sobota, 2 maja 2015

Rozdział 11

Usiadłam na skałce starając się opanować oddech, Oliver narzucił zbyt szybkie tempo do przybiegnięcia tutaj. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie, nawet nie spoglądał na mnie.
Przymknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć na niego, kiedy był na mnie zły.
-Grace?
Niechętnie uniosłam powieki.
-Musisz być rozluźniona i skupiona...Wstań.
Podniosłam się z kamienia, a on wskazał mi trawę. Usiadłam na niej odwracając od niego wzrok.
-Spójrz na mnie..-mruknął, wbiłam w niego zła wzrok.-W porządku, teraz się uspokój. Weź głęboki oddech nosem, a wypuść ustami. Powoli zamykaj oczy i skup się. Myśl intensywnie o tym, że chcesz się tam dostać. Możesz liczyć swoje oddechy.-Wzięłam głęboki oddech wypuszczając go buzią, szepnęłam: jeden, na co uśmiechnął się lekko.-Tylko pamiętaj, powoli zamykaj powieki, licz oddechy i bądź w pełni świadoma.
Po pięciu minutach, nadal nic się nie działo.
Pokręcił zrezygnowany głową.
-Grace, co mam zrobić, abyś poczuła się odprężona, co? Martwisz się czymś?
Pokręciłam niepewnie głową. Usiadł za mną.
-Rozluźnij mięśnie.
Ściągnął moją bluzę i zaczął mnie masować. Poczułam jak drżę.
Znowu zaczynałam liczyć swoje oddechy i skupiałam się. Świat zaczynał obok mnie wirować,
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Wstałam rozglądając się dookoła. Zauważyłam troje drzwi. Jedne z nich były całkowicie białe i biło z nich jasne światło, po prawej stronie znajdowały się czarne jak smoła, obok nich słyszałam krzyki i płacz innych, naprzeciw mnie były wyblakłe, wprost przeciętnie i szare. Wzięłam głęboki oddech idąc naprzód, zdeterminowana naciskając na klamkę.
Stałam na najwyższym punkcie. Musiałam stawiać nogi jedna za drugą i unosić ręce równolegle do przepaści, aby nie stracić równowagi.
Bałam się, naprawdę byłam przerażona.
Czasami, chwytały moje łydki czyjeś ręce, roztrzęsione i błagające o pomoc. Krzyczałam głośno połykając łzy.
Tak bardzo się bałam.
Wzięłam głęboki oddech widząc rozgałęzienia dróg. Przede mną, stała gorsza trasa, była o wiele mniej stabilna i trudniejsza od prawej. Myślałam początkowo, aby skręcić w lepszą drogę, jednak wolałam nie ryzykować. Nie wiedziałam czy ona nie spowoduje, że zbłądzę.
Nie spoglądałam w dół. Zbyt bardzo byłam przerażona, aby patrzeć na wszystkie smutne i błagające o wolność twarze.
Poczułam mocny uchwyt na swoich stopach. Próbowałam wyrwać się, jednak siła moich prześladowców była zbyt wielka.
Krzyczałam, błagałam, aby mnie puścili, ale oni mnie nie słuchali. Chcieli, abym im pomogła, abym wyprowadziła ich stąd. Nadal moje ciało znajdowało się na wąskiej ścieżce. Musiałam na nich patrzeć. Musiałam widzieć niewinne dzieci i ból na twarzach u pozostałych.
Byłam bezsilna.
Przypomniałam sobie, że w każdej chwili mogę stąd zniknąć. Wytężyłam swój umysł i rozpłynęłam się w powietrzu.
Obudziłam na trawie. Nie potrafiłam złapać oddechu. Oliver dotknął moich pleców cicho szepcząc. Poczułam delikatne łaskotanie i falę gorąca.
Przed oczami nadal widziałam potępione twarze, tak bardzo chciały się stamtąd wydostać, tak bardzo było mi ich szkoda. Ich smutne oczy spoglądały na mnie z nadzieją, chciały abym im pomogła, chwytały się każdej deski ratunku. Widziałam wśród nich, nawet własnych rówieśników, tak zniszczonych przez ówczesne życie, przez pobyt tam. Wyglądali na wyczerpanych i spragnionych nieba.
Szkoda, że nie mogłam im go chociaż trochę podarować.
Nawet nie wiedziałam kiedy dostałam ataku paniki. Od przypominania sobie ich, trzęsły mi się dłonie, policzki były zalewane nowymi łzami, kurczowo trzymałam swoje ugięte nogi, kołysząc się wprzód i w tył. Wypowiadałam ciągle: "nie, nie wrócę tam, nie nie wrócę tam, nie chcę tam wrócić", nie panowałam nawet nad tym, moje usta same otwierały się, aby wypowiadać te słowa.
 -Grace, już jest wszystko w porządku, księżniczko, proszę przestań o tym myśleć...
Chłopak objął mnie swoimi ramionami. Poczułam jego męskie perfumy i nadal słyszałam aksamitny i pocieszający głos. Wtuliłam się w niego starając się opanować oddech.
-Spokojnie...przepraszam, nie powinienem kazać ci już tam wchodzić...Jezu, jest mi tak przykro, że tak to przeżywasz..-pocałował mnie delikatnie w czoło.
Otarłam łzy spoglądając na niego.
-Oliver, ale oni tak bardzo potrzebują pomocy, matko, jest mi ich tak szkoda...najlepiej uwolniłabym ich wszystkich, oni tak cierpią..musimy im pomóc..
Gwałtownie wstał pozostawiając mnie samej sobie. Przeszedł kilka kroków chwytając się za głowę. Wstałam niepewnie idąc za nim. Odwrócił się. Jego oczy zrobiły się wprost czarne. Był zły. Starał się panować nad uczuciami i uspokoić.
-Spojrzałaś na nich swoimi ludzkimi oczami, nie widziałaś od nich win, widziałaś tylko ich ból.
Przewróciłam oczami. Oliver chwycił moją twarz w dłonie. Spokorniał ilustrując moje oczy. Czułam jego ciepło na swoich policzkach.
-Nawet nie wyobrażasz sobie, co by mogło się stać, gdybyś im pomogła, nawet nie wiesz co te słowa znaczą, Grace.
-Nie ma w tobie za grosz empatii..-mruknęłam odsuwając się od niego.
-Tak?-warknął.-W czyśćcu siedzą nawet zboczeńce, pedofile, gwałciciele i mordercy, a ty ich zwyczajnie bronisz.
-Ale są tam też mniejsze dzieci, moi rówieśnicy i ludzie, którzy wcale na to nie zasługują!
-Czasami ludzie po prostu chcą,aby ich tak spostrzegali, jako bezbronnych ludzi, którymi tak naprawdę nie są. Uwierz, Grace, nauczysz się jeszcze wiele o życiu, wtedy będziemy mogli porozmawiać.
Wstałam bez słowa. Pożegnałam go wzrokiem kierując się do domu. Nie chciałam już go słuchać. Wiedział co o tym myślę.
***
Następnego dnia, zaczepiła mnie Alex. Jej długie czerwone włosy opadały na plecy, będąc spięte w wysoki kucyk. Dziewczyna była przerażona i cała blada. Zatrzymałam się ilustrując jej duże i przekrwione oczy. Szybko pociągnęłam ją do łazienki. Uczennice rok ode mnie młodsze spoglądały z ciekawością wychodząc z kabin. Gdy zostałyśmy same zapytałam:
-Jezu, co ci jest? Wyglądasz strasznie. Co się stało?
-Grace, nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałam tylko ponownie ci oznajmić, abyś miała oczy szeroko otwarte jeśli chodzi o Oliver'a.
-To przez niego taka jesteś...?
Pokręciła głową, a w jej oczach lśniły łzy. Zauważyłam na szyi dużą malinkę, którą ukrywała przez niebieską apaszkę. W moich myślach było pełno wściekłych słów, które chciałam w jej kierunku powiedzieć.
Wiedziałam, że przez jej łzy, jest to ktoś, kogo znam.
Ktoś kto jest dla mnie ważny i bardzo dobrze o tym wie.
Głos w mojej głowie krzyczał jego imię.
Oliver.
-Ty chyba żartujesz, że on ci to zrobił?-Zawołałam z wściekłością.
-Ja...
-Dlatego tak próbujesz mi wmówić, że on jest zły, tak? Że nie jest mnie wart?! Że mogę przez niego cierpieć?!
-Grace...ja wiem, że ci na nim zależy, ale to...nie moja wina, ja naprawdę...
-Nie zależy mi na nim-burknęłam wychodząc z łazienki.
Skierowałam się w stronę dziedzińca mając gdzieś ostatnią lekcję.
Nie było go tam.
Zdenerwowana poszłam w kierunku parkingu. Akurat wkładał swój kask.
Byłam taka zła.
Czułam choćby Alex odebrała mi cząstkę siebie. Było mi z tym źle.
Myślałam, że obydwoje coś do siebie czujemy. Byłam pewna, że skoro jest moim aniołem stróżem, nie myśli o mnie tylko jako o zwykłej koleżance, że coś pomiędzy nami mimo, że wybuchowe i dosyć dziwne dla innych stron, jest dla nas wyjątkowe.
Widocznie się myliłam.
Widocznie czerwonowłosa miała więcej wdzięku niż ja. Była mniej kłótliwa, bardziej zabawna i czuł do niej coś więcej.
Nie był zobowiązany jest nic obiecywać. Nie musiał jej chronić.
Nie musiał nawet denerwować się na nią, jeśli miała inne poglądy niż on.
Spojrzałam na niego pełna wyrzutu. Zatrzymałam się w połowie drogi. Zdziwiony ściągnął swój kask.
-Co jest, księżniczko?-Zawołał.
Czułam narastający gniew.
-Nie mów tak do mnie!-Krzyknęłam pełna wyrzutów podchodząc do niego z wściekłością.
-Gracie...
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego robiłeś mi te cholerne nadzieje, co?
-Grace, o co ci chodzi?-Spytał nadal zaskoczony.
-Jesteś z Alex, prawda?
Nadal zaskoczony nie pojmował tego co do niego mówię. Swój wzrok skierował uporczywie na mnie. Przegryzał wewnętrzny policzek.
-Do cholery! Jesteś czy nie?! Odpowiedz!
-Tak...-mruknął nadal spoglądając na mnie.
Zacisnęłam pięści.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś...? Dlaczego ona uważa, że ją skrzywdziłeś i nagle z tobą jest? Wytłumacz mi to..-szepnęłam.
-Porozmawiamy kiedy indziej, jesteś teraz zbyt nerwowa, obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. Poza tym, Grace-westchnął z bólem serca- wiesz o tym dobrze, że nie moglibyśmy być razem...
-Słucham?
Emocje gotowały się we mnie. Czułam, że niedługo eksploduje, czułam, że nie dam rady dłużej go słuchać. Byłam tak cholernie zła.
-Łączy nas tylko sprawa formalna, jestem aby ci pomóc, nic ci Grace nie obiecywałem..
Pomrugałam kilka razy starając się opanować złość. W myślach liczyłam do dziesięciu.
-Nie spotykajmy się chociaż przez trzy dni, proszę Oliver..
Kiwnął głową na znak, że rozumie. Odwróciłam się na pięcie pisząc sms'a do Sue:
"Potrzebuję dwóch kubełków lodów, TERAZ"
Po kilkunastu sekundach, odpisała mówiąc, że za pół godziny przyjdzie z nimi do mnie. Ucieszyłam się na samą myśl, że nie zostanę sama.
Jeśli zostałabym sama, myślałabym zbyt dużo.
W moim przypadku jest to teraz najbardziej niewskazane.
Z myśli rodzą się inne myśli, które są jeszcze gorsze od pozostałych.
Nie można pozwolić, aby one się uwolniły. Nie można pozwolić na to, aby zbyt dużo myśleć w takim stanie, jaki mnie pozostawił.
W takim stanie jakim byłam..i jak bardzo upokorzona się czułam.

2 komentarze:

  1. FAK! WKURWIŁAM SIĘ NA MAXA! Czemu on taki jest? A ta ruda to normalnie za kudły wyszarpać to mało! Ale rozdział ogólnie super!/ wiśnia

    OdpowiedzUsuń