niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 17

Chyba miałam gorączkę. Zimne poty, kaszel, nieprzytomność przez większość czasu, sprawiała że czułam, iż za niedługo będzie mój koniec.
Kiedy byłam mała, rzadko chorowałam, jednak kiedy się to zdarzało, moi rodzice byli przerażeni. Temperatura prawie zawsze dosięgała granicy i często lądowałam z tego powodu w szpitalu.
Którejś nocy, gdy moja mama myślała, że nie śpię, przyszła do mnie. Usiadła na łóżku i zaczęła głaskać mnie po włosach.
-Grace...proszę, wyzdrowiej. Nie mogę ciebie stracić, jesteś dla mnie najważniejsza. Wiem, że będziesz kimś wielkim w życiu...
Zawsze potem wszystko jednak wracało do normy. Tata znowu mógł się wysypiać, mama chodziła uśmiechnięta, a ja znowu uczęszczałam do szkoły.
Kiedy moje oczy znowu powoli się zamykały, przed oczami widziałam moją najlepszą przyjaciółkę. Jej oczy były smutne i zalane łzami. Znowu była tą małą dziewczynką, swoje krótkie, brązowe włosy, które zawsze posiadała, będąc dzieckiem, usilnie ozdabiała kwiatkami i kolorowymi spinkami. Po pewnym czasie zbuntowała się i zdecydowała zapuścić je. Kręciły się jej na końcach, a chłopcy, zaczynali zwracać na nią większą uwagę. Cieszyła się popularnością i uznaniem wśród innych. Często odbiegałam przy niej, jak szara myszka, jednak w szkole średniej, wszystko się zmieniało. Wstąpiłam do innego kółka, aniżeli Susanne i ludzie zaczynali mnie poznawać.
Rodzice uwielbiali Sue. Dzięki niej zyskiwałam większą pewność siebie, byłam szczęśliwsza i wesoła. Zawsze mnie odwiedzała, jeździłyśmy razem na wakacje i czasami na podwójne randki. Przy niej byłam sobą. Każdy zazdrościł mi relacji z nią.
Gdy jeden raz, byłyśmy naprawdę mocno pokłócone, dołączyła do niej dziewczynka o imieniu Charlotte. Była chuda, miała rude włosy do ramion i uważała się zawsze za tą lepszą. Mierzyła mnie spojrzeniem na korytarzu.
Widziałam po Sue, że nie odpowiada jej to, że rudowłosa przyczepiła się do niej. Gdy któryś raz, Charlotte, próbowała nastawić ją bardziej przeciwko mnie, Susanne prychnęła, podeszła do mnie i przytuliła.
-Brakowało mi ciebie, Grace. Zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką-odparła. Uśmiechnęła się do mnie ponownie.
Poczułam zimną ciecz, na swojej buzi. Szybko pomrugałam powiekami. Nade mną stał Oliver, lejąc mnie zimną wodą.
Jak oparzona, szybko podniosłam się na nogi i wycofałam do rogu celi. Chłopak zaśmiał się gorzko, zaraz potem podszedł do mnie, biorąc w ręce moją twarz.
-Grace...-szepnął.
Nachylił się, chcąc dotknąć moich ust. Przymknęłam oczy, stając na palcach.
Odsunął się ode mnie szybko, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-Jesteś taka ż a ł o s na-mruknął.-Naprawdę. Jeszcze bardziej naiwnej dziewczyny od ciebie, nie widziałem.
-Dlaczego to robisz? Dlaczego pozwoliłeś mi tobie zaufać?
Pokręcił głową, łapiąc się za głowę.
-Nie dość, że naiwna i żałosna, to jeszcze głupiutka. A jak myślisz?
-Po co był ten cały cyrk?-Zapytałam siląc się na odwagę. Mój głos był chłodny, pozbawiony jakichkolwiek uczuć.-Nie mogłeś mnie po prostu tutaj zabrać? Oszczędziłbyś mi i sobie czasu.
-To by było zbyt proste-uśmiechnął się sztucznie, wychodząc z celi.
Westchnęłam. Nie mogłam przecież tutaj zostać. Spojrzałam na swoje ręce i nogi. Nie byłam już nawet spocona. Zostałam znowu uleczona.
Uleczona przez Olivera.
Ale dlaczego?
Zacisnęłam dłonie w pięść. Musiałam się stąd wydostać. Nie po to, ryzykowałam swoim życiem, aby teraz pozwalać sobie na katowanie.
Spojrzałam do góry. Jedna część sufitu nie pasowała do pozostałych. Rozejrzałam się. Naprawdę wszyscy sobie stąd poszli?
Zaśmiałam się w duchu, to moja jedyna okazja.
Podskoczyłam najwyżej do góry, chwytając za wystającą część.
Przejście. Tam było przejście.
Podciągnęłam się do góry na rękach. Całość wyglądała, jak zwykły szyb wentylacyjny. Podkurczyłam nogi i weszłam do środka. Zamknęłam za sobą klapkę i ruszyłam na czworakach, w poszukiwaniu wyjścia.
Kilka minut później usłyszałam wrzask.
-Jak mogliście pozwolić, żeby uciekła?!
-Jak zdołała uciec...to jest lepsze pytanie-usłyszałam pomruk Olivera.
Byłam już w połowie, gdy ktoś wyrwał jedną z szyb, na której się znajdowałam. W ostatniej chwili złapałam palcami kolejnej szyby. Znowu podciągnęłam się do góry, starając się jak najszybciej uciec oprawcom. Poczułam na swojej szyi oddech.
Tak bardzo charakterystyczny do niego.
Odwróciłam się, zaciskając zęby.
Zmierzył mnie spojrzeniem. Chwycił w talii i próbował z powrotem odstawić mnie na ziemię. Wbiłam mu paznokcie w palce. Jęknął z bólu. Korzystając z nieuwagi, szybko ruszyłam do przodu. Oliver był daleko w tyle. Nastąpiło rozdzielenie szybu, posłuchałam instynktu i skręciłam w lewą uliczkę.
Złapał mnie za nogę. Wiedziałam, że zbliża się koniec. Chwyciłam go za ręce, delikatnie, jakbym bała się, że mogę go skrzywdzić. Rozbawiła mnie moja nagła zmiana strategii. Jeszcze wcześniej nie oszczędzałam mu bólu...ale teraz...teraz musiałam do niego jakoś dotrzeć. Odzyskać go.
-Oliver, nie wierzę w to, że tak o nas myślisz. Nie mogłeś udawać przez taki okres czasu, owszem, mówiłeś że ucieka z ciebie dobro...ale zawsze może wrócić. Bądź znowu sobą. Uciekniemy, wszystko będzie w porządku. Chodź ze mną, proszę.
Przez chwilę zdawało mi się, że jego oczy zaszkliły się. Zaraz potem wybuchnął śmiechem.
-Naprawdę uważasz, że nie byłbym do tego zdolny? Potrafię na zawołanie się rozpłakać, szybko wymyślić, jakąś bajeczkę, żebyś mi uwierzyła.
-W takim razie...przykro mi, Oliver.
Kopnęłam go z całej siły wolną nogą w głowę. Urwałam ze swojej bluzki trochę materiału i użyłam jej jako sznurka. Przywiązałam go do wystającej części szybu i uciekłam. Poruszałam się najszybciej, jak potrafiłam. Paliły mnie kolana, oddech stawał się nierówny. Wiedziałam, że to teraz moja ostatnia szansa na ucieczkę. Nie mogłam się poddać.
Jeszcze na Ziemi, czekali na mnie moi przyjaciele. Byłam dla kogoś ważna.
Próbowałam siłą woli przenieść się znowu, lecz moi oprawcy zrobili mi coś, że było to niemożliwe.
Westchnęłam.
Musiałam znaleźć inne wyjście.
Szyb już się skończył. Słyszałam ich. Nie mogłam tam pójść..lecz nie mogłam też zawrócić. Zostałam w sytuacji bez wyjścia.
Postanowiłam jednak wrócić. Wolałam, aby to Oliver mnie złapał, aniżeli oni.
Łzy kapały mi po policzkach. Czułam się bezradna.
Mój anioł stróż, już się wybudził, mocował się ze sznurkiem na ręce. Gdy mnie zobaczył, wybuchnął śmiechem.
-I co, księżniczko? Łudziłaś się, że nam uciekniesz?
-Nie mów tak do mnie. Nie, kiedy nie jesteś już sobą.
-To wtedy nie byłem sobą-uśmiechnął się.-To co, rozwiążesz mnie?
Ilustrowałam jego twarz. Krew nadal sączyła się po jego brodzie. Skóra przybrała w niektórych miejscach nieco niebieski odcień.
-Powiedz mi, że mnie nienawidzisz-mruknęłam.-Chcę to słyszeć. Później, nie będę się do ciebie odzywać. Tylko to powiedz.
Nie odezwał się. Spojrzał na mnie tylko chłodnym wzrokiem.
Co z nim było nie tak?
*************
Taki króciutki, ale to tylko przed smaczek tego co stanie się potem. Naprawdę przepraszam za te długie przerwy w pisaniu, ale potrafię napisać coś tylko wtedy, gdy tknie mnie wena.
Następny będzie o wiele dłuższy...zresztą, powoli zbliżamy się końca.:(

1 komentarz:

  1. OMG! Dlaczego ja się pytam dlaczego Ty urywasz w takim momęcie? Olivera coś opetalo jestem tego pewna! Przecież on ją kocha!! Szybko dodawaj następny! Czekam :)

    OdpowiedzUsuń