jakim jestem bezuczuciowym draniem, nic nowego.
Odszedł nie oglądając się nawet za siebie.
-Ale nim nie jesteś...-szepnęłam.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 9

Dedykacja do Wiśni, bo to mój supi fan haha:*
Obudził mnie budzik. Zaspana spojrzałam na wyświetlacz, piąta dwadzieścia. Wstałam niechętnie z łóżka, poszłam umyć zęby pomalowałam delikatnie rzęsy tuszem, a rozczesane włosy spięłam w wysoki kucyk. Przebrana, wyszłam przed dom. Oliver już tam stał. Uśmiechnął się do mnie. Wiedziałam, że rzadko to robi, dlatego cieszyłam się, że obdarzył mnie nim.
-No to księżniczko, spróbuj mnie dogonić, to będzie twoja rozgrzewka-puścił mi oko i ruszył szybkim biegiem przed siebie. Zaskoczona rzuciłam się do pościgu za nim. 
Po kilku minutach zaczynałam odczuwać jak mój oddech robi się płytki, a nogi uginają się pode mną. 
-Oliver! Nie dam już rady, błagam, zatrzymaj się!-Krzyknęłam.
Słyszałam odprężony i bez żadnych trudności spokojny głos. 
-Dasz radę, jeśli zdołasz mnie złapać, zakończymy twoją rozgrzewkę.
-To nie rozgrzewka! To mordęga! 
Słyszałam jego cichy śmiech. Zwolnił trochę, chyba tylko po to abym go złapała, jednak jeśli już byłam blisko dotknięcia go, przyśpieszył. Westchnęłam. 
Zatrzymał się, a ja z całą szybkością wpadłam na jego plecy. Odbiłam się od nich i wylądowałam na ziemi. Wstrzymywał się od śmiechu, rozbawiony podając mi dłoń.
-Bardzo śmieszne-warknęłam otrzepując się od ziemi. 
Dopiero teraz zauważyłam gdzie się znaleźliśmy. Byliśmy w oddalonej części miasta. Ze wzgórza było wszystko widoczne. Zdążyłam dostrzec oddalone budynki, centrum miasta i duży park. Samochody już nawet o tej porze jeździły po głównych ulicach. Wzięłam głęboki oddech. Serce biło mi jak oszalałe, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Chłopak rzucił mi wodę. Wypiłam prawie całą zawartość za jednym tchem. Odwróciłam się do niego. Uważnie mnie obserwował.
-Zanim dojdziemy do części związanej z twoim kontrolowaniem do wejścia zmarłych, musimy popracować nad twoją samoobroną.
-Co? Przecież to potrafię..
-Ciekawe..bo jak odbywały się zajęcia z samoobrony nie widziałem cię na nich.
Na mojej twarzy wpełznął delikatny rumieniec.
-Tak..ale na wfie ćwiczyliśmy kilka chwytów, potrafię je zrobić.
-W porządku-odezwał się.-Wypróbuj je więcej na mnie.
-Słucham?!-Pisnęłam.
Chłopak spojrzał na mnie bez cienia uśmiechu.
-Muszę być pewny, że jeśli nie czuwam nad tobą, dasz sobie w pewnych sytuacjach radę.
Przegryzłam wargę podchodząc do niego niepewnie. Zdecydowanym ruchem próbował mnie wytrącić z równowagi, ale szybko chwyciłam za jego przedramię pociągając...za słabo, bo widziałam jak jego kąciki ust podnoszą się nieśmiało w górę. Próbowałam wyrwać się z jego uścisku, ale na nic były moje trudy. Gdy już chciałam wykorzystać następny chwyt, który kiedyś pokazywał mi nauczyciel, chłopak przerzucił mnie tak, że zrobiłam salto i w ostatnim momencie, przed dotknięciem ciałem o trawę, złapał mnie.
Pokręcił zniesmaczony głową.
-Masz tyle predyspozycji, aby wygrać, że śmieszy mnie jak ty to robisz. Po pierwsze twój wzrost, dzięki niemu jesteś zwinna i szybsza. Mięśnie brzucha-dotknął ich swoimi dłońmi, a moje ciało poczuło przyjemne dreszcze.-Dokładnie tak powinny się napinać, musisz nad nimi panować. Postawa, którą przyjmujesz jest bardzo łatwa do pokonania cię. Ugnij kolana i trzymaj ręce tak, aby w razie konieczności zasłonić się nimi.
Skinęłam niepewna głową. 
-Skąd ty to wszystko wiesz?
-Nie bez powodu mam miano anioła stróża, nie uważasz?-Szepnął do mojego ucha aksamitnym głosem. 
Znowu mój brzuch napiął się. Przyjęłam pozycję jaką mi kazał i w razie czego byłam zdolna uskoczyć w bok. 
Nasze ćwiczenia trwały dosyć długo. Cieszyłam się, że dzisiejszego dnia przychodzimy dopiero na dwunastą, aby zapraszać młodsze klasy do naszej szkoły. Miało odbyć się też przedstawienie, w którym brałam udział jako narratorka. Wystarczyło, że będę czytać tekst z kartki. 
Pot zaczął lepić mi się do koszulki. Byłam już wykończona, a zarazem przerażona, że każde dotknięcie Oliver'a, wywoływało u mnie takie emocje. 
Nigdy nie byłam zakochana i nawet nie wiedziałam jak to jest. 
Bywało, że spotykałam się z chłopakami na randkach, ale nigdy przy ich dotyku nie czułam się jak z Oliver'em. 
-Szybko się uczysz, ale minie jeszcze kilka dni zanim wszystko dojdzie do końca. Pamiętaj, Grace, musisz być zawsze czujna. Tutaj już nie jest bezpiecznie. 
-Dlaczego nie zajęliśmy się od razu czymś ważniejszym? Przecież jeśli oni mnie zabiją, to nie opanuje tego.
-Jeśli cię złapią, to mogą tego dokonać. Najpierw musisz nauczyć się walczyć. Czy ty myślisz, że tam u góry jest wszystko poukładane?
-Tak, tak właśnie myślałam-mruknęłam spoglądając na niego.
-No to się zawiedziesz. Dopiero po pewnym czasie doznasz spokoju, uwierz mi. Nawet ja tego nie dotrwałem.
Przegryzłam wargę odwracając wzrok.
***
W szkole pojawiło się wiele nowych twarzy. Na początku wszystkim napotkanym osobom rozdawałam ulotki. Niektórzy dziękowali i uśmiechali się, a inni nawet nie sięgnęli po nie ręki. Dziwiłam się. Przecież rozważali opcję dostania się tutaj, powinni wiedzieć jak najwięcej o naszej szkole.
Kilka razy minęłam się z Oliver'em na korytarzu. Nie obdarzył mnie swoim uśmiechem. Spoglądał niespokojnie przed siebie.
Zaczepiłam go, kiedy zastałam go samego, bez Davida. Spojrzałam na niego próbując wyczytać cokolwiek z jego oczu.
-Oliver, co jest?
Pokręcił głową i bez obejrzenia się, po prostu odszedł. Przeklęłam w myślach idąc na salę gimnastyczną.
Wszystko było już przygotowane. Przy stołach kręciło się dużo ludzi, w poszukiwaniu darmowego napoju i picia. Na przystrojonych ścianach, wisiały zdjęcia grupy teatralnej, wolontariackiej, sportowców, muzycznej, redakcyjnej, matematycznej i odkrywczo-historycznej. Zaśmiałam się w duchu spoglądając na zwariowane zdjęcia moich znajomych. Nawet na jednych ze zdjęć stałam ja. Byłam główną naczelną w grupie redakcyjnej, sama zresztą musiałam dopilnować, aby wszystkie artykuły i ilustracje, które zostały wywieszone na szkolnych korytarzach, a nawet tutaj, prezentowały się jak najlepiej. Czasami uczęszczałam nawet do grupy muzycznej, pełniłam głównie rolę gitarzystki i chórku. Mimo wszystko uśmiechnęłam się widząc jak Nathan obejmuje mnie na wspólnym zdjęciu należącego do kółka muzycznego. Brakowało mi go.
Chciałam, aby mi pomógł. Wiedziałam, że ostatnie tygodnie nie należały do niego, że nie był niczemu winny.
Marzyłam o tym, abym mogła znowu z nim porozmawiać. Jak z prawdziwym przyjacielem.
Niepewnie podchodziły do mnie młodsze dziewczyny uśmiechając się nieznacznie. Pytały o wszystko związane z grupą redakcyjną, czasami dopytywały się o innych przedstawicieli poszczególnych zainteresowań. Wprost z przyklejonym uśmiechem wskazywałam im ich.
Gdy odeszły znowu rzuciłam okiem na zdjęcia, znalazłam go. Oliver należał do grupy matematycznej i sportowców. Nie uśmiechał się. Razem z innymi jego przyjaciółmi, stał z założonymi rękami spoglądając prosto w obiektyw. Wyglądał na pewnego siebie, przystojnego chłopaka.
Kiedy dobiegła godzina szesnasta szybko weszłam na scenę. Powitałam wszystkich i opowiedziałam krótko o tym co dzieje się w naszej szkole. Zauważyłam, że większość słuchała uważnie od czasu do czasu wymieniając się uwagami.
-Jeżeli ktoś miałby jakiekolwiek dodatkowe pytania, proszę kierować je do naszej przewodniczącej, Natalie Evans, ewentualnie do każdego z przedstawicieli kół. Grupa teatralna jednak chciałaby przedstawić wam krótkie przedstawienie. Serdecznie zapraszam do oglądania.
Stanęłam z boku, od czasu do czasu pełniąc rolę narratora, czytając głośno i wyraźnie.
Sue grała główną rolę. Była naprawdę świetną aktorką. Zauważyłam, że David nie potrafił spuścić z niej oka.
Jedna z nowych uczennic niepokoiła mnie. Spoglądała prosto na mnie. Nawet gdy zaskoczona podnosiłam brwi, nie odwracała wzroku. Miała duże szare oczy i długie, sięgające aż do pośladków, czerwone włosy. Czasami uśmiechała się złośliwie kręcąc kosmyk włosa na palcu. Niepewnie spojrzałam na Oliver'a, który widział mój niepokój w oczach.
Najdziwniejsze było to, że dziewczyna wyglądała na więcej niż szesnaście lat, mogłam jej spokojnie dać z dobre dziewiętnaście, choćby kończyła już tą szkołę.
Kiedy myślała, że nie widzę, spoglądała ukradkiem na mojego anioła stróża. Był to wzrok pełen rozmarzenia i tajemnic, które nie mogłam pojąć.
***
Po przedstawieniu zdecydowanym, szybkim ruchem podeszła do mnie czerwonowłosa. W wysokich butach przewyższała mnie o może dwadzieścia centymetrów, dlatego schyliła się ku mojego ucha.
-Uważaj na Olivera...nie bądź w stosunku do niego zbyt ufna, ja zaufałam i nie wyszłam z tego zbyt dobrze..
-A niby czemu miałabym ci uwierzyć?-warknęłam.
Zaśmiała się.
-Rób jak chcesz, ale potem nie przychodź z płaczem.
-Do ciebie nigdy.
-Posłuchaj, Grace-mruknęła zniżając ton.-Mówię po prostu to z czystej grzeczności, nie z urazy. Musisz na niego uważać. Oliver jest impulsywny, a czasami nawet agresywny. Jest dobry, to na pewno, na pewno nie rani kogoś dobrowolnie, ale znam go i nie chcę, abyś przez niego cierpiała.
-Nie musisz się o to martwić.-Usłyszałam za swoimi plecami głos Oliver'a. Poczułam dreszcze na rękach słysząc jego chłodny ton.
Dziewczyna prychnęła i odeszła spoglądając na mnie ostatni raz.
-Kto to był?-zapytałam cicho.
-Nikt ważny..-oznajmił wymijająco.
Odwróciłam się do niego, ale on, od razu zawrócił idąc do Davida zdenerwowany.
Zaciekawiła mnie ta dziewczyna i zamierzałam dowiedzieć się o niej jak najwięcej.