Odwróciłam się na jej zawołanie. Uśmiechnęłam się biorąc ją w swoje objęcia.
Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy miałam 9 lat, nie byłam do niej taka. Chowałam urazę, to przez nią umarła moja mama.
Ciąża była ryzykowna, tylko usunięcie dziecka mogłoby pozbawić ją szansy na śmierć. Moja rodzicielka, nie zrobiła jednak tego, wolała umrzeć z czystym sumieniem, aniżeli żyć pełna wątpliwości czy aby na pewno dobrze zrobiła. Gdy podjęła decyzję, mój tata był zdruzgotany, nie chciał stracić żony, załamał się. Śniadania, jedliśmy w absolutnej ciszy, zagubiony siedział patrząc pustym wzrokiem przed siebie. Przez dobry tydzień nie tknął śniadania ani kawy, którą tak bardzo uwielbiał. Zabierał ze sobą termos ze swoim ulubionym napojem, dotykał lekko ustami mojego czoła, żegnał się z mamą robiąc to samo i odchodził. Zabrakło mu słów. Zbierał je po całym dniu, układając po kolei w głowie, a później wypowiadając je mamie.
Nie były to miłe słowa.
Pełne rozpaczy, udręki, a także smutku.
Głębokiego smutku.
Później zamykał się w swoim biurze zostawiając wszystko za sobą.
Któregoś dnia, bez pukania weszłam do jego pokoju. Spoglądałam jak po jego policzkach płynęły łzy. Nigdy ich nie pokazywał ani przy mnie, ani przy mamie. Był załamany, ale przy nas nie płakał.
W biurze pozwalał, aby wypływał z niego cały żal.
Widząc mnie wtedy, nie otarł łez. Wyciągnął ręce w moim kierunku. Usiadłam na jego kolanach uważnie patrząc na niego. Uśmiechnął się przez łzy.
-Wiesz Gracie-powiedział pieszczotliwie.-Nie radzę sobie z tym, nie umiem zrozumieć decyzji twojej mamy. Ciągle myślę o tym, ciągle próbuje ją zrozumieć, ciągle myślę jak to będzie jak jej nie będzie. Wystarczy mi teraz nasza trójka. Chcę, aby ona nadal była twoją mamą, żeby spoglądała na ciebie jak dojrzewasz, żeby nie oddawała swojego życia temu dziecku, bo ją potrzebuje.
-Obydwoje ją potrzebujemy-szepnęłam.
Pokiwał głową.
-Tak, masz rację, słoneczko, obydwoje.
-Nie chcę młodszej siostry, chcę mamę!-Krzyknęłam pełna goryczy, dopiero po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że po moich policzkach lecą łzy, poczułam ich słony smak na wargach.
Kilka nocy potem, kiedy moje powieki stały się ciężkie, poczułam jak moje łóżko ugina się pod czyimś ciężarem. Rodzicielka głaskała mnie delikatnie po głowie mówiąc moje imię. Rozszerzyłam nieco powieki spoglądając na nią zaspana.
-Tata mówił mi o waszej rozmowie-powiedziała.-Chciałabym ci to wytłumaczyć.
Spoglądałam na nią ze złością. Nie byłam smutna, byłam zła. Byłam zła, że tak postępuje..że bierze swoje uczucia ponad innych. Że mnie i tatę ma gdzieś. Nie obchodzi ją, że my potrzebujemy JEJ a nie młodszej siostry.
-Wiem, że jesteś na mnie zła, ale spróbuj mnie zrozumieć. Zdecydowałam się na to, bo uważam, że każdy ma prawo żyć. Chciałabym dać jej tą możliwość. Wystarczająco długo żyję na świecie, nie chcąc jej, nie daje jej nawet szansy na spróbowanie go.
-Ale mamo! Razem z tatą cię potrzebujemy. Nie rozumiesz, że nie chcemy jej, tylko ciebie?! Wolę, żebyś ty żyła, a nie ona!-Krzyknęłam ze wściekłością.-Nie chcę cię stracić.
Otarła moje łzy, a moje długie, jasne włosy przerzuciła na lewy bok.
-Wiem, aniołku...ale pomyśl, gdybym tak samo postąpiła z tobą, nie pojawiłabyś się tutaj na tym świecie, nie byłabyś tutaj z tatą ani mną. Nie jest powiedziane, że od razu umrę, kiedy narodzi się twoja siostrzyczka. Równie dobrze mogę wygrać tą walkę i będzie nas czwórka. Od razu usuwając ciążę, pozbawiłabym jakichkolwiek szans, a tak to zawsze minimalna jest-uśmiechnęła się lekko.-Nie myśl, że od razu cię opuszczę.
Posiliłam się na uśmiech, chociaż tak naprawdę po policzkach leciały mi duże łzy.
Mimo jej optymizmu, nie przeżyła tej walki. Na jej miejsce wstąpiła niewielka istota o imieniu Rose.
Na początku nie potrafiłam się do niej przekonać. Denerwowało mnie to, że płacze, tak okropnie przypomina mi mamę.
W końcu jednak razem z tatą, musieliśmy ją zaakceptować. Była moją młodszą siostrą, moją kochaną kruszynką, którą w końcu pokochałam.
Musiałam ją bronić i być dla niej oparciem. Była dla mnie ważna.
Tak samo jak mama.
***
Kiedy mój budzik zbudził mnie o szóstej rano, niechętnie wstałam z łóżka. Przetarłam zaspane oczy i włożyłam puchate skarpetki. Był luty, a zima poważnie dawała w kość, zgon bezdomnych wzrastał z powodu minusowych temperatur, nie mieli gdzie się podziać, dlatego w taki mróz zostawali na ulicy..były to wtedy ich ostatnie wieczory.
Szybko poszłam do łazienki zamykając się tam. Ściągnęłam piżamę i drżąc odkręciłam gorącą wodę. Kątem oka spojrzałam na wyświetlacz swojej komórki. Już od rana Sue, dobijała się do mnie. Westchnęłam wchodząc do kabiny. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek swojej komórki. Nałożyłam ręcznik i biorąc włosy w tzw. turban odebrałam, jedną ręką zakręcając wodę.
-Witam szanowną panią Grace, czy przyjedzie pani w końcu po mnie czy będę marzła cały dzień?
-Sue, jest dopiero piętnaście po szóstej, jeszcze mam na to ponad godzinę-mruknęłam.
-Co ty gadasz!-Wykrzyknęła.-U mnie jest już dawno po siódmej, zaczekaj chwilę.
Odłożyłam telefon klikając na głośnomówiący. Pod jej nieobecność zdążyłam umyć zęby i zrobić delikatny makijaż.
-Boże, Grace, przepraszam cię. Mój kochany starszy braciszek, zdecydował zrobić mi przezabawny żart i zmienić moją godzinę w telefonie-usłyszałam jej podenerwowany ton.-Boże i pierwszy raz w życiu nie byłabym spóźniona-zaśmiałam się razem z nią.-Do zobaczenia.
Podniosłam oczy do góry z rozbawieniem. Razem z Sue mieszkałyśmy o niecały kilometr od siebie, obydwie musiałyśmy dojeżdżać do szkoły, dlatego zawsze pod nią podjeżdżałam. Rzeczywiście, zawsze dojeżdżałam do szkoły na czas, ale przyjaciółka tyle rzeczy nie zdążyła zrobić poprzedniego dnia, że zamykała się w łazience i odpisywała zadania od kujonów albo poprawiała swój makijaż, a czasami nawet doczytywała zadaną lekturę. Poczesałam mokre włosy i zeszłam na dół robiąc śniadanie. Usłyszałam jak kilka minut potem budzi się Rose i wchodzi zaspana do kuchni.
-Cześć, aniołku-przywitałam się całując ją w czoło.
Uśmiechnęła się i chwyciła za śniadanie, które jej przygotowałam. Obydwie usiadłyśmy przy stole i rozmawiając jadłyśmy śniadanie. Mój tata ciągle miał na późne zmiany, dlatego wracał dopiero wtedy, kiedy my jechałyśmy do szkoły, a kiedy my wracałyśmy z niej, to rzadko kiedy mogłyśmy go spotkać.
Rose była naprawdę śliczną dziewczynką. Tak jak ja, odziedziczyła po mamie jasne, falowane włosy i promienny uśmiech. Oczy jednak miała brązowe, po tacie, natomiast ja błękitne, tak jak mama.
Mimo że robiłam jej dosyć duże śniadania, aby trochę przybrała na wadze, to i tak była chuda. Ubierała się niewinnie, często w jeansowe spódniczki czy różowe sukienki. Była bardzo wrażliwa, urocza, a zarazem posiadała wielkie poczucie humoru. Wnosiła do domu wiele radości i szczęścia. Nie wyobrażałam sobie teraz, jakby wyglądało moje życie bez niej.
W sumie to nie rozumiałam dlaczego tata brał późne zmiany, skoro Rosie nie była taka duża, żeby od razu pozbawiać ją chwil z ojcem. Potrzebowała go. Powinien widzieć jak młodsza córka dorasta, powinien widzieć jak przeżywa wzloty i upadki, a tymczasem przesiadywał całe noce i późne popołudnia w pracy, nie wiedząc nawet co u jego córek. Zamierzałam z nim o tym w wolnym czasie porozmawiać.
Kiedy byłyśmy obydwie gotowe podrzuciłam ją do jej szkoły, która była w zupełnie innym kierunku niż moja. Pożegnałyśmy się i zawróciłam podjeżdżając pod dom Sue.
Stała już pod domem ubrana w krótką spódniczkę i dopasowaną kurteczkę. Długie, ciemne włosy związała w wysoki kucyk. Gdy weszła do auta spojrzałam na nią kątem oka. Nigdy nie stroiła się tak do szkoły.
-Jest koniec świata czy co?-Zapytałam.
Pokręciła z rozbawieniem głową.
-Być może. Zdecydowałam się na zmiany. Potrzebuje chłopaka przed przerwą zimową-zaśmiała się.-Nastąpią zmiany w moim życiu, tak bynajmniej pisało w moim horoskopie, a wiesz, tym zmianom trzeba pomóc.
Zaśmiałam się głośno.
-Może jeszcze rozjaśnisz włosy na blond, bo widzę, że powoli zmierzasz do całkowitej głupoty.-Mruknęłam zatrzymując się na czerwonych światłach.
-No dobra, umówiłam się po szkole.
-Z kim?-Zawołałam zaskoczona nie mogąc oderwać wzroku od drogi.
-A to się dopiero dowiesz jak randka albo okaże się kompletną katastrofą albo taką świetną randką, że wstyd będzie się nie przyznawać-uśmiechnęła się tajemniczo.
Spojrzałam na nią smutno. Pokręciła przeciwnie głową.
Nie lubiłam jak miała przede mną tajemnice. Od najmłodszych lat zwierzałyśmy się z najdrobniejszych problemów i zawsze sobie pomagałyśmy. Kiedy mówiłyśmy o pierwszych miłosnych rozterkach, często wracałyśmy do domu późnym wieczorem z obmyślonymi planami. Teraz, nie wiedząc z kim się umówiła czułam się jakoś pusta. Nie wiedziałam do końca czemu.
***
W szkole wpadłam na Nathan'a. Był moim nowym przyjacielem. Miał ciemne włosy no i nie należał do najszczuplejszych. Jednak od kilku tygodni chodził na siłownię, widziałam więc jak na jego brzuchu i ramionach powoli zarysowywały się mięśnie.
Znaliśmy się jakieś dwa miesiące, ale traktowałam go jak starszego brata. Od razu się polubiliśmy i uwielbiałam z nim przebywać. Mimo że znaliśmy się tak krótko, potrafił mnie rozbawić i pocieszyć. Ufałam mu.
Usiedliśmy na przerwie obiadowej razem z Sue. Gdy już próbowaliśmy razem z coś z Nathan'em wyciągnąć od niej obok naszego stolika przeszli dwaj chłopcy. Spojrzeli na nas z ukosa. Tylko jeden rzucił spojrzenie Sue, od którego zarumieniła się po czubki włosów. Jego przyjaciel, zmierzył mnie spojrzeniem. Nie pozostając dłużna podniosłam z zażenowania brwi. Parsknął śmiechem i poszli na stolika obok.
-Sue, ja to widzę. Czy to on?-Zapytałam ściskając jej nadgarstek. Jej oczy błysnęły, pokiwała lekko głową.
Nathan westchnął podpierając się łokciem.
-Nie widziałam ich nigdy w szkole-mruknęłam, kątem oka spoglądając na nich.
Chłopak, który skradł serce Susanne, miał ciemne włosy i brązowe oczy. Był ubrany w czarną bluzę i ciągle śmiał się ze swoim przyjacielem. Jego kumpel natomiast miał na sobie koszulkę z napisem: "I tak nienawidzę was wszystkich",
-To się ciesz, że ich nie znasz-odezwał się nasz przyjaciel.-Chodzę z nimi na angielski i historię. Kompletni idioci.
Przegryzłam wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem, bo Sue od razu zrobiła się czerwona na twarzy ze wściekłości. Zmierzyła spojrzeniem bruneta zaciskając pięści.
-Kogo nazywasz kretynem?-Warknęła zdenerwowana.-Nawet go nie znasz.
-Go?-Powiedziałam.-Jak się on nazywa?
Dziewczyna przeniosła wzrok na mnie. Jej wyraz twarzy od razu się zmienił. Była cała rozpromieniona. To było naprawdę dziwne. Jeszcze dwie sekundy temu, swoim spojrzeniem chciała zabić naszego najlepszego kumpla.
-David Stone-odparła rozmarzonym tonem.-A jego kumpel, Oliver Black, widzę, że nie odrywa od ciebie wzroku-zaśmiała się.
Odwróciłam się, czułam, że to prowokacja Sue, ale mimo wszystko chciałam to zobaczyć. Tak naprawdę, Oliver, nie spoglądał ani trochę na mnie, lecz kiedy nerwowo odwróciłam głowę w jego kierunku, podniósł zaskoczony brwi. Jego uśmiech był pełen pogardy.
-Nienawidzę cię-odparłam do niej wzdychając.
-Sue, nie rób mi tego, nie cierpię ich dwoje, a jeszcze jak pewnie będziecie razem, to będę musiał znosić jego towarzystwo przy naszym stoliku. Przyjaźnisz się z największym kretynem jakiego znasz i....
-Czyli tobą?-przerwała mu uśmiechając się złośliwie.-Wybacz, nie będę tego słuchać, Nathan. Znasz go tylko z lekcji, nie wiesz jak zachowuje się poza szkołą.
-A ty wiesz?-wtrąciłam się do jej kłótni.
Przewróciła teatralnie oczami. Zawsze tak robiła, kiedy nie wiedziała co mi odpowiedzieć. Zabrała swoje rzeczy, wstała i zmierzała w kierunku wyjścia. Widziałam ją jak przechodzi obok ich stolika. Delikatnie, opuszkami palców dotknęła jego ramienia. David uśmiechnął się do niej i kiedy się schyliła powiedział jej coś na ucho. Ta zaśmiała się radośnie i pomachała mu na pożegnanie.
Widziałam jak Nathan nerwowo strzela palcami. Odwrócił wzrok, kiedy widział, że mu się przyglądam. Wziął swoje rzeczy, przytulił mnie i wyszedł ze stołówki. Oglądałam się jeszcze za nim, dopóki nie zniknął w zasięgu mojego wzroku.
Nathan'a coś gryzło.
Sue powoli się zakochiwała.
Kiedy zorientowałam się, że zostałam sama przy stoliku, wzięłam swoją tacę i odniosłam ją do wskazanego miejsca. Czułam na siebie czyiś wzrok. Gdy ciekawa, odwróciłam się, zauważyłam, że Oliver nie odwracał ode mnie wzroku. Spoglądał w moim kierunku jakby nad czymś myślał. Miał zmartwiony wyraz twarzy.
Czym prędzej wyszłam ze stołówki. Nie wiedziałam nad czym rozmyślał spoglądając na mnie. Jego wzrok wprost palił, a ja jak najszybciej chciałam oddalić się od jego rażącego spojrzenia.
***
Wieczorem zadzwoniła do mnie Sue.
-Wiem, że pewnie umierasz z ciekawości i chodzisz po całym domu zastanawiając się jak było na mojej randce...-zaczęła przyjaciółka, westchnęłam zażenowana, na co wybuchnęła śmiechem.-No i było naprawdę super, szkoda że nie wpadłam na pewien pomysł wcześniej...
-Już się boję-mruknęłam.
-Mogłyśmy przecież pójść na podwójną randkę! Ja z Davidem, a ty z Oliverem!-Krzyknęła pełna entuzjazmu.
Zaśmiałam się gorzko.
-Musiałabyś mi chyba zapłacić, żebym z nim poszła na randkę. Totalny zarozumiały dupek i tyle-stwierdziłam, usłyszałam jak Susanne śmieje się głośno do telefonu.-No co?-Burknęłam.
-Nie mów mi, że nie jest przystojny...nawet go Grace nie znasz, a z tego co mówił Dav, chciał cię poznać, wpadłaś mu w oko.
-No to musi się rozczarować, bo on mi nie.
Czułam jak palą mi się policzki ze wstydu. Nie lubiłam jej okłamywać, ale czułam, że w danym wypadku jest to konieczne.
-Zawsze może się to zmienić na dyskotece co organizuje szkoła w przyszłym tygodniu, przed feriami zimowymi, wtedy go poznasz i na pewno wpadniecie sobie w oko, z resztą powiedziałam David'owi, że z przyjemnością poszłabyś z jego kumplem-zamruczała zadowolona.
-SUE!-Krzyknęłam na cały głos, a dziewczyna zaczęła głośno się śmiać.-Nie zrobiłaś mi tego, proszę...
-Zrobiłam coś lepszego, powiedziałam Oliver'owi, kiedy spotkaliśmy go na mieście, że chętnie poznałabyś go przed samą imprezą, dlatego jutro przyłączamy się do ich stolika.
-Nie zrobiłaś tego-szepnęłam, nie wierzyłam, że moja przyjaciółka była zdolna do takiego czegoś, nigdy nie zachowywała się w taki sposób.
-Nie mów, że się nie cieszysz-powiedziała zażenowana.-Jeżeli martwisz się Nathan'em, to przez najbliższe dwa, trzy dni nie będzie go w szkole, także śmiało możesz się wziąć za Oliver'a bez zarzutów, bo nie będzie miał kto ci skrzeczeć nad uchem. O, przepraszam Grace, mam na drugiej linii Davida. Ubierz się jutro jakoś ładniej, bo w końcu będziesz rozmawiała z samym Black'em. Do zobaczenia, bądź o 7:10, bo muszę jeszcze ocenić twój makijaż i ubiór, na razie.
Kiedy się rozłączyła cisnęłam telefonem o łóżko. Jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji.
W sytuacji bez pieprzonego wyjścia.
Zawsze mogłam jutro nie przyjść do szkoły, ale Susanne nie wybaczyłaby mi tego, szczególnie, że jestem jej "osobistym szoferem" i beze mnie nie miałaby jak dostać się do szkoły. Z resztą, skoro obiecała chłopakom, że obydwie przyłączymy się do nich, to szczerze by się na mnie obraziła, że wystawiłam ją do wiatru.
Chyba, że wyszłabym teraz w samej koszulce i spodniach, może rozchorowałabym się i później Nathan wybiłby jej to z głowy, że robi coś zupełnie bez mojej zgody.
Ale przyjaciel ani nie odbierał, ani nie zaradziłby na to nic konkretnego. Jeżeli Sue w czymś się uprze, to nie było mocnych, musiało być po jej myśli.
Westchnęłam głośno. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić.
Nadal nie potrafiłam uwierzyć w to, że zrobiła coś takiego bez mojej zgody. Równie dobrze, to ja powinnam się na nią obrazić, za to co uknuła za moimi plecami. Nie chciałam go poznawać, bałam się z nim rozmawiać.
Może też zauważyła, że dzisiaj nie spuszczaliśmy od siebie wzroku, ale nie było to wcale spowodowane, że on mi się podobał. Próbowałam dzisiaj być do niego wredna, ale nie było to w mojej naturze, żeby być do kogoś nieuprzejma bez powodu.
Chociaż w pewnym sensie, spoglądał na mnie jakoś dziwnie, zupełnie bez powodu.
Irytował mnie swoim zachowaniem.
Bałam się jutra.
Nigdy nie lubiłem czytać książek ani żadnych opowiadań, było to dla mnie zbyt nudne i bardzo rzadko zdarzało się żeby coś mnie zaciekawiło, lecz kiedyś całkiem przypadkiem trafiłem na twojego bloga, przeczytałem kilka opowiadań i moge stwierdzić że serio mi się spodobały, a teraz po pierwszy rozdziale jestem pewien że spodoba mi się i to, więc czekam na kolejne rozdziały! :)
OdpowiedzUsuń