piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 16

Zaczęło kręcić mi się w głowie, kiedy przekroczyłam drzwi czyśćca. Odór spalenizny był tak intensywny, że musiałam koszulką zakryć swoje usta i nos. Słyszałam krzyki, płacz, cały chaos sprawiał, że trzęsły mi się ręce, a nogi miałam jak z waty.
Bałam się.
Próbowałam uspokoić oddech. Zaczęłam cicho liczyć do dziesięciu, niepewnie idąc przed siebie.
Musiałam być spokojna.
Ludzie płakali, dzieci wołały za rodzicami, łapiąc mnie za koszulkę.
Ich przerażenie w oczach.
Ich pustka w oczach.
To było straszne.
Przegryzłam do krwi policzek.
Mój główny cel, to znaleźć swoją młodszą siostrzyczkę. Muszę być twarda. Udowodnić Oliver'owi, że potrafię to zrobić.
Że potrafię uratować Rose.
Nie odwracałam się, próbowałam zachować spokój. Pot leciał mi po twarzy, a serce drżało.
Otworzyłam kolejne drzwi.
Było mi tak lodowato. Cała się trzęsłam. Ktoś, kto myślał, że zbliżając się do piekła, będzie gorąco, mylił się. Ludzie byli zimni, zupełnie pozbawieni uczuć.Tutaj nie rządziła nienawiść. Mogłabym śmiało powiedzieć, że panowała tutaj obojętność. Obojętność, która zabijała wszystkich od środka. Ludzie spoglądali na mnie jakby wyparni ze wszystkiego, jakichkolwiek emocji, ich oczy były smutne i zupełnie wyblakłe.
Stracili nadzieje.
Byłam dopiero na początku. Początku, który był najtrudniejszy.
Nie potrafiłam opanować drżenia całego ciała. Obecność tutaj sprawiała, ze zupełnie opadłam z sił, lecz wiedziałam, że nie mogę. Nie mogę się poddać.
Wszyscy dookoła mnie jakoś sobie radzili. Musiałam udowodnić, że nie jestem już małą dziewczynką i umiem radzić sobie sama.
Wzięłam głęboki oddech.
-Rose!-Wołałam.
Dokuczał mi uciążliwy ból w klatce. Oczy były zmęczone przez wytężanie ich w półmroku. Poczułam jak moje wargi sinieją, a ciało staje się odrętwiałe. Przeżyłam szok. Nagle, z tak lodowatego miejsca, wpadłam w dosłowne piekło. Powietrze tutaj było ciężkie i gorące, że aż cofnęłam się z przerażenia.
Dwie, wysokie postacie, których wygląd był tak koszmarny, zbliżały się do mnie. Ich wykrzywione twarze, czarne, pełne nienawiści oczy, stawały się jeszcze bardziej przerażające przez panującą ciemność. Zaczęłam rozglądać się za nimi. Wtem, zauważyłam moją siostrę w jednej z klat. Moja adrenalina podniosła się, kiedy zobaczyłam jak wygląda.
Jej długie, blond włosy, zamieniły się w krótkie, nie dosięgające nawet do obojczyka. Wiedziałam, że za nimi będzie tęsknić najbardziej. Smutne, a jednocześnie świecące nadzieją oczy, spoglądały na mnie. Drobne, delikatne dłonie, były teraz oszpecone poparzeniami i głębokimi ranami. Oblizała suche, spierzchnięte wargi z niepokojem.
Uderzyłam najmocniej, zaciśniętą pięścią w najbliższego napastnika. Złapał ją w powietrzu zadowolony. Wyrwałam ją z jego uścisku i korzystając z jego chwili nieuwagi, wykręciłam mu rękę, ciesząc się z jego bólu. Nie zauważyłam jednak jeszcze kogoś za mną. W porę uniknęłam jego ataku łomem w moją głowę. Na nieszczęście jego przyjaciela, przedmiot uderzył w niego.
Pobiegłam w kierunku mojej siostry. Złapałam najbliższe klucze i na moje szczęście, pasowały do zamka. Gdy dotknęłam klamki, oparzyła mnie. Zagryzłam wargi, czując jak krew podchodzi mi do głowy. Szybko otworzyłam klatkę wołając:
-Biegnij Rose najszybciej, jak potrafisz, dołączę do ciebie.
-Grace...nie. Jeśli nie zdążysz?-Zaniepokoiła się.
-Do cholery, biegnij!
Popchnęłam ją, sama zajmując się oprawcami jej bólu. Biegła, starając się nie oglądać za mną. Jeden z nich uderzył mnie rozgrzanym prętem w bliznę na łydce.
Nie krzyknęłam. Łzy spływały jak grochy, ale zacisnęłam tak mocno zębami wewnętrzny policzek, że poczułam smak krwi.
Walczyłam, tak jak uczył mnie Oliver, ale brakowało mi już sił. Zbliżało się coraz więcej oprawców.
Przykładając po raz kolejny, jeszcze bardziej wrzący przedmiot do mojej skóry, krzyknęłam dławiąc się łzami.
Swiat zawirował mi przed oczami, a podłoga utraciła się z moich stóp. Ostatnie co usłyszałam, to huk zatrzaśniętych drzwi.
Udało się jej. Wychodząc beze mnie, powinna od razu przenieść się do żywych.
Była bezpieczna, teraz liczyło się tylko to.
Zaraz potem straciłam przytomność,
***
Wrzątek wylany na moja nogę, szybko mnie obudził.Z sykiem wycofałam się w róg celi.
Dopiero teraz rozejrzałam się, gdzie jestem. Kraty były rozgrzane do czerwoności. Duszące powietrze jakby przygniatało mi płuca, a pot strumieniami spływał po moim ciele. Tak bardzo byłam spragniona i wyczerpana. Oparzenia były tak duże, że musiałam odwracać wzrok.
-Grace,Grace-usłyszałam męski przepełniony śmiechem i ironią głos.-Naprawdę nie sądziłem, że dasz radę ją wydostać. Opłacało się?
Pokiwałam głową w kierunku postaci. Zaśmiał się szyderczo.
-Należy do ciebie wybór. Twój aniołek poszedł za tobą-uśmiechnął się, wskazując na związanego linami, posiadającymi kolce, Olivera.-Wolisz, żeby on cierpiał czy Ty?
Oczy zapłonęły mi nienawiścią. Wziął jedno z niewielkich szklanych butli i wylał mu na miejsce, w którym powinny pojawić się jego skrzydła.
Chłopak nie ukrył bólu. Widocznie był tak wielki, że jego zaciśnięte policzki, nie wystarczały na przetrzymywanie bólu.
Czarne oczy błyszczały łzami, a żałosność jego ryku, rozrywała mi serce.
Oprawca nadal wylewał na niego substancję.
-Przestań! Błagam, skończ!-Krzyknęłam.
Uśmiechnął się do mnie.
-Podjęłaś decyzję?
Skinęłam głową.
-Słusznie.
Podszedł do mnie, rozwiązał liny wraz z jakimiś dziewczynami i wpakowali go do klatki naprzeciwko mnie. Kręcił głową. Nie chciał, żebym to zrobiła. Jednak, jeszcze większy ból sprawiało mi patrzenie, jak on cierpi.
Kochałam go i nie chciałam, aby działa mu się krzywda.
Byłam przygotowana na cierpienie.
Jedna z dziewczyn, wzięła jedną z pochodni i zaczęła podpalać moją drugą, nieco mniej "przyozdobioną" oparzeniami nogę. Ból był nie do opisania. Czułam jak ogień wypala moją skórę. Krztusiłam się łzami. Chciałam, aby przestała, lecz ona wymyślała jeszcze gorsze metody do krzywdzenia mnie.
Oliver nie wytrzymywał.
-Zostawcie ją! Proszę, możecie zrobić wszystko co chcecie ze mną, ale jej nie róbcie krzywdy! Przestańcie!
Mężczyzna śmiał się, mówiąc że taką podjęłam decyzję.
Dziewczyna wzięła najcięższą rzecz, jaką znalazła w pomieszczeniu i rzuciła mi ją na chorą nogę.
Czułam, jak tracę przytomność, ostatnie co widziałam przed sobą, to mojego anioła. Po jego policzkach płynęły żywne łzy. Pierwszy raz zobaczyłam, jak płacze. Był bezradny.
***
-Grace..Grace, błagam, obudź się-mówił Oli, gładząc mnie po głowie. Byłam w jego objęciach.
Otworzyłam niepewnie oczy, sycząc z bólu. Widząc otwarte złamanie mojej nogi, miałam ochotę znów opuścić powieki.
-Jak to możliwe, że jesteś tu ze mną?
-Przekonałem ich, że jeśli teraz umrzesz, nie będą mieli z ciebie pożytku. Musiałem cię uzdrowić.
-A co z nogą?
-Nią zajmiemy się później, brakuje mi sił.
Kiwnęłam głową. Chciałam się do niego przytulić, lecz każdy ruch, sprawiał mi niesamowity ból. Pocałował mnie w czoło, sam mocniej przyciągając mnie do siebie. Jęknęłam czując dotyk na swojej skórze.
-Pić...Oliver...
Szybko rozejrzał się i znalazł wodę w niewielkiej butelce. Oczywiście, była gorąca. Westchnęłam. Musiałam czekać, aż chociaż trochę ostygnie.
-Księżniczko, dlaczego tutaj weszłaś, teraz nie jestem w stanie cię nawet chronić.
-Zrobiłam to dla siostry-szepnęłam.-A ty, dlaczego za mną poszedłeś?
-Chyba nie myślałaś, że bym cię zostawił? Kocham cię, Grace i gdybym miał oddać za ciebie życie, zrobiłbym bym to. Jesteś dla mnie najważniejsza. Gdyby nie Ty, moje życie tutaj, pozbawione byłoby sensu.
Uśmiechnęłam się, wyciągając dłoń i gładząc jego policzek. Niepewnie musnęłam jego wargi, on jednak odsunął się ze smutkiem. Pokręcił głową, pokazując wzrokiem na naszych oprawców.
Wiedziałam, że nie będzie już tak, jak kiedyś.
Jego czarne oczy straciły nadzieję.
***
Obudziłam się sama.Spojrzałam na swoją nogę, nie było śladu po otwartym złamaniu.  Naprzeciwko mnie, zza krat stał Oliver. Uśmiechnął się do mnie kpiąco. Podniosłam brwi zaskoczona, szukając oprawców.
Jeden z nich wyszedł zza cienia.
-Pożegnaj się ze starym Oliver'em. Jego przeszłość się nie zmieniła. Kto raz pokosztował zła, zawsze będzie chciał do niego wrócić-mruknął jeden z nich.
Moje serce zabiło szybciej.
Kim stał się Oliver? Jak bardzo go zmienili?
-Oliver, proszę powiedź, że to nieprawda-szepnęłam.
-Myślałaś, ze wybiorę ciebie zamiast tego co mogę od nich dostać? Jesteś śmieszna, własnie przed tym próbowała ostrzec cię Alex. Wiedziała, jaki jestem. Musiałem ją uciszyć i jak to mówią, stara miłość nie rdzewieje. To ja pozwoliłem ci tutaj wejść, to przeze mnie wzięli twoją młodszą siostrzyczkę. A ty biedna uwierzyłaś w bajeczkę, że jestem twoim aniołem stróżem. Albo, że wylewana przez nich substancja, bolała mnie. Jesteś żałosna..
-Oliver...jak...ale...
-Biedna, zakochała się w kimś, kto zupełnie nie ma ochoty nawet z nią rozmawiać.
Moje serce rozkroiło się na kawałki.
************
PRZEPRASZAM, NAPRAWDĘ BARDZO, ALE TO BARDZO PRZEPRASZAM, ZA NIEPISANIE ROZDZIAŁÓW, TO WSZYSTKO SIĘ ZMIENI.
OBIECUJĘ!

2 komentarze:

  1. Zabije cie!!! Czemu Olivera zrobiłaś takim...nie wiem jak to opisać...powiedz że to jakieś zaklęcie,urok cokolwiek Oni muszą być razem!!! ������

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaa!! Ostrzegam cię.. Jak wrócisz na trening to lepiej chowaj głowę przed piłkami bo bd moim żywym celem!�� No jak mogłaś?! �� Pisz szybko kolejny!!!����

    OdpowiedzUsuń