środa, 11 maja 2016

epilog

-Nie możesz tam iść, Gracie. Już mu nie pomożesz-szepnęła.
Odwróciłam się. Mama. Miała wypoczętą twarz. Włosy okalały jej twarz, a łagodne spojrzenie sprawiało, że była tak idealna.
-Mamo-wtuliłam się w nią. Łzy ciekły mi po policzkach. Odgarniała moje włosy i lekko się śmiała.
-Jesteś już taka duża-uśmiechnęła się.-Jestem z ciebie dumna.
-Muszę mu pomóc, on jest dla mnie ważny.
Uciekłam niechętnie, odrywając się od niej.
Widziałam to czego bałam się najbardziej. Czyściec zgrał się z piekłem. Wszyscy zmierzali tam, gdzie ja, nie chcąc mnie przepuścić. Piekło zaś szło w stronę czyśćca, lecz nie udawało im się to. Tylko ich sprzymierzeńcy potrafili opuścić swoje miejsce.
Wiedziałam, że to nie skończy się dla nich dobrze, ale najpierw musiałam odszukać Olivera.
Najpierw musiałam uratować jego.
Zdołałam przepchać się przez ludzi. Nie bardzo miałam pojęcie, gdzie powinnam go szukać, lecz nie mogłam się poddawać. Wołałam go głośno, odsuwając od siebie ludzi. Gdy dobiegłam do początku piekła, spostrzegłam, że jeszcze nikomu z czyśćca się to nie udało. Byli daleko w tyle. Miałam jakieś pół godziny, aby wydostać stąd Olivera i jednocześnie przekonać ich, że to co robią, nie jest dobre. Mieli przecież jeszcze wybór. Nie musieli wybierać najgorszego.
Wzięłam głęboki oddech. Mój anioł stróż sam mnie znalazł. Jego czarne oczy były puste. Usta zaciśnięte, a ramiona napięte. Przegryzłam wargę. Nie wiedziałam czy uda mi się go uratować. Nie wiedziałam czy jest dla niego ratunek.
Ale zaryzykowałam.
Podeszłam niepewnie.
-Oliver, wróć do mnie. To nie jesteś ty. Oni ci tylko to wmawiają. Jest w ciebie dobro. Musisz się odnaleźć, proszę.
Odepchnął mnie. Po prostu wyciągnął ręce i odepchnął mnie z dużą siłą. Zachwiałam się, lecz nie upadłam. Byłam zdeterminowana. Wiedziałam, że na początku po prostu to zignoruje. Że nie będzie to wcale łatwe.
-Oliver-warknęłam.-To nie jesteś ty, rozumiesz? Musisz się obudzić! Musisz zrozumieć, że jeszcze nie jest koniec! Możemy stąd wyjść razem. Będzie tak jak dawniej.
-Nic już nie będzie takie jak dawniej. Nie chcę, aby takie było-odezwał się z kpiącym uśmieszkiem.
-Tylko tak ci się wydaje. Nie jesteś zły. Chciałeś się zmienić i ci się to udawało. Musimy tylko stąd odejść.
-Nic o mnie nie wiesz. To wtedy nie byłem sobą. Nie wmawiaj mi rzeczy!-Krzyknął.
Serce podeszło mi do gardła, kiedy zamierzał mnie uderzyć. Chwyciłam jego dłoń. Musi się uspokoić. Opanuję sytuację. Jeszcze nic straconego.
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkania? Pierwsze treningi? Pierwsze pocałunki?-Zapytałam, przybliżając się do niego. Poruszył się niespokojnie.-Oczywiście, że tak i nie wypieraj tego. Oliver, to wszystko nie było na nic. Może nie chciałeś się we mnie zakochać, ale to się stało. Wiem jedno. Zawsze chciałeś być dobry, niezależnie od tego co teraz uważasz. I nadal jesteś. Po prostu musisz w to uwierzyć. Jesteś taki sam.
Zaśmiał się gorzko, lecz pokręciłam głową. Stanęłam na palcach i musnęłam jego usta. Przybliżyłam się bardziej, wplątując rękę w jego włosy. Chłopak zdrętwiał. Między nami było przyjemne mrowienie, lecz oderwał się nagle. Jego oczy, jakby stawały się czystsze, nabierały wyrazu..uczuć. Nie chciałam, aby się to zmieniło, więc znowu przywarłam do jego ust. Jęknął, gdy pogłębiłam pocałunek i wcale nie zamierzałam przestać. Mrowienie nie ustępowało. Przez moją głowę przemijały mi nasze wspólne chwile. Jego dobre uczynki, śmiech i jeszcze więcej dobra. Wszystko wydawało się naprawiać, dopóki nie poczułam mocnego szarpnięcia. Otworzyłam oczy. To oni nas rozdzielili. Obrazy zaczęły kruszyć się przed moimi powiekami. Moje źródło, pomysł aby go uratować, został zniszczony przez wściekły tłum piekła.
-Oliver!-Zawołałam.
Jego oczy powoli stawały się puste. Wyszarpywałam się, już byłam bliska dotknięcia go, lecz ktoś dźgnął mnie czymś ostrym w moją starą ranę. Wtedy kiedy tutaj byłam i Oliver nie zdołał mnie uratować. Krzyknęłam z bólu upadając na ziemię, lecz Oli zrobił dokładnie to samo. Go również to zabolało. Ta rana nas łączyła. Ból sprawiał, że stawaliśmy się coraz bliżsi. Oprawca poruszył nożem w mojej nodze, nie wiedząc że ten czyn zbliża nas jeszcze bardziej. Poczułam, że zaraz przetnie tętnicę. Mimo uścisku w gardle, szepnęłam do niego, chwytając go ledwie za rękę:
-Kocham cię.
Wtedy jego oczy odzyskały dawny blask. Jego twarz była łagodniejsza i spokojniejsza. Ratowałam go. Odepchnął oprawcę.
Dotknął dłonią mojej rany, zabierając mój ból. Widziałam ile go to kosztuje wysiłku. Nadal walczył z demonami w swojej głowie. Nadal ciężko było mu być znowu sobą.
Gdy już noga nie rwała, podniosłam się niepewnie. Tłum był coraz bliżej piekła. Nie mogłam pozwolić, aby się tutaj dostali. Dla nich też był ratunek.
Mama jednak rozmawiała z nimi. Tłumaczyła, że jeśli każdy udowodni przez swoje czyny, że jest dobry, odzyska szansę na pójście do nieba. Mrugnęła do mnie, między swoimi przemówieniami. Spojrzałam na Olivera. Był wykończony. Ledwo co trzymał się na nogach.
-Zabieram cię stąd-oznajmiłam ściskając go za rękę.
                                                                                ***
Minęło kilka miesięcy. Rosie była znowu uśmiechniętą dziewczynką. Mój tata zaakceptował Olivera, a moja przyjaźń z Nathanem i Sue była najlepsza na świecie. Musiałam zacząć szukać wymarzonego collegu. Mój anioł stróż stwierdził, że wybierze się tam gdzie ja. Byłam w końcu spokojna i szczęśliwa. Nigdy już z własnej woli nie wrócę do świata zmarłych. Chyba, że będzie już na mnie czas.
Uśmiechnęłam się do moich przyjaciół, Olivera i Davida. Trzymaliśmy się jak rodzina i miałam nadzieję, że tak już pozostanie.
Był początek lata. Słońce grzało niemiłosiernie. Moi przyjaciele niedawno wrócili z wody, lecz ja zajęta byłam czytaniem książki. Zimna woda kapała na mnie. Podniosłam wzrok, mrużąc oczy. Oliver uśmiechnął się do mnie i wziął mnie na ręce. Zaczęłam wierzgać i piszczeć, wypuszczając książkę. Śmiał się głośno i wbiegł ze mną do jeziora. Uderzałam go pięścią w klatę, śmiejąc się tak samo głośno, jak inni.
-Co, mam cię jednak wypuścić?-Zapytał.
-Tak-oznajmiłam. Zanim przemyślałam fakt, że puści mnie przecież do zimnej wody, już do niej wpadłam.
Te chwile, które były tak po prostu zwyczajne i ulotne, chwytały mnie za serce.
Byliśmy zwyczajnymi nastolatkami. Takimi, którymi powinniśmy być od początku.

wtorek, 10 maja 2016

rozdział 18

Moje nogi i ręce stawały się coraz chudsze. Czułam, że jestem coraz bardziej słaba. Mój głos nie był już ani trochę donośny, podkrążone błękitne oczy i coraz to bledsza skóra sprawiały, że wyglądałam mizernie. Nie miałam na nic siły, ból stał się moim najlepszym przyjacielem. Straciłam wolę walki.
Oliver nie robił mi krzywdy, kilka razy podpuszczali go, aby się mną zajął. Wykorzystywał mnie. On jednak robił się przez to coraz bardziej nerwowy.
Któregoś dnia, jednak ich posłuchał. Uśmiechnął się złośliwie. Dowiedziałam się, że weźmie mnie do swojego pokoju. Wspaniały pierwszy raz, Grace.
Weszliśmy do jego mieszkania. Wszystko było tutaj mroczne, jedyne światło, które pozwalało nam na przemieszczanie się po pokojach, to były świeczki. Zaprowadził mnie do łazienki. Moja bluzka lepiła się z potu, włosy były całe w kołtunach i muszę przyznać, nie pachniałam za dobrze.
-Po prawej stronie masz mydło i szampon. Zostawiłem Ci na toalecie ubrania i ręcznik-oznajmił chłodno.-Nawet nie próbuj uciekać, to i tak musi pozostać między nami, że pozwoliłem Ci skorzystać z mojej łazienki.
Zamknął za sobą drzwi. Dopiero wtedy spostrzegłam, że ciągle wstrzymuje powietrze. Wypuściłam je głęboko. Ściągnęłam przetarte już spodnie, podartą bluzkę i starą bieliznę. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę.  Potrafiłam na te niecałe piętnaście minut się zrelaksować, dokładnie myjąc swoje ciało i masując skórę swojej głowy. Ciągle myślałam nad słowami Oliver'a. Nie uciekło z niego dobro, skoro chciał chociaż trochę coś dla mnie dobrego.
Na krześle zostawił mi moją szarą koszulkę i czarne spodnie. Musiał wybrać się po nie do mojego domu. Zabrał również komplet mojej czarnej bielizny w koronkę. Przeczesałam mokre włosy grzebieniem i niepewnie wyszłam z łazienki, cicho zamykając za sobą drzwi.
Siedział z założonymi rękami na łóżku, garbiąc się. Gdy usłyszał, że przyszłam, momentalnie się spiął i zwrócił swe chłodne spojrzenie w moją stronę. Przełknęłam ślinę, zmniejszając odległość między nami. Wstał. Sama nie wiedząc, czemu zaczęłam się wycofywać. W końcu wpadłam na drzwi.
Uśmiechnął się złośliwie.
-Przecież nie gryzę, Grace.
Pochylił się nade mną, przegryzając delikatnie płatek mojego ucha. Czułam, jak cała się trzęsę. Zaznaczył pocałunkami trasę po mojej szyi. Przyssał się do widocznego miejsca na niej, sprawiając że skóra nabrała różowego koloru. Zrobił mi malinkę.
Przegryzłam wargę, podnosząc niepewnie wzrok.
-Nie uciekniesz stąd, nawet o tym nie myśl.
Przytrzymał mój kark swoją dłonią, zbliżając się do moich ust. Przycisnął je do siebie, sprawiając mi ból. Próbowałam się oderwać, lecz nie potrafiłam. Łzy kapały po moich policzkach. Czułam je na ustach. Ugryzłam go w wargę. Syknął, spoglądając na mnie ze złością.
-Zostaw mnie. Zostaw, jeśli nie jesteś już sobą. To co robisz, sprawia mi ból. Rób coś innego, jeśli chcesz mnie zniszczyć.
-Księżniczko...-mruknął w moje ucho.
-Nie nazywaj mnie tak!-Krzyknęłam wycofując się.
Szybko odwróciłam się i chwyciłam za klamkę. Potykając się prawie, wybiegłam z jego mieszkania. Nie wiedziałam dokąd mam uciekać. Krew buzowała w mojej głowie, a adrenalina podskoczyła do najwyższego stopnia. Serce biło mi, jak oszalałe, kiedy znalazłam się na końcu piekła. Dotarłam do czyśćca. Różnica temperatur, sprawiła że zaczęło mi się kręcić w głowie. Próbowałam się uspokoić, lecz już za mną był jeden z nich. Przyłożył mi nóż do gardła, obracając tyłem do siebie. Próbowałam się uwolnić, lecz nie potrafiłam.
-Mam już dosyć tej całej papraniny z tobą. Chciałbym cię już zabić-warknął.
Tuż przed nami pojawiła się.
Chwila, moja mama?!
-Oddaj ją..teraz-poprosiła aksamitnym głosem.
Mężczyzna puścił mnie i z niepokojem w oczach uciekł.
Zemdlałam.
***
Obudziłam się w moim łóżku. Przykryta kołdrą i ubrana w piżamę. Chwila...byłam w domu. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi wejściowych. Czym prędzej wstałam i bez zbędnego oglądania, kto dobija się do mnie, otworzyłam drzwi.
Do pokoju wszedł David. Najlepszy przyjaciel Olivera.
-Mój Boże, jak się cieszę, że cię widzę, Grace-przytulił mnie do siebie, opierałam głowę o jego klatkę piersiową. Nadal nie potrafiłam w to uwierzyć, jak się tutaj znalazłam. Czy to sprawa mojej mamy?
-Czy..Oliver wrócił? Gdzie jest moja siostra?!
-Spokojnie..kiedy ją uratowałaś, razem z Sue zajęliśmy się ją-uśmiechnął się do mnie, lecz zaraz pobladł.-Czekaj chwilę, nie wróciłaś razem z Olim?
-Skąd wiesz gdzie byłam?
Odsunęłam się od niego.
-Nie bez powodu jestem jego najlepszym przyjacielem. Ale Grace, dlaczego go z tobą nie ma?
-Oliver się zmienił...oni go zmienili albo pokazał swoją prawdziwą twarz. Nie wiem co o tym myśleć. Czy ty cokolwiek o tym wiesz?
-Poszedł z tobą aż do piekła?
Kiwnęłam głową.
Chwycił się za włosy, zamknął za sobą drzwi i oparł się o ścianę.
-Co jest David?
-Tam odzywa się jego prawdziwe ja. Przy tobie starał się zmienić, być człowiekiem. Ale jeśli on został tam zupełnie sam, nawet bez twojej obecności, stanie się tacy jak oni.
-Chyba sobie żartujesz.
-Wiem, że to egoistycznie brzmi Grace, ale to ty musisz go uratować. Jeśli z niego ucieknie dobro, nie będzie nawet twoim aniołem stróżem. Nie będziesz potrafiła przeżyć dnia bez niego. Musisz tam wrócić. Tym razem to ty musisz mu pomóc.
-Skąd mam wiedzieć czy mówisz prawdę?
-Pamiętasz, kiedy zachowywał się, jak nie on? Oni to sprawiali. Im dłużej przebywał bez ciebie, im więcej mieli na niego wpływu, zachowywał się jak konkretny kretyn. Musisz mi uwierzyć, Grace. Czas się kończy.
Przegryzłam wargi. Musiałam mu pomóc. Tak bardzo nie chciałam tam wracać, lecz nie mogłam go zostawić. Nie mógł zostać przez nich zniszczony.
Wyciszyłam się i czułam, jak odpływam.
Znów pokazały mi się drzwi. Już ciągnęłam za klamkę, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 17

Chyba miałam gorączkę. Zimne poty, kaszel, nieprzytomność przez większość czasu, sprawiała że czułam, iż za niedługo będzie mój koniec.
Kiedy byłam mała, rzadko chorowałam, jednak kiedy się to zdarzało, moi rodzice byli przerażeni. Temperatura prawie zawsze dosięgała granicy i często lądowałam z tego powodu w szpitalu.
Którejś nocy, gdy moja mama myślała, że nie śpię, przyszła do mnie. Usiadła na łóżku i zaczęła głaskać mnie po włosach.
-Grace...proszę, wyzdrowiej. Nie mogę ciebie stracić, jesteś dla mnie najważniejsza. Wiem, że będziesz kimś wielkim w życiu...
Zawsze potem wszystko jednak wracało do normy. Tata znowu mógł się wysypiać, mama chodziła uśmiechnięta, a ja znowu uczęszczałam do szkoły.
Kiedy moje oczy znowu powoli się zamykały, przed oczami widziałam moją najlepszą przyjaciółkę. Jej oczy były smutne i zalane łzami. Znowu była tą małą dziewczynką, swoje krótkie, brązowe włosy, które zawsze posiadała, będąc dzieckiem, usilnie ozdabiała kwiatkami i kolorowymi spinkami. Po pewnym czasie zbuntowała się i zdecydowała zapuścić je. Kręciły się jej na końcach, a chłopcy, zaczynali zwracać na nią większą uwagę. Cieszyła się popularnością i uznaniem wśród innych. Często odbiegałam przy niej, jak szara myszka, jednak w szkole średniej, wszystko się zmieniało. Wstąpiłam do innego kółka, aniżeli Susanne i ludzie zaczynali mnie poznawać.
Rodzice uwielbiali Sue. Dzięki niej zyskiwałam większą pewność siebie, byłam szczęśliwsza i wesoła. Zawsze mnie odwiedzała, jeździłyśmy razem na wakacje i czasami na podwójne randki. Przy niej byłam sobą. Każdy zazdrościł mi relacji z nią.
Gdy jeden raz, byłyśmy naprawdę mocno pokłócone, dołączyła do niej dziewczynka o imieniu Charlotte. Była chuda, miała rude włosy do ramion i uważała się zawsze za tą lepszą. Mierzyła mnie spojrzeniem na korytarzu.
Widziałam po Sue, że nie odpowiada jej to, że rudowłosa przyczepiła się do niej. Gdy któryś raz, Charlotte, próbowała nastawić ją bardziej przeciwko mnie, Susanne prychnęła, podeszła do mnie i przytuliła.
-Brakowało mi ciebie, Grace. Zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką-odparła. Uśmiechnęła się do mnie ponownie.
Poczułam zimną ciecz, na swojej buzi. Szybko pomrugałam powiekami. Nade mną stał Oliver, lejąc mnie zimną wodą.
Jak oparzona, szybko podniosłam się na nogi i wycofałam do rogu celi. Chłopak zaśmiał się gorzko, zaraz potem podszedł do mnie, biorąc w ręce moją twarz.
-Grace...-szepnął.
Nachylił się, chcąc dotknąć moich ust. Przymknęłam oczy, stając na palcach.
Odsunął się ode mnie szybko, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-Jesteś taka ż a ł o s na-mruknął.-Naprawdę. Jeszcze bardziej naiwnej dziewczyny od ciebie, nie widziałem.
-Dlaczego to robisz? Dlaczego pozwoliłeś mi tobie zaufać?
Pokręcił głową, łapiąc się za głowę.
-Nie dość, że naiwna i żałosna, to jeszcze głupiutka. A jak myślisz?
-Po co był ten cały cyrk?-Zapytałam siląc się na odwagę. Mój głos był chłodny, pozbawiony jakichkolwiek uczuć.-Nie mogłeś mnie po prostu tutaj zabrać? Oszczędziłbyś mi i sobie czasu.
-To by było zbyt proste-uśmiechnął się sztucznie, wychodząc z celi.
Westchnęłam. Nie mogłam przecież tutaj zostać. Spojrzałam na swoje ręce i nogi. Nie byłam już nawet spocona. Zostałam znowu uleczona.
Uleczona przez Olivera.
Ale dlaczego?
Zacisnęłam dłonie w pięść. Musiałam się stąd wydostać. Nie po to, ryzykowałam swoim życiem, aby teraz pozwalać sobie na katowanie.
Spojrzałam do góry. Jedna część sufitu nie pasowała do pozostałych. Rozejrzałam się. Naprawdę wszyscy sobie stąd poszli?
Zaśmiałam się w duchu, to moja jedyna okazja.
Podskoczyłam najwyżej do góry, chwytając za wystającą część.
Przejście. Tam było przejście.
Podciągnęłam się do góry na rękach. Całość wyglądała, jak zwykły szyb wentylacyjny. Podkurczyłam nogi i weszłam do środka. Zamknęłam za sobą klapkę i ruszyłam na czworakach, w poszukiwaniu wyjścia.
Kilka minut później usłyszałam wrzask.
-Jak mogliście pozwolić, żeby uciekła?!
-Jak zdołała uciec...to jest lepsze pytanie-usłyszałam pomruk Olivera.
Byłam już w połowie, gdy ktoś wyrwał jedną z szyb, na której się znajdowałam. W ostatniej chwili złapałam palcami kolejnej szyby. Znowu podciągnęłam się do góry, starając się jak najszybciej uciec oprawcom. Poczułam na swojej szyi oddech.
Tak bardzo charakterystyczny do niego.
Odwróciłam się, zaciskając zęby.
Zmierzył mnie spojrzeniem. Chwycił w talii i próbował z powrotem odstawić mnie na ziemię. Wbiłam mu paznokcie w palce. Jęknął z bólu. Korzystając z nieuwagi, szybko ruszyłam do przodu. Oliver był daleko w tyle. Nastąpiło rozdzielenie szybu, posłuchałam instynktu i skręciłam w lewą uliczkę.
Złapał mnie za nogę. Wiedziałam, że zbliża się koniec. Chwyciłam go za ręce, delikatnie, jakbym bała się, że mogę go skrzywdzić. Rozbawiła mnie moja nagła zmiana strategii. Jeszcze wcześniej nie oszczędzałam mu bólu...ale teraz...teraz musiałam do niego jakoś dotrzeć. Odzyskać go.
-Oliver, nie wierzę w to, że tak o nas myślisz. Nie mogłeś udawać przez taki okres czasu, owszem, mówiłeś że ucieka z ciebie dobro...ale zawsze może wrócić. Bądź znowu sobą. Uciekniemy, wszystko będzie w porządku. Chodź ze mną, proszę.
Przez chwilę zdawało mi się, że jego oczy zaszkliły się. Zaraz potem wybuchnął śmiechem.
-Naprawdę uważasz, że nie byłbym do tego zdolny? Potrafię na zawołanie się rozpłakać, szybko wymyślić, jakąś bajeczkę, żebyś mi uwierzyła.
-W takim razie...przykro mi, Oliver.
Kopnęłam go z całej siły wolną nogą w głowę. Urwałam ze swojej bluzki trochę materiału i użyłam jej jako sznurka. Przywiązałam go do wystającej części szybu i uciekłam. Poruszałam się najszybciej, jak potrafiłam. Paliły mnie kolana, oddech stawał się nierówny. Wiedziałam, że to teraz moja ostatnia szansa na ucieczkę. Nie mogłam się poddać.
Jeszcze na Ziemi, czekali na mnie moi przyjaciele. Byłam dla kogoś ważna.
Próbowałam siłą woli przenieść się znowu, lecz moi oprawcy zrobili mi coś, że było to niemożliwe.
Westchnęłam.
Musiałam znaleźć inne wyjście.
Szyb już się skończył. Słyszałam ich. Nie mogłam tam pójść..lecz nie mogłam też zawrócić. Zostałam w sytuacji bez wyjścia.
Postanowiłam jednak wrócić. Wolałam, aby to Oliver mnie złapał, aniżeli oni.
Łzy kapały mi po policzkach. Czułam się bezradna.
Mój anioł stróż, już się wybudził, mocował się ze sznurkiem na ręce. Gdy mnie zobaczył, wybuchnął śmiechem.
-I co, księżniczko? Łudziłaś się, że nam uciekniesz?
-Nie mów tak do mnie. Nie, kiedy nie jesteś już sobą.
-To wtedy nie byłem sobą-uśmiechnął się.-To co, rozwiążesz mnie?
Ilustrowałam jego twarz. Krew nadal sączyła się po jego brodzie. Skóra przybrała w niektórych miejscach nieco niebieski odcień.
-Powiedz mi, że mnie nienawidzisz-mruknęłam.-Chcę to słyszeć. Później, nie będę się do ciebie odzywać. Tylko to powiedz.
Nie odezwał się. Spojrzał na mnie tylko chłodnym wzrokiem.
Co z nim było nie tak?
*************
Taki króciutki, ale to tylko przed smaczek tego co stanie się potem. Naprawdę przepraszam za te długie przerwy w pisaniu, ale potrafię napisać coś tylko wtedy, gdy tknie mnie wena.
Następny będzie o wiele dłuższy...zresztą, powoli zbliżamy się końca.:(

piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 16

Zaczęło kręcić mi się w głowie, kiedy przekroczyłam drzwi czyśćca. Odór spalenizny był tak intensywny, że musiałam koszulką zakryć swoje usta i nos. Słyszałam krzyki, płacz, cały chaos sprawiał, że trzęsły mi się ręce, a nogi miałam jak z waty.
Bałam się.
Próbowałam uspokoić oddech. Zaczęłam cicho liczyć do dziesięciu, niepewnie idąc przed siebie.
Musiałam być spokojna.
Ludzie płakali, dzieci wołały za rodzicami, łapiąc mnie za koszulkę.
Ich przerażenie w oczach.
Ich pustka w oczach.
To było straszne.
Przegryzłam do krwi policzek.
Mój główny cel, to znaleźć swoją młodszą siostrzyczkę. Muszę być twarda. Udowodnić Oliver'owi, że potrafię to zrobić.
Że potrafię uratować Rose.
Nie odwracałam się, próbowałam zachować spokój. Pot leciał mi po twarzy, a serce drżało.
Otworzyłam kolejne drzwi.
Było mi tak lodowato. Cała się trzęsłam. Ktoś, kto myślał, że zbliżając się do piekła, będzie gorąco, mylił się. Ludzie byli zimni, zupełnie pozbawieni uczuć.Tutaj nie rządziła nienawiść. Mogłabym śmiało powiedzieć, że panowała tutaj obojętność. Obojętność, która zabijała wszystkich od środka. Ludzie spoglądali na mnie jakby wyparni ze wszystkiego, jakichkolwiek emocji, ich oczy były smutne i zupełnie wyblakłe.
Stracili nadzieje.
Byłam dopiero na początku. Początku, który był najtrudniejszy.
Nie potrafiłam opanować drżenia całego ciała. Obecność tutaj sprawiała, ze zupełnie opadłam z sił, lecz wiedziałam, że nie mogę. Nie mogę się poddać.
Wszyscy dookoła mnie jakoś sobie radzili. Musiałam udowodnić, że nie jestem już małą dziewczynką i umiem radzić sobie sama.
Wzięłam głęboki oddech.
-Rose!-Wołałam.
Dokuczał mi uciążliwy ból w klatce. Oczy były zmęczone przez wytężanie ich w półmroku. Poczułam jak moje wargi sinieją, a ciało staje się odrętwiałe. Przeżyłam szok. Nagle, z tak lodowatego miejsca, wpadłam w dosłowne piekło. Powietrze tutaj było ciężkie i gorące, że aż cofnęłam się z przerażenia.
Dwie, wysokie postacie, których wygląd był tak koszmarny, zbliżały się do mnie. Ich wykrzywione twarze, czarne, pełne nienawiści oczy, stawały się jeszcze bardziej przerażające przez panującą ciemność. Zaczęłam rozglądać się za nimi. Wtem, zauważyłam moją siostrę w jednej z klat. Moja adrenalina podniosła się, kiedy zobaczyłam jak wygląda.
Jej długie, blond włosy, zamieniły się w krótkie, nie dosięgające nawet do obojczyka. Wiedziałam, że za nimi będzie tęsknić najbardziej. Smutne, a jednocześnie świecące nadzieją oczy, spoglądały na mnie. Drobne, delikatne dłonie, były teraz oszpecone poparzeniami i głębokimi ranami. Oblizała suche, spierzchnięte wargi z niepokojem.
Uderzyłam najmocniej, zaciśniętą pięścią w najbliższego napastnika. Złapał ją w powietrzu zadowolony. Wyrwałam ją z jego uścisku i korzystając z jego chwili nieuwagi, wykręciłam mu rękę, ciesząc się z jego bólu. Nie zauważyłam jednak jeszcze kogoś za mną. W porę uniknęłam jego ataku łomem w moją głowę. Na nieszczęście jego przyjaciela, przedmiot uderzył w niego.
Pobiegłam w kierunku mojej siostry. Złapałam najbliższe klucze i na moje szczęście, pasowały do zamka. Gdy dotknęłam klamki, oparzyła mnie. Zagryzłam wargi, czując jak krew podchodzi mi do głowy. Szybko otworzyłam klatkę wołając:
-Biegnij Rose najszybciej, jak potrafisz, dołączę do ciebie.
-Grace...nie. Jeśli nie zdążysz?-Zaniepokoiła się.
-Do cholery, biegnij!
Popchnęłam ją, sama zajmując się oprawcami jej bólu. Biegła, starając się nie oglądać za mną. Jeden z nich uderzył mnie rozgrzanym prętem w bliznę na łydce.
Nie krzyknęłam. Łzy spływały jak grochy, ale zacisnęłam tak mocno zębami wewnętrzny policzek, że poczułam smak krwi.
Walczyłam, tak jak uczył mnie Oliver, ale brakowało mi już sił. Zbliżało się coraz więcej oprawców.
Przykładając po raz kolejny, jeszcze bardziej wrzący przedmiot do mojej skóry, krzyknęłam dławiąc się łzami.
Swiat zawirował mi przed oczami, a podłoga utraciła się z moich stóp. Ostatnie co usłyszałam, to huk zatrzaśniętych drzwi.
Udało się jej. Wychodząc beze mnie, powinna od razu przenieść się do żywych.
Była bezpieczna, teraz liczyło się tylko to.
Zaraz potem straciłam przytomność,
***
Wrzątek wylany na moja nogę, szybko mnie obudził.Z sykiem wycofałam się w róg celi.
Dopiero teraz rozejrzałam się, gdzie jestem. Kraty były rozgrzane do czerwoności. Duszące powietrze jakby przygniatało mi płuca, a pot strumieniami spływał po moim ciele. Tak bardzo byłam spragniona i wyczerpana. Oparzenia były tak duże, że musiałam odwracać wzrok.
-Grace,Grace-usłyszałam męski przepełniony śmiechem i ironią głos.-Naprawdę nie sądziłem, że dasz radę ją wydostać. Opłacało się?
Pokiwałam głową w kierunku postaci. Zaśmiał się szyderczo.
-Należy do ciebie wybór. Twój aniołek poszedł za tobą-uśmiechnął się, wskazując na związanego linami, posiadającymi kolce, Olivera.-Wolisz, żeby on cierpiał czy Ty?
Oczy zapłonęły mi nienawiścią. Wziął jedno z niewielkich szklanych butli i wylał mu na miejsce, w którym powinny pojawić się jego skrzydła.
Chłopak nie ukrył bólu. Widocznie był tak wielki, że jego zaciśnięte policzki, nie wystarczały na przetrzymywanie bólu.
Czarne oczy błyszczały łzami, a żałosność jego ryku, rozrywała mi serce.
Oprawca nadal wylewał na niego substancję.
-Przestań! Błagam, skończ!-Krzyknęłam.
Uśmiechnął się do mnie.
-Podjęłaś decyzję?
Skinęłam głową.
-Słusznie.
Podszedł do mnie, rozwiązał liny wraz z jakimiś dziewczynami i wpakowali go do klatki naprzeciwko mnie. Kręcił głową. Nie chciał, żebym to zrobiła. Jednak, jeszcze większy ból sprawiało mi patrzenie, jak on cierpi.
Kochałam go i nie chciałam, aby działa mu się krzywda.
Byłam przygotowana na cierpienie.
Jedna z dziewczyn, wzięła jedną z pochodni i zaczęła podpalać moją drugą, nieco mniej "przyozdobioną" oparzeniami nogę. Ból był nie do opisania. Czułam jak ogień wypala moją skórę. Krztusiłam się łzami. Chciałam, aby przestała, lecz ona wymyślała jeszcze gorsze metody do krzywdzenia mnie.
Oliver nie wytrzymywał.
-Zostawcie ją! Proszę, możecie zrobić wszystko co chcecie ze mną, ale jej nie róbcie krzywdy! Przestańcie!
Mężczyzna śmiał się, mówiąc że taką podjęłam decyzję.
Dziewczyna wzięła najcięższą rzecz, jaką znalazła w pomieszczeniu i rzuciła mi ją na chorą nogę.
Czułam, jak tracę przytomność, ostatnie co widziałam przed sobą, to mojego anioła. Po jego policzkach płynęły żywne łzy. Pierwszy raz zobaczyłam, jak płacze. Był bezradny.
***
-Grace..Grace, błagam, obudź się-mówił Oli, gładząc mnie po głowie. Byłam w jego objęciach.
Otworzyłam niepewnie oczy, sycząc z bólu. Widząc otwarte złamanie mojej nogi, miałam ochotę znów opuścić powieki.
-Jak to możliwe, że jesteś tu ze mną?
-Przekonałem ich, że jeśli teraz umrzesz, nie będą mieli z ciebie pożytku. Musiałem cię uzdrowić.
-A co z nogą?
-Nią zajmiemy się później, brakuje mi sił.
Kiwnęłam głową. Chciałam się do niego przytulić, lecz każdy ruch, sprawiał mi niesamowity ból. Pocałował mnie w czoło, sam mocniej przyciągając mnie do siebie. Jęknęłam czując dotyk na swojej skórze.
-Pić...Oliver...
Szybko rozejrzał się i znalazł wodę w niewielkiej butelce. Oczywiście, była gorąca. Westchnęłam. Musiałam czekać, aż chociaż trochę ostygnie.
-Księżniczko, dlaczego tutaj weszłaś, teraz nie jestem w stanie cię nawet chronić.
-Zrobiłam to dla siostry-szepnęłam.-A ty, dlaczego za mną poszedłeś?
-Chyba nie myślałaś, że bym cię zostawił? Kocham cię, Grace i gdybym miał oddać za ciebie życie, zrobiłbym bym to. Jesteś dla mnie najważniejsza. Gdyby nie Ty, moje życie tutaj, pozbawione byłoby sensu.
Uśmiechnęłam się, wyciągając dłoń i gładząc jego policzek. Niepewnie musnęłam jego wargi, on jednak odsunął się ze smutkiem. Pokręcił głową, pokazując wzrokiem na naszych oprawców.
Wiedziałam, że nie będzie już tak, jak kiedyś.
Jego czarne oczy straciły nadzieję.
***
Obudziłam się sama.Spojrzałam na swoją nogę, nie było śladu po otwartym złamaniu.  Naprzeciwko mnie, zza krat stał Oliver. Uśmiechnął się do mnie kpiąco. Podniosłam brwi zaskoczona, szukając oprawców.
Jeden z nich wyszedł zza cienia.
-Pożegnaj się ze starym Oliver'em. Jego przeszłość się nie zmieniła. Kto raz pokosztował zła, zawsze będzie chciał do niego wrócić-mruknął jeden z nich.
Moje serce zabiło szybciej.
Kim stał się Oliver? Jak bardzo go zmienili?
-Oliver, proszę powiedź, że to nieprawda-szepnęłam.
-Myślałaś, ze wybiorę ciebie zamiast tego co mogę od nich dostać? Jesteś śmieszna, własnie przed tym próbowała ostrzec cię Alex. Wiedziała, jaki jestem. Musiałem ją uciszyć i jak to mówią, stara miłość nie rdzewieje. To ja pozwoliłem ci tutaj wejść, to przeze mnie wzięli twoją młodszą siostrzyczkę. A ty biedna uwierzyłaś w bajeczkę, że jestem twoim aniołem stróżem. Albo, że wylewana przez nich substancja, bolała mnie. Jesteś żałosna..
-Oliver...jak...ale...
-Biedna, zakochała się w kimś, kto zupełnie nie ma ochoty nawet z nią rozmawiać.
Moje serce rozkroiło się na kawałki.
************
PRZEPRASZAM, NAPRAWDĘ BARDZO, ALE TO BARDZO PRZEPRASZAM, ZA NIEPISANIE ROZDZIAŁÓW, TO WSZYSTKO SIĘ ZMIENI.
OBIECUJĘ!

niedziela, 20 września 2015

Rozdział 15

Długo zastanawiałam się co uczynić. Czy jednak się tam dostać...
Musiałam jednak wszystko przemyśleć, czas uciekał, jednak wolałam nie robić niczego pochopnie. Ceniłam swoje życie i chciałam, aby zachowała je zarówno ona jak i ja. 
Było mi tak przykro, że Sue zupełnie odwróciła się ode mnie. Dziewczyna, zawsze należała do moich najlepszych przyjaciół, więc ciężko było mi się z nią rozstać. 
Porzucić wszystkie nasze plany, marzenia...a co najgorsze tak pamiętne wspomnienia.
Widziałam, że coś jest nie tak. Chodziła przygaszona, często ukrywając twarz w ramionach David'a. Było mi jej tak cholernie żal, tak bardzo chciałam jej pomóc, ale nie wiedziałam jak.
Nie ufała mi już. Myślała, że nie może liczyć na moją pomoc, lecz ona naprawdę, była jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
Zawsze mnie broniła. Nigdy nie pozwoliła, aby stało mi się coś złego. Była jak starsza siostra, mimo że byłyśmy w tym samym wieku. Mimo że urodziny obchodziłyśmy w tym samym miesiącu. 
Pamiętam, że starała się o to, abym ciągle się uśmiechała. Gdy tylko widziała moje zagubione, puste oczy, wiedziała, że coś jest nie tak.
Owszem, kiedy zaczęła być z David'em, stał się on dla niej równie ważny i momentami nawet twierdziłam, że ma gdzieś co jest u mnie, jednak przez upływający, samotny czas, wiedziałam, że to nie jest prawda.
Zawsze spoglądała z ciekawością i smutkiem, w moje oczy. Próbowała dopatrzeć się, cokolwiek wyszukać w nich, ale ja sama nie potrafiłam opowiedzieć jej tego wszystkiego. Myślałam, że jest to nierealne, aby uwierzyła, że nasza przyjaźń tym bardziej się skończy przez jej niezrozumienie. 
Uważam, że mogłam zaryzykować. Teraz, było o wiele gorzej.
Wolałabym żyć ze świadomością, że ma mnie za wariatkę, aniżeli za skończoną kretynkę, która nawet nie ma odwagi spojrzeć jej w twarz.
Spoglądała na mnie często z tymi samymi oczami, co ja. Również wydawały się zagubione, pełne rozpaczy i zmartwienia. 
Nie potrafiłam tak. Nie potrafiłam, tak po prostu zapomnieć o nas. 
Któregoś dnia, widziałam ją przy schodach, rozmawiającą przez telefon. Skończyła swoje zajęcia, więc prawie nikogo nie było w szkole. 
Płakała. Po raz trzeci w życiu, widziałam jak naprawdę płacze. Była zrozpaczona, była tak cholernie załamana, że musiałam do niej podejść. 
Widziałam, jak rzuca komórką gdzieś przed siebie, nie przejmując się nawet jej stanem. Było jej wszystko jedno. W tej chwili, nie interesowały jej rzeczy zewnętrzne.
Ona się rozpadała.
Była krucha, tak bardzo krucha, że pozwoliła sobie na swój żałosny płacz. 
Przysiadłam się obok niej, odgarniając jej włosy z policzków, które przykleiły się do jej łez. 
Chciałam jej pomóc.
Ciężko było mi spojrzeć w jej oczy, ale przegryzłam mocno policzek, przenosząc swój wzrok na jej długie rzęsy.
Rozmazany tusz i oczy pełne łez, sprawiły, że sama poczułam, jak coś w środku się we mnie łamie. 
Objęłam ją ramieniem, mocno przyciągając do siebie.
-Mój tata..on...on...nie żyje, Grace...Boże...
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Jej tata był wspaniałym człowiekiem, pamiętam jak byłyśmy małe, a on był dla mnie bardzo miły. Zachowywał się tak, jakby był również moim ojcem. Troszczył się zarówno o nią, jak i o mnie. Zawsze żartowaliśmy z nim, nawet grałyśmy w różne gry, zawoził nas na festiwale, koncerty. Był zawsze uśmiechnięty i pełny radości. Nigdy nie widziałam go przygnębionego. Było w nim coś wyjątkowego. Nawet gdy miałam zły humor, wystarczyło, że uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech był zaraźliwy.
-Codziennie się z nim kłóciłam. Nie lubił David'a, był nerwowy, martwił się, ale nadal nie rozumiem o co. Dlatego byłam taka...dzisiaj pokłóciłam się z nim przed wyjściem do szkoły, rzucałam talerzami, krzyczałam, że go nienawidzę, że wszystko kontroluje...a on...umarł, Grace, umarł.....nawet nie zdążyłam go przeprosić-łkała.-Tak cholernie tego żałuje...tak cholernie mi przykro....
Jej słowa sprawiły, że razem zaczęłyśmy płakać na szkolnych schodach. Trzęsłyśmy się z rozpaczy i smutku.
Ta sytuacja sprawiła, że stałyśmy się sobie bliższe. Znowu mogłyśmy się nazywać najlepszymi przyjaciółkami.
***
Dni niemiłosiernie mijały. Nathan, siedział, tak jak dawniej razem z nami. Równie często kłócił się z Sue, ale zaraz potem, godzili się śmiejąc się głośno i żartując z siebie.
Było tak jak kiedyś.
Gdy wychodziłam ze szkoły, Oliver złapał mnie za rękę. Moi przyjaciele niezauważalnie przeszli obok nas, a przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie machając.
-Mogę wiedzieć dlaczego ty się z nim przyjaźnisz? Nie pamiętasz co stało się ostatnim razem?-Warknął.
-Nie możesz go winić za coś, gdy nie był sobą-mruknęłam rozdrażniona.
Westchnął.
-A jeśli stanie się to znowu? Jeśli znowu mu zaufasz i będzie znowu tym kim był?
Przewróciłam oczami z poirytowaniem. Chłopak przybliżył się tak, że czułam jego oddech na mojej szyi.
-Martwię się o ciebie, Grace. Nie chcę cię stracić.
Zauważyłam Alex za jego plecami. Zakryła mu oczy rękoma.
-Zgadnij kto to-zamruczała.
Odwróciłam się na pięcie pozostawiając ich samych. Serce zaczęło mi z nerwów walić jak oszalałe. Wiedziałam, że to jest zwykła przykrywka, ale Oliver dając nadzieje czerwonowłosej robił przecież źle.
To z nią powinien być szczęśliwy-usłyszałam głos w swojej głowie.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam zęby i poszłam do swoich przyjaciół, którzy stali leniwie przy aucie Nathana. Mieliśmy świętować sukces naszej przyjaciółki.
Wiedziałam, że będę obecna ciałem, lecz nie duchem.
Ostatni raz obejrzałam się za siebie, spoglądając na Olivera. Miał zatroskany wyraz twarzy i pokręcił delikatnie głową. Wiedział o czym myślę od kilku dni.
***
Dni mijały. Coraz bardziej się o nią bałam, dlatego planowałam coraz częściej plan. Miałam cały zapisany zeszyt.
Czasami wchodziłam do świata zmarłych, próbując zorientować się, gdzie w razie czego mogłybyśmy uciec, nie narażając innych.
Którejś nocy, kiedy zapisywałam ostatnie kartki, poczułam jak ktoś błądzi opuszkami palców po mojej szyi. Odwróciłam się przestraszona.
Oliver.
Poczułam jak płonę rumieńcami. Szybko zamknęłam zeszyt, ciesząc się, że tata wyjechał na dwudniową delegację.
Mój oddech stał się nierówny, widząc go w jego najlepszej czarnej koszulce i zarzuconej na ramionach kurtce. Na dworze robiło się coraz cieplej, nawet w naszym mieście, o śniegu i o temperaturach minusowych, mogliśmy z łatwością zapomnieć.
Serce zabiło mi mocniej, gdy wziął do ręki mój zeszyt. Próbowałam mu go wyrwać, jednak chłopak był wyższy i lepiej zbudowany. Uniósł go do góry, próbując przeczytać moje zapiski. Przez jego niezauważenie, pchnęłam go na łóżko, szybko wzięłam z jego rąk przedmiot i schowałam go do mojej zamykanej szafki na szyfr.
Zaśmiał się, ciągnąc mnie za ręce na pościel.
-Naprawdę myślisz, że nie znam twojego kodu? Piszesz, skarbie pamiętnik?
Prychnęłam, próbując opanować oddech. Nie mógł wyczuć, że kłamię.
-Tak, więc chciałabym mieć tą prywatność, wiesz?
Przewrócił oczami. Szybko wstał, wpisał szyfr i zaczął czytać. Im dłużej wertował kartki, tym bardziej próbowałam mu przeszkodzić w tej czynności.
-Do jasnej cholery, Grace!-Krzyknął rzucając zeszyt na ziemię. Ciągle, zdenerwowany, podchodził bliżej, aż w końcu poczułam ścianę za swoimi plecami. Opierałam się o nią kurczowo, przygnieciona przez Oliver'a.-Przecież powiedziałem ci coś o tym. MASZ JEJ NIE SZUKAĆ.
-Naprawdę myślisz, że się ciebie posłucham?-Warknęłam, dziwiąc się na śmiałość w moim głosie.-TO MOJA SIOSTRA.
Przekręcił głową w prawo spoglądając na mnie.
-O ile mi wiadomo, jeszcze kilka lat temu, nie chciałaś jej tutaj. Nienawidziłaś jej, gdy była w brzuchu twojej mamy. Chciałaś by ONA umarła. Nie chciałaś, żeby żyła. A teraz nagle się nią przejmujesz?
-Skończ-syknęłam.-To było przegięcie z twojej strony. Byłam mała, kochałam mamę i to chyba logiczne, że wolałam ją od niej?
-Teraz nagle twoje marzenie, żeby zniknęła z twojego życia się spełniło, co?
Zamurowało mnie. Coś w niego wstąpiło. Dlaczego potrafił mi wyrządzić krzywdę słowem? Dlaczego po prostu nie wbił mi noża w serce?
Odepchnęłam go i podeszłam do okna.
-Ja..przepraszam Grace, nie chciałem tego powiedzieć.
Zmierzyłam go wzrokiem. Czułam jak moje oczy robią się puste i szkliste.
-Odejdź...nie chcę cię widzieć.
-Grace..
-Wynoś się stąd!-Krzyknęłam.-Wynoś się! Idź do tej pieprzonej Alex i zostaw mnie w spokoju. Żyjcie sobie szczęśliwie. Poradzę sobie ze wszystkim sama-podszedł do mnie bliżej, chciał chwycić moją twarz w ręce, ale odepchnęłam go ze wściekłością.-Zostaw mnie do cholery w spokoju! Nienawidzę cię!
Zaczął się cofać, a jego wyraz twarzy prawie w ogóle się nie zmieniał. Widziałam jednak w jego oczach skruchę.
Nie wiem jak to możliwe, ale jego czarne oczy powoli robiły się coraz ciemniejsze. Były jak otchłań. Otchłań, w której równie dobrze mogłabym zatonąć. Móc kąpać się w jego czerni, jego blasku. Jak czarna noc, którą każdy chce dojrzeć, każdy chce chociaż jeden raz móc taką przeżyć. Lecz jego oczy były też jak otchłań, w której mogłabym się zgubić, nie widzieć gdzie jest koniec, a gdzie początek. Móc polegać tylko na sobie. Ciemność, której od dzieciństwa tak się bałam.
Zapomnienie.
Strach.
Przepaść.
***
Ostatni mój ziemski dzień, chciałam pobyć sama w miejscu, w którym czułam się bezpiecznie.
Które pokazał mi Oliver.
Była czwarta nad ranem, wzięłam koc i rozłożyłam nogi na ławce. Staw lśnił w blasku księżyca, lecz wszystkie zwierzęta schowały się gdzieś tworząc ciszę.
Nie chciałam go tutaj spotkać, ale miałam wrażenie, że on wie, co chce uczynić. Czuł moje przyśpieszone serce. Czuł, że to już będzie koniec.
Koniec ze wszystkim co tutaj pozostawiłam.
Że mogę już nie wrócić.
Czułam jego dotyk na mojej szyi. Czułam jego opanowany oddech na moim policzku.
-Wysłałem po większy oddział aniołów stróżów na twoich bliskich, Grace-szepnął.
Kiwnęłam głową. Tak bardzo chciałam pozostać ze wszystkim sama, że nawet nie wiem, kiedy przestałam go słuchać i odpłynęłam do własnych rozmyślań.
Musiał to wyczuć, bo wziął moje nogi i usiadł obok mnie. Dotknął mojej dłoni, lecz odepchnęłam ją.
-Przepraszam, Grace...ja naprawdę nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło...właśnie przed tym ostrzegali Cię wszyscy.
-To znaczy?-Zapytałam niepewnie zerkając w jego stronę.
-Przede mną.
Zmarszczyłam brwi zaskoczona. Pokręcił głową, jakby nie chciał nawiązywać już do tego tematu. Jednak czując na sobie mój wzrok, w końcu się przełamał.
-Nie jestem do końca takim aniołem stróżem, jakim powinienem być...przez moje nieposłuszeństwa, zawsze coś sprawiało, że archanioły pozbawiały mnie mojej osobowości, mojej dobroci, wstrzykując we mnie trochę zła...abym stał się bardziej ludzki...
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Ale w porządku, po całej sytuacji, poproszę aby mnie zmienili, nie chcę, abyś przeze mnie cierpiała.-Wziął głęboki oddech.-Obawiam się, że ucieka ze mnie dobro.
Tym razem to ja przysunęłam się do niego biorąc w ręce jego twarz. Palcami gładziłam jego twarz, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
-Oliver...tylko twoje myślenie to powoduje. Jesteś dobry. Popełniasz błędy, jak każdy. Grunt to przyznać się do nich...tak jak to robisz ty. Nie myśl o sobie w ten sposób. Gdyby zaczynało rządzić tobą zło..-wzięłam głęboki oddech.- nie zakochałabym się w tobie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie. Rozejrzał się dla pewności, mrucząc mi do ucha:
-Kocham cię, Grace.
***
Zamknęłam oczy.
Pojawiłam się tam.
Czysty chaos.
Wszyscy uciekali przerażeni rzeczywistością.
Zaczerpnęłam powietrza, biegnąc tam skąd ludzie wybiegali.
Musiałam ją uratować.
*******************
No i w końcu udało się, napisałam:)


środa, 12 sierpnia 2015

****

bardzo mi przykro, ale mam blokadę twórczą, nie potrafię cokolwiek tutaj napisać, mimo że mam pomysł
blog jest zawieszony, mam nadzieję, że w końcu uda mi się dodać rozdział

środa, 8 lipca 2015

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 14

Wsiedliśmy najszybciej jak potrafiliśmy na motor i Oliver jechał o wiele szybciej niż zwykle.
Bałam się.
Tak cholernie bałam się o moją młodszą siostrzyczkę.
Była dla mnie wszystkich.
Była dla mnie słońcem.
Była nadzieją na lepsze jutro.
Nim Oliver wyłączył silnik, już wyskoczyłam, po drodze rzucając kask, z motoru, kierując się w stronę domu. Biegłam najszybciej jak mogłam, szarpiąc za klamkę. Jak zwykle, zamknięty dom. Przeklęłam w myślach szukając kluczy.  Otworzyłam drzwi wołając ją, odpowiedział mi jej jęk w salonie. Zerknęłam na Oliver'a, który stał już przy mnie. Bez zastanowienia ruszyłam w kierunku pokoju.
Dziewczynka leżała rozpalona na kanapie, tata siedział obok niej, widocznie bardzo zmartwiony. Rodziciel spojrzał w moim kierunku oskarżycielsko.
-Zabroniłem ci się z nim spotykać-syknął.
-To nie jest teraz tak bardzo ważne, co jej jest?
-Ty mi powiedz-warknął odsłaniając jej brzuch.
Znak ją palił. Znak, który nie był dla mnie w żaden sposób czytelny, nic dla mnie nie znaczył, został wyryty na jej brzuchu. Wiedziałam o tym, pamiętnej nocy, widziałam nawet jak zakapturzona postać pisała ją ostrym przedmiotem, ale myślałam, że pozostanie po niej tylko blizna. Że nie będzie ona groźna.
Myliłam się.
Chłopak bardzo się przejął, kucnął obok niej oglądając każdą rysicę jej rany. Obficie krwawiła, dlatego poszłam do łazienki po ręczniki i wodę. Oliver ruszył za mną.
-Przez ten znak, mogą ją do siebie wezwać, Grace-szepnął.
Odwróciłam się przerażona.
-Nie...ale...zrobimy coś, to znaczy...da się uczynić coś, aby jej nie wzięli...proszę, Oliver, powiedz, że tak..
Spoglądał na mnie wzrokiem, który wiedziałam co znaczy.
Nie ma dla niej ratunku.
Czułam jak palą mnie policzki z gniewu. Czułam narastający, pełny nienawiści gniew. Moja młodsza siostrzyczka może zostać mi zabrana.
-Ewentualnie, jeżeli zostałaby tutaj na Ziemi, mogła zmienić się w kogoś innego, gorszego, pozbawionego wszelkich uczuć. Nie wiem co oni zamierzają zrobić, ale wydaję mi się, że uczynili to tylko ze względu na Ciebie, wiedzą, że będziesz w stanie zrobić wszystko, aby ją uratować.
***
Minęło kilka dni. Od razu po szkole, opiekowałam się Rosie. Tata nadal nie wiedział, kto jej to zrobił i kiedy się to stało. Nie mogłam mu powiedzieć. Uznałby mnie za wariatkę.
Zakazał mi się spotykać z moim aniołem stróżem. Stwierdził, że jeżeli jeszcze raz zobaczy mnie z nim, a co najgorsze w naszym domu, wyprowadzimy się stąd. Miał propozycję lepszej pracy w innym mieście, oddalonym o kilkaset kilometrów.
Zdecydowaliśmy, że postaramy się być bardziej dyskretni. Ponieważ kontrolowałam już swoją moc, uczyłam się wykorzystywać swoją drobną postawę, jako atut w walce.
Miałam już tyle siniaków, że ledwo potrafiłam leżeć, siedzieć czy ćwiczyć.
Oliver był nieugięty, widziałam jak się martwił, widziałam jego niepokój w spojrzeniu.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz...-westchnęła Sue spoglądając na mnie ze złością.
-Przepraszam Sue...ale mam za dużo zmartwień na głowie.
-Co się stało?-Zaniepokoiła się dziewczyna spoglądając na mnie.
-Coś jest nie tak z Rosie, ciągle ma gorączkę, martwię się o nią..a poza tym, mój tata widział mnie z Oliver'em, stwierdzi,że jeśli się to powtórzy, wyprowadzimy się.
Sue zatkało, dlatego aby zająć ręce zaczęła leniwie grzebać widelcem w jedzeniu.
-Pamiętaj, zawsze masz ode mnie alibi-uśmiechnęła się.
Poczułam wibracje komórki.
-Gdzie do cholery jest Rose?!-Wrzasnął mój tata.
Serce zabiło mi mocniej. Myślałam, że zaraz zemdleję.
Zamarłam. Znowu zaczęły trząść mi się ręce, a pot zalewać moje plecy. Znowu miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Widziałam zatroskany wzrok przyjaciółki. Oliver razem z David'em, rozmawiali ciągle spoglądając na nasz stolik.
Zawiesiłam na nim dłużej wzrok.
Zrozumiał.
-Co...-szepnęłam, nie miałam pewności czy tata mnie usłyszał, dlatego chrząknęłam próbując opanować głos.-Jestem w szkole, przecież...na pewno jest w domu, czemu pytasz?
-Może dlatego, że jej nie ma.
Oczy zaszły mi mgłą. Oddech stał się płytki. Nim się obejrzałam, obraz zawirował mi kilka razy i upadłam.
***
Minęło kilka dni od zniknięcia Rose. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Oliver ostrzegał mnie, żebym nie próbowała wkraczać do świata zmarłych, bo moje pójście tam, mogłoby spowodować tylko dobrowolne oddanie się ludziom z czyśćca i piekła.
Moja najlepsza przyjaciółka odwracała się ode mnie. Uważała mnie za wariatkę i niegodną zaufania. Było mi z tym źle.
Straciłam prawie wszystkie bliskie dla mnie osoby. Sue zaczęła przyjaźnić się z Alex, a Oliver ignorował mnie i świetnie wychodził mu udawany związek z czerwonowłosą. Nawet David starał się nawet nie spoglądać w moją stronę.
Któregoś dnia, wpadłam na wysokiego chłopaka. Spojrzałam w górę.
Nathan.
Poczułam jakbym miała nogi z waty. Czułam się przy nim taka krucha.
Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Tyle razy, ćwiczyłam z Oliver'em samoobronę, a tak naprawdę w prawdziwym życiu ciężko było mi ją zastosować.
Wydawało mi się, że chłopak nie ma złych intencji. Spoglądał na mnie również ze zdziwieniem. Był zaskoczony. Mile zaskoczony.
Ciągle spoglądaliśmy na siebie, lecz nikt nie ważył się odezwać. Ilustrowałam jego blizny na twarzy. Nie były aż tak dostrzegalne, ale przy takiej odległości, przy jakiej staliśmy, potrafiłam je dostrzec. Jedna, ciągnęła się aż do łuku brwiowego, do skroni. Drugą zdążyłam zauważyć na prawym policzku, a ostatnia, która była najbardziej dostrzegalna, szpeciła jego zarysowaną kość policzkową.
Mimo woli, spojrzałam na jego usta. Powoli, kąciki ust podnosiły się w górę, dlatego szybko odwróciłam wzrok próbując dostrzec cokolwiek w jego oczach. Wydawały się szczęśliwsze.
Wydawały się takie jakie były kiedyś.
To był on. To był stary Nathan.
Ten, który był moim najlepszym przyjacielem. Również pozwoliłam delikatnie się uśmiechnąć.
Chłopak widząc w końcu, że również cieszę się z tego, że w końcu się widzimy, przytulił mnie, podnosząc do góry. Roześmiałam się. Zawsze to czynił, gdy z czegoś naprawdę się cieszył.
-Nathan, co się z tobą działo?-Zapytałam, gdy w końcu odstawił mnie na ziemię i w spokoju, rozmawialiśmy przed szkołą.
-To jest ciężki temat-mruknął.-Obudziłem się w środku lasu. Nie miałem pojęcia, gdzie jestem i jak się tam wziąłem. Poprzedzające tygodnie, które podobno spędziłem w szkole, tak jak zwykle, były dla mnie zagadką. Naprawdę, nic nie wiedziałem. Nic nie pamiętałem. Lekarze uważają, że musiałem doznać amnezji.
-Naprawdę?-Zawołałam udając zatroskaną, wiedziałam, że gdy wróci, może mieć takie objawy, albo w ogóle nie być sobą.-Ale jak to możliwe? Nie było cię tyle czasu..
Wzruszył ramionami.
-Ja naprawdę nic nie pamiętam, Grace...
Pogłaskałam go po ręce uśmiechając się nieco współczująco. Kątem oka zauważyłam Oliver'a, wychodzącego ze szkoły, razem z Alex. Uśmiechali się do siebie, lecz widziałam, jak jego mięśnie napięły się, gdy zobaczył Nathan'a razem ze mną. Posłałam mu spojrzenie, w stylu, że wszystko w porządku. Nadal wydawał się zdenerwowany i zmartwiony, lecz czerwonowłosa, pociągła chłopaka specjalnie do siebie składając mu na ustach długi pocałunek.
Zdziwiony przyjaciel spojrzał na mnie.
-A tej co? Kim ona w ogóle jest? Nie wiedziałem jej nigdy w szkole.
-To należysz do grupy szczęśliwców..-mruknęłam.
***
Za każdym razem gdy spoglądałam na puste łóżko narastała we mnie złość. Tak wielka, że czasami aż trzęsły mi się ręce i potrafiłam powyrzucać wszystkie jej rzeczy, z szaf, szuflad, pudełek i pojemników, że później spędzałam kilka godzin na sprzątaniu tego, co zniszczyłam.
Nie potrafiłam inaczej poradzić sobie z jej stratą.
Narastała we mnie chęć zemsty. Po każdej kolejnej godzinie była coraz większa. Każda kolejna godzina sprawiała, że wariowałam.
Musiałam się rozluźnić, dlatego wzięłam swoją gitarę pakując ją w pokrowiec i dałam ją do auta.
Wyjechałam na obrzeża miasta. Tam gdzie jeździłyśmy zawsze z mamą, gdy chciałyśmy pobyć same.
Zawsze z nią miałam o wiele lepszy kontakt, niż z tatą. Z mamą rozmawiałam o moich problemach. To ona od najmłodszych lat była moją najlepszą przyjaciółką i najlepszą doradczynią, jaką mogłam sobie wyobrazić.
Pamiętam, że kiedyś pojawiłyśmy się tutaj. Mama wzięła gitarę. Opowiedziałam jej o moich problemach. Wtedy, wydawało mi się, że są one naprawdę duże i nigdy nie dam rady sobie z nimi poradzić. Że tak mała dziewczynka, jak ja, powinna ich nie mieć.
Płakałam. Już nawet nie wiem, nie pamiętam co było moim zmartwieniem.
Mama nie mogąc już dłużej ocierać moich łez, wzięła gitarę i zaczęła śpiewać.
Zawsze się wtedy uspokajałam. To było najlepsze dla mnie lekarstwo. Gdy refren zaczął się powtarzać, zaczęłam cicho śpiewać wraz z rodzicielką. Uśmiechała się zachęcająco.
Tego dnia, musiałam sama stawić czoła swoim problemom. Sama musiałam się pocieszyć.
W myślach mówiłam, co tak naprawdę mnie dręczy. Poczułam, że gdy wszystko z siebie wydusiłam, łzy same leciały po moich policzkach. Potrzebowałam tego.
Chwili, w której otworzę się znowu ponownie przed sobą.
Nastroiłam gitarę, wzięłam głęboki oddech przypominając sobie ponownie piosenkę.
Budząc się, pomyśl o mnie kochanie, 
pomyśl o tym wszystkim co jest dobre i nie, 
nawet gdyby, wydawałoby Ci się niełatwe,
zrobić to, o co proszę teraz Cię.
ref. Uwierz mi, wszystko będzie dobrze.
Wszystko tak, będzie, jak Ty chcesz.
A gdy nic, już nie pozostanie. 
Zaśnij znów, myśląc o kwiecie róż.
Myślę o małych rzeczach, które są wspaniałe. 
Nie uronię, już żadnej łzy. 
Teraz ty posłuchaj mnie, słoneczko. 
Jesteś dla mnie najlepszą artystką. 
I nigdy już nie bądź smutna, 
bo gdy Ty płaczesz,
to ja też
i umieram w środku swym.
Odłożyłam gitarę, nie czułam się wcale dobrze, śpiewając znowu tą piosenkę. Przypominała mi mamę.
Przypominała mi najlepsze chwile w moim życiu.
Spoglądałam pusto przed siebie. Woda w jeziorze, była tak czysta, że mogłam zobaczyć, jak na dnie, pływają różnorodne rybki. Znajdowały się tam małe i kolorowe, ale również duże i mieniące się barwami ryby.
Lubiłam na nie patrzeć.
Wydawały mi się takie beztroskie. Jakby ich życie, tylko zależało od przepływaniu i odkrywaniu świata. Jakby nie miały żadnych zmartwień.
Jedynym ich problemem, był fakt, że w każdej chwili, mogą zostać wyłowione i zabite. Wydaje mi się, że jednak większość z nich, nie myślała o swoim losie. Przynajmniej w nie ten sposób...jeśli w ogóle o nim myślała.
Westchnęłam przyglądając się niebu. Robiło się powoli ciemno.
Ponownie odwróciłam wzrok, kierując go na gitarę. Dotknęłam jej delikatnie, znowu cicho grając i śpiewając.
Zajmowało to przez jakiś czas moje myśli, jednak, gdy skończył się tekst piosenki, znowu poczułam się przytłoczona problemami.
"Proszę mamo, jeśli słyszysz, zaopiekuj się Rose. Pomóż jej, pozwól jej tutaj wrócić.."
Zdałam sobie jednak sprawę, że moje prośby są śmieszne. Jak ona może jej pomóc, pewnie już dawno znajduje się w niebie i nic nie wie o naszych losach, o tym co się z nami dzieje.
Zdenerwowana wstałam, chwytając mocno za instrument. Miałam wrażenie, że przez jej decyzję, to się nam stało. Że gdyby nadal żyła, nic złego by się mi ani Rose nie stało.
Machnęłam gitarą rzucając ją najdalej jak potrafiłam w głąb jeziora. Miałam to wszystko gdzieś.
Rodzicielka nam nie pomoże.
Sama musiałam wziąć sprawy w swoje ręce.
Musiałam ją uratować.
Nie mogłam pozwolić, aby to zakończyło się w ten sposób.
________
No i napisany:) jeśli ktoś czyta, proszę o komentarze:(


niedziela, 14 czerwca 2015

informacja

blog zostaje zawieszony, myślę że do półtorej tygodnia pojawi się tutaj rozdział...ale póki co straciłam motywację i wenę...wrócę tutaj, obiecuję:)

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 13

-Księżniczko..-dotknął mojego policzka zmartwiony.
Połknęłam łzy i jak narwana zaczęłam opowiadać mu wszystko o czym się dowiedziałam. Oliver gładził moją głowę nadal zatroskany. Gdy skończyłam opowiadać, wstał, przeszedł się kilka kroków nie odwracając ode mnie wzroku. Podparłam się rękoma.
-To jest pierwszy raz w historii, kiedy ludzie z czyśćca zdołali zawrzeć jakieś porozumienie z piekłem. Jezu, teraz już na pewno nie będzie bezpiecznie-chwycił się za kark.
-Ale mnie pocieszyłeś-mruknęłam również wstając. Otrzepałam spodnie z trawy.
-Grace, wybacz, ale muszę tą sprawę z kilkoma moimi znajomymi ogarnąć. Spotkamy się jutro?
Skinęłam głową. Nie dziwiło mnie podenerwowanie chłopaka, sama bardzo się martwiłam.
***
W nocy nie potrafiłam zasnąć, prześladowały mnie zdarzenia z wczorajszego dnia. Nie mogłam zamknąć oczu przez pojawiącego się smoka. Wydawało mi się, że nie jestem tutaj bezpieczna.
Że już nigdy nie poczuję się uchroniona przed wszelkim złem.
Bałam się.
Zaczęłam się cała trząść. Nie potrafiłam opanować drżących ust i rąk. Wstałam narzucając na ramiona bluzę. Wyszłam cicho do kuchni. Nałam do szklanki gazowaną wodę, opierając się o blat. Na dole było znacznie cieplej, dlatego odłożyłam sweter na blat.
Dlaczego nie mogłam urodzić się taka jak wszyscy?
Bez jakiś dziwnych zdolności, przez które nie mogę czuć się bezpiecznie nawet we własnym domu.
Kiedyś tak nie było..
Mogłam poczuć się bezpiecznie w ramionach mamy, mogłam z nią o wszystkim porozmawiać. Byłyśmy bardzo sobie bliskie. Zawsze po szkole, odbierała mnie i robiłyśmy wspólnie obiad. Codziennie się śmiałam.
Nie miałam żadnych zmartwień.
Lubiłam, kiedy bawiła się moimi włosami i cicho śpiewała piosenki do ucha. Wiedziałam, że nie pozwoli, aby stało mi się coś złego.
Najlepiej jednak wspominam chwile, gdy wyjeżdżaliśmy całą trójką, ja, mama i tata. Nigdy nie określaliśmy gdzie dokładnie spędzimy wakacje. Wybieraliśmy jak najszybszy samolot i dopiero na miejscu szukaliśmy hotelu. Moi rodzice nigdy nie byli z tego powodu jakoś zestresowani, tam gdzie byliśmy bliżej natury, morza czy gór, wybieraliśmy noclegi.
Uwielbiałam, gdy mama wyciągała gitarę. Zawsze ją ze sobą zabierała, gdy gdzieś jechaliśmy, tworzyła specjalnie dla mnie piosenki.
Któregoś dnia, gdy tak jak dzisiaj nie umiałam zasnąć, wyszłam najciszej jak mogłam z pokoju. Widziałam jak moja rodzicielka, już będąc w ciąży śpiewała tacie piosenkę.
Do dziś, pamiętam jej tekst.
Do dziś pamiętam barwę jej głosu, drżenie jej warg i melodię.
"Gdy po prostu zniknę stąd,
gdy nie będzie mnie przy Tobie,
gdy zniknę jak każdy Twój piękny sen,
zamknij oczy twe i pomyśl o mnie.
Obiecuję, że będę wszędzie tam,
gdzie nawet kochanie widzieć nie będziesz mnie chciał."
Nawet nie wiem, kiedy oczy zaszkliły mi się od łez. Specjalnie, co kilka miesięcy, wyciągam gitarę i gram piosenki napisane przez moją mamę.
To boli, ale wiem, że gdzieś w muzyce jest ona.
Upuściłam szklankę, gdy usłyszałam krzyk siostry.
Oczywiście taty znowu nie było w domu.
Wbiegłam po schodach, mijając swój pokój. Otworzyłam szybko jej drzwi.Nad jej łóżkiem, stała postać z kapturze. Uśmiechnęła się do mnie złośliwie. Wyryła na brzuchu mojej siostry, dużym kłem od którego biła czarna barwa, ogromny znak, który nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Ruszyłam do niego z wściekłością, wyrywając mu narzędzie. Śmiał się gorzko popychając mnie na koniec pokoju. Uderzyłam z hukiem o regał z książkami, z którego zaczęły wypadać rzeczy.
Przy drzwiach stanął Oliver. Jego czarne oczy paliły nienawiścią, a czarne ubrania iskrzyły się od ognia.
Spojrzałam na swoją siostrę. Była nieprzytomna.
-Zostaw je-warknął Oliver.
Mężczyzna znowu się zaśmiał, podniósł Rosie do góry za koszulkę i rzucił nią w chłopaka,który na szczęście szybko ją złapał. Gdy myślałam, że już to jest koniec, ciemna postać rzuciła się na mnie, trzymając mnie za szyję.
-Nie zależy mi na jej małej siostrzyczce, tylko na niej-uśmiechnął się.
-Zostaw ją..
-To by było zbyt łatwe, aniołku-zaśmiał się znów.
Widziałam jak delikatnie Oliver, kładzie dziewczynkę na ziemi. Korzystając z nieuwagi mojego oprawcy kopnęłam jak najwyżej nogą uderzając go przy tym w twarz. Odsunął się trzymając się za nos. Szybko uciekłam w stronę Oliver'a.
-Gracie..spróbuj zabrać Rose razem ze sobą do świata zmarłych, błagam..tylko tak będę mieć pewność, że będziecie bezpieczne. Spróbuj obudzić się później u mnie, w porządku?
Kiwnęłam głową. Nie wiedziałam czy dam radę zabrać ze sobą małą, ledwo co udawało mi się samej tam dostać. Zacisnęłam jednak pięści, poklepałam młodą po policzkach, za czas, w którym Oli toczył walkę z ciemną postacią. Na szczęście Rosie otworzyła oczy. Pociągnęłam ją za nadgarstek w stronę łazienki, zamknęłam drzwi na klucz i chwyciłam jej dłonie. Skupiłam się..nie myślałam o niczym innym, jak tylko przeniesieniu nas w tamten świat.
Zawirowało mi w głowie. Chwyciłam się szafki. Gdy otworzyłam oczy znowu znajdowałam się w tym samym pomieszczeniu, co zawsze. Rosie uciekła przez szare drzwi. Przerażona ruszyłam za nią, krzycząc aby wracała. Biegłam najszybciej jak mogłam, mijając znowu kolejne upadłe dusze.
-Rose, do cholery, zatrzymaj się!-Krzyknęłam pełna złości.
Dziewczynka jak wryta, stanęła w miejscu z lekkością utrzymując się na niewielkiej powierzchni. Chwyciłam ją mocno za nadgarstek. Jej oczy były zalane łzami, a włosy przylepione od potu do twarzy.
-Rose, dlaczego uciekałaś?-Warknęłam.
-Zostaw mnie....-szepnęła wyrywając dłoń z mojego uścisku.
Przerażona spoglądała za mnie. Odwróciłam się z rozdrażnieniem. Za nami, stała gromada ludzi. Połowa była ubrana na czarno, a od reszty iskrzyły rozmazane dwa światła:ciemne i czarne.
Serce podeszło mi do gardła, popchałam swoją siostrę, aby szybko biegła. Bałam się bardziej o nią, aniżeli o mnie. Jej długie włosy ciągle podskakiwały.
Rosie była ubrana w koszulę nocą w brązowe misie, kupiłam jej ją, gdy zgubiła się jedna z jej maskotek. Sama miałam na sobie zaledwie czarną koszulkę na ramiączkach i krótkie, szare spodenki. Było tutaj przeraźliwie zimno, lecz dzięki biegu, rozgrzałyśmy się trochę.
Chwyciłam ją znowu za dłoń, błagając, abyśmy pojawiłyśmy w domu Oliver'a.
Ktoś również chwycił za mój nadgarstek. Szarpnęłam dłonią wyrywając się czarnej istocie.
Otworzyłam oczy, obok mnie leżała Rose, odetchnęłam z ulgą. Podniosłam się powoli wzdychając. Leżałyśmy w salonie Oliver'a.
Spoglądał na nas zdumiony, ale zaraz potem przytulił nas obydwie.
-Boże tak się cieszę, że jesteście całe-szepnął.
***
Zawiózł nas do domu. Tata o dziwo jeszcze nie wrócił. Akurat, wtedy, gdy miałam z Oliver'em się spotkać, przyjechał tata. Zostawiłam małej, mój numer telefonu, aby w razie czego, zadzwoniła. Mieliśmy razem z chłopakiem wyjaśnić całe zdarzenie.
Przypomniał mi się ten dzień, w którym wszystko mi opowiedział. W którym rozwiał wszystkie moje wątpliwości.
Nie wiedziałam wtedy, co o tym myśleć.
Teraz było dokładnie to samo.
Zaparkował za moim domem. Słyszałam ryk silnika, dlatego szybko założyłam bluzę i wyszłam. Mimo woli uśmiechnęłam się do niego ściślej opatulając się bluzą. Podał mi swój drugi kask, teraz bez żadnych przeszkód, dobrze go założyłam. Gdy ruszył, mocno przytuliłam się do jego brzucha.
Obserwowałam znowu zmieniający się krajobraz. Im dalej jechaliśmy, tym było coraz cieplej. Tym czułam się bezpieczniej.
Nic się tutaj nie zmieniło. Wszystko było takie same.
Spojrzał głęboko w moje oczy, obejmując moją twarz dłoniami.
-Posłuchaj mnie uważnie, dobrze?-Szepnął.
Skinęłam głową.
-Zabrałem cię tutaj, bo wiem, że nikt nas nie usłyszy. To jedyne miejsce, w którym możemy porozmawiać spokojnie, w którym nikt nas nie podsłuchuje.-Powiedział cicho.-Nie jesteśmy razem z Alex..tylko nie wchodź mi teraz w słowo, posłuchaj. To jest zwykła przykrywka, aby archaniołowie nie czepiali się nas. Nie mogą wiedzieć, że cokolwiek do siebie czujemy, nasze kontakty muszą być czysto formalne...jeżeliby tak nie było, zająłby miejsce twojego anioła stróża, ktoś inny.
-Oliver...
-A nie chciałbym, aby ktokolwiek to zrobił. Żeby zastąpił mnie. Grace...księżniczko...nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Już od najmłodszych lat, zakochałem się w tobie-mruknął przybliżając się do mnie.-Kocham cię...kocham cię i chciałbym ci to mówić codziennie, bez żadnych konsekwencji i bez cienia wątpliwości..
Dotknął delikatnie wargami moich ust. Stanęłam na palcach, starając długo utrzymać się na nich,
Uśmiechnął się i pochylił się jeszcze trochę biorąc mnie w swoje ramiona. Pogłębił pocałunek mocniej przyciągając mnie do siebie.
To była najlepsza chwila w moim życiu. Chwila, którą chciałabym zapamiętać do końca. Słyszałam szczerość w jego głosie, słyszałam tak ogromną troskę i miłość, że wydawałoby się, że serce za niedługo wyskoczy z mojej klatki piersiowej.
Oliver pogładził mnie po twarzy uśmiechając się nadal. Jego oczy błyszczały, a uśmiech ciągnął się od ucha do ucha.
Chciałam już zawsze widzieć go takim szczęśliwym.
Szczęśliwym ze mną.
-Oliver...dlaczego nie mogłeś mi tego wcześniej wytłumaczyć?
-Bo lubię cię trzymać w niepewności-zaśmiał się.-Nie, no...nie byłem do końca pewny czy to miejsce jest bezpieczne.
Kiwnęłam głową przytulając się mocniej do niego.
Cicho opowiadałam mu, co się stało w czyśćcu. Chłopak słuchał mnie, gładził po włosach i nie wtrącał się.
-Nie brzmi to dobrze...rozpoznali cię?
-Nie mam pojęcia-westchnęłam odrywając się od niego.-Jeden chciał zabrać się z nami.
Kiwnął głową, jakby się zastanawiając. Złapał mnie za rękę idąc dalej, bliżej drzew. Szliśmy w ciszy, bałam się odezwać, bo Oli jakby chciał chwilę ciszy, aby mógł to wszystko przemyśleć.
-Posłuchaj..twoja rodzina naprawdę nie jest już bezpieczna. Jestem w stanie zrobić wszystko co w mojej mocy, aby chronić ciebie...ale ich nie. Rosie, twój tata, a także Sue, są pod opieką innych aniołów..nie mogę im zapewnić bezpieczeństwa..
-Oliver..-spojrzałam mu w oczy.-Ale oni także mają kogoś, kto musi ich chronić, prawda? Nie możesz z nimi porozmawiać?
-Chciałbym, księżniczko, tylko oni znajdują się u góry..Oni odpowiadają za to, w którym momencie umrą. Nic tutaj nie jest przypadkiem, wszystko jest zaplanowane. Mają o wiele więcej siły ode mnie, mogą więcej...dlatego, Grace, błagam myśl wyłącznie o sobie, dobrze?
Pokręciłam z sprzeciwem głową. Puściłam jego dłoń, czując palące policzki.
-Oni są dla mnie wszystkim, nie mogę tak po prostu myśleć o sobie..
Westchnął.
-To jest twoja najgorsza cecha, wiesz? Martwisz się bardziej o innych, niż o sobą siebie...-mruknął zirytowany.- Dobra, spróbuje się tam dostać, ale pójdziesz ze mną.
Kiwnęłam ochoczo głową, z powrotem przybliżając się do niego. Stanęłam na palcach cicho do niego szepcząc:
-Dziękuję.
Zaraz potem zadzwoniła do mnie Rosie.
Miała dzwonić tylko wtedy, gdy stanie się coś złego.
Widocznie to nastąpiło.
****
Przepraszam za niepisanie, ale nie miałam weny..:(
Proszę o komentarze, one MOTYWUJĄ:)

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 12

ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA RYBKI<3
Obudziłam się. Poduszka była zaschnięta od wylanych łez. Podniosłam się z łóżka niechętnie. Na dworze panował straszny mróz i ciągle padał deszcz. Ta pogoda, była bardzo podobna do moich uczuć, do mojego stanu, w którym teraz się znajdowałam.
Dzień po całym zajściu, nie czułam nic. Nie czułam złości ani smutku. Byłam zupełnie pusta.
Pusta i bezsilna.
Dopiero następnego dnia, moje uczucia dały o sobie znać. Dostałam sms'a od Sue, że mam się nie załamywać i ubrać się tak, aby Oliver'owi wyszły oczy. Zaśmiałam się smutno w duchu. Przypomniałam sobie, kiedy chciałam zrobić jej na złość i założyłam swój sweter w misia.
Tym razem postanowiłam jej posłuchać.
Wzięłam swój beżowy sweterek i obcisłe czarne spodnie. Oczy podkreśliłam czarną kreską, a rzęsy mocniej wytuszowałam. Zakręciłam włosy na lokówce, po perfumowałam się swoim ulubionym zapachem wody toaletowej i wyszłam z łazienki.
Mimo że nie musiałam wcześnie wstawać, to i tak byłam niewyspana. Prawie całą noc nie spałam, ale postanowiłam nie dać po sobie znać, że jestem tak bardzo zmęczona. Zaparzyłam kawę i usiadłam w salonie włączając leniwie telewizor. Po schodach zeszła Rose uśmiechając się do mnie. Przetarła zaspane oczy.
-Zrobisz mi warkoczyka?-Zapytała nieśmiało siadając obok mnie.
-Jasne.-Trudno było mi się uśmiechnąć, ale zmusiłam się na delikatne uniesienie kącików ust.
Odwróciła się do mnie tyłem podając mi szczotkę i gumkę do włosów. Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo urosły jej włosy.
Zdałam sobie sprawę, że przez moje problemy, zupełnie zapomniałam o młodszej siostrze. Przez miesiąc jak robot odwoziłam i przywoziłam ją ze szkoły, czasami pytając ją co u niej.Nie zawsze jej słuchałam, co Rosie zdążyła zauważyć.
Nawet nie zwracałam uwagi na to jak przez ostatni czas się zmieniła.
Kiedyś przychodziła do mnie z niektórymi zadaniami, abym jej pomogła, jednak gdy zazwyczaj zbywałam ją, aby poszła do taty, bo nie mam czasu, rezygnowała z przychodzenia do mojego pokoju.
Byłam na siebie zła. Bardzo ją kochałam i chciałam, aby wiedziała, że może na mnie liczyć.
Przez moją samolubność, zamknęła się w sobie. Nie prosiła mnie już, abym podwoziła ją do jej koleżanek, nawet nie opowiadała o nich.
Gdy skończyłam, przerzuciłam warkocz na jej ramię, dopiłam kawę i poszłyśmy do auta.
W lusterku zauważyłam swoje przekrwione oczy. Pomrugałam kilka razy i spróbowałam się uśmiechnąć, szybko jednak kąciki ust upadły. Westchnęłam spoglądając na smutną twarz dziewczynki.
-Przepraszam, Rosie. Ostatnio miałam tyle spraw na głowie, że nawet nie wpadłam na to, aby zapytać jak u ciebie. Masz nadal tak wspaniałe przyjaciółki, jakie kiedyś posiadałaś?
Pokręciła głową. Kątem oka widziałam jej szklane oczy. Zapaliłam silnik kierując się w stronę jej szkoły.
-Chcesz o tym porozmawiać...?-Zapytałam.
Zauważyłam, że jej policzki zrobiły się całe mokre od łez.
-Nienawidzę tej szkoły. Nienawidzę tych dziewczyn. Nie chcę tam iść, Grace.
-Jeju, kochanie...czemu mi nie powiedziałaś? Co się takiego dzieje?
-Muszę iść do szkoły...?-Spytała.
Westchnęłam.
-Gdybyś nie poszła, byłaby to tylko ucieczka od problemów, słoneczko. Musisz stawić czoła problemom. Pokaż tym kretynom jaka wartościowa jesteś, że nie da się ciebie tak łatwo złamać, dobrze? Porozmawiamy zaraz po tym jak wrócę do domu, w porządku?
Kiwnęła głową.
Zatrzymałam się pod jej szkołą.
-Ty też już się nie smuć, Grace. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć i na pewno najlepszą dziewczyną w tym twoim całym liceum. Nie daj się frajerom-puściła mi oko śmiejąc się.
***
W szkole, objęła mnie ramieniem Sue.
-Mam do ciebie dwie super wiadomości-mruknęła uśmiechając się.
-Słucham?
-Pierwsza, to taka, że muszę znowu ci powiedzieć, że wyglądasz dzisiaj tak dobrze....że Oliver, nie spuszcza z ciebie oczu...z resztą nie tylko Oliver, przynajmniej połowa szkoły. A druga...do szkoły przyszedł Nathan. Szuka cię wszędzie.
Upuściłam z hukiem książki.
-Co?!
Sue zaśmiała się pomagając mi pozbierać książki.
-Dziwisz się z powodu twojego wyglądu czy Nathana?-Uśmiechnęła się.
-Nie ważne, wiesz może gdzie jest Oliver?
Podniosła zaskoczona brwi.
-Ani mi się waż dzisiaj do niego podchodzić.-Podeszła bliżej do mnie mierząc mnie spojrzeniem.
-Boże, Sue, ty nic nie rozumiesz...
-To mi wytłumacz!-Krzyknęła pełna złości.-Mam dosyć twoich sekretów. Nadal nie dowiedziałam się co tak naprawdę łączy cię z Oliver'em, kim jest Alex i o co chodzi z Nathanem.
Pokręciłam głową oddalając się od niej.
-Nie mogę ci odpowiedzieć na te pytania...
-Dzięki, wielkie dzięki-warknęła.-Cieszę się, że masz do mnie takie zaufanie.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę.
Westchnęłam.
Nie dość, że mój poranek nie zaczął się szczęśliwie, to musiałam jeszcze pokłócić się z Susanne.
Nathan, Boże, przecież on teraz nie jest sobą.
Nie dam rady sobie sama.
Musiałam odszukać Oliver'a.
Pobiegłam na dziedziniec, ale zaraz potem zwolniłam krok.
Nie mogłam wiecznie na niego polegać. Jeśli będzie wiedział, że zawsze, kiedy mam kłopoty biegnę do niego, aby mi pomógł, będzie czuł się niezastąpiony.
Będzie uważał, że niczego mnie nie nauczył.
Nie mogę się zachowywać jak wiecznie mała dziewczynka. Muszę w końcu znaleźć w sobie siłę i radzić sobie sama.
Po tym co zrobił, nie mogłam mu ufać.
Zawróciłam gryząc wargę.
Bałam się.
***
Na stołówce zauważyłam, że Sue dosiadła się do Oliver'a i David'a. Kilka sekund później z pełną tacą dosiadła się do nich Alex. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się promiennie ustępując jej miejsca przy Oliverze. Wzięła swój talerz usiadła obok swojego chłopaka opierając głowę na jego piersi. Uśmiechnął się do niej głaszcząc ją po policzku.
Cała czwórka była roześmiana.
Alex zajęła moje miejsce.
Westchnęłam. Dałam na talerz, te rzeczy na które miałam ochotę i usiadłam do naszego starego stolika. Ukradkiem ciągle spoglądałam na swoich przyjaciół. Oliver nie uśmiechał się jak wszyscy. Widać było, że coś go dręczy.
Potrafiłam to rozpoznać.
Czerwonowłosa ciągle opierała głowę o jego ramię, czasami dotykała jego dłoni, ale on nie reagował. Zawstydzona szeptała mu coś do ucha, na co w ogóle nie reagował.
Uderzyła go delikatnie w ramię. Odwrócił do niej twarz, ale nie spoglądał na nią.
Spoglądał prosto na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok. Kątem oka zauważyłam jak Alex spogląda w moją stronę. Zaśmiała się głośno.
Zbyt głośno rzucała na mój temat różne niemiłe uwagi.
Moje opanowanie, które tak wiele lat, utrzymywało się we mnie, wybuchło.
 Byłam zła.
Miałam ochotę zrobić jej krzywdę.
Odniosłam tacę z talerzem, kierując się do ich stolika.
-Ta idiotka, nie ma w sobie nic interesującego, nic atrakcyjnego. Ha, nawet nie domyśliła się tego, że tak naprawdę mi się podobasz, Oli. Jest zupełnie głupiutka...Nie dziwię się czemu matka wybrała śmierć, zamiast opiekowania się nią i jej młodszą siostrą. Była zwykłym tchórzem.
Zacisnęłam pięść. Uwagi skierowane na mój temat, nie ruszały mnie tak bardzo, jak to kiedy zaczęła mówić w ten sposób o mojej mamie.
Trzymałam gardę wysoko i uderzyłam najmocniej jak umiałam w jej twarz.
Kostki pobielały mi od zaciskania, dlatego postanowiłam powtórzyć to, co zrobiłam wcześniej.
Spadła z ławki. Chroniła swoją twarz rękami. Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że to i tak jej nie uratuje.
Kopnęłam ją w brzuch.
Miałam ochotę zrobić znowu to samo, ale celując tym razem w głowę, lecz poczułam jak ktoś podnosi mnie do góry. Wierzgałam nogami krzycząc aby mnie puszczał.
Czułam jego zapach perfumu.
Udałam, że się uspokajam, jednak chłopak nadal chciał mnie wyprowadzić ze stołówki. Wykopałam nogą z całej siły w tył, uderzając go w krocze. Krzyknął pełen złości, puszczając mnie.
Pobiegłam do Alex, która próbowała podnieść się z ławki. Chwyciłam jej twarz, uderzając nią o moje kolano.
Oliver chwycił mnie mocniej, tak że nie potrafiłam nawet poruszyć rękami. Szybko wyszliśmy ze stołówki. Przeszliśmy całą szkołę.
Milczał.
Zatrzymał się dopiero na dziedzińcu. Podniósł mnie, tak abym usiadła na murku.
Stanął naprzeciwko mnie. Kilka centymetrów od mojej twarzy.
Czułam jego przyśpieszony, nerwowy oddech. Odwrócił wzrok licząc cicho oddechy.
Spoglądałam na niego.
Chciałam aby coś powiedział.
Nie chciałam ciszy pomiędzy nami.
-Nie mogę zacząć krzyczeć na ciebie za to co zrobiłaś. Wiem, że na twoim miejscu, gdyby ktoś zaczął mówić coś takiego jak ona, zrobiłbym to samo...-dotknął mojego policzka, ale nerwowo odtrąciłam jego dłoń.-ale martwi mnie to, że obudziła się w tobie taka złość...Wiedziałem, że nie puścisz jej tego płazem, ale nie myślałem, że odpłaci ona za swoje słowa, tak wielką karę.
-Moja mama była bohaterką.-Zaczęłam.-Nie jeden, myśląc tylko o swoim życiu, usunąłby problem. Moja mama taka nie była. Ona chciała żyć. Chciała się cieszyć z dziecka..tak jak każdy,ale nie chciała pozbawiać go szansy na życie. Wolała oddać swoje. Mimo, że widziała go przez kilka sekund, pokochała go. Wiedziała, że to jest słuszne. Wiedziała, że Rosie będzie wspaniałą dziewczynką, a ja dam sobie radę. Podziwiam ją. Podziwiam jej odwagę i nigdy nie pozwolę nikomu jej obrażać. Oliver, przykro mi to mówić, ale nie zrozumiesz mnie. Nie doświadczyłeś miłości od matki i nie wiesz jak to jest, zasługujesz na wspaniałą mamę, tylko niestety taką cię nie obdarzono...dlatego nie możesz pojąć miłości dziecka do matki...
-Twoja miłość jest tak wielka, że musiałaś zrobić jej tak wielką krzywdę? Że obudziła się w tobie taka złość?
-Sprowokowała mnie. Chciałam, aby się zamknęła, a jednym sposobem, żeby to zrobiła, było zamknięcie jej go przemocą.
Zaśmiał się cicho.
Spoglądał jeszcze na mnie, po czym pomógł mi zeskoczyć z murka.
Przytulił mnie.
-Wracaj na lekcje, księżniczko.-Gdy już odwróciłam się na pięcie, aby ruszyć w kierunku klas, chwycił mnie za nadgarstek.-Bym zapomniał....prześlicznie dzisiaj wyglądasz..
Uśmiechnęłam się mimo woli idąc w kierunku szkoły.
***
Przez cały dzień nie spotkałam Nathana. Omijałam miejsca, w których wiedziałam, że mogę go spotkać. Na stołówkę, przychodził zawsze godzinę później, dlatego spotkanie go graniczyło z cudem.
Szybko wsiadłam do auta. Sue najwidoczniej zabierała się z David'em, dlatego ruszyłam czym prędzej do szkoły od siostry.
Nie czekała sama tak jak zwykle.
Dookoła niej stało kilka koleżanek i kolegów. Uśmiechali się i żartowali.
Zatrąbiłam, myśląc, że dziewczynka zupełnie o mnie zapomniała.
Pomachała swoim przyjaciołom i wsiadła uśmiechnięta do auta.
-Widzę moje porady poskutkowały-spojrzałam na nią kątem oka włączając się do ruchu drogowego.
-Taak. Wystarczyło, że nie zwracałam na nich uwagi, a już zaprzyjaźniłam się z innymi.
Uśmiechnęłam się.
***
Do domu, później niż zwykle wrócił tata. Byłam już przebrana w piżamę i zamierzałam iść spać, kiedy usłyszałam jak mnie woła.
Zeszłam po schodach. Widząc jego surowe spojrzenie, serce mi zamarło. Oparłam się o blat.
-Co to była za akcja dzisiaj? Dziewczyna ma dwie szwy na brwi i złamany nos.
Opowiedziałam mu całą sytuację nerwowo wykręcając palce.
Skinął głową.
Zrozumiał.
Tak jak Oliver, nie miał mi tego za złe.
Rano, miałam kolejny trening z Oliver'em. Poprosił mnie, abym znowu wtargnęła do świata zmarłych, że dzieje się tam coś złego, a sam, nie może mnie teraz opuścić i muszę to sprawdzić.
Nadal byłam na niego zła.
Nadal nie potrafiłam mu wybaczyć.
Nie powiedziałam mu nawet o Nathanie. Pomyślałam, że sama sobie dam z nim radę.
Udowodnię, że potrafię radzić sobie sama.
Nie chciałam początkowo zrobić tego, o co mnie prosił, jednak obiecał mi, że w tą sobotę, wybierzemy się razem w to samo miejsce co kiedyś i wytłumaczy mi wszystko, odpowie na każde moje pytanie.
Zaręczał, że tam będziemy bezpieczni.
Uległam.
Zrobiłam to co mi kazał.
Miałam wybrać czwarte drzwi.
Nieprzyjemne uczucie było znowu tam wracać.
Tym razem naprawdę pojawiły się jeszcze jedne, inne drzwi, których nie było ostatnio.
Przegryzłam wargę i weszłam.
Przed oczami ukazało mi się pełno aniołów. Byli zrozpaczeni, zmartwieni i zaskoczeni moją obecnością.
-Co ty tutaj robisz?!-Wykrzyknął jeden z nich.
-Ja...Posłał mnie tutaj Oliver Black...miałam dowiedzieć się co jest nie tak...
-Ona jest człowiekiem....nie należy jeszcze tutaj-szepnęła jedna z dziewczyn.
-Ludzie z czyśca buntują się. Chcą zawrzeć układ z piekłem. Nie możemy na to pozwolić, ale oni znajdują coraz gorsze bronie. Chcą posłać rzeczy nieczyste i nieznane ludziom na Ziemię...szantażują nam...a Bóg milczy.-Mruknął któryś z aniołów.
-Słucham?! Jakie rzeczy nieczyste?
-Nie możesz zbyt wiele wiedzieć...poza tym nie pojmiesz tego...najlepiej uciekaj stąd.
-Ale....
-Żadne ale!-warknął ktoś.-Zamknęłaś za sobą drzwi...?
Skinęłam głową.
Wszyscy złapali się za głowy.
-Musisz teraz wyjść innym wyjściem. Idź tą trasą...prowadzi ona do tego samego pomieszczenia, tylko jest dłuższa.
Skinęłam głową. Nie chciałam narażać się aniołom.
Szłam ciągle prosto. Nie mijałam niczego niespotykanego. Droga rozgałęziła się. Nie wiedziałam, w którą stronę iść.
Przełknęłam ślinę kierując się intuicją.
Odwróciłam się. Za sobą widziałam ogień.
Zaczęłam biec. Ogień się rozprzestrzeniał.
Droga, którą biegłam, zaczął zabierać ze sobą żywioł.
Zdenerwowana zacisnęłam powieki biegnąć coraz szybciej.
Wpadłam na coś.
Coś co było łuskowate i ohydne.
Podniosłam głowę.
Przed oczami widziałam dużego smoka.
Chciał mnie zabić.
Szybko skręciłam w drugą uliczkę błagając o pomoc.
Biegł zbyt szybko.
Czułam jak moje pięty robią się gorące.
Nie potrafiłam stąd wyjść. Chciałam wydostać się z tego świata, ale nie potrafiłam tego zrobić.
Dobiegłam do drzwi i dopiero wtedy pojawiłam się znowu wśród żywych.
Serce biło mi jak oszalałe.
Nie chciałam już nigdy tam wracać.
Nie za cenę życia.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 11

Usiadłam na skałce starając się opanować oddech, Oliver narzucił zbyt szybkie tempo do przybiegnięcia tutaj. Przez całą drogę nie odzywał się do mnie, nawet nie spoglądał na mnie.
Przymknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć na niego, kiedy był na mnie zły.
-Grace?
Niechętnie uniosłam powieki.
-Musisz być rozluźniona i skupiona...Wstań.
Podniosłam się z kamienia, a on wskazał mi trawę. Usiadłam na niej odwracając od niego wzrok.
-Spójrz na mnie..-mruknął, wbiłam w niego zła wzrok.-W porządku, teraz się uspokój. Weź głęboki oddech nosem, a wypuść ustami. Powoli zamykaj oczy i skup się. Myśl intensywnie o tym, że chcesz się tam dostać. Możesz liczyć swoje oddechy.-Wzięłam głęboki oddech wypuszczając go buzią, szepnęłam: jeden, na co uśmiechnął się lekko.-Tylko pamiętaj, powoli zamykaj powieki, licz oddechy i bądź w pełni świadoma.
Po pięciu minutach, nadal nic się nie działo.
Pokręcił zrezygnowany głową.
-Grace, co mam zrobić, abyś poczuła się odprężona, co? Martwisz się czymś?
Pokręciłam niepewnie głową. Usiadł za mną.
-Rozluźnij mięśnie.
Ściągnął moją bluzę i zaczął mnie masować. Poczułam jak drżę.
Znowu zaczynałam liczyć swoje oddechy i skupiałam się. Świat zaczynał obok mnie wirować,
Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Wstałam rozglądając się dookoła. Zauważyłam troje drzwi. Jedne z nich były całkowicie białe i biło z nich jasne światło, po prawej stronie znajdowały się czarne jak smoła, obok nich słyszałam krzyki i płacz innych, naprzeciw mnie były wyblakłe, wprost przeciętnie i szare. Wzięłam głęboki oddech idąc naprzód, zdeterminowana naciskając na klamkę.
Stałam na najwyższym punkcie. Musiałam stawiać nogi jedna za drugą i unosić ręce równolegle do przepaści, aby nie stracić równowagi.
Bałam się, naprawdę byłam przerażona.
Czasami, chwytały moje łydki czyjeś ręce, roztrzęsione i błagające o pomoc. Krzyczałam głośno połykając łzy.
Tak bardzo się bałam.
Wzięłam głęboki oddech widząc rozgałęzienia dróg. Przede mną, stała gorsza trasa, była o wiele mniej stabilna i trudniejsza od prawej. Myślałam początkowo, aby skręcić w lepszą drogę, jednak wolałam nie ryzykować. Nie wiedziałam czy ona nie spowoduje, że zbłądzę.
Nie spoglądałam w dół. Zbyt bardzo byłam przerażona, aby patrzeć na wszystkie smutne i błagające o wolność twarze.
Poczułam mocny uchwyt na swoich stopach. Próbowałam wyrwać się, jednak siła moich prześladowców była zbyt wielka.
Krzyczałam, błagałam, aby mnie puścili, ale oni mnie nie słuchali. Chcieli, abym im pomogła, abym wyprowadziła ich stąd. Nadal moje ciało znajdowało się na wąskiej ścieżce. Musiałam na nich patrzeć. Musiałam widzieć niewinne dzieci i ból na twarzach u pozostałych.
Byłam bezsilna.
Przypomniałam sobie, że w każdej chwili mogę stąd zniknąć. Wytężyłam swój umysł i rozpłynęłam się w powietrzu.
Obudziłam na trawie. Nie potrafiłam złapać oddechu. Oliver dotknął moich pleców cicho szepcząc. Poczułam delikatne łaskotanie i falę gorąca.
Przed oczami nadal widziałam potępione twarze, tak bardzo chciały się stamtąd wydostać, tak bardzo było mi ich szkoda. Ich smutne oczy spoglądały na mnie z nadzieją, chciały abym im pomogła, chwytały się każdej deski ratunku. Widziałam wśród nich, nawet własnych rówieśników, tak zniszczonych przez ówczesne życie, przez pobyt tam. Wyglądali na wyczerpanych i spragnionych nieba.
Szkoda, że nie mogłam im go chociaż trochę podarować.
Nawet nie wiedziałam kiedy dostałam ataku paniki. Od przypominania sobie ich, trzęsły mi się dłonie, policzki były zalewane nowymi łzami, kurczowo trzymałam swoje ugięte nogi, kołysząc się wprzód i w tył. Wypowiadałam ciągle: "nie, nie wrócę tam, nie nie wrócę tam, nie chcę tam wrócić", nie panowałam nawet nad tym, moje usta same otwierały się, aby wypowiadać te słowa.
 -Grace, już jest wszystko w porządku, księżniczko, proszę przestań o tym myśleć...
Chłopak objął mnie swoimi ramionami. Poczułam jego męskie perfumy i nadal słyszałam aksamitny i pocieszający głos. Wtuliłam się w niego starając się opanować oddech.
-Spokojnie...przepraszam, nie powinienem kazać ci już tam wchodzić...Jezu, jest mi tak przykro, że tak to przeżywasz..-pocałował mnie delikatnie w czoło.
Otarłam łzy spoglądając na niego.
-Oliver, ale oni tak bardzo potrzebują pomocy, matko, jest mi ich tak szkoda...najlepiej uwolniłabym ich wszystkich, oni tak cierpią..musimy im pomóc..
Gwałtownie wstał pozostawiając mnie samej sobie. Przeszedł kilka kroków chwytając się za głowę. Wstałam niepewnie idąc za nim. Odwrócił się. Jego oczy zrobiły się wprost czarne. Był zły. Starał się panować nad uczuciami i uspokoić.
-Spojrzałaś na nich swoimi ludzkimi oczami, nie widziałaś od nich win, widziałaś tylko ich ból.
Przewróciłam oczami. Oliver chwycił moją twarz w dłonie. Spokorniał ilustrując moje oczy. Czułam jego ciepło na swoich policzkach.
-Nawet nie wyobrażasz sobie, co by mogło się stać, gdybyś im pomogła, nawet nie wiesz co te słowa znaczą, Grace.
-Nie ma w tobie za grosz empatii..-mruknęłam odsuwając się od niego.
-Tak?-warknął.-W czyśćcu siedzą nawet zboczeńce, pedofile, gwałciciele i mordercy, a ty ich zwyczajnie bronisz.
-Ale są tam też mniejsze dzieci, moi rówieśnicy i ludzie, którzy wcale na to nie zasługują!
-Czasami ludzie po prostu chcą,aby ich tak spostrzegali, jako bezbronnych ludzi, którymi tak naprawdę nie są. Uwierz, Grace, nauczysz się jeszcze wiele o życiu, wtedy będziemy mogli porozmawiać.
Wstałam bez słowa. Pożegnałam go wzrokiem kierując się do domu. Nie chciałam już go słuchać. Wiedział co o tym myślę.
***
Następnego dnia, zaczepiła mnie Alex. Jej długie czerwone włosy opadały na plecy, będąc spięte w wysoki kucyk. Dziewczyna była przerażona i cała blada. Zatrzymałam się ilustrując jej duże i przekrwione oczy. Szybko pociągnęłam ją do łazienki. Uczennice rok ode mnie młodsze spoglądały z ciekawością wychodząc z kabin. Gdy zostałyśmy same zapytałam:
-Jezu, co ci jest? Wyglądasz strasznie. Co się stało?
-Grace, nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałam tylko ponownie ci oznajmić, abyś miała oczy szeroko otwarte jeśli chodzi o Oliver'a.
-To przez niego taka jesteś...?
Pokręciła głową, a w jej oczach lśniły łzy. Zauważyłam na szyi dużą malinkę, którą ukrywała przez niebieską apaszkę. W moich myślach było pełno wściekłych słów, które chciałam w jej kierunku powiedzieć.
Wiedziałam, że przez jej łzy, jest to ktoś, kogo znam.
Ktoś kto jest dla mnie ważny i bardzo dobrze o tym wie.
Głos w mojej głowie krzyczał jego imię.
Oliver.
-Ty chyba żartujesz, że on ci to zrobił?-Zawołałam z wściekłością.
-Ja...
-Dlatego tak próbujesz mi wmówić, że on jest zły, tak? Że nie jest mnie wart?! Że mogę przez niego cierpieć?!
-Grace...ja wiem, że ci na nim zależy, ale to...nie moja wina, ja naprawdę...
-Nie zależy mi na nim-burknęłam wychodząc z łazienki.
Skierowałam się w stronę dziedzińca mając gdzieś ostatnią lekcję.
Nie było go tam.
Zdenerwowana poszłam w kierunku parkingu. Akurat wkładał swój kask.
Byłam taka zła.
Czułam choćby Alex odebrała mi cząstkę siebie. Było mi z tym źle.
Myślałam, że obydwoje coś do siebie czujemy. Byłam pewna, że skoro jest moim aniołem stróżem, nie myśli o mnie tylko jako o zwykłej koleżance, że coś pomiędzy nami mimo, że wybuchowe i dosyć dziwne dla innych stron, jest dla nas wyjątkowe.
Widocznie się myliłam.
Widocznie czerwonowłosa miała więcej wdzięku niż ja. Była mniej kłótliwa, bardziej zabawna i czuł do niej coś więcej.
Nie był zobowiązany jest nic obiecywać. Nie musiał jej chronić.
Nie musiał nawet denerwować się na nią, jeśli miała inne poglądy niż on.
Spojrzałam na niego pełna wyrzutu. Zatrzymałam się w połowie drogi. Zdziwiony ściągnął swój kask.
-Co jest, księżniczko?-Zawołał.
Czułam narastający gniew.
-Nie mów tak do mnie!-Krzyknęłam pełna wyrzutów podchodząc do niego z wściekłością.
-Gracie...
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego robiłeś mi te cholerne nadzieje, co?
-Grace, o co ci chodzi?-Spytał nadal zaskoczony.
-Jesteś z Alex, prawda?
Nadal zaskoczony nie pojmował tego co do niego mówię. Swój wzrok skierował uporczywie na mnie. Przegryzał wewnętrzny policzek.
-Do cholery! Jesteś czy nie?! Odpowiedz!
-Tak...-mruknął nadal spoglądając na mnie.
Zacisnęłam pięści.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś...? Dlaczego ona uważa, że ją skrzywdziłeś i nagle z tobą jest? Wytłumacz mi to..-szepnęłam.
-Porozmawiamy kiedy indziej, jesteś teraz zbyt nerwowa, obiecuję, że wszystko ci wytłumaczę. Poza tym, Grace-westchnął z bólem serca- wiesz o tym dobrze, że nie moglibyśmy być razem...
-Słucham?
Emocje gotowały się we mnie. Czułam, że niedługo eksploduje, czułam, że nie dam rady dłużej go słuchać. Byłam tak cholernie zła.
-Łączy nas tylko sprawa formalna, jestem aby ci pomóc, nic ci Grace nie obiecywałem..
Pomrugałam kilka razy starając się opanować złość. W myślach liczyłam do dziesięciu.
-Nie spotykajmy się chociaż przez trzy dni, proszę Oliver..
Kiwnął głową na znak, że rozumie. Odwróciłam się na pięcie pisząc sms'a do Sue:
"Potrzebuję dwóch kubełków lodów, TERAZ"
Po kilkunastu sekundach, odpisała mówiąc, że za pół godziny przyjdzie z nimi do mnie. Ucieszyłam się na samą myśl, że nie zostanę sama.
Jeśli zostałabym sama, myślałabym zbyt dużo.
W moim przypadku jest to teraz najbardziej niewskazane.
Z myśli rodzą się inne myśli, które są jeszcze gorsze od pozostałych.
Nie można pozwolić, aby one się uwolniły. Nie można pozwolić na to, aby zbyt dużo myśleć w takim stanie, jaki mnie pozostawił.
W takim stanie jakim byłam..i jak bardzo upokorzona się czułam.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 10

Leżałam na łóżku czekając na Sue, która miała przynieść nam herbatę i brystol  z piwnicy. Wróciła jak zwykle uśmiechnięta upinając włosy w niesfornego koka. Zaczęłyśmy robić projekt.
-Sue? Wiesz może kim była dziewczyna, w długich czerwonych włosach, co była na naszych dniach otwartych?
Spojrzała na mnie unosząc brwi.
-Szczerze ci powiem, że o to samo miałam cię zapytać. David z Oliver'em byli naprawdę zdenerwowani widząc ją. Jak spytałam się o nią Davida, nie chciał mi nic powiedzieć. Mówił tylko, że to stare sprawy Olivera.
Westchnęłam obracając się na brzuch.
-Nie mogłabyś go podpytać?
Wzruszyła ramionami.
-Mogę spróbować.
Uśmiechnęłam się szeroko, szczerze jej dziękując. Dopiłam herbatę i pomogłam jej sprzątać.
-Grace?-Odwróciłam się do niej.-Wiesz co dzieje się z Nathanem? Nie widzę go już od dobrych kilku tygodni.
Pokręciłam głową. Sama byłam ciekawa co dzieje się z naszym przyjacielem. Po tym jak okazało się, że ktoś przejął jego ciało, wolałam nawet nie myśleć, co się z nim teraz dzieje.
Jednak ciekawość była większa i zamierzałam dowiedzieć się gdzie on się teraz znajduje.
***
Rano obudził mnie głośny budzik na poranny trening z Oliver'em. Nie oszczędził mi nawet soboty, która była jednym dniem, w którym mogłam się wyspać. Założyłam poduszkę na głowę obracając się na prawy bok. Powieki zaczynały mi się znów zamykać. Po kilku minutach otworzyłam znowu oczy, spanikowana spoglądając na zegar. Za pięć minut miałam być gotowa.
Zerwałam się jak najszybciej z łóżka, przeczesałam szczotką włosy spinając je w wysoki kucyk. Szybko zaczęłam się ubierać, chwyciłam za butelkę wody i zbiegłam na dół. Skarciłam się w myślach, za swoje głośne tupanie. Wyszłam z domu, zamknęłam go i spojrzałam w stronę ulicy. Stał tyłem do mnie. Rozmasowywał kark.
Słysząc moje kroki, odwrócił się. Miał surowe spojrzenie.
-Dotrzymuj mi tempa. Biegnij tuż obok mnie.
Skinęłam głową zaczynając biegnąc równocześnie z nim. Zmienił naszą trasę. Tym razem przedzieraliśmy się przez nadal ciemny las. Bałam się, że spuszczę go z oczu, bo momentami musieliśmy biegnąć gęsiego, tak aby przebiegnąć przez wąskie dróżki. Starałam się opanować oddech. Kątem oka spoglądałam na jego klatkę piersiową dopasowując swoje wdechy i wydechy do jego. Zaczęły boleć mnie łydki. Gryzłam wewnętrzny policzek odwracając uwagę od bólu.
Zatrzymaliśmy się nad niewielkim mostkiem. Pod nami płynęła rwąca rzeka.
Zaczęliśmy ćwiczenia. Gdy Oliver stwierdził, że w końcu nauczyłam się czegokolwiek z samoobrony, wymyślił inne przerażające zadanie.
-Musisz chwycić się tej barierki. Będziesz wisieć nad rzeką. Od ciebie zależy czy spadniesz do niej, czy nie, twoim zadaniem jest utrzymanie się na rękach. Będę odmierzać czas.
-Chyba sobie żartujesz-warknęłam pełna złości.
Jego oczy zrobiły się ciemniejsze. Podszedł do mnie, widziałam, że miał zaciśnięte usta.
-Jeżeli powtórzy ci się sytuacja z twojego wejścia do nas, jeśli będziesz w tym samym miejscu, a ktoś cię zepchnie, uwierz, nie powrócisz ani tutaj, ani do mnie. Zginiesz wśród nieczystych dusz. Ciesz się, że obudziłaś się wtedy w dobrą chwilę, inaczej wątpię, abyśmy teraz rozmawiali.-Przełknęłam ślinę. Bałam się jego tonu głosu, a także przerażająco czarnych oczu.-Więc z łaski swojej, rób to co ci każę.
Skinęłam przestraszona głową. Przeszłam przez barierkę starając nie patrzeć się w dół. Chwyciłam się mocno rurki opuszczając się ze strachem w dół. Ciągle spoglądałam na chłopaka, obserwowałam jego ruchy, nie spuszczałam wzroku od jego ciemnych oczu i liczyłam każdy zarys mięśni na jego ramionach. Wzięłam głęboki oddech. Nie potrafiłam się już utrzymać, więc pod wpływem emocji zerknęłam na dół. Serce podskoczyło mi do gardła, widząc z jaką szybkością płynie woda.
Wydawało mi się, że minęła już cała wieczność.
-Oliver...ja już nie potrafię.
Spojrzał na mnie, a później na zegarek. Pokręcił zniesmaczony głową. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Podciągnęłam się do góry i ponownie przeszłam barierkę. Nie ważyłam się nawet na niego spojrzeć. Wypiłam kilka łyków swojej wody, a koszulką otarłam nieproszone łzy.
-Nie dam rady dzisiaj już z tobą być. Wrócę sama do domu..
Gdy już przygotowałam się do biegu, chwycił mnie za nadgarstek. Jego spojrzenie złagodniało. Otarł mi kilka łez, które zostały jeszcze na moich policzkach.
-Księżniczko..nie chciałem, aby stała ci się krzywda. Po prostu wiedziałem, że dasz sobie radę. Musisz być przygotowana na takie sytuacje.-Chwycił w dłonie moją twarz.-Nie wiem co bym zrobił, gdybym cię stracił.
Wzięłam nerwowo jego ręce.
-Gdyby naprawdę ci na mnie zależało, nie ukrywałbyś tylu rzeczy przede mną. Co się stało z Nathan'em? Kim jest ta dziewczyna, która ostrzegała mnie przed tobą?
Pokręcił głową odwracając wzrok. Znów zaczął masować swój kark.
-Nie wiem co się stało z Nathan'em, odkąd jestem na Ziemi, zostałem pozbawiony wielu informacji. Myślę, że powróci do swojego ciała, aż osoba, która mu go zabrała skończy bawić się jego kosztem.-Widząc nadal moje gniewne spojrzenie, znowu pociemniały mu oczy ze złości.-Do cholery, Grace, w porządku, załatwię to. Dowiem się co się z nim dzieje...ale nie patrz tak na mnie.
-Wybacz, Oliver, ale nie potrafię cię zrozumieć. Momentami jesteś naprawdę wspaniały, nawet czasami myślę, że pomiędzy nami mogłoby coś być, ale twoje huśtawki humoru przerażają mnie. Muszę już wracać do domu.
Wiem, że chciał coś jeszcze dodać, ale nie miałam już sił, aby go słuchać. Musiałam odpocząć.

***
-Sue, ty nie mówisz poważnie, prawda?-Mruknęłam przełączając ponownie kanał.
-Chciałabym.-Usłyszałam przez słuchawkę telefonu.-Odwołali nam ferie zimowo-wiosenne. Stwierdzili, że nasza szkoła opuściła zbyt wiele dni przez większość awarii. Na litość boską, ale dlaczego my musimy na tym cierpieć?!
-Od rana się nad tym zastanawiam-westchnęłam.
-No nic, przyjedź po mnie za dziesięć minut-mruknęła rozłączając się.
W szkole, na spotkanie grupy redakcyjnej przyszła czerwonowłosa. Dowiedziałam się od znajomych, że przepisała się na drugi semestr do naszej szkoły, jej poprzednia przeniosła ją tutaj z niewiadomych powodów.
Podeszłam do niej, byłam odpowiedzialna za nowych członków i kontrolowanie wydawanych artykułów, a także przydzielania zadań. Chrząknęłam.
-Nazywam się Grace Smith, jestem główną naczelną. Jak się nazywasz i w czym się widzisz?
-Alex Hedwig, myślę, że mogę sprawdzić się we wszystkim, we wcześniejszej szkole, też należałam do takiego kółka.
Skinęłam głową prowadząc ją do jej biurka.
-A czemu nadal tam nie jesteś?
Zaśmiała się beztrosko.
-Gnębili mnie, dyrektorka zdecydowała, że to będzie najlepsze rozwiązanie.-Uśmiechnęła się słabo.
-Hm, może chciałabyś napisać o tym artykuł? Niekoniecznie o sobie, ale coś, aby pokazać niektórym prześladowcom co o tym myślisz? Taki artykuł zmuszający do myślenia? Możesz też w razie czego użyć jakiegoś pseudonimu.
Jej oczy rozjaśniły się ze szczęścia.
-Jasne, to świetny pomysł.
-Super, dam ci za niedługo znać czy masz ograniczone miejsce, bo nie ja zajmuje się czcionkami i wielkością.
Po zakończonych pracach, pozbierałam swoje rzeczy z biurka. Czerwonowłosa robiła to samo.
-Grace?-Dotknęła mojego ramienia, kiedy zamykałam salę.-Chciałabym cię przeprosić, musiałaś o mnie sobie naprawdę pomyśleć, kiedy mówiłam ci o Oliveru, ale chciałam się tylko ostrzec. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną i mam nadzieję, że on cię nie zniszczy.
Spojrzałam na nią.
-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-Och...po prostu uważaj na siebie, dobrze?
Skinęłam głową odprowadzając ją wzrokiem.
***
Obudziłam się z krzykiem w nocy. Przedstawiała mi się Alex w męczarniach, na które bez skrupułów spoglądał mój anioł stróż. Wyglądała tak bezbronnie, było mi tak jej szkoda.
Później zamiast jej twarzy, widziałam swoją.
Widziałam siebie.
Długie czerwone włosy zamieniły się w blond, a szare oczy straciły błysk, kolor ich zmienił się tak samo szybko jak za jej miejsce pojawiłam się ja.
Po moich policzkach płynęły łzy, kiedy w głosie ciągle brzęczał mi głos, że nie pozwoli mnie zranić, a tam jednak spoglądał na mnie bez cienia emocji.
Zupełnie obojętny.
A może po prostu bezsilny?
***
Przy stoliku siedziałyśmy same z Sue. Oliver i David, nadal się nie pojawiali.
Z tacą podeszła Alex, uśmiechnęła się do nas nieśmiało.
-Czy...czy mogłabym do was się przysiąść? Bo wszyscy już jednak mają miejsca i...
-Jasne, siadaj.-Odparła Sue przysuwając się tak, aby dziewczyna miała miejsce, aby usiąść.
Czerwonowłosa, mając buty na płaskiej podeszwie była nawet niższa ode mnie. Miała drobną postawę, chude nogi i ręce, a także uwydatnione policzki. Uśmiechała się szczerze i po dłuższej rozmowie z nią, naprawdę była miła i wesoła. Dziwiłam się dlaczego chłopacy tak jej nie znosili. Była urocza i nie zachowywała się jak czysta idiotka. Ceniłam to.
Po wyjściu ze szkoły, opierał się o mój samochód Oliver.
-Widzę, że się zaprzyjaźniłyście...
Przewróciłam oczami otwierając auto.
-Błagam cię, Grace. Nie słuchaj zawsze tego co inni ci mówią.
-Czyli równie dobrze mogę nie słuchać Ciebie.
Westchnął podnosząc oczy do góry.
-A zresztą, po co ja się martwię? Mam tylko doprowadzić do tego, abyś w razie czego, po przejściu na stronę zmarłych była przygotowana. Nie musimy się nawet przyjaźnić, mam gdzieś co o mnie myślisz, bądź gotowa jutro o 4.
-Czemu tak wcześnie?-Jęknęłam.
Wzruszył ramionami bez cienia uśmiechu.
-Nie zrozumiałeś mnie. Jeśli ty unikasz tematu o niej, a ona o tobie nie, będzie mi łatwiej od niej coś wyciągnąć.
-Dowiesz się tylko jakim jestem bezuczuciowym draniem, nic nowego.
Odszedł nie oglądając się nawet za siebie.
-Ale nim nie jesteś...-szepnęłam.