ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA RYBKI<3
Obudziłam się. Poduszka była zaschnięta od wylanych łez. Podniosłam się z łóżka niechętnie. Na dworze panował straszny mróz i ciągle padał deszcz. Ta pogoda, była bardzo podobna do moich uczuć, do mojego stanu, w którym teraz się znajdowałam.
Dzień po całym zajściu, nie czułam nic. Nie czułam złości ani smutku. Byłam zupełnie pusta.
Pusta i bezsilna.
Dopiero następnego dnia, moje uczucia dały o sobie znać. Dostałam sms'a od Sue, że mam się nie załamywać i ubrać się tak, aby Oliver'owi wyszły oczy. Zaśmiałam się smutno w duchu. Przypomniałam sobie, kiedy chciałam zrobić jej na złość i założyłam swój sweter w misia.
Tym razem postanowiłam jej posłuchać.
Wzięłam swój beżowy sweterek i obcisłe czarne spodnie. Oczy podkreśliłam czarną kreską, a rzęsy mocniej wytuszowałam. Zakręciłam włosy na lokówce, po perfumowałam się swoim ulubionym zapachem wody toaletowej i wyszłam z łazienki.
Mimo że nie musiałam wcześnie wstawać, to i tak byłam niewyspana. Prawie całą noc nie spałam, ale postanowiłam nie dać po sobie znać, że jestem tak bardzo zmęczona. Zaparzyłam kawę i usiadłam w salonie włączając leniwie telewizor. Po schodach zeszła Rose uśmiechając się do mnie. Przetarła zaspane oczy.
-Zrobisz mi warkoczyka?-Zapytała nieśmiało siadając obok mnie.
-Jasne.-Trudno było mi się uśmiechnąć, ale zmusiłam się na delikatne uniesienie kącików ust.
Odwróciła się do mnie tyłem podając mi szczotkę i gumkę do włosów. Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo urosły jej włosy.
Zdałam sobie sprawę, że przez moje problemy, zupełnie zapomniałam o młodszej siostrze. Przez miesiąc jak robot odwoziłam i przywoziłam ją ze szkoły, czasami pytając ją co u niej.Nie zawsze jej słuchałam, co Rosie zdążyła zauważyć.
Nawet nie zwracałam uwagi na to jak przez ostatni czas się zmieniła.
Kiedyś przychodziła do mnie z niektórymi zadaniami, abym jej pomogła, jednak gdy zazwyczaj zbywałam ją, aby poszła do taty, bo nie mam czasu, rezygnowała z przychodzenia do mojego pokoju.
Byłam na siebie zła. Bardzo ją kochałam i chciałam, aby wiedziała, że może na mnie liczyć.
Przez moją samolubność, zamknęła się w sobie. Nie prosiła mnie już, abym podwoziła ją do jej koleżanek, nawet nie opowiadała o nich.
Gdy skończyłam, przerzuciłam warkocz na jej ramię, dopiłam kawę i poszłyśmy do auta.
W lusterku zauważyłam swoje przekrwione oczy. Pomrugałam kilka razy i spróbowałam się uśmiechnąć, szybko jednak kąciki ust upadły. Westchnęłam spoglądając na smutną twarz dziewczynki.
-Przepraszam, Rosie. Ostatnio miałam tyle spraw na głowie, że nawet nie wpadłam na to, aby zapytać jak u ciebie. Masz nadal tak wspaniałe przyjaciółki, jakie kiedyś posiadałaś?
Pokręciła głową. Kątem oka widziałam jej szklane oczy. Zapaliłam silnik kierując się w stronę jej szkoły.
-Chcesz o tym porozmawiać...?-Zapytałam.
Zauważyłam, że jej policzki zrobiły się całe mokre od łez.
-Nienawidzę tej szkoły. Nienawidzę tych dziewczyn. Nie chcę tam iść, Grace.
-Jeju, kochanie...czemu mi nie powiedziałaś? Co się takiego dzieje?
-Muszę iść do szkoły...?-Spytała.
Westchnęłam.
-Gdybyś nie poszła, byłaby to tylko ucieczka od problemów, słoneczko. Musisz stawić czoła problemom. Pokaż tym kretynom jaka wartościowa jesteś, że nie da się ciebie tak łatwo złamać, dobrze? Porozmawiamy zaraz po tym jak wrócę do domu, w porządku?
Kiwnęła głową.
Zatrzymałam się pod jej szkołą.
-Ty też już się nie smuć, Grace. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć i na pewno najlepszą dziewczyną w tym twoim całym liceum. Nie daj się frajerom-puściła mi oko śmiejąc się.
***
W szkole, objęła mnie ramieniem Sue.
-Mam do ciebie dwie super wiadomości-mruknęła uśmiechając się.
-Słucham?
-Pierwsza, to taka, że muszę znowu ci powiedzieć, że wyglądasz dzisiaj tak dobrze....że Oliver, nie spuszcza z ciebie oczu...z resztą nie tylko Oliver, przynajmniej połowa szkoły. A druga...do szkoły przyszedł Nathan. Szuka cię wszędzie.
Upuściłam z hukiem książki.
-Co?!
Sue zaśmiała się pomagając mi pozbierać książki.
-Dziwisz się z powodu twojego wyglądu czy Nathana?-Uśmiechnęła się.
-Nie ważne, wiesz może gdzie jest Oliver?
Podniosła zaskoczona brwi.
-Ani mi się waż dzisiaj do niego podchodzić.-Podeszła bliżej do mnie mierząc mnie spojrzeniem.
-Boże, Sue, ty nic nie rozumiesz...
-To mi wytłumacz!-Krzyknęła pełna złości.-Mam dosyć twoich sekretów. Nadal nie dowiedziałam się co tak naprawdę łączy cię z Oliver'em, kim jest Alex i o co chodzi z Nathanem.
Pokręciłam głową oddalając się od niej.
-Nie mogę ci odpowiedzieć na te pytania...
-Dzięki, wielkie dzięki-warknęła.-Cieszę się, że masz do mnie takie zaufanie.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę.
Westchnęłam.
Nie dość, że mój poranek nie zaczął się szczęśliwie, to musiałam jeszcze pokłócić się z Susanne.
Nathan, Boże, przecież on teraz nie jest sobą.
Nie dam rady sobie sama.
Musiałam odszukać Oliver'a.
Pobiegłam na dziedziniec, ale zaraz potem zwolniłam krok.
Nie mogłam wiecznie na niego polegać. Jeśli będzie wiedział, że zawsze, kiedy mam kłopoty biegnę do niego, aby mi pomógł, będzie czuł się niezastąpiony.
Będzie uważał, że niczego mnie nie nauczył.
Nie mogę się zachowywać jak wiecznie mała dziewczynka. Muszę w końcu znaleźć w sobie siłę i radzić sobie sama.
Po tym co zrobił, nie mogłam mu ufać.
Zawróciłam gryząc wargę.
Bałam się.
***
Na stołówce zauważyłam, że Sue dosiadła się do Oliver'a i David'a. Kilka sekund później z pełną tacą dosiadła się do nich Alex. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się promiennie ustępując jej miejsca przy Oliverze. Wzięła swój talerz usiadła obok swojego chłopaka opierając głowę na jego piersi. Uśmiechnął się do niej głaszcząc ją po policzku.
Cała czwórka była roześmiana.
Alex zajęła moje miejsce.
Westchnęłam. Dałam na talerz, te rzeczy na które miałam ochotę i usiadłam do naszego starego stolika. Ukradkiem ciągle spoglądałam na swoich przyjaciół. Oliver nie uśmiechał się jak wszyscy. Widać było, że coś go dręczy.
Potrafiłam to rozpoznać.
Czerwonowłosa ciągle opierała głowę o jego ramię, czasami dotykała jego dłoni, ale on nie reagował. Zawstydzona szeptała mu coś do ucha, na co w ogóle nie reagował.
Uderzyła go delikatnie w ramię. Odwrócił do niej twarz, ale nie spoglądał na nią.
Spoglądał prosto na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok. Kątem oka zauważyłam jak Alex spogląda w moją stronę. Zaśmiała się głośno.
Zbyt głośno rzucała na mój temat różne niemiłe uwagi.
Moje opanowanie, które tak wiele lat, utrzymywało się we mnie, wybuchło.
Byłam zła.
Miałam ochotę zrobić jej krzywdę.
Odniosłam tacę z talerzem, kierując się do ich stolika.
-Ta idiotka, nie ma w sobie nic interesującego, nic atrakcyjnego. Ha, nawet nie domyśliła się tego, że tak naprawdę mi się podobasz, Oli. Jest zupełnie głupiutka...Nie dziwię się czemu matka wybrała śmierć, zamiast opiekowania się nią i jej młodszą siostrą. Była zwykłym tchórzem.
Zacisnęłam pięść. Uwagi skierowane na mój temat, nie ruszały mnie tak bardzo, jak to kiedy zaczęła mówić w ten sposób o mojej mamie.
Trzymałam gardę wysoko i uderzyłam najmocniej jak umiałam w jej twarz.
Kostki pobielały mi od zaciskania, dlatego postanowiłam powtórzyć to, co zrobiłam wcześniej.
Spadła z ławki. Chroniła swoją twarz rękami. Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że to i tak jej nie uratuje.
Kopnęłam ją w brzuch.
Miałam ochotę zrobić znowu to samo, ale celując tym razem w głowę, lecz poczułam jak ktoś podnosi mnie do góry. Wierzgałam nogami krzycząc aby mnie puszczał.
Czułam jego zapach perfumu.
Udałam, że się uspokajam, jednak chłopak nadal chciał mnie wyprowadzić ze stołówki. Wykopałam nogą z całej siły w tył, uderzając go w krocze. Krzyknął pełen złości, puszczając mnie.
Pobiegłam do Alex, która próbowała podnieść się z ławki. Chwyciłam jej twarz, uderzając nią o moje kolano.
Oliver chwycił mnie mocniej, tak że nie potrafiłam nawet poruszyć rękami. Szybko wyszliśmy ze stołówki. Przeszliśmy całą szkołę.
Milczał.
Zatrzymał się dopiero na dziedzińcu. Podniósł mnie, tak abym usiadła na murku.
Stanął naprzeciwko mnie. Kilka centymetrów od mojej twarzy.
Czułam jego przyśpieszony, nerwowy oddech. Odwrócił wzrok licząc cicho oddechy.
Spoglądałam na niego.
Chciałam aby coś powiedział.
Nie chciałam ciszy pomiędzy nami.
-Nie mogę zacząć krzyczeć na ciebie za to co zrobiłaś. Wiem, że na twoim miejscu, gdyby ktoś zaczął mówić coś takiego jak ona, zrobiłbym to samo...-dotknął mojego policzka, ale nerwowo odtrąciłam jego dłoń.-ale martwi mnie to, że obudziła się w tobie taka złość...Wiedziałem, że nie puścisz jej tego płazem, ale nie myślałem, że odpłaci ona za swoje słowa, tak wielką karę.
-Moja mama była bohaterką.-Zaczęłam.-Nie jeden, myśląc tylko o swoim życiu, usunąłby problem. Moja mama taka nie była. Ona chciała żyć. Chciała się cieszyć z dziecka..tak jak każdy,ale nie chciała pozbawiać go szansy na życie. Wolała oddać swoje. Mimo, że widziała go przez kilka sekund, pokochała go. Wiedziała, że to jest słuszne. Wiedziała, że Rosie będzie wspaniałą dziewczynką, a ja dam sobie radę. Podziwiam ją. Podziwiam jej odwagę i nigdy nie pozwolę nikomu jej obrażać. Oliver, przykro mi to mówić, ale nie zrozumiesz mnie. Nie doświadczyłeś miłości od matki i nie wiesz jak to jest, zasługujesz na wspaniałą mamę, tylko niestety taką cię nie obdarzono...dlatego nie możesz pojąć miłości dziecka do matki...
-Twoja miłość jest tak wielka, że musiałaś zrobić jej tak wielką krzywdę? Że obudziła się w tobie taka złość?
-Sprowokowała mnie. Chciałam, aby się zamknęła, a jednym sposobem, żeby to zrobiła, było zamknięcie jej go przemocą.
Zaśmiał się cicho.
Spoglądał jeszcze na mnie, po czym pomógł mi zeskoczyć z murka.
Przytulił mnie.
-Wracaj na lekcje, księżniczko.-Gdy już odwróciłam się na pięcie, aby ruszyć w kierunku klas, chwycił mnie za nadgarstek.-Bym zapomniał....prześlicznie dzisiaj wyglądasz..
Uśmiechnęłam się mimo woli idąc w kierunku szkoły.
***
Przez cały dzień nie spotkałam Nathana. Omijałam miejsca, w których wiedziałam, że mogę go spotkać. Na stołówkę, przychodził zawsze godzinę później, dlatego spotkanie go graniczyło z cudem.
Szybko wsiadłam do auta. Sue najwidoczniej zabierała się z David'em, dlatego ruszyłam czym prędzej do szkoły od siostry.
Nie czekała sama tak jak zwykle.
Dookoła niej stało kilka koleżanek i kolegów. Uśmiechali się i żartowali.
Zatrąbiłam, myśląc, że dziewczynka zupełnie o mnie zapomniała.
Pomachała swoim przyjaciołom i wsiadła uśmiechnięta do auta.
-Widzę moje porady poskutkowały-spojrzałam na nią kątem oka włączając się do ruchu drogowego.
-Taak. Wystarczyło, że nie zwracałam na nich uwagi, a już zaprzyjaźniłam się z innymi.
Uśmiechnęłam się.
***
Do domu, później niż zwykle wrócił tata. Byłam już przebrana w piżamę i zamierzałam iść spać, kiedy usłyszałam jak mnie woła.
Zeszłam po schodach. Widząc jego surowe spojrzenie, serce mi zamarło. Oparłam się o blat.
-Co to była za akcja dzisiaj? Dziewczyna ma dwie szwy na brwi i złamany nos.
Opowiedziałam mu całą sytuację nerwowo wykręcając palce.
Skinął głową.
Zrozumiał.
Tak jak Oliver, nie miał mi tego za złe.
Rano, miałam kolejny trening z Oliver'em. Poprosił mnie, abym znowu wtargnęła do świata zmarłych, że dzieje się tam coś złego, a sam, nie może mnie teraz opuścić i muszę to sprawdzić.
Nadal byłam na niego zła.
Nadal nie potrafiłam mu wybaczyć.
Nie powiedziałam mu nawet o Nathanie. Pomyślałam, że sama sobie dam z nim radę.
Udowodnię, że potrafię radzić sobie sama.
Nie chciałam początkowo zrobić tego, o co mnie prosił, jednak obiecał mi, że w tą sobotę, wybierzemy się razem w to samo miejsce co kiedyś i wytłumaczy mi wszystko, odpowie na każde moje pytanie.
Zaręczał, że tam będziemy bezpieczni.
Uległam.
Zrobiłam to co mi kazał.
Miałam wybrać czwarte drzwi.
Nieprzyjemne uczucie było znowu tam wracać.
Tym razem naprawdę pojawiły się jeszcze jedne, inne drzwi, których nie było ostatnio.
Przegryzłam wargę i weszłam.
Przed oczami ukazało mi się pełno aniołów. Byli zrozpaczeni, zmartwieni i zaskoczeni moją obecnością.
-Co ty tutaj robisz?!-Wykrzyknął jeden z nich.
-Ja...Posłał mnie tutaj Oliver Black...miałam dowiedzieć się co jest nie tak...
-Ona jest człowiekiem....nie należy jeszcze tutaj-szepnęła jedna z dziewczyn.
-Ludzie z czyśca buntują się. Chcą zawrzeć układ z piekłem. Nie możemy na to pozwolić, ale oni znajdują coraz gorsze bronie. Chcą posłać rzeczy nieczyste i nieznane ludziom na Ziemię...szantażują nam...a Bóg milczy.-Mruknął któryś z aniołów.
-Słucham?! Jakie rzeczy nieczyste?
-Nie możesz zbyt wiele wiedzieć...poza tym nie pojmiesz tego...najlepiej uciekaj stąd.
-Ale....
-Żadne ale!-warknął ktoś.-Zamknęłaś za sobą drzwi...?
Skinęłam głową.
Wszyscy złapali się za głowy.
-Musisz teraz wyjść innym wyjściem. Idź tą trasą...prowadzi ona do tego samego pomieszczenia, tylko jest dłuższa.
Skinęłam głową. Nie chciałam narażać się aniołom.
Szłam ciągle prosto. Nie mijałam niczego niespotykanego. Droga rozgałęziła się. Nie wiedziałam, w którą stronę iść.
Przełknęłam ślinę kierując się intuicją.
Odwróciłam się. Za sobą widziałam ogień.
Zaczęłam biec. Ogień się rozprzestrzeniał.
Droga, którą biegłam, zaczął zabierać ze sobą żywioł.
Zdenerwowana zacisnęłam powieki biegnąć coraz szybciej.
Wpadłam na coś.
Coś co było łuskowate i ohydne.
Podniosłam głowę.
Przed oczami widziałam dużego smoka.
Chciał mnie zabić.
Szybko skręciłam w drugą uliczkę błagając o pomoc.
Biegł zbyt szybko.
Czułam jak moje pięty robią się gorące.
Nie potrafiłam stąd wyjść. Chciałam wydostać się z tego świata, ale nie potrafiłam tego zrobić.
Dobiegłam do drzwi i dopiero wtedy pojawiłam się znowu wśród żywych.
Serce biło mi jak oszalałe.
Nie chciałam już nigdy tam wracać.
Nie za cenę życia.
Takie szuuupi nooo :D moja kochaniutka :D weny życzę i częstszych rozdziałów!!!! <3
OdpowiedzUsuńHihi �� Mooj smok!!!
OdpowiedzUsuńRozdział genialny i żeby często takie dluugie! ����
ale świetny rozdział Aniku:*!
OdpowiedzUsuńNOOO i wszycho...ale ona ma być z Oliverem! A ten z tą rudą kręci! -.-
OdpowiedzUsuńRozdział super :*
Cześć, mam dla ciebie wiadomość. Liczę, że zajrzysz, bo kiedyś komentowałaś tę historię :)
OdpowiedzUsuńhttp://harrymione-diary.blogspot.com/2015/05/come-back.html